Menu serwera

Death Trance

death trance

Uuuuu… No tego to się nie spodziewałem. Japoński film na motywach jakiejś mangi i zdaje się anime (nie drążyłem tematu), który właśnie pozostawił po sobie bardzo przyjemne wrażenie. Czegoś takiego to, powiadam wam, ze swiecą szukać.

Death Trance – tytuł idiotyczny jak i sam film i pasujący do owego jak pięść do nosa. Znaczy wszystko jest niby okej ale coś tu nie gra i kogoś gdzieś zaboli :). Pomińmy zresztą tytuł i skupmy się na samym filmie, który oferuje wszystko to, co prawdziwy fan filmów złych powinien wielbić: walki, sporo walk, brak intrygi, nieco jeszcze walk, zawieszone po japońsku w pół oddechu głupkowate kwestie, kilka walk, przedziwny świat, w którym miesza się broń palna, miecze, tasaki iście z final fantasy rodem i jeszcze trochę walk.

Brzmi jak dobry zły film? You bet! Jeden z najlepszych!

Intryga jest nieistotna. Naprawdę. Tu nie chodzi o jakiś spisek czy co tam innego, tu chodzi o widowisko. No ale jeśli ktoś koniecznie chce poznać… No jest sobie klasztor, w którym od jakiejś setki lat trzymana jest tajemnicza trumna. Wieść gminna niesie, że jak trumnę tę wziąć i do takiego jednego nieprzyjemnego lasu przytargać oraz ją otworzyć – trumna ta (czy jej zawartość) spełni każde życzenie. Jak można się domyślać klasztor na przestrzeni lat był obiektem częstych ataków kolesi chcących zaspokoić wszelkie swe życzenia i na przestrzeni lat wprawiał się w tym kolesiom skóry garbowaniu. Aż w końcu przybywa ON. Facet z mieczem (choć nie do końca to miecz), który włazi do klasztoru, robi krwawą jatkę, bije ichniego arcybiskupa i dokonawszy dzieła zniszczenia oddala się wraz z trumną w stronę wspomnianego lasu. Z misją odzyskania trumny zostaje wysłany skromny akolita, który jako jedyny miał siłę łazic o własnych siłach. Dowiaduje się, że w trumnie zamknięta jest bogini chaosu i zniszczenia i jeśli zostanie wypuszczona, będą się na ziemi działy rzeczy straszne a ziemia zostanie zniszczona na amen. Młodzian wyrusza i na swojej drodze spotyka coraz to dziwniejsze typy, z których każdy ma do trumny jakiś interes. Jak łatwo się domyslić bogini zostaje w końcu wypuszczona i dzieje się ostateczna walka. Kto, z kim, przeciw komu i za pomocą jak powernego miecza – tego dowiecie się film ogladając.

miecz, krwawa szrama, skośne oko – jest cudownie!

A warto na tym cudeńku zawiesić oko, oj warto! Film od samego początku zaśmierdział mi klimatami a’la Final Fantasy (bardziej część ósma) – ta stylistyka, ten patos w ujęciach, te charakterystyczne najazdy kamery, te kolory… Pod względem wizualnym filmowi nie można zarzucić nic. Wygląda po prostu świetnie, walki są bardzo dynamiczne a choreografia to cud, miód i orzeszki. Szczególną uwagę zwracają pieczołowicie dopracowane drobne niuanse, chwilowe ujęcia z dziwnej perspektywy, dbałość o zwizualizowanie detali granicząca wręcz z jakimś opetaniem. Nie oszukujmy się, to film raczej klasy B ale mający mnóstwo wizualnych smaczków w ogólności składających się na bardzo smakowity wizualnie kąsek. Z tym że lojalnie ostrzegam – kąsek w stylistyce bardzo mangowej/anime. Nie dla każdego będzie to strawne ale miłosnicy japońskiej kreski nie mają się o co obawiać. Czeka ich 90 minut solidnej dawki tego, co lubią.

Z dźwiękiem niestety jest już zdecydowanie gorzej. Śmiejemy się z japońskiego popu, nabijamy się z japońskiej rozrywki ale to, co pogrąża naprawdę kraj kwitnącej wiśni w naszych, eropejskich i mrocznych oczach to chyba metal. Albo to, co japońce za metal uznają. Kto słyszał, ten wie o czym piszę. Kto nie słyszał słyszeć nie chce. I niechaj uwierzy mi na słowo :). Tu niestety funduje nam się klasyczne japońskie rzępolenie uchodzące tam za szczyt brutalnego grania. Zgrzyty to mamy my słuchając tego. Cała reszta już dorównuje wizualizacji, czyli jest doskonale. Mieczyki brzeczą jak należy, odgłosy ciosów są prawidłowe czyli zupełnie nienaturalne ;) i w ogóle jest miło.

Ten film to bijatyka, gra wideo z wizualnym zacięciem, którą jednak wciąga się znakomicie i to kompletnie na trzeźwo! Oczywiście trzeba siąść do filmu bez uprzedzeń w kwestii anime, heroizmu pojmowanego na sposób japoński a już szczególnie nie należy brzydzić się japońskimi erpegami (gatunkiem gier, które osobiście wielbię). Spełniając te założenia można smiało wygodnie siąść przed telewizorem/monitorem i wciągać to wszystko, co w japońskiej estetyce tak bardzo jest pociągające (dla jednych, dla innych niekoniecznie). Moja ocena będzie bardzo wysoka ale należy ją filtrować moim spaczeniem na punkcie Final Fantasy i wszystkiego, co jakoś może Finala przypominać. Ocena wystawiona na imdb jest moim zdaniem nieco krzywdząca. Ten film nie jest słaby, w żadnym razie! Jest owszem głupi, owszem kompletnie nie pasujący do naszego kręgu kulturowego ale w sumie to wszystkie jego minusy. Reszta, o ile lubisz oglądać bijatyki z katanami w roli głównej, to już czystej wody smaczne widowisko. A scena walki finałowej… A spadające z nieba zabijane przez boginię anioły… MIÓD!

ocena w skali 1-10: 7 (filtrować!)

Death Trance

obsada:
Yôko Fujita
Tak Sakaguchi
Kentaro Seagal
Takamasa Suga

oficjalna strona filmu (trailer polecam)
strona filmu w serwisie imdb.com
trochę o mandze death trance
recenzja na stronach serwisu asian horrors

8 odpowiedzi do Death Trance

  1. Biter Lipiec 2, 2006 o 09:24 #

    O, dzieki za info, wciagne na pewno. Z rzeczy finalfantasopodobnych polecam Wonderful Days (http://www.skybluethemovie.com/) – doskonała produkcja zrobiona z wielkim rozmachem i dopracowana w każdym calu, robi klimat że az miło :)

  2. yoshi314 Lipiec 3, 2006 o 09:58 #

    jak dla mnie rozczarowalem sie. nic poza akcja, ktora i tak jest na srednim poziomie. co prawda lubie Tak’a Sakaguchi za role w Versus’ie , ale ten film to lekki niewypal, biorac pod uwage jak fani sie na niego napalili :/

    jak dla mnie: mocne 4/10

    • CoSTa Lipiec 3, 2006 o 16:46 #

      dzięki yoshi za te kilka słów. mnie film jak widać wszedł, może dlatego, że nie mam pojęcia o oryginalnej mandze i anime i na nic się w związku z tym nie napalałem. imo to kawał fajowego (choć zaprawdę głupawego :)) kina akcji ze słodkimi wręcz sekwencjami bitymi. jest jak zwykle – trzeba obejrzec samemu i sobie zdanie wyrobić. niemniej o filmiku można też podyskutować nieco.

      mnie ujęły typowo japońskie mangowo/animowe smaczki przeniesione na ekran. zrobiono to, abstrahując od fabuły, moim zdaniem świenie. życzyłbym sobie więcej takich bitych filmów bo zaprawdę jest na czym oko zawiesić. specyficzna atmosfera, specyficzne ujęcia, specyficzne filtry użyte przy realizacji… głupie ale miodne :)

  3. yoshi314 Lipiec 3, 2006 o 21:49 #

    obejrzales to – zobacz versus :)

    o niebo lepsze, mimo ze ma zdecydowanie slabsze zaplecze technologiczne :]

  4. Yuri Kwiecień 15, 2007 o 11:22 #

    Szczerze mówiąc, muzyka, choć prosta w tym filmie, była jedyną rzeczą, która pasowała. To fakt – rzępolenie, ale po sto kroć lepsze niż jakieś brzdągi na starych instrumentach, czy ogólnie jakiś klasyk jaońskiej muzyki ambitnej(coś z melancholijnie wyjącą babą), co nie pasowałoby do filmu w ogóle.

    + Rękojeść legendarnego miecza w kształcie wielkiego, nabrzmiałego, męskiego członka.

    + Brudny bohater (nie pachnący i piękny, czy jakby rzekł Wierzejski – Zgejowany, ale w porządku, może być.

    – Final Fantasy(Ta seria to plama na honorze ludzkiego umysłu, czyrak na gładkiej pupie globalnego gustu nawet miernego formatu, fallus debilizmu w dziewiczym zwieraczu intelektu i sensu.)

  5. :) Maj 16, 2007 o 14:12 #

    Przyznam ze film jest nieco głupi. Szczerze mówiąc to spodziewałam sie czegos innego:)

    Jak dla mnie zabardzo oczywisty. Jednak ON, uznany za grabarza, wywarł na mnie duze wrazenie:) Nie dos, ze jest BOSSKI, ma super usmiech, to gra lepiej niz cała banda japońskich głupków!!:)

  6. Kitek Styczeń 30, 2008 o 15:03 #

    Jeśli ktoś chce obejrzeć ten film, to tylko i wyłączenie, żeby posłuchać DEGa, bo gdyby nie piosenki zasnęła bym.

    Ogólnie: OST – świetne

    film – marny.

  7. Nekoro Luty 14, 2008 o 11:40 #

    Muzyka była świetna, uważam że J-rock jest o wiele ciekawszy od zachodnich tego typu klimatów, choć by zespół X Japan jest po prostu boski, wiec zastanów się zanim coś powiesz na temat ichniej muzyki, bo to najlepiej zorganizowany kraj na świecie i niemały, z tego wniosek, że masom się podoba. Jeżeli chodzi o film, to wolał bym żeby był animowany, bo wtedy nie był by taki obciachowy, ale był fajny i próbował być ambitny.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
beat – kompletnie mnie wkręciło

Ostatnimi czasy dostałem jakiegoś hopla na punkcie jednego gatunku muzyki: beat! Nie wiem skąd to przypełzło i skąd się wzięło......

Zamknij