Menu serwera

praktyczny przewodnik słomianego wdowca part 2

poprzednia część przewodnika dotyczyła okresów dłuższego wybycia małżonki z domowych pieleszy. nie da jednak się ukryć, że w dzisiejszych czasach pogoni za pieniądzem i chęcią bycia coraz to bardziej profesjonalną – małżonka może często na ten przykład wyjeżdżać na szkolenia (o ile szczęściara ma pracę) zorganizowane przez pracodawcę lub po prostu śmigać do znajomych lub teściów na okresy krótkoterminowe, tak powiedzmy do dni czterech-pięciu.

cóż wtedy ma czynić biedny, spracowany mężczyzna i to w trakcie mundialu, kiedy wyjście z pokoju do kuchni oznacza praktycznie z 15 sekund braku kontaktu wzrokowego z telewizorem? jak radzić sobie w takich – nomen omen – podbramkowych sytuacjach?

zasada pierwsza: nie panikuj!

wracasz z roboty, rzucasz w kąt torbę/plecak i włączasz telewizor (zakładając, że w ogóle pamiętałeś o jego wyłączeniu przed wyjściem do pracy). leci MECZ! przysysasz się do telewizora. po jakiejś pół godzinie czujesz, że już dłużej nie wytrzymasz, że szlag cię zaraz trafi albo i co innego. no nie ma bata – organizm domaga się kalorii. śniadania nie jadłeś bo nie było kiedy (to zadziwiające jak bardzo można zapomnieć o istnieniu czegoś takiego jak budzik), w pracy podły kapitalista wyciska z ciebie ostatnie soki – organizm musi być czymś karmiony! i w tym momencie, siedząc wygodnie i śledząc co tam się na boisku wyprawia i bardzo, bardzo nie chcąc uronić choć sekundy z tego widowiska – doznajesz uczucia rozdwojenia. połowa ciebie chce zdemolować zawartość lodówki, druga połowa nie pozwoli się tej pierwszej ruszyć na krok. gdy złapiesz się na serii podniesień dupska, jego opadu, kolejnych podniesień i kolejnych opadów – zrozumiesz o czym ja tu właściwie piszę. spokojnie! bez paniki! są na to sposoby…

zasada druga: wszystko pod ręką

w krótkoterminowych wyjazdach małżonki dobre jest to, że nie za bardzo trzeba się przejmować organicznymi resztkami. ta zmora wyjazdów długoterminowych tutaj może się objawić co najwyżej w marnej postaci leciutkiego zapaszku po trzech-czterech dniach. korzystaj z tego! przenieś zawartość lodówki do miejsca swojego najczęstszego przebywania. mamy mundial więc będzie to pewnie pokój z telewizorem. doskonale! zadbaj o widoczne źródło zasilania a najlepiej o dwa, zwal wszystko, co stoi na stole i w jego okolicach i nie przejmuj się zbytnio tym, że nie ma jak przejść w powstałym bajzlu. nie będziesz chodził. nie chcesz chodzić. nie musisz…

zawartość lodówki można lekko posegregować. najbliżej ręki postaw coś, czym zazwyczaj pogryzasz sobie podczas oglądania meczu czy robienia tego, co zwykłeś w chwilach wolnych czynić. nieco dalej ułóż nabiał (masło/ser żółty). nie kupuj przez przypadek szynki czy innych takich bzdur. tylko kiełbasy, tylko suche lub podsuszane. w tych temperaturach sklepowe szynki szybko puszczą solankę i staną się śliską namiastką mięsa. dobrej jakości kiełbasa sucha lub podsuszana może leżeć i cztery dni zanim zaczniesz obserwować pojawiający się nalot. i dobrze, dłużej nie trzeba.

zasada trzecia: posiłek? musi mieć kalorie!

są różne sposoby przetrwania krótkoterminowych wyjazdów małżonki w kwestii jedzenia. osoby o wysoce rozwiniętym lenistwie potrafią przez ten okres powstrzymać się od wszelkich posiłków (jam ci to, nie chwaląc się, uczynił – dwa dni bez żarcia z powodu czystego lenistwa :)). jednak trzy dni to nie przelewki i trzeba coś w końcu zjeść. i tu moi drodzy dochodzimy do sedna całego poradnika: odpowiednie sprzęty kuchenne!

czajnik bezprzewodowy – ten cudowny wytwór cywilizacji jest wprost niezastąpiony podczas wyjazdów krótkoterminowych. nie wyobrażam sobie, by komuś chciało się chodzić do kuchni by zrobić zwykłą kawę! trzeba zainwestować w odpowiednio duży kubek i tylko ewentualnie dolewać wody do czajnika, który może sobie przecież stać spokojnie zaraz koło barłogu. podłączony do pierwszego źródła zasilania, czajnik zawsze uraczy ciepłą wodą a wielki kubas pozwoli nie bawić się w pierdoły typu płukanie z fusów. po co? udowodniono niejednokrotnie i empirycznie, że smak kawy wzrasta wraz z ilością kolejnych zalewań…

toster – cudowny, wspaniały wynalazek ludzkości a jakże niedoceniany… kosztuje toto niewiele a ma tyle zastosowań, że diabli wiedzą od czego zacząć. jego użyteczność wynika przede wszystkim z tego, że może być postawiony na środku pokoju a i tak coś ciepłego uda się z niego wyciągnąć. podpięty pod drugie źródło zasilania, wraz z czajnikiem zapewni wszystko co potrzebne do przetrwania. co można przyrządzić w tosterze? oczywiście tosty. ale to przecież dopiero początek jego zastosowań. ja na ten przykład w tym momencie opiekam sobie w nim kiełbasę śląską, bokami zaś powrzucałem chlebuś, który przy okazji solidnie nasiąka kiełbasianym tłuszczem. efekt sami sobie wyobraźcie. toster połknie wszystko, co tylko nie jest idealną kulą i nie jest z metalu. można tam wsadzić połcie surowego mięsa, które po odpowiednim czasie będą prawie jak te z grilla. można tam wsadzić chleb suchy i z dodatkami. można tam wrzucić przekrojone na pół ziemniaki (choć mnie się nie chce zazwyczaj kroić i po protu wrzucam w całości do piekarnika – po jakichś 40 minutach mamy ziemniory prawie jak z ogniska i to bez żadnego wysiłku!), bułę z wkładką, kilka parówek do pożarcia na ciepło… praktycznie wszystko, co nie wymaga gotowania, może być do tostera wsadzone. i najlepsze – to coś wymaga jedynie prądu do używania! ba, nie trzeba nawet używać talerzy, można wszak spożywać wprost z tostera…

pokochajcie swoje tostery! to cudowne urządzenia…

całość więc streścić i skrócić można do jednego stwierdzenia: rób sobie po prostu dobrze. sprzątać i tak będziesz musiał bo o ile żona jest w stanie wybaczyć kompletny bajzel po wyjeździe długoterminowym, o tyle powracając po kilku dniach i widząc chlew zrobi z tobą coś strasznego. więc ciesz się futbolem, przegryzaj wszystkim, co ma jakieś kalorie i nie martw się o dowody. wszystko będziesz musiał przed przyjazdem wywalić tak czy siak. więc używaj ile wlezie. robię tak już od dłuższego czasu i świetnie się to sprawdza :)

5 odpowiedzi do praktyczny przewodnik słomianego wdowca part 2

  1. btd Czerwiec 14, 2006 o 17:33 #

    Ten toster to zapewnie nie jest taki klasyczny z dwoma pionowymi szczelinami do wkladania kromek, tylko taki bardziej opiekacz? Podstawowa rzecz – wszystko wkladane do niego musi byc posypane zoltym serem, a ten ser potem ma byc ciagnacy sie :-)

  2. Riddle Czerwiec 14, 2006 o 23:15 #

    Zasada druga … kup sobie przenośną lodówkę :D Obleśne jest trzymanie nabiału w tych temperaturach na stole 3 dni :D

    PS: Masz bardzo dziwne linki, po co ten mouseover i mouseout?

    • CoSTa Czerwiec 15, 2006 o 12:25 #

      lodówka przenośna to oczywistość ale czasem brak kasy na takie przyjemne rozwiązania. niestety :/… ale myśl jest ogólnie bardzo dobra i kiedyś ją wdrożę.

      a co do linków – a co z nimi nie tak jest? powiem ci, że nie mam nawet pojęcia skąd się te onmouseovery biorą. znaczy podejrzewam, że wyglądają tak jak wyglądają bo wraz z uaktualnieniem engine doszło kilka bonusów – jesteś riddle tutaj permanetnie śledzony: co kliknąłeś, z jakiej strony przylazłeś, jak tu sobie skaczesz… to gdzieś można wyłączyć ale skoro już jest i działa to pobawię się nieco w wielkiego brata :)

      • p.Wesołek Czerwiec 16, 2006 o 11:44 #

        W ofercie jakiegoś Selgrosa czy czegoś takiego widziałem istne cudo. Czarne i błyszczące zarazem, jak fortepiany koncertowe, mieszczące kilkadziesiąt litrów czegokolwiek i z bardzo przyjemnymi półkami oraz uchwytami. Przenośne za bardzo nie było, ale gabaryty niezłe. Niestety kosztowało tyle co średniej klasy monitor LCD.

        Ciekawym patentem na przetrwanie mogą być jakieś roślinki. Nie wiem jak to funkcjonuje, ale są jakieś doniczkowe truskawki wysokie na metr, dające owoce cały rok i inne takie wynalazki. Wymaga nawadniania, ale to da się z pewnością obejść ;). Choć to już jest strategia bardziej na olimpiady czy coś jeszcze dłuższego. No i nie rośnie w ten sposób mięso.

  3. chwilami.net Październik 24, 2008 o 19:33 #

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
ubuntu + gry = niezły quest

no właśnie, jest quest do wykonania. dla każdego prawdziwego fana gier przygodowych aka epregów będzie to pewnie tyle, co splunął...

Zamknij