Menu serwera

Dziwny dzień Dorophy

Rzekłem żonie: "chodź, opowiesz ten swój dziwny dzień". Na to ona: "to nie był żaden dziwny dzień". No nie wiem, gdyby mi się coś takiego zdarzało, pisałbym, mówił i krzyczał o dniu jak najbardziej powalonym, który zacząć się nie powinien.

Ale zaczął się i zaczął się tradycyjnie: wstała Doropha o wpół do piątej rano (tak, żadnej pomyłki! wpół do piątej! RANO!), pół godzinki spędziła czytając blogi i przeglądając tę samą stronę producenta płytek, którą przegląda i chyba wkuwa na pamięć od pół roku. Po iluśtam czynnościach typowo domowych, ubrało się toto, wstało i poczłapało do roboty.

Coś Dorophę podkusiło, coby wsiąść do tramwaju numer 13 (to ważne!), którym nie jeździ zazwyczaj a właściwie to wcale. Anyway, wlazła. Po pewnym czasie wylazła…

Znudzeni? No to teraz się zaczyna :)

Moja żona ma talenta wszelakie ale jeden ma rozwinięty do przesady: narażenie siebie oraz otoczenia na wszelkie możliwe zniszczenia. Jakżeby inaczej – dziś kilka takich zniszczeń poczyniła, na szczęście sobie a otoczenie nie ucierpiało chyba zbyt mocno.

Otóż kiedy wylazła z tramwaju numer 13, wzięła i niefrasobliwie sobie poszła chodniczkiem w kierunku pracy swojej. Na tyle niefrasobliwie, że nie zauważyło biedactwo leżących na ziemi niezidentyfikowanych bliżej obiektów, na oko podobnych do jakichś tasiem do pakowania paczek (no co, tak mi relacjonowała). Nogą wlazła w kupę czegoś takiego, kostka uwiązła i jak się mi żona nie wyłoży jak długa… Krew, szok, przechodząca obok laska spytała, czy aby wszystko w porządku. Oczywiście że w porządku! Ktoś, kto takie komba wywija niebezpiecznie często, miał czas by przywyknąć. Żona skończyła z obitym tyłkiem, piętą i kolanem, z którego cyt. "krew ciurkała". Jednak moja żona to zaprawiony w bojach zawodnik i ocaliła spodnie, okulary oraz papierosa trzymanego w łapie. Ot i wie co cenne :). Cóż było robić – poczłapała dalej w kierunku pracy aczkolwiek nieco jakby kulejąc.

W pracy jak to w pracy – się pracuje, czyli pije kawę i żre pączki, co załoga Warty SA ma opanowane perfekcyjnie. Doropha z boku (permanetna inwigilacja :)) z oburzeniem twierdzi, że się tam cyt. "zapierdala". Coś jest na rzeczy bo drugie kombo w wykonaniu mojej żony polegało na niezauważeniu drzwi i próbie przejścia przez ścianę. Ponoć huknęło, stuknęło, na moment zamarło, przekombinowało dlaczego posuwać się dalej nie może i zaczęło szukać dziury w ścianie znanej pod potoczną nazwą "drzwi". Znalazło. O dziwo. Przeszło pozostawiając za sobą ochroniarzy z półotwartymi ze zdziwienia ustami. Ja już przywykłem i drzwi przed żoną otwieram nie tylko z grzeczności. Szczególnie w miejscach publicznych. Po prostu chcę sobie oszczędzić tych wszystkich zdzwionych spojrzeń :)…

Nieco oszołomioną będąc, poszła Doropha do znajomków robotowych w jakichś sprawach nie cierpiących zwłoki. Tam wykonała coś, co nazywam pinballem – wlazła w jakiś stół, od którego się odbiła, wirując wpadła na drugi i tak zaliczyła tych stołów ponoć kilka. Jestem w stanie w to uwierzyć. Naocznym świadkiem byłem przypadku, gdy moja żona w drzwi się nie zmieściła. Ot odbiła się od framugi i weszła w pinballowe drgania stałe związane z odbijaniem się od tejże framugi części przeciwnej i z powrotem. Trwało to nawet dosyć długo i wtedy właśnie zacząłem chyba podejrzewać, że moja żona jest wysokiej (acz nie za wysokiej) jakości robotem bo przecież żaden organizm żywy nie jest w stanie odbić się kilka razy od jednej framugi jednych drzwi :)

Moja żona to także jedyny znany mi przypadek homo sapiens (aczkolwiek ta moja teoria o robocie…), który potrafi wejść w psią kupę i próbując jakoś zetrzeć tę niemiłą niespodziankę z buta, trafia drugim butem w kolejna psią kupę. Szkoda, że z totkiem tak nie ma…

I jak tu nie wielbić takiej kobiety? No i przede wszytkim: czy ktoś się jeszcze dziwi, że na kurs prawa jazdy za mojego życia nigdy ona nie trafi? Wyobrażacie sobie drgania stałe przy wjeździe do garażu? :)

Luv’ya żonek… nie bij…

12 odpowiedzi do Dziwny dzień Dorophy

  1. doropha Lipiec 10, 2006 o 19:59 #

    O… nie jak zwykle mocno podkoloryzowałeś…

    1.Taśm nie była wcale kupa tylko dwie i wygladały zupełnie płasko, więc cały czas twierdzę, że to była zasadzka:)

    2. Ze ścianą to ochroniarze się wcale nie zdziwili… przywykli?

    3. A stołów też nie było wcale tak wiele i to nie jeden po drugim, śladów nie ma wcale, ot niewielki siniaczek

    4. Zapomniałam – przesuwając w biurze wiatrak wsadziłam do środka palucha, ale mi nie urwało, tylko troche pobolało.

    ot, normalka:)

  2. ninja Lipiec 10, 2006 o 20:11 #

    bez komentarza… po prostu rotfl :) proszę nie tłumaczyć żonie zwrotu ;)

  3. byte Lipiec 10, 2006 o 20:19 #

    A to wszystko dlatego że wstaje o wpół do piątej rano. Rany! Koguta macie za oknem?

  4. btd Lipiec 10, 2006 o 20:28 #

    Tak jakbym czytal o sobie. Masz podobne talenty. Z tym ze ja jeszcze np na macu tylem auta kosz przestawic nie zauwazajac specjalnie tego ;-)

  5. Jurgi/Tristesse Lipiec 10, 2006 o 21:19 #

    Kiedyś w „Małej Fantastyce” (takie odrośle „Fantastyki” dla młodszych, było coś takiego) było opowiadanie „Katalizator przypadków”. Ot, to musi być to! Kto czytał, przytaknie.

  6. Biter Lipiec 10, 2006 o 21:38 #

    A ty Costa pomógłbyś żonce w tych porannych domowych zajęciach, coby nie musiała w nocy wstawać a potem po omacku po ulicach chodzić, sam sobie sniadanie uszykuj! ;) .

    Genialne! Doskonała lektura :D

  7. RAFi Lipiec 10, 2006 o 22:25 #

    Hahaha. =)

  8. eNJey Lipiec 11, 2006 o 05:29 #

    Ja gdybym o takiej barbarzyńskiej godzinie wstał do pracy na pewno bym nie doszedł. Zaległbym na ciepłym asfalcie na najbliższym skrzyżowaniu

  9. CoSTa Lipiec 11, 2006 o 06:39 #

    [b]ninja:[/b] przetłumaczyłem. padło pytanie: „a to rolowanie po podłodze to dlatego, że się potknął?”. słodkie :)

    [b]byte:[/b] nie wiem dlaczego ona to robi i do tego tak wcześnie. wolę nie wiedzieć. to ma coś wspólnego z „nareszcie mam nieco czasu tylko dla siebie nawet jeśli muszę robić zupę dla małej”. namawianie na robienie wieczorem nie przyniosło skutków. widocznie żonek kocha po prostu poćmić sobie z rana, coś porobić i mieć tę godzinkę czy dwie jeno na swoje potrzeby.

    [b]btd:[/b] o faktycznie, pewne podobueństwo widzę. nieco mniejsza skala co prawda ale moja żona takoż przestawia różne rzeczy bez udziału świadomości. jako żywo – teleportacja :)

    [b]jurgi:[/b] małą fantastykę czytałem ale cholera nie pamiętam tego tekstu. ot starość i za dużo masła :/

    [b]biter:[/b] powinienem… wiem że powinienem… czasem zmywam naczynia i coś więcej zrobię. ale tylko czasem. zły ze mnie mąż, okrutny i niedobry :/

    [b]enjey:[/b] a wstałbyś o takiej godzinie? to już wolałbym się nie kłaść :)

    • ninja Lipiec 11, 2006 o 11:08 #

      taaa… a już miałem napisać „sikam ze śmiechu” :P :)

  10. mav Lipiec 11, 2006 o 08:30 #

    Popłakałem się ze śmiechu |D

    Ale sam mam taki egzemplarz w domu. Nie kochać się nie da :D No a co jak takie toto spuszcza dwa piętra kontrolera z gazowni sprytnie umieszczoną torebką osobistą(szukała kluczy i jak znalazła nie podniosła ze schodów).

    Samochód dać – horror. _Po zrobieniu_ prawa jazdy wsiada do JDŚK (Jedyny Domowy Środek Komunikacji), wciska gaz i wrzeszczy „Jezu, ja jadę” prując 70km/h na jedynce :)

  11. ciotka's eleni Lipiec 11, 2006 o 08:35 #

    o kur…zrazila sie tez Dorota bo to u nas rodzinne ( aktualnie kolej Christiny ktora ma reke na temblaku bo zlamala ja potknawszy sie na prostej drodze) chociaz specjalizujemy sie bardziej w gubienu portfeli i innych wartosciowych rzeczy a lepiej powiedziane pozwalami sie z nich okradac. Tluczenie talerzy i szklanek przy ich zmywaniu nalezy tez do naszych hobby.

    Dorotko, nie martw sie glowa do gory! Kolano sie zagoi a przeciez masz i drugie i do tego dwie rece i glowe wiec jest czym albo w co uderzac a prawo jazdy tez sobie wyrob.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
God of War (ps2)

God of War - akcja w najlepszym wykonaniuI już nie jestem dobity :). Allegro + nieco wydanej kasy = poprawa...

Zamknij