Menu serwera

terror darmowych gazetek

wpis dla pełnoletnich – wulgarny acz chyba zrozumiały w tych okolicznościach język…

obrazek: idę sobie do pracy, czytam po drodze wyborczą (taaak, samochód mi zabrała rodzicielka :/), średnio zwracam uwagę na to co się dokoła dzieje. ni z tego ni z owego wpadam na jakiegoś kolesia, który wyrósł mi dosłownie przed nosem. pod rzeczonym nosem spotykam w tym samym momencie gazetkę w stylu "metro". stanąłem bo obchodzić mi się gościa nie chciało, no i grzecznie podziękowałem za gazetkę. nic, koleś głuchy albo niedorozwinięty. stoi dalej jak stał. myślę sobie, że czas zastosować manewr oskrzydlający i biorę się za wymijanie z lewej. nie wrzuciłem migacza by mi drogi nie zajechał… to był błąd! z iście bramkarską intuicją drogę po lewej zastąpił mi koleś rozdający tym razem jakieś "echo" czy coś w tym guście. muszę przyznać, że poczułem się nieco osaczony a gdy się czuję osaczony, włącza mi się agresor.

"wypierdalać" rzekłem może niezbyt uprzejmie ale ten agresor…

"no ale niech pan weźmie, muszę to dziś do południa rozdać" to chyba był ten od echo, a może metro? nieważne…

"gówno mnie to obchodzi, wyjeb to do śmieci i spierdalaj mi z drogi" rzekłem tonem władczym i nie znoszącym sprzeciwu. moja żona zna ten mój ton z wizyt w różnych urzędach, gdzie załatwiam sprawy szybko i skutecznie bo się mnie ponoć boją :)

w międzyczasie jakoś od mojego tyłu zaszedł nas kolejny koleś (laski w tym biznesie nie robią?), który tym razem rozdawał jakieś darmowe gazetki dotyczące uczelni. ten już przegiął pałę na maksa – ni z tego, ni z owego zobaczyłem kątem oka nad prawym ramieniem czyjąś łapę i koło prawego ucha wylądowała mi rzeczona gazetka. nie wiem – miałem ją wziąć, ugryźć a może się nią podetrzeć…

nie wiem jak u was ale kiedy we mnie wstępuje agresor, to po całości. adrenalina pompuje się doskonale (widać mimo palenia mam krążenie OK :)), dostaję energetycznego kopa i natrudniej to jest mi nad tą całą skumulowaną energią jakoś zapanować. w takich wypadkach albo trzeba dać w zęby, albo się przebiec albo to wypłakać. tak to już z adrenaliną jest…

można też zrobić coś innego. można złożyć czytaną gazetę, wsadzić pod pachę, lekko się wypiąć i rzucić jakimś idiotycznym tekstem. coś w stylu "no dobra, starczy, teraz będę napierdalał" czy coś równie głupiego. szczerze mówiąc nie pamiętam co mi się tam rzekło, rozumiecie – adrenalinka robi swoje…

w mgnieniu oka zrobiło się pusto, miło, przyjemnie i przewiewnie. szkoda tylko, że człowiek z rana zamiast dobudzać się w pracy kawą, budzi się adrenalinowym kopem. okej, to działa wręcz wyśmienicie ale mimo wszystko wolę bardziej smakowite metody.

i jedno pytanie: czy tych kolesi ktoś uczy, że mogą sami zapracować sobie na krzywdę? ja nie jestem porywczy ale gdyby to był jakiś standardowy kark…

30 odpowiedzi do terror darmowych gazetek

  1. Biter Maj 9, 2006 o 07:35 #

    Donkładnie!!! Ja stosuje metodę warczenia połączonego z agresywnym spojrzeniem – w miarę skutkuje ;) Kolesie sa porostawiani tak idiotycznie ze natykam sie na ten sam materiał kilka razy w obrebie 3 ulic. No masakra człowiek nie moze iść po ulicy i zajmować sie w spokoju swoimi myslami bo cie tu tacy natretni atakują. Pół biedy gazetki, najgorsze są ulotki szkół językowych (zwłaszcza profi lingua). No bez przesady..codziennie dojeżdzam mniej wiecej tą sama droga (pracuje w centrum) i kazdego dnia kilka razy ktos mi podają ta samą ulotke przez cały rok :) A kolesie są w dodatku namolni bardzo, potrafią np wskoczyc do tramwaju lub zastąpić droge gdy biegniesz…Strasznie kusi aby w takim momencie zacisniętą pięść wyciągnąc przed siebie ;)

  2. Paool Maj 9, 2006 o 07:55 #

    hehehe, aż się Pepsi poplułem czytając cytaty. :P

  3. kazzam Maj 9, 2006 o 07:59 #

    Moje podejście do „rozdawaczy” zmieniło się, gdy sam kilka dni rozdawałem ulotki. Pierwsze kilka godzin było: „Dzień dobry! Czy nie chciałby się pan zapoznać z ofertą naszej firmy?” itd. W końcu pojawiło sie kilku kolesi niezbyt wybrednie komentujących profesje rozdającego ulotki. Cała grzeczność przechodzi i patrzy się na zmianę to na zegarek, to na stertę zbyt wolno ubywających ulotek.

    Od tamtej pory kieruję się daleko posuniętą empatią i biorę te ulotki i gazetki nawet jeśli miałbym je wrzucić za następnym zakrętem do najbliższego śmietnika. Mały wysiłek, a na sumieniu lżej. Bez agresji i epinefryny. Jeśli takie rzeczy Was wyprowadzają z równowagi zalecam już teraz umówić się z kardiologiem.

    Prawda, potrafią być namolni i irytujący ale czy nie wymusza tego na nich charakter ich pracy. Poza tym praca jakby nie była zasługuje na szacunek. Pozwolę sobie zakończyć w tym lekko patetycznym tonie.

    • Biter Maj 9, 2006 o 08:23 #

      Wiesz…mozna też być np kanarem lub akwizytorem (ja bym nie mógł, ale rozumiem ze jest bezrobcie) to jak bedzie się wykonywać swoją prace zalezy tylko od człowieka, jak ktos nie potrafi dobrze wykonywać swojej pracy to znaczy ze sie do niej nie nadaje i powinien ją czym predzej zmienić. Chamstwa i naruszania mojej prywatnosci nie bede tolerował, a cenie to sobie bardziej niz zawodowe spełnienie obcego mi człowieka który mi sie agresywnie narzuca (ja nie prosze i nie potrzebuje tego co mi oferuje) – profesjonalizm jest pożądany w każdym zawodzie.

      • kazzam Maj 9, 2006 o 08:49 #

        To co postrzegamy jako przejaw chamstwa i naruszania naszej prywatności jest naszym dalece subiektywnym odczuciem. Reakcja na takie zachowania również zależy od nas samych.

        Ludzie z gazetkami muszą się narzucać (w granicach rozsądku), bo od tego zależy wydajność pracy, za którą im płacą.

        We wpisie CoSTy bardziej niż zachowanie ludzi z ulotkami wątpliwa moralnie jest reakcja autora, którą szybciej nazwałbym chamstwem i naruszeniem prywatności. Ale to tylko moje prywatne zdanie.

        Podkreślam, że moja opinia przez wzgląd na doświadczenia jest subiektywna.

        Tekstu „Wiesz…mozna też być np kanarem lub akwizytorem (ja bym nie mógł, ale rozumiem ze jest bezrobcie)” nie komentuję i pozostawiam do ponownego przemyślenia.

        • CoSTa Maj 9, 2006 o 09:06 #

          oczywiście, że moja reakcja była chamska. niczego nie lukruję i z niczym się nie ukrywam. ale skoro już tak kulturalnie łapiemy się za słówka to chciałbym zauważyć, że najpierw grzecznie za gazetkę podziękowałem. nie przyniosło to pożądanych rezultatów (czytaj ciągle miałem toto przed nosem) więc zacżałem manewr wymijania. i wtedy dopadła mnie reszta.

          różne rzeczy w życiu robiłem i się ich nie wstydzę. żadna legalna praca nie hańbi. jednak pracując np. w galerii nie stawałem komuś przed drzwiami uniemożliwiając mu wyjście li tylko dlatego, by wziął jakąś zafajdaną ulotkę, którą w tej galerii mógł wziąć za darmo. są pewne granice narzucania się.

          ja doskonale wiem, że kolesie mają to do rozdania ale na prawdę mało mnie to obchodzi. to ich praca, nie moja. ja tego nie chcę i wymagam, by tego szanowano, tym bardziej, że daję to jasno i grzecznie początkowo do zrozumienia. dokładnie tak samo jak ty wymagasz, by szanowano pracę roznosiciela ulotek. jednak gdy ktoś zaczyna mi wchodzić na głowę i próbuje uszczęśliwić na siłę, niech liczy się ze skutkami, które mogą być różne. jedni odwórcą głowę i będą uciekali na drugą stronę ulicy, inni wezmą dla świętego spokoju. ja nie pozwolę się zmuszać do takich zachowań. szkoda, że najwidoczniej o tym nie mówi się owym roznosicielom ulotek.

          że są sprawdzani? oczywiście! przecież to żadna tajemnica. ja też jestem w mojej pracy sprawdzany, każdy podlega jakiejś kontroli. ale powtarzam – taką sobie pracę chłopcy wybrali i to jest ich, nie mój problem. nijak kontrole nie tłumaczą napastliwego zachowania.

          i jeszcze jedno – proszenie jak widać nie przyniosło żadnych efektów. miałem błagać by dano mi spokój??? może powinienem w imię szacunku dla pracy roznosiciela ulotek… no nie róbmy sobie jaj, ja bardzo proszę.

        • kazzam Maj 9, 2006 o 09:24 #

          Emmm… chciałbym żebyśmy mieli jasność. Jak dla mnie to po kolejnym nieskutecznym „wypierdalać” mogłeś zacząć ich wszystkich okładać prętem zbrojeniowym. Twój wybór a ich ryzyko.

          Z jednej strony piszesz, że mało Cie obchodzi ich robota a z drugiej wymagasz od nich wobec siebie szacunku. Ja się w tym gubię.

          Między rzucaniem mięsem i błaganiem na kolanach o spokój jest jeszcze jakieś pole manewru. Asertywność?

        • CoSTa Maj 9, 2006 o 09:38 #

          nie wiem za kogo mnie i siebie uważasz ale proszę, bez moralizowania i jakichś wziętych z sufitu prętów zbrojeniowych, m’kay? możesz darować sobie barwne wyolbrzymienia? nic takiego nie deklarowałem.

          szczerze mówiąc to guzik mnie obchodzi ich robota a ich guzik obchodzi moja. sznować się jednak na wzajem wypada bez względu czy się szanuje czyjąś pracę czy też nie. kiedy mówię grzecznie „nie, dziękuję” to oczekuję, że równie grzecznie ktoś mi z drogi zejdzie. co w tym trudnego i w czym tu się można zgubić?

          aserywność? raz grzecznie powiedziałem „nie, dziękuję”. spełniłem wymogi. wybacz, nie będę idąc do pracy wpadał w asertywną pogadankę z roznosicielem ulotek, który najzwyczajniej w świecie wkurwia mnie swoim zachowaniem. ja wiem, że słowo „asertywność” jest ładne i modne ale nie mam zamiaru li tylko dlatego zmuszać się do zachowań, na któreych nie mam ochoty.

        • kazzam Maj 9, 2006 o 16:23 #

          Na wielkiego Romana! Jestem jak najdalej od moralizowania! Pręcik to taka hiperbola. Nie ukrywam tylko, że ten wpis mnie… poruszył. Jak widać mamy inne metody radzenia sobie z takimi sytuacjami, inne doświadczenia i inne poczucie empatii wobec ludzi.

          Nie czuj się dotknięty, czy zaatakowany bo nie masz powodu. Jeśli Cie zdenerwowałem, szczerze przepraszam nie takie miałem intencje. Zastanowię się dwa raz zanim coś jeszcze u Ciebie napisze.

          Za kogo się uważam? Gościa na Twoim blogu, który nie zgadza się z tym co piszesz, nic więcej.

        • CoSTa Maj 9, 2006 o 17:37 #

          spokojnie! to ja przepraszam za napastliwy ton. niezbyt dziś udany dzień :/. masz zupełną rację, jesteś tu gościem i nie powinienem tu uprawiac pyskówek bo to po prostu niegrzeczne. przepraszam ponownie. no czasem (jak widzisz) mnie ponosi, ot brzydka cecha charakteru :/

          cóż, zaczeło się niezbyt udanie ale mimo wszystko zapraszam do wpadania. cenię sobie dobrej jakości dyskusję i czasem pojawiają się tu tematy, które taką mogą sprowokować. a wyglądasz na dyskutanta pierwszej wody, ładnie punktujesz słabizny drugiej strony :). to się ceni bardzo, przynajmniej tutaj.

          proszę, nie żyw urazy. czasem po prostu zdarzają się cholera takie dni jak dziesiejszy. najlepiej je przespać albo zapić. duże wirtualne i zimne piwo z gęstą pianką stawiam i dziękuję za udział w ekhem dyskusji.

        • kazzam Maj 9, 2006 o 18:11 #

          To może ja odpowiem historyjką za te dobra słowa. Mój znajomy z czasów liceum jest obecnie aktywnym działaczem Młodzieży Wszechpolskiej w województwie dolnośląskim. Jest to ten typ człowieka, który jest święcie przekonany o spisku żydo-masonerii. Często spotykaliśmy się w gronie znajomych, a że wszyscy mieli… no cóż inne przekonania niż on dyskusje bywały długie i gorące a przede wszystkim ciekawe.

          Pomimo oryginalnych poglądów, jest to człowiek szalenie inteligentny, posiada wiedzę z zakresu prawa i historii, o której ja nawet nie mogę marzyć. Przede wszystkim potrafił krytycznie spojrzeć na siebie. To wszystko sprawiło, że szanuje go ogromnie. Cóż z tego że jego idolem jest Dmowski i Roman?

          W ognistej dyskusji często sam się zapędzam. Cnotą jest umiejętność spojrzenia na siebie z dystansem. Nigdy nie twierdzę, że moje zdanie jest jedynym właściwym. Uwielbiam moment, w którym jestem przekonany, że mój „przeciwnik” ma rację. Lubię być pokonany racjonalnym argumentem, bo właśnie wtedy uczę się czegoś nowego i idę do przodu. (Być może właśnie dlatego sam nie prowadzę bloga. Dużo wygodniej wybrać sobie zarówno temat dyskusji jak i dyskutanta na jednym z blogów, zamiast ścierać się z przypadkowym pieniaczem.)

          Po co o tym piszę? Ano porostu nie raz i nie pięć zauważył, że i ty Gospodarzu również potrafisz spojrzeć na siebie krytycznie. Niestety nie często można się z tym spotkać choćby na blogach, na których zacietrzewienie potrafi osiągnąć szczyt.

          Wpadam do Ciebie i wpadać będę. Nie znasz dnia ani godziny gdy po raz kolejny dojdzie do naszej konfrontacji, za którą już teraz jestem Ci wdzięczny.

        • Brzoza Maj 9, 2006 o 16:48 #

          Asertywność? O czym Ty kolego piszesz?! A jakim prawem roznosiciel ulotek, czy też gazetek testuje moją asertywność?! Coś Ci się pomyliło.

          Po drugie – i znacznie istotniejsze. Z racji zawodu jaki pełnię, zlecam wykonywanie tego typu akcji reklamowych. W tym rozdawanie ulotek na mieście itp. Wprawdzie etap prowadzenia wyrywkowych kontroli mam już dawno za sobą, ale jakbym zobaczył, że ulotkowicze zatrudnieni do mojej akcji zachowują sie wtaki sposób, to zerwałbym umowę z taką agencją. Po prostu. Powód? Ja chcę dotrzeć z przekazem reklamowym, a nie wkurwić moich klientów. Bo nie ma nic gorszego od wkurwionego klienta. Żadną reklamą i promocją tego nie odbudujesz.

        • Biter Maj 9, 2006 o 17:01 #

          Amen!

          Nalać mu bo rosądnie gada :)

        • kazzam Maj 9, 2006 o 17:03 #

          Nie jesteśmy kolegami. Nie mieszajmy pojęć. Nigdzie nie napisałem, że człowiek z ulotkami ma mi włazić na głowę. Zgadzam się całkowicie w konsekwencjami w nagrodę za wkurwienie potencjalnego klienta.

          Chodzi o reakcję na takie wkurwienie. Nie przekonuje mnie metoda agresja za agresję.

        • Biter Maj 9, 2006 o 09:16 #

          Nie mam nad czym myslec bo mnie to ani grzeje ani ziębi, szkoda ze nie komentujesz bo nie wiem o co ci chodzi :) W życiu podejmujemy wybory (np sposób w jaki zabieramy na zycie, mniej lub bardziej przyjazny społecznie) lub zmusza nas do tego sytuacja (np bezrobocie). Nie wiem czym tutaj obraziłem dumę „rozdawaczy” (w tym i Twoją?) :)

        • kazzam Maj 9, 2006 o 16:39 #

          A dlaczego nie widzisz się w roli kanara lub akwizytora? Dlatego, że są powszechnie społecznie żle odbierane? Nie poradzłbyś sobie ze stresem który wiąże się z ich pracą?

          Moją dumę uraziłeś w stopniu nieznacznym.

        • Biter Maj 9, 2006 o 17:00 #

          >A dlaczego nie widzisz się w roli kanara lub akwizytora? Dlatego, że są powszechnie społecznie żle odbierane? Nie poradzłbyś sobie ze stresem który wiąże się z ich pracą?

          Ze stresem to sobie radze doskonale i to daleko większym niż miałbym okazje zaznac przy wykonywaniu powyższych zajęć (bo wiazącym się ze sporą odpowiedzialnością za siebie i całą firme), nie w tym rzecz. Chodzi mi bardziej o ambicje ale także pewne cechy charakteru – trzeba być natrętem, wpychać się tam gdzie nas wybitnie nie chcą i nie mieć skrupułów wobec innych ludzi. Nie przeczę że to ciężka praca zapewne i potrafie to docenić jako taką (pracuje od 16 roku życia i parałem się różnymi zajeciami np praca w magazynie) tym niemniej jej charakter polega na napastowaniu przypadkowych ludzi a tego jako osoba napastowana nie znosze i napadać na siebie z tej okazji nie pozwole :)

          >Moją dumę uraziłeś w stopniu nieznacznym.

          Jeśli takie coś Ciebie uraża to trudno, mogę z tym żyć :)

        • kazzam Maj 9, 2006 o 17:25 #

          Podsumujmy. Bez większych ambicji, natrętni, bez skrupułów, napastliwi wobec przypadkowych ludzi.

          Stosunkowo negatywnie opisałeś te zawody. Cieszę się, że pomimo wszystko je doceniasz.

          W krajach z minimalnym bezrobociem nie ma kanarów i akwizytorów? Zaprawdę spełniają oni pożyteczne społecznie funkcje.

          Nie jestem aż takim optymistą, by nie dopuszczać do siebie myśli, że wszystko wyjdzie mi w życiu tak jak sobie zaplanowałem. Być może kiedyś sam będę sprawdzał bilety, czy nachodził ludzi w ich domach i próbował im sprzedać najnowszy model odkurzacza Zefir 2000.

          Z tego powodu podziwiam Twoją odwagę, w prezentowaniu poglądów.

        • Biter Maj 9, 2006 o 19:22 #

          >Stosunkowo negatywnie opisałeś te zawody. Cieszę się, że pomimo wszystko je doceniasz.

          Nie opisałem zawodów bo nie o tym tu dyskutujemy, zapytałeś to odpowiedziałem, lubisz łapać za słówka:) Nie mówie ze wszystcy kontrolerzy czy akwizytorzy tacy są, tylko że to jest najczesciej spotykane zachowanie, oraz że taki a nie inny jest charakter tego typu prac (do których najczescie nie potrzeba żadnych kwalifikacji to i ludzie są przypadkowi). Dla przypominienia: mówiliśmy o metodologii pracy konkretnych przypadków i ich negatywnym oddziaływaniu na mnie lub na Coste :)

          >W krajach z minimalnym bezrobociem nie ma kanarów i akwizytorów? Zaprawdę spełniają oni pożyteczne społecznie funkcje.

          Może i tak, ale co z tego? Co to ma wspólnego z meritum sprawy? :)

          >Z tego powodu podziwiam Twoją odwagę, w prezentowaniu poglądów.

          Dziękuje, lubie mieć własne zdanie:)

        • kazzam Maj 9, 2006 o 20:09 #

          No dobra – pomalutku. Powiedz mi czy się mylę i źle odbieram to co piszesz. Piszesz, że nie mógłbyś być kanarem i akwizytorem, aczkolwiek rozumiesz, że niektórzy są do tego zmuszeni przez bezrobocie. Żebyś nie zarzucał mi czepiania się słówek zacytuję „…trzeba być natrętem, wpychać się tam gdzie nas wybitnie nie chcą i nie mieć skrupułów wobec innych ludzi.” i „jej charakter polega na napastowaniu przypadkowych ludzi a tego jako osoba napastowana”. Na koniec dodajesz, że jednak nie wszyscy ale najczęściej bez kwalifikacji.

          Powielasz negatywny stosunek do tych zawodów, a jest on według mnie niesłuszny i niesprawiedliwy, ponieważ jego sedno jest nierozerwalnie związany ze społecznym odbiorem pracy. Kiedy masz kontakt z kanarem? Gdy masz bilet, możesz go nawet nie zauważyć. Machniesz mu przed oczami i tyle. Gdy zostaniesz złapany bez biletu robi się problem. Każdego skręca gdy musi zapłacić kilkadziesiąt złotych kary. On robi to za co mu płacą, a Ty możesz mieć pretensje tylko do siebie, ponieważ znałeś zasady zanim wsiadłeś to autobusu.

          Przedstawienie tych zawodów w takim świetle, jest moim zdaniem krzywdzące. Są chamscy lekarze, prawnicy, kelnerzy, akwizytorzy. Nie sądzisz, że stosunek osobników „chamowatych” do ogółu nie jest aż tak bardzo związany z wykonywanym zawodem? Ludzie są różni bez względu na profesję.

          Co do wspomnianej metodologi działań i ich wpływie, wydaję mi się, że sprawa została wyjaśniona. Ot normalna różnica poglądów. Mnie wyprowadziło z równowagi specyficzne podejście do tych dwóch zawodów.

        • Biter Maj 9, 2006 o 20:19 #

          No fakt :)

          Masz racje oczywiscie, uogólniłem straszliwie :) Ot po prostu spotykam w miare czesto (codziennie wręcz) reprezentantów tychże profesji którzy działają na mnie jak płachta na byka poprzez nadmierną ilosć wystepowania i nachalność bardzo przesadną. Wiadomo że wszedzie są ludzie porządni tak samo jak chamy i prostaki (od polityki zacznijmy;))… no ale tez punkt widzenia zalezy w dużej mierze od punktu siedzenia.. a ja siedze akurat tutaj z stąd taki poziom mej niechęci ;)

  4. Grześ Maj 9, 2006 o 08:11 #

    A za rozdawanie ulotek czy tez gazet dostaje sie pałacone od ilosci rozdanej czy od godziny czy jak?

  5. kazzam Maj 9, 2006 o 08:26 #

    Mi płacili za godzinę. Tak na marginesie dodam, że mam znajomego, który organizuje taki akcje promocyjne. Jego podstawowym zadaniem jest kontrola „rozdawaczy” i „roznosicieli”. Jeździ sobie po mieście i wyrywkowo kontroluje efektywność pracy. Podobno „bystrzaków” wrzucających ulotki do kosza lub zakopujących je w parku (sic!) jest coraz mniej ale się zdarzają. Lepiej zatem „spierdalać z drogi” niż ulotki „wyjebać do śmieci”.

  6. Librarian Maj 9, 2006 o 09:03 #

    Ja akurat do gazetkowo-reklamowego ‚roznosicielstwa’ mam stosunek wyjatkowo ciepły – dzięki tej formie zarobku, razem z paczką najlepszych znajomych pomagalismy jednej z naszych koleżanek opłacać mieszkanie (ojciec alkoholik, któremu włączał się ‚agresor’, przykra sprawa generalnie) – dzięki czemu owa koleżanka mogła bezboleśnie skonczyć studia i napisać magisterkę.

    Więc do dzisiaj – po prostu biorę do ręki, chowam do torby, ew. wywalam kilkanaście metrów dalej do kosza.

    Ciepłe wspomnienia – prosta reakcja.

    Tyle.

    • CoSTa Maj 9, 2006 o 09:10 #

      i bardzo dobrze! nie każdy jednak musi na ten fach patrzeć przez pryzmat doświadczeń, których po prostu nie miał. ja tych ulotek nie chcę i po prostu mówię „nie, dziękuję”. w 99% przypadków wymienimy się uśmiechem z roznosicielem (tak zawsze jakoś milej) i każdy pójdzie w swoją stronę. dziś dopadł mnie ten 1%.

  7. btd Maj 9, 2006 o 10:12 #

    widzisz Costa, duzy jestes a nie boja sie ciebie :-D

    Wez pojedz glowe maszynką, zarzuc jakies bojowki i zaraz respectpa bedzie mial ;-)

    Ja metro biore, a badziewne ulotki po 2 x grzecznym dziekuje we mnie budza agresora, ale wtedy juz nie podchodza. Moze mam zbyt wyrazista mimike i zadza nakopania jest az tak widoczna ? ;-)

  8. Monk Maj 10, 2006 o 18:19 #

    Tak.. przyznaje się. Byłem akwizytorem, tudzież roznosicielem papierowego spamu, jak kto woli. Wytrzymałem 2 tygodnie, mimo że zarobek nienajgorszy. Dziennie trzaskałem 100zł, niektórzy moi znajomi po 300zł. Oczywiście połowę z tego zabierała firma, patent polegał na sprzedawaniu cegiełek na schronisko, dom dziecka itp.

    Dzieciaki/zwierzaki dostawały z tego w sumie 2%. Jak się o tym dowiedziałem to się zwolniłem.

    Praca jedynie dla ludzi o mocnych nerwach, zbieranie na fundacje itp to dla mnie jak żebranie, patrząc przez pryzmat doświadczeń. Taka luźna refleksja only, roznoszenie ulotek to trochę inna fucha, ale podobna..

    • CoSTa Maj 10, 2006 o 21:29 #

      monk! on ŻYJE! dawaj monku na privai pisz co tam u ciebie :) (no chyba że to jakiś inny monk :)). a co do twojego komentarza – kurwa, nóż się w kieszeni otwiera kiedy się słyszy o takim cwaniactwie. i masz rację, chyba podskórnie to czujemy – taka robota to swego rodzaju dawanie dupy, sprzedawanie się. niektórzy to lubią, mnie to brzydzi i ciebie jak widzę równierz.

  9. Monk Maj 10, 2006 o 21:36 #

    Żyję cały czas, egzystuję sobie po cichutku na Twoim gadu gadu (o ile mnie nie skasowałeś z listy), wystarczy napisać „cześć” i rozkręcam się jak katarynka ;). Nie chcę przeszkadzać, bo zapracowany pewnie człowiek jesteś, to nie nękam.. Pozdro, dla familii również:).

  10. Monk Maj 11, 2006 o 09:42 #

    A tak przy okazji tematu jeszcze coby nie offtopikować – realia fundacji tego typu w jakiej pracowałem oddaje wiernie film „Nie ma zmiłuj” (notabene z moim sąsiadem Michałem Lesieniem, a co przylansuję ;).

    Film może nie rewelka, ale tak to wygląda w 100%. Do tego stopnia że niektóre „firmy” wręcz wzorują się na zdarzeniach przedstawionych w tym filmie. Żałość budząca niesmak.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
ja chcę tę grę! yakuza (ps2)

yakuzanoooo... nareszcie jakaś gangsterska gra, w której nie będzie się roiło od czarnych idiotycznych odzywek w stylu "hommie" czy inne...

Zamknij