Menu serwera

DOMAGAM się!

Stanowczo DOMAGAM się wprowadzenia na uczelniach wypuszczających tysiące marketoidów prostego przedmiotu:

Współpraca z grafikiem/detepowcem, formaty wysyłanych mu plików i dlaczego nie należy wsadzać gifa do pliku Excela kiedy śle się materiały z przeznaczeniem do druku kurwa mać!

Jeeeezu, przecież to przechodzi ludzkie pojęcie. Składam właśnie folder, w którym pojawić się mają logosy dostawców i klientów Kronospanu w Polsce. Poszły więc maile w świat a dziś dostaję zmasowaną dawkę przeróżnych logotypów. Na dwanaście firm (niemałych!) tylko od czterech (sic! słownie: 4) dostałem wektorki. Reszta to jotpeg wyssany ze strony firmy, wsadzony w doc-a (po jaką cholerę??? już przynajmniej niech nie opakowują tego w ten cholerny dokument) lub xls-a i posłany z błogim uśmiechem na twarzy. I kompletne zdziwienie gdy śmiem żądać ździebko odmiennych plików. No bez przesady, od marketoidów zarabiających pewnie niezłe pieniądze w PKO BP mam chyba prawo wymagać nieco więcej niż od pana Zdzisia z hurtowni paneli…

Eeeech, zawsze tak było i zawsze tak będzie, przynajmniej w tym kraju. O dziwo wyciągnięcie swego czasu logosa z jakiejś niemieckiej firmy nie wiązało się z wymogiem pisemnego uzasadnienia celu jego wykorzystania a miła pani sekretarka zapytała tylko czy mail na pewno zaczyna się od „kostas” i już miałem pod ręką wektory przecudnej urody. Eeeech, cywilizacja…

22 odpowiedź do DOMAGAM się!

  1. Tomasz Tybulewicz Sierpień 8, 2006 o 13:47 #

    To nie tylko marketingowcy tak mają – ostatnio support Google w odpowiedzi na problemy z gmailem poprosił o screenshot ustawień:

    – Recreate the error in question.

    – Press the ‚Print Screen’ button on your computer’s keyboard (usually located on the upper right side of your keyboard). This will take a snapshot of your screen and show us what you see.

    – Create a new document in a word processing program (for example, Microsoft Word), and paste the screen shot into the new document.

    – Save the document, and attach it in a reply to this message.

    Dla zwykłych użytkowników jest to chyba najłatwiejsza metoda – każdy z nich wie jak włączyć Worda, o czymś takim jak chociażby paint zapewne nie słyszeli…

    • CoSTa Sierpień 8, 2006 o 14:05 #

      a tak, to jestem w stanie przełknąć. ba! procedurę opisywaną przez google sam często zalecam w rozmowie telefonicznej gdy chcę coś szybko podejrzeć na ekranie rozmówcy :)

      ALE

      jest pewna różnica w zrobieniu screena ekranu, ctrl+v go do pliku worda i wysłaniu w cholerę a wsadzeniu zapisanego już pliku (np. przysłanego przez agencję reklamową logosa) do worda (i tu mnie strzela – po co???) zapisaniu tego wszystkiego i wysłaniu. drobne ale wkurzające. po kiego oni te gotowe na wszystko pliki jeszcze wrzucają w wordowski container???

      ALE

      rzeczą strzelającą najbardziej nie jest to, że wsadzają lecz to, co wsadzają. niech se wsazdają pliki i w arkusze kalkulacyjne, mam to gdzieś – byle tylko włożyli plik, z którym mogę coś począć przygotowując pracę do druku… jotpegi ze strony internetowej są fajne ale na boga, jak mi się zaczną marketoidy marszczyć o nie daj boże kolory albo i pikselozę, to będę mordował :)

      i takie ogólniejsze spostrzeżenie: ludzie używają tych komputerów ale w 70% przypadków nie mają bladego pojęcia co to włąściwie takiego jest ten cały plik. jedyne co znają, to ikonki office’a. wiedzą doskonale co się stanie, gdy się na nie kliknie i potrafią sobie z tym dać radę. cholerne wordy i excele zaczynają robić za systemy operacyjne. wysyłamy plik pocztą? okej, się otworzy okienko do załączania plików i jakoś się do tego dokopiemy. na dokopanie się explorerem do tego samego pliku nawet nie ma co liczyć, to musi być zrobione wordem lub excelem. nie rozumiem tego, nie potrafię pojąć ani przeskoczyć.

      • Tomasz Tybulewicz Sierpień 8, 2006 o 14:15 #

        Zgadzam się że materiały do druku muszą spełniać znacznie inne wymagania niż coś do wrzucenia na bloga – tego rzeczywiście POWINNI uczyć w szkołach (a przynajmniej na uczelniach) – właśnie w trakcie zajęć z informatyki – niech nie będą one instrukcją obsługi Windowsa i Office’a tylko czymś więcej…

        Z drugiej strony ja od samochodu wymagam by działał i właściwie nie interesuje mnie w jaki sposób się to dzieje – ideałem będzie maszyna wioząca mnie z punktu A do B bez żadnej ingerencji ze strony pasażera.

        Dzwoniąc z komórki nie musisz nic wiedzieć o mechanizmach jej działania – po prostu wybierasz numer i rozmawiasz.

        Współczesne komputery wymagają jeszcze, by dla wygodnej i wydajnej pracy użytkownik posiadał jakąś wiedzę początkową – myślę że już niedługo się to zmieni – zerknij na Maki i ich system operacyjny – jest coraz bardziej user-friendly…

        A teraz pytanie co do dalszego ciągu wydarzeń – czy osoby z którymi się kontaktujesz są w stanie przekazać twe żądania do kogoś kto je zrozumie, czy też nie ma szans na materiały w lepszej jakości?

        • CoSTa Sierpień 8, 2006 o 15:17 #

          co do ogólniejszych rozważań, masz oczywiście tomku rację co do nieprzydatności jakiejś głębszej wiedzy jak coś działa, zwłaszcza coś tak skomplikowanego jak komputer. szczerze mówiąc sam mam o tym blade pojęcie. ale nóż mi się w kieszeni otwiera gdy użytkownik komputera nie ma bladego pojęcia o tym, że zapisując swój dokument tworzy pewien pakiet danych/informacji, do których może mieć dostęp nie tylko za pomocą aplikacji, której używa. jednym słowem – że jest to plik, który sobie istnieje w miejscu, w którym został zapisany. inna sprawa, że w większości przypadków cholery jedne nie mają bladego pojęcia co to takiego jest katalog/folder a o poruszaniu się w strukturze katalogów już zupełnie mowy nie ma. pani zosia spod czwórki nie musi tego wiedzieć, to jej problem. od ponoć profesjonalisty (w sensie kogoś, kto zarabia swoją pracą) wymagam jednak czegoś więcej a przede wszystkim wykreślenie z CV formułki o umiejętności obsługi komputera bo to zwykła nieprawda jest.

          co do pytania o materiały – nie mam nawet na to co liczyć. już przechodziłem to (jak chyba każdy w tym fachu) nie raz. pytania o agencję, która logotypy robiła także skończy się na niczym albo w wersji hardcore – pisemnym uzasadnieniem prośby o namiar na agencję.

          przy okazji – kolejna obserwacja :)

          największy problem kogoś, kto przynajmniej potrafi skorzystać z explorera? wyświetlić rozszerzenie pliku. o, to jest makabra istna! pani mi mówi, co jej się wyświetla, ja ją proszę o plik z roszerzeniem np. eps i tu mamy pata. nie ma rozszerzeń :). dla pewności pani wysyła mi wszystko, co miała w katalogu (tak, wiedziała co to katalog – miałem ochotę ją pocałować :)). ze zdjęciami jakiegoś kota włącznie.

          boże…

        • Tomasz Tybulewicz Sierpień 8, 2006 o 16:10 #

          Na całe szczęście życie i praca zawodowa nie zetknęły mnie jeszcze z ludźmi którzy nie mają tak elementarnej wiedzy jak pliki i katalogi.

          Co do rozszerzeń – no tak, to rzeczywiście pewien problem. Choć z drugiej strony użytkownika nie interesuje _jak_ coś jest zapisane – ma ikonkę, znaczy się otworzy, nie ma, to jest problem :D

          Co do pani, która wysłała wszystkie pliki – czy zdażyło się kiedyś że miała tam swoje „prywatne” fotki? Ciekawie by było ;)

          No i potem zawsze możesz powiedzieć, że jesteś bardzo blisko z panią prezes, bo wiesz, że jej czarny kotek to Jinx :D

  2. walth Sierpień 8, 2006 o 16:27 #

    Jest tylko 10 rodzajów ludzi:

    – Ci którzy rozumieją liczby binarne.

    – Ci którzy ich nie rozumieją.

    Podpatrzone w sieci :)

  3. Gracz Sierpień 8, 2006 o 16:37 #

    To ja może pozbawię ewentualnych złudzeń i dodam, że większość tzw. młodzieży którą znam będzie w przyszłości podobnie postępować ;). Smutne to, ale prawdziwe. Może ci co mają teraz po kilka lat są/będą bardziej kumaci. Problemem jest to, że wspomniana przeze mnie większość zasili grono dumnych magistrów wszelkiej maści. Patrząc na aktualną zarozumiałość i nieznajomość własnych możliwości na owocną współpracę nie ma co liczyć.

  4. skillya Sierpień 8, 2006 o 18:49 #

    Hehe, to mnie za to dzis rozbawila pewna Pani, ktora niedawno zaczela u mnie w firmie pracowac. Podczas rozmowy kwalifikacyjnej padlo pytanie, czy Pani potrafi obslugiwac komputer – odpowiedz padla oczywista, „Tak”. I dzis ta Pani miala poslac mejla. Skonczylo sie na tym, ze pisalam za nia, bo temu nie podolala..

    • walth Sierpień 8, 2006 o 19:01 #

      Bo może pyatnie o umiejętność obsługi komputera zrozumiała dosłownie, czyli czy umie włączyć i wyłączyć komputer :D Pytać się powinno czy umie obsłużyć podstawowe programy pod takiego windowsa :D Albo jeszcze dokładniej to jakoś sprecyzować. Bo obsłużyć komputer to dzić „każdy” potrafi. Power On/Power Off

    • Brzoza Sierpień 9, 2006 o 07:18 #

      To znaczy, że słabiutko ją rekrutowaliście. Ja jak rekrutowałem moją asystentkę to dziewczyna dostała mój laptop do ręki, kazałem dokonać kilku operacji etc.

      Najlepsza do była laska, która twierdziła, że zna obsługę komputerów, ale podczas pisania w edytorze tekstu, to „ekran mi się skończył”. I patrzyła na mnie bezradnie. Była bardzo zdziwiona, jak się okazało, że można pisać dalej, a edytor przeniesie tekst na drugą linię…

      Wot życie.

  5. wyzimir Sierpień 8, 2006 o 20:57 #

    Kiedyś robiłem przeskład folderu z wersji angielskiej na polską. Wysłałem gotowy plik do akceptacji. Chwilę potem zadzwoniła klientka, zauważyła błąd; jej zdaniem nie przetłumaczyłem wszystkich tytułów na język polski. Długo nie mogliśmy dojść do porozumienia, bo ja tego błędu nie mogłem znaleźć. Wkońcu okazało się, że chciała, żebym jej zmienił nazwę pliku z summer2006.pdf na lato2006.pdf.

    • Tomasz Tybulewicz Sierpień 8, 2006 o 21:16 #

      Ale numer! Jakby to było w ‚Autentykach’ na JoeMonster to bym się zastanawiał czy kogoś nie poniosła fantazja…

      Choć ja też ostatnio miałem problem – znajoma ma włączone pojedynze kliki – hover nad ikonką od razu ją zaznacza. Miałem problem by zaznaczyć tylko kilka plików z katalogu. Jak to zrobić bez ctrl-klik?

      Dopiero po chwili (i kilku nieudanych próbach) doszedłem do prawidłowego sposobu – a pomyśleć by można było że nie powinienem mieć żadnych trudności w obsłudze komputera – w dodatku z włączonym ‚ułatwieniem’ niewymagającym umiejętności wykonywania dwuklików…

  6. YaaL Sierpień 8, 2006 o 22:25 #

    CoSTa, a co powiesz o pani, która przez cały okres swej pracy w pewnej firmie pisała dokumenty w JEDNYM pliku Worda? Jak miała napisać i wydrukować nowy, to doenterowywała się do nowej strony, pisała, drukowała aktualną stronę, pisała następną stronę, itd.

    Na szczęście nie została po okresie próbnym, bo gdybym miała z nią współpracować dłużej, chyba bym w tej chwili klikała zza kratek za morderstwo w afekcie.

    (a na dobicie polecam http://clientcopia.com/, jeśli ktoś jeszcze nie zna)

    • CoSTa Sierpień 8, 2006 o 22:39 #

      o faaaaak… nie wierzę, po prostu nie wierzę. choć w sumie czemu nie? niech zgadnę – blondyna asystentka? :)

      • YaaL Sierpień 8, 2006 o 22:44 #

        Bynajmniej, pani była brunetką. Miała wtedy na oko jakieś 40-45 lat, to może mieć pewne znaczenie.

    • byte Sierpień 9, 2006 o 04:58 #

      Ja bym jej dał medal. Za ograniczanie współczynnika defragmentacji systemu plików ;)

      • Tomasz Tybulewicz Sierpień 9, 2006 o 14:48 #

        No nie wiem, czy takie „przyrostowe” zapisywanie dokumentu (pamiętajmy że to plik Worda – one lubią puchnąć od niczego) minimalizuje defragmentację – przecież jest niemal pewnym że pomiędzy zapisami z poszczególnych dni inne dane zostały wrzucone na dysk. Dalsza część pliku znajdzie się za tymi danymi.

        Medal się należy za pomysłowość – to kolejne zdarzenie z kategorii ‚nie do uwierzenia’.

        • byte Sierpień 9, 2006 o 20:02 #

          Trochę ogranicza. System plików rezerwuje klastry dla każdego pliku. W przypadku Windowsowego NTFS domyślny rozmiar klastra to 4 KB. Jak masz dokument wielkości 5 kilobajtów, to 3 kilobajty klastra zostają puste. Jak dopiszesz do niego powiedzmy 2,5 kb, to system zapisze to jeszcze w tym samym klastrze. Nowy plik zostanie zapisany w nowym klastrze. Właśnie dlatego Windows podaje dwie wartości przy zliczaniu zajętego miejsca: prawidłową i „na dysku”.

        • Tomasz Tybulewicz Sierpień 9, 2006 o 20:40 #

          Wiem, wiem. Ale czy widziałeś 5kb dokument Worda? Być może wg. ich specyfikacji jest to możliwe – nie sądzę by było tam tyle obowiązkowych śmieci – ale chodzi mi o plik stworzony przez ‚zwykłego użytkownika’ podczas normalnej pracy w Wordzie?

          Własnie zrobiłem test – nowy, pusty plik ma 24064 bajtów, z jedną literką już 49152 (swoją drogą coś podejrzanie okrągła liczba [o ile dobrze pamiętam to od tego adresu zaczynały się procedury grające muzykę z Voicetrackera na C64]) – potem też dokument ma tendencje do przyrostowego wzrostu objętości – raczej ciężko uzyskać efekt dopisania < 4kb tak by nie wyskoczyć poza zaalokowane już klastry...

        • CoSTa Sierpień 9, 2006 o 20:52 #

          co racja to racja tomku, nie mam pojęcia co word pakuje do tych plików (musi buć jakaś informacja o stylach i pewnie zrzut aktualnego rejestru windowsa :)), że tyle toto zajmuje ale zajmuje miejsca sporo. a po dopchaniu nie daj boże jakiejś grafiki…

          ale w sumie panowie w czym problem? fragmentacja? 3/4 użytkowników nie ma bladego pojęcia co ten termin oznacza i żyją w spokoju ducha a komputerki i tak śmigają. w epoce sata przejmować się fragmentacją na desktopowym systemie… nie warto :)

        • byte Sierpień 9, 2006 o 21:06 #

          Nie, 5-kilobajtowych doc-ów nie ma, ale zawsze gdzieś wypadnie to ostanie 4 kilo. W najgorszym wypadku możesz stracić na tym ponad 3 kB.

    • Tomasz Tybulewicz Sierpień 9, 2006 o 14:44 #

      Słyszałem o jeszcze lepszym numerze z Wordem – Hanka Skwarczyńska [url=http://groups.google.com/group/pl.pregierz/msg/0bc727a4779e6c45]napisała[/url] na pręgierzu o osobie która porawiała tekst wstawiając nad odpowiednie miejsce pole tekstowe i do niego wpisywała nową wersję…

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Wojnar – Kiedy duch wojny nade mną powstanie

yeah, kaseta, kompletny undergroundChryste, czego to człowiek z netu nie zassie w ramach hurtowego brania (prawie :)) wszystkiego, co się...

Zamknij