Menu serwera

cukierek, perełka i batonik w jednym

jestem podłym piratem ale kupię sobie dwie rzeczy na pewno:

live at el mocambo

stevie ray vaughan & double trouble – live at el mocambo. koncertówka nagrana w rzeczonym klubie el mocambo. perkusista, basista i stevie ray. i to wystarczy. jeden z najlepszych koncertów blueasowych jakie kiedykolwiek słuchałem. tamtajesze wykonanie voodoo chile to imo jedno z najlepszych odtworzeń tego kawałka ever, ever. po prostu porywa. a cały koncert po prostu zniszczy fanów blueasa. choć w sumie nie znam ich zbyt wielu a tych niewielu doskonale wie o czym piszę :). przepiękny, cudowny, fenomenalny, elektryzujący koncert! trzech facetów wyprawia tam rzeczy muzycznie niesamowite po prostu. stevie ray wzbija się chyba na szczyty swoich umiejętności i robi z gitarą rzeczy nieprawdopodobne. jeśli jesteś miłośnikiem bluesa w szczególności a dobrego grania w ogólności – kup/ściągnij/pożycz/zabij ale jakimś cudem wejdź w posiadanie tego krążka. czy warto? jeeez, wrażenia gwarantowane!

live from austin, texas

stevie ray vaughan & double trouble – live from austin, texas. kolejne dvd, które znajdzie się na mojej półce. dziś w nocy pobrał mi się grzecznie divx ale doskonale wiemy przecież, że tak słuchać i oglądać muzyki się nie godzi. to w sumie w ramach pobudzenia apetytu sobie wziąłem. mała wycieczka po teksasie wraz ze steviem i kolesiami z double trouble. rzecz może nie tak porywająca jak koncert w el mocambo (tamten klimat, tamta publiczność!) ale i tak niezmiernie dobra. lubię dzisiejszą, nowoczesną elektronikę i brzmienia od muzyki poważnej po metal. ale takiej ekspresji, takiego nagromadzenia emocji, takiej miejscami wirtuozerii w opanowaniu instrumentu próżno szukać gdzie indziej, jak właśnie u bluesmanów. nie mam pojęcia z czego to wynika ale podejrzewam, że bardzo wiele ma tu do powiedzenia zwyczajne, proste uczucie – miłość. do instrumentu i do tego, co się robi. to na koncertach steviego widać jak na dłoni. bardzo dobry gitarzysta po prostu musi kochać swoją gitarę. aż do perwersji johna mayalla włącznie :)

bluesowe starocie? być może… nie zmienia to faktu, że to doskonałe starocie. ot i czas dorzucić coś do wishlisty :)

2 odpowiedź do cukierek, perełka i batonik w jednym

  1. salvadhor Maj 20, 2006 o 13:45 #

    Starocie to są płyty C.C.R. z 1968 roku, lub Inkspots z 1938 ( motywy z Fallouta ) :)

    Pan Vaughan gra ładnego równego bluesa. Owych koncertów nie słyszałem/widziałem, z racji, że raczej skupiam się na płytach audio. Chociaż takiego oratorium takiego Rubika fajniej się ogląda, niż tylko słucha :)

    A piractwo. Cóż, wywtórnie same nas do tego przymuszają. Przynajmniej w naszych polskich realiach finansowych. Sam tak robię. Najpierw ściągam mp3, potem kupuję CD. A kupowanie staroci boli kieszeń, oj boli.

  2. krzychu Maj 20, 2006 o 16:17 #

    Tak CoSta – wiem o czym mówisz ;P

    A swoją ścieżką: ja ostatnio zaposiadałem sporą kolekcję białasa Roya Buchanana… baaadzo miłe. A z klasyków-klasyków, to sporą radość mam z Lonnie Johnson „He’s a Jelly Roll Baker”, gdzie zebrano dźwięki z lat 30tych i 40tych XX wieku … pełen szacun!

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
o czym jest mój blog?

aż kupiłem dziś politykę. powód? oczywiście tzw. blogosfera doskonale wie bo kocha czytać o samej sobie. ja też to wielbię...

Zamknij