Menu serwera

samokontrola to ciężka sprawa

znacie to uczucie lekkiej bezsilności w kontaktach z przełożonymi? nie? no to jesteście szczęśliwymi ludźmi. ja miałem już okazję poznać ale ostatnio zaczynam odkrywać wręcz całą cholerną krainę, której nazwę można streścić w krótkim a dosadnym słowie: ignorancja.

mam takiego jednego przełożonego, który obarczył mnie zadaniem dosyć specyficznym. na początku, gdy nie poznałem jeszcze w pełni charakteru zadania, spodobało mi się nawet – zawsze to jakieś nowe doświadczenie a i ocierające się o fuchę, którą klepię teraz. no niestety, przyszedł czas na tłumaczenie dogłębniejsze w czym rzecz i nieco mnie dech zaparło. wymaga się ode mnie zadań, których po prostu nie potrafię wykonać (dla ścisłości: zaprojektowanie zatowarowania w dużej sieci marketów budowlanych). po kilku rozmowach z menedżerami produktów i poznaniu nieco głębszym problematyki, nagle dotarło do mnie, że wymaga to zagadnienie cholernej wiedzy i przede wszystkim – praktyki oraz znajomości samej sieci marketów (co przejdzie, co nie przejdzie, co można a czego nie za bardzo). to mnie po prostu przerasta. jestem detepowcem a nie marketoidem/sprzedawcą/menedżerem czy czym tam jeszcze.

okej, lecę więc do rzeczonego przełożonego by szepnąć mu słówko, że ja się do tego niezbyt nadaję i co najwyżej uwalę dosyć istotną kwestię. tu potrzeba fachowca i wyjadacza a nie kolesia, który owszem może to wszystko ładnie w jakąś prezentację wsadzić (na początku o takim właśnie działaniu była mowa) ale na pewno nie zatowaruje cholernego marketu budowlanego. i tu odbiłem się od muru. przełożony stwierdził, że zadania zostały już rozdysponowane i mało go teraz obchodzi reszta – ma mieć w takim a takim terminie wszystko przed nosem wedle własnego widzimisię. tu mnie nieco pierdyknęło i dalej nawijać, czym ja się właściwie w tej firmie zajmuję bo najwidoczniej kolunio z kimś mnie pomylił. i co? i kompletny brak zrozumienia. tłumaczę najlepiej jak mogę (ba, swojej starszej nawet w pewien sposób wytłumaczyłem co to takiego właściwie to całe dtp choć pewnie jak ją znam to nie jarzy z tego kompletnie nic :)), robię pokazówkę, znoszę swoje prace i staram się wytłumaczyć, że ni cholery nie wiem jaką nośność może mieć stojak z płyty osb, jakiej może być wielkości i ile krzyżaków ma mieć by się nie zawalił pod ciężarem ekspozycji. o zaprojektowaniu takowego w ogóle mowy być nie może bo się najzwyczajniej na tym nie znam.

grochem o ścianę. "przecież pan tak ładnie nam tu zwizualizował kolekcje tego i owego"… ręce mnie opadają. jedyne co się ciśnie na usta to stek wyzwisk i obelg. strategia przetrwania: zamknąć się, potakiwać i wyglądać skądś pomocy. innego wyjścia nie widzę, z przełożonym się nie dogadam. diabelnie ciężka jest taka samokontrola by nagle nie wybuchnąć…

i co? i nico. stanęło na tym, że mam to zrobić choćby nie wiadomo co (koleś z tych, za plecami których pracownicy robią różne gesty i niekoniecznie są one miłe). termin jakiś absurdalnie krótki, roboty z poligrafią ni cholery nie chce być mniej a tu jeszcze taki pasztet… zdaje się, że początki czerwca będę spędzał od rana do późnego wieczora w firmie :/

za mało mi za to płacą, zdecydowanie za mało…

7 odpowiedzi do samokontrola to ciężka sprawa

  1. carstein Maj 31, 2006 o 19:14 #

    Zrób, najlepiej jak potrafisz. Każ menadżerowi się pod tym podpisać. Jak się zawali, to go wsadzą. Proste :).

  2. Biter Maj 31, 2006 o 19:29 #

    A wrecz przeciwnie, zrób na odpierdal i zjeb specjalnie coś ważnego, jak sie bedzie pluć to powiesz „przeciez mówiłem ze sie nie znam”. A tak jak dasz palec to zaraz ci ręke wezmą :/ O swój interes musisz sam zadbać niestety, w korporacji pracujesz ;)

  3. mav Maj 31, 2006 o 20:16 #

    Dobrze zrobiłeś, że uprzedziłeś bossa o tym, że nie jesteś odpowiednim człowiekiem do zadania (skoro boss osioł sam na to nie wpadł), źle zrobiłeś, że przeszedłeś się z tym już po wzięciu fuchy.

    Widzę tylko jeden sposób wyplątania się z tego szamba – idioci boją się odpowiedzialności. Powiedz mu, że jak się spieprzy, to będzie na niego, a to, że cię wywali wcale nie rozwiąże jego problemu (szczególnie jeśli wziął zaliczkę). Uwaga: jeśli jest patologicznym kretynem zwolni cię zanim skończysz mówić :(

    Przerabiałem to niestety…

    • CoSTa Maj 31, 2006 o 20:48 #

      najprawdopodobniej opcja „zwolni zanim skończysz mówić” jest jak najbardziej na miejscu. w sumie wisi mi to, pracę znajdę raczej bez problemów ale co opadnięte ręce to opadniete ręce. co do brania fuchy – masz w pełni rację (tyle że cholera ja tu jestem w stosunku podwałdności i w sumie to mnie zlecono bardziej niż ja brałem dobrowolnie). no i kompletnie inaczej to wyglądało na początku taka jego mać. z czasem się okazało o co loto :/

      cholera, przyjdzie przełknąć tego jeża. trudno się mówi i zakasuje rękawy. ot i wiele się nauczę w bardzo ale to bardzo krótkim czasie :)

      • mav Maj 31, 2006 o 21:06 #

        hyhy… za miesiąc zgłoszę się po ekspertyzę materiałów do remontu chaupy :D

  4. Dzideq Maj 31, 2006 o 20:23 #

    Hehe, Dilbert sie klania. Przewertuj pare komixow i postepuj zgodnie z nimi :]

  5. Biter Maj 31, 2006 o 21:26 #

    Nauczyć sie tego i zrobić to ostatecznie tez niegłupie, trzeba zdobywać nowe zawody ;P

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
long time no see ubuntu

tylko 92 aktualizacje?oj nareszcie! jakoś tak wyszło, że ostatnimi czasy siedziałem w windows non stop. muszę przyznać, że te powroty...

Zamknij