Menu serwera

jak zwykle w piątek – praca wieczorową porą

mam taki "sprytny" system nazywania i trzymania projektów, nad którymi aktualnie pracuję w robocie. "sprytność" owa to czywiście nic odkrywczego, wszystko bowiem opiera się na przyjęciu pewnej konwencji nazewnictwa katalogów i plików no i przede wszystkim na trzymaniu się tejże konwencji. muszę przyznać, że na efektywność roboty wpływa to znakomicie a odszukanie czegokolwiek to kwestia chwili. przy okazji niejako archwizuję sobie kolejne stadia pracy bo diabli wiedzą, czy komuś coś się nie odwidzi i np. nie zechce mimo wszystko pozostać przy projekcie, jaki prezentowałem tydzień wcześniej. każdy kto pracował z niewiedzącym czego właściwie sam chce klientem chyba wie doskonale o czym teraz piszę.

no więc od czasu do czasu dostaję zlecenia od takiego właśnie "klienta". znaczy jest sobie taka radosna pani w jednej z firm, dla których robię, która niestety władzy dostała nieco za dużo w stosunku do swoich kompetencji, braku jakiejkolwiek wyobraźni i w ogóle. podejrzewam, że umowy z sieciami handlowymi negocjuje niezłe ale nie powinna się ta pani zajmować dodatkowo marketingiem. nie ma do tego duszy ni predyspozycji. anyway, ten system wspomniany nieco wyżej zakłada, że projekt, nad którym w danym momencie pracuję, przy każdej sporej zmianie (np. dorzucone lub wyrzucone strony, zmiana kolorystyki całości – rozumiecie, mówię tu o istotnych zmianach) dostaje nową wersję w nazwie pliku a wersja wcześniejsza idzie do archiwum. dziś projekt pojawił się w dwóch nowych wersjach na twardzielu: 16 i 17. problem w tym, że to nie jest cholerna kartka pocztowa tylko techniczny katalog, osiem bitych stron obrazka za obrazkiem z prezentacją kolorów paneli, akcesoriów do tychże i co tam jeszcze można sobie wyobrazić.

FUUUUCK! szlag niech trafi babę na miejscu! niech jej oko wypłynie, wątroba siądzie a nery strzelą w cholerę! cztery, cholerne cztery razy robiłem ten cały katalog kompletnie od nowa! dziś kolejne dwa razy… dobry panie boże, spuść na tę babę wszystko co najgorsze, wszelkie plagi, choroby, nieszczęścia i co tam jeszcze. albo daj mi nieco siana wolnego to najmę jakiegoś najemasa, który zrobi z babskiem porządek raz na zawsze.

głupi, bufonowaty babsztyl :/

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
blogi w biznesie

taaak, wiem - było już nie raz i rozmieniane na każde sposoby. powiem krótko: nie interesuje mnie to wcale a...

Zamknij