Menu serwera

o czym jest mój blog?

aż kupiłem dziś politykę. powód? oczywiście tzw. blogosfera doskonale wie bo kocha czytać o samej sobie. ja też to wielbię i po zachęcających ocenach m.in. riddla nabyłem bylem rzeczona politykę by sobie ten artykuł poczytać. wrażenia? autor trochę zbyt mało popastwił się nad blogami. szczerze mówiąc to nie pastwił się wcale a powinien, oj jak bardzo powinien! powód? ten sam co zwykle – próba wytłumaczenia po kiego komuś blog. że jest to twór w sumie zbyteczny można się łatwo przekonać wbijając się na typowego bloga. takiego na ten przykład jak blog niżej podpisanego.

więc w ramach uzupełnienia politykowego tekstu popastwię się nieco nad swoim własnym dokonaniem :)

o czym jest mój blog? dumną angielszczyzną (nie pytajcie dlaczego akurat angielszczyzną) stoi: CoSTa’s Family Page. z tytułu wnosząc jest to więc blog o naszej radosnej komórce społecznej dla niepoznaki zwanej rodziną. nic bardziej mylnego! na 464 (w momencie pisania tego tekstu) wpisy o rodzinie jest tyle co nic: 47 wpisików. 1/10 pisaniny zaledwie na temat (czy do rzeczy to już inna historia). ten blog jest wszystkim tylko nie blogiem rodzinnym. prosta arytmetyka, ot co.

co mamy w podtytule? "ja jeden, one dwie…" (nomen omen na to akurat wpadł byte a mnie się bardzo spodobało). no to jak raz zgodne jest z prawdą. faktycznie menów w mojej rodzinie jest mało bo jestem sam jeden. przytłacza mnie ciężar żeńskości: żona, córka, kotka (były dwie) i najprawdopodobniej żółwica. jednym słowem – niezłe przegięcie. następny dzieciak będzie potomkiem a nie potomkinią bo jak nie to żonę z domu wypędzę :). jednak i ten podtytuł jest poniekąd mylący. przecież pisuje też i mój brat, zwany brzozą, a rodzinę to mamy rozległą, rozlaną po europie i gdyby tak każdy jej member wpisywał tu coś od czasu do czasu, to agregatory rss nie nadążałyby ze zbieraniem wieści a 10przykazań.com zapchalibyśmy szybko. swoją drogą – doskonała metoda na nabicie sobie kliknięć i wstawienie tak trendy ostatnio googlowych reklam.

no więc co tu jest tak na prawdę? tak na prawdę to tu wieje przeraźliwą pustką… jakieś wpisy o muzyce sakralnej, odkrytej dopiero co (a jak się okazuje znanej wszystkim od dawna) fajnej fińskiej nutce, wyznanie że oto żona mnie opuściła i zrobiła sobie ode mnie wolne… krótko i bez polotu, bez fantazji, bez kilku choćby głębszych zdań od siebie. to ma być blog? to ma być rodzaj pamiętnika? nie wiem jak wy ale ja noszę wyniesioną z dobrych lekcji języka polskiego nieco inną definicję pamiętnika – to przede wszystkim próba poukładania ścigających się myśli, walczących o wydostanie się z głębokiego wnętrza potrzeb… wstydliwa sprawa bo przecież często są to rzeczy bardzo intymne, myśli bardzo osobiste, pragnienia bardzo niskie. nie znajdziesz ich na tej stronie, o przygodny to czytający! może w kilku przypadkach otarłem się lekko o tę szalejącą wewnątrz burzę ale to tylko otarcie nie pozostawiające jakiegoś śladu. po jaką więc cholerę spędzać nad tą stroną tyle czasu i udawać, że pojawia się tu coś ode mnie, skoro w znakomitej większości są to po prostu notki o niczym albo o czymś, tyle że spisane językiem kompletnie nie odzwierciedlającym tego czegoś wagę.

takie blogi nie mają sensu istnienia. co wynika z tego, że napiszę o kilkudziesięciu aktualizacjach mojego systemu operacyjnego? kogo to interesuje? komu się to do czegokolwiek nada? kto wyniesie coś więcej niż ziewanie z wpisu o tym, jaką to durną robotę wykonuję i meczącą? inni pracują tak samo lub ciężej i pewnie zazdrościli by mi pensji. po kiego takie wpisy? jaki jest ich sens? krótko i na temat: ŻADEN. autor rzeczonego politykowego artykułu otarł się o to stwierdzenie ale nie pociągnął sprawy dalej. czytamy bowiem te swoje blogi nawzajem i zastępuje nam to kontakt bliższy, bardziej intymny, bardziej ludzki. przykład? proszę bardzo, za przykład posłuży mi bycik, z którym poznałem się w dosyć dziwnych okolicznościach przyrody. najpierw nieśmiały tzw. first (list kochani, taki prawdziwy, pisany na papierze za pomocą długopisu) a po odpisaniu przez bycika reszta poszła już lawinowo. wbrew twierdzeniom któregoś tam posła, dwóch facetów pisujących do siebie listy wcale nie musi być gejami (czyli pedofilami). ot po prostu gdzieś w odległym zgorzelcu znalazłem kolesia, który miał podobne do moich zainteresowania. reszta potoczyła się już sama. a teraz jak to wygląda? kurtuazyjna poranna wizyta na blogu bytowym, pozostawienie komentarza, równie kurtuazyjny rewanż. gdzie, kurwa mać, ta ikra??? swego czasu bycik nawiedził moje poznańskie lokum (robi się coraz bardziej gejowsko jak widać) za czasów mojego studiowania. poszliśmy nawet do kina (no to już wszystko jasne!), nie pomnę nawet na co. piwo, pogadanka, sympatyczny wieczorek, bycik się zmył. niby nic a jednak żaden ale to żaden blog, żaden komentarz, żaden mail nie zastąpi zwykłego, prostego aktu wspólnego spożywania browara.

inny przykład: rafi. zdaje się, że chłopak żyje w poznaniu (chyba). czy w ogóle przyszedł mi do głowy pomysł, by skrobnąć maila z tekstem "stary, robimy w tym samym fachu, słuchamy pewnie podobnej muzy, chcemy o czymś powiedzieć bo chyba po to prowadzimy blogi – choć na piwo!"? nie, nie przyszedł. brak śmiałości? nieee, nie o to chodzi. pragnienie zachowania anonimowości? no przepraszam, właśnie upubliczniam swoje przemyślenia – ekshibicjonizm w wersji wręcz klasycznej. więc o co chodzi?

blogi drodzy moi strasznie odizolowują. niby poznaje się ludzi, czasami o bardzo zbieżnych poglądach, dusze wręcz pokrewne ale nie robi się dokładnie nic ale to nic by te znajomości przekształcić w normalne międzyludzkie relacje. bo nic złego nie ma w tym, że chce się z kimś po prostu pogadać, wypić piwo, pokłócić i pogodzić. jesteśmy, drodzy moi, końcówkami swoich klawiatur służącymi do wciskania klawiszy. czasem bunt narasta i powstają emocjonalne wpisy, takie jak mniej więcej ten. i co? i dokładnie nic! te kilkaset osób dziennie, które odwiedzają mojego bloga, najprawdopodobniej wysiadło przy trzecim akapicie tego tekstu. nie dziwię im się. bo oto siedzę i za pomocą klawiatury publicznie krzyczę do ludzi, których to średnio obchodzi (bo dlaczegóż by miało ich to obchodzić?) o jakichś moich wewnętrznych rozterkach. blogi jako pamiętniki to kompletna bzdura i zakłamanie z definicji. bo najzwyczajniej w świecie wstydzę się powiedzieć kilkuset osobom to, co miałbym do powiedzenia jednej. jest pewien stopień międzyludzkich relacji, których nie zastąpi żadna sztuka publikacji. tak rozumiane blogi to kpina.

publikujemy strony o naszych zainteresowaniach, o naszych hobby, o naszych odkryciach muzycznych/filmowych/whatever. dlaczego? bo to bezpieczne jest. od siebie dajemy ocenę zjawiska, rzadko kiedy wnikamy głębiej opisując, co się na ową ocenę złożyło. zawsze interesowało mnie jak ktoś myśli. nie o czym tylko właśnie jak. jakimi pokrętnymi ścieżkami doszedł do takich a nie innych wniosków, pytań czy targających nim sprzeczności. bo to właśnie ta droga jest interesująca a nie czysto i schludnie (rzadkość prawdziwa ale zdarza się) ukazany wynik rozumowania. czyjeś wnioski obchodzą mnie średnio (co nie znaczy, że wcale) – mam kilka swoich zwojów, które wpadną na wnioski podobne lub całkowicie inne. ale w ten sposób nie poznam przecież człowieka, który za owym wnioskowaniem stoi…

mam taką wewnętrzną, atawistyczną potrzebę poczucia czyje ja właściwie wpisy czytam. dlaczego? bo chyba tylko w ten sposób jestem w stanie poznać człowieka. ksywy nic mi nie mówią bo nie wiem w jaki sposób powstały, zdjęcia nic mi nie mówią bo nie wiem jaka jest historia z nimi związana, poglądy na taki czy inny temat też nic mi nie mówią bo nie wiem co się złożyło na to, że są właśnie takie a nie inne. czytając blogi nie poznaję ludzi. poznałbym, gdyby prowadzili pamiętniki. takie, o których uczono mnie na niezłych lekcjach języka polskiego. ale kto się na to odważy? i przede wszystkim – po co? przecież się kompletnie nie znamy…

i koło nam się zamyka. tkwimy po dwóch stronach elektronicznych cudeniek mających za zadanie ponoć nas zbliżyć, pozwolić się skontaktować. owszem, to następuje. ale nie ma w tym, bo po prostu nie może, zwyklej międzyludzkiej chemii. nie ma feromonów, grymasów, gestów i tego wszystkiego, co składa się na człowieka. są tylko słowa. a i to nawet nie bo przecież mowa to także intonacja, brzmienie, tembr… zostają więc litery na białym zazwyczaj tle. trochę to mało by kogoś poznać, by zagłębić się w jego świat i wspólnie przeżyć to, o czym pisze.

konkluzja: mój blog jest o niczym, przekazuje tylko ścinki i zrzynki dnia codziennego, odpady powstałe w podróży między pracą, kuchenką a toaletą. nie obraźcie się ale większość znakomita blogów jest właśnie taka. potencjalny wniosek: nie czytać, nie pisać, dać sobie spokój. tak, to jest jakieś rozwiązanie. problem w tym, że uwielbiam te chwile spokoju, kiedy po prostu zapalam papierosa i poczytuję co tam u znajomych-nieznajomych słychać. czyli jest jak zwykle – jak się nie obrócisz, dupa zawsze z tyłu :).

jakieś lekarstwo na tę przypadłość? nie znam żadnego. chyba musi być tak, jak jest. a źle nie jest – rafi pisze o jakiejś fajowej piosence, byte jak zwykle o jakimś użytecznym wynalazku google, btd odkrywa na nowo, że granie bez lagów to komfort, riddle zwyczajowo już podaje kilka koderskich sztuczek, opi wkurwia fotkami z alkoholowej libacji (oj chciałoby się, chciało) itd. itp… szum ale bardzo fajny szum. a za tym szumem ludzie. z ich historiami, przekonaniami, problemami i radościami. nawet jeśli nie mogę tego u nich wyczytać to wiem, że za tymi wszystkimi anonimowymi w gruncie stronami stoją ludzie. to krzepi! i chyba dlatego nie przestanę czytać i samemu pisać.

a w ramach nagrody za dotrwanie do końca przepiękny utwór sick of me z płyty 313, którą opisałem niedawno tutaj. miłego słuchania!

28 odpowiedzi do o czym jest mój blog?

  1. Paweł Tkaczyk Maj 18, 2006 o 19:37 #

    Może ja nowomodny jestem, ale mam mnóstwo ludzi, których nigdy nie widziałem w realu, a mimo to utrzymuję z nimi całkiem niezłe kontakty. To prawda, że online. Ale wolę pogadać online codziennie, niż umówić się na piwo raz na pół roku (bo tak mniej więcej wygląda nasza synchronizacja kalendarzy). To źle? ;)

    • CoSTa Maj 18, 2006 o 19:55 #

      to doskonale :)

      ja chyba starej daty jakiś jestem. wolałbym usłyszeć brzęk szkła niż czytać długie i fascynujące maile. fajka, browar i można gadać do rana. jakoś tak mniej więcj wygląda wedlug mnie dobrze spędzony czas na robieniu dokładnie niczego :)

  2. byte Maj 18, 2006 o 19:49 #

    Pitolisz, facet. Blogi to blogi, nie zna życia kto nie służył w marynarce, nie zna blogów, kto sam jednego nie poprowadził. Próby analizy tego zjawiska mnie śmieszą, bo to takie same hobby jak działka. Ktoś opisuje działkowców? Dobrze że naród przypomniał sobie jak się zdania składa, to jeden wielki pozytyw blogowania.

    Na marginesie: byliśmy razem w kinie? Nie pamiętam :) Na czym?

    • CoSTa Maj 18, 2006 o 19:58 #

      o, zjebkę dostałem. ale co do tego narodu pracowicie składającego literki to pełna racja.

      a co do kina – byliśmy. ni diabła nie pomnę co to było :)

      [b]EDIT:[/b] ha! w piątek idziem z marsmellow na browarka. picie w stadzie to zdecydowanie jeszcze lepsza forma marnowania wonego czasu :)

      • byte Maj 18, 2006 o 21:10 #

        [quote]EDIT: ha! w piątek idziem z marsmellow na browarka. picie w stadzie to zdecydowanie jeszcze lepsza forma marnowania wonego czasu :)[/quote]

        A we mnie dojrzewa myśl, żeby spotkać się w realu z ludźmi z sieci. Ostatnio taki zjazd we Wrocławiu zafundował sobie Jogger.pl. Nie widzę problemu żeby w Poznaniu zrobić 10przykazan.com :) W razie czego jest MSM, CoSTa, Rafi… ktoś jeszcze?

  3. madman Maj 18, 2006 o 19:57 #

    Musze, CoSTa, przyznac racje. Wiekszosc BLOGow jest o niczym. Dla mnie jest to po prostu wygodny sposob prezentowania tego, co chcialbym wrzucic w HTML.

    Jak kazdy, ma swoje zalety i wady. Nie traktuje i nigdy nie traktowalem internetu jako miejsca, gdzie moznaby odkrywac przed wszystkimi swoje sprawy intymne, osobiste.

    Dlatego czekam na moment, kiedy wroce do Polski i wkoncuy spotkam sie ze znajomymi, pojde na piwo. Internet na razie (a raczej: cale szczescie) tego nie umozliwia. Miejmy nadzieje, ze nigdy nie bedzie ;)

  4. RAFi Maj 18, 2006 o 20:34 #

    CoSTa, si, si, jam Ci Poznań okupuję. ;>

  5. Biter Maj 18, 2006 o 20:56 #

    Eee tam, blogi to forma komunikacji taka sama jak mail czy forum (Costa, Byte – pamiętacie jeszcze spamliste? 200 maili dziennie o niczym w jej w złotym okresie :)). Izolacja zalezy od nas i naszego lenistwa a nie od tego gdzie sie popisujemy w wolnych chwilach przed monitorem.

    Rafi: To nie bądz [cenzura] i wpadnij do nas jutro po 19, bedziemy co prawda zachowywać się niepoważnie i szczeniacko ale przynajmniej bedzie wesoło :) Jakbys był chętny to skontaktuj sie ze mną lub costą na privie, dowiesz sie co i jak :)

    • RAFi Maj 19, 2006 o 15:43 #

      Biter, niestety mam roboty po kolana. ;) Zakasać rękawy trzeba i dziergać dizajny. :) Kiedyś was nawiedzę.

  6. bmp Maj 18, 2006 o 21:21 #

    doczytałem do kończa :) zawsze jakiś sukcesz

    a czytam twojego bloga, bo cuda na kiju tu można znaleźć i zawsze ciekawie

  7. jacca Maj 18, 2006 o 21:26 #

    kiedyś zastanawiałem się nad granicą sieć / real, nad tym co i jak dzieli albo też łączy ludzi – do momentu kiedy właśnie poprzez mój blog / jej blog nie poznaliśmy się, pokochaliśmy, zamieszkaliśmy i wkrótce zalegalizujemy związek;

    to chyba z mojej strony w skrócie tyle o blogach ;)

  8. jacca Maj 18, 2006 o 21:33 #

    a Twój blog jest po prostu dla mnie łatwo przyswajalny :) a to rzadka cecha w dzisiejszych trudnych ;) blogowych czasach

  9. walth Maj 18, 2006 o 21:35 #

    Blogi są przede wszystkim dla piszących :d Czytający to miły dodatek :D

  10. stan Maj 18, 2006 o 22:03 #

    nie czuje się blogerem, sam takowego nie posiadam. ale wiem, że blogi(przynajmniej te polskie) są miejscem, gdzie można wiele się dowiedzieć, poznać całkiem nowe rzeczy(muze np.) i to polska blogosfera skupia niesamowitych ludzi – bo czy to nie dziwne, że ludzie w młodym(riddle) jak i starszym(CoSTa) wieku potrafią zaciekawić wpisami naprawdę dużą publiczność/czytelników. niby o niczym, niby o wszytskim – ale zawsze dla kogoś.

  11. martinez Maj 19, 2006 o 05:53 #

    (potomkiniĄ ;))

    • CoSTa Maj 19, 2006 o 06:45 #

      (zasrana moja ortograFIA!) dzięki! zaraz naprawiam… cholerny openoffice nie wywalił mi tego jako błędu i proszę – jest obciach :)

      • byte Maj 19, 2006 o 09:00 #

        Firefox 2 w drodze, będzie miał sprawdzanie pisowni w formularzach :)

  12. CoSTa Maj 19, 2006 o 06:53 #

    hmmm… dziękuję za wszystkie te komentarze, dzięki za miłe słowa i w ogóle. nie będę się do wszystkiego odnosił bo to większego sensu nie ma. każdy ma jakiś własny pomysł na to, czym blog być powienien i jeśli takowy prowadzi, to pewnie ten pomysł realizuje.

    no i dobrze, tak chyba powinno właśnie być :)

    • RAFi Maj 19, 2006 o 11:13 #

      Towarzyszu, czy Ty przypadkiem nie utyskujesz, że w Polityce Ciebie pominięto? ;)

      • CoSTa Maj 19, 2006 o 11:19 #

        ??? a skąd taki dziwaczny wniosek mister rafi ???

        nie no, bez przesady, jestem narcyzem ale nie aż takim. swoje miejsce w szeregu znam, spoko :). po prostu art dał mi trochę do myślenia to i wylałem co miałem na wątrobie. cholera, człowiek napisze coś od siebie to zaraz będzie, że się „lansuje”. napisze coś nie od siebie to pewnie też będzie czymśtam, co się pewnie jakoś nazywa ale tej nazwy nie znam. kurczę, na swoim własnym blogu nie można się wychylić ani na jotę nawet poza standard :)

        eeech rafi, tropiciel lanserów :)

        • RAFi Maj 19, 2006 o 15:03 #

          Eeee, nie, nie.

          Obywatelu, spokojnie. Tak przeczytałem wpisik i taka myśl mnie naszła właśnie.

          A artykułu w Polityce nie miałem okazji przeczytać. W necie tylko jakiś teaser tego jest.

  13. shqvarny Maj 19, 2006 o 15:13 #

    Blogi są o niczym, a o czym są artykuły o blogach w prasie?

    Jest moda na blogi o niczym, więc jest moda na pisanie artykułów o blogach, artykułów które o niczym konstruktywnym nie traktujących.

    Za miesiąc, czy może za rok, w kolejnej gazecie ukaże się artykuł o blogach. Cytat stąd, cytat stamtąd, wszystko będzie się różniło jedynie jakąś aktualną nowinką – a to web 2.0, a to internet 3 i pół itd.

    Nie ma znaczenia czy ktoś uważa za większego lansera X czy Y, czy woli felietony Żakowskiego czy Wildsteina – ważne, żeby chciał to czytać.

  14. btd Maj 19, 2006 o 16:49 #

    Oj Costa nie marudz tyle tylko dalej pisz to swoje ‚o niczym’, bo milo sie czyta. Jasne ze to tylko namiastka spotkania w realu, no ale z Tychow do Poznania jeszcze cosik trzeba jechac (moj rekord to bylo troszke ponad 4,5 h)

  15. Robert Pankowecki Maj 20, 2006 o 08:29 #

    Popieram wniosek o dalsze pisanie niczego. Naprawde milo się to czyta i nawet potrafi zmusić do refleksji… czasem…

  16. Luke Mica Maj 20, 2006 o 09:35 #

    czemuś trackback nie zadziałał, więc dam ręcznie:

    [url=http://www.lm.kom.pl/2006/05/19/pesymistycznie-znowu/]http://www.lm.kom.pl/2006/05/19/pesymistycznie-znowu/[/url]

    • CoSTa Maj 20, 2006 o 09:58 #

      faktycznie, coś nie zadziałało, diabli wiedza czemu :/. zlinkowałem tówj tekst dla łatwiejszej jego klikalności. btw – niefajnie że pesymizm dopada :/

  17. Jurgi/Tristesse/Atari8.Info Maj 21, 2006 o 03:50 #

    Spróbuj czasem, zamiast pisać „o niczem” napisać coś ciekawego „o Nietzchem”. :>

  18. johny-max Listopad 25, 2009 o 08:12 #

    A ja sie nie zgodze…

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
sakralnie

nieco wcześniej było folkowo. a kiedy jest folkowo to jakoś automatycznie chcę, by stało się nieco inaczej, nieco bardziej zaangażowanie,...

Zamknij