Menu serwera

Electrypnose – Subliminimal Melancholies

Electrypnose – Subliminimal Melancholies

Oj dawno, bardzo dawno już nie opisywałem żadnej płyty. Nie dlatego, że mi się łącze zepsuło albo że nie ma czego pobierać :). Oj nie, wręcz przeciwnie – łącze pracuje pełną parą i czasami wlatują przez nie na mój twardy dysk prawdziwe perełki. Z przeróżnych gatunków muzycznych choć ja konsekwentnie szukam jakiegoś ambientowego/chilloutowego albumu, który mnie zaskoczy, onieśmieli i powali. Może nie tym razem ale jest całkiem, całkiem blisko…

Electrypnose – Subliminimal Melancholies to miejscami bardzo udana podróż w kierunku tego, co nazywam elektronicznym odjazdem. Tu wszystko zalane jest elektroniką i elektronice podlega a przy okazji tworzy klimat miejscami wręcz rewelacyjny. Niestety, tylko miejscami. Ale miejsca te są stosunkowo liczne a klimat trzymany jest konsekwentnie przez prawie cały, długi krążek (bo jest długi)…

Co to jest? Najkrócej rzecz ujmując – to chilloutowa elektronika, ambient z dozą sentymentu i tytułowej melancholii. Siła płyty tkwi w tym, że jest tu owej melancholii oraz sentymentu na kilogramy po prostu a kompozycje mimo iż proste a miejscami wręcz naiwne, właśnie tą swoją prostotą i naiwnością doskonale ów klimat przenoszą. No to kopie tyłek po prostu… Trzeba mieć kurczę niesamowitą wyobraźnię, by zaserwować tak konsekwentny klimat przez cały długi krążek i w sumie obniżając loty raz czy dwa. Cała reszta to już prawie że czyste elektroniczne piękno. Dziwi to o tyle, że sposoby na jego osiągnięcie są stosunkowo proste – ot echo, TB-303 (na ucho :)) użyte w ambientowych (sic!) kompozycjach, łamane ale wpadające w ucho rytmy i nieprawdopodobna czystość użytych sampli. I to wystarczy. Jeden z ulubionych moich utworów – Bzoum to chyba esencja tej płyty. Ileż tam się dzieje w tle… Ileż tam się wyprawia… A po rozdzieleniu składowych dźwięku okazuje się, że tak tego niewiele choć umiejętnie użyte.

Warto zapamiętać to nazwisko: Vin’s le Barde. Ten koleś to chodzący potencjał downbeatu, chilloutu i ambientu. Strach się bać co takiego wymyśli, kiedy pieniądz się sypnie i wejdzie na dłużej do studia… To, co potrafi najlepiej, to sprzedawanie klimatu. Płyta z melancholią w tytule powinna taka właśnie być. I Subliminimal Melancholies taka właśnie jest – przepełniona czymś rwącym gardło, dławiącym oddech i powodującym dziwne sensacje gdzieś w okolicy serducha. A przy tym nie funduje jednostajnej rytmiki, klimat budowany jest na różnych instrumentach/samplach, za pomocą różnych (miejscami wręcz drum’n’bassowych jak w kawałku New Wave) rytmów, dźwięków, odgłosów… Płyta miejscami jest wręcz ilustracyjna, jakby pomyślana jako ścieżka dźwiękowa do wariacji na temat Donnie Darko. Nie wiem jak mam opisać wrażenia płynące ze słuchania tego krążka. Są bowiem dziwne, wymieszane, poplątane, meczące, przejmujące a czasem w cholerę od płyty odrzuca. Ogólnie jednak Vin’s tworzy sensowną, spójną, konsekwentną i niełatwą w odbiorze całość. Płytę trudną ale pociągającą jak diabli.

Zaczyna się i trwa przez parę kawałków standardowo, zupełnie jak nie na ambient z ambincjami przystało. Submarine otwierające krążek ma oczywiste konotacje morskie, jakieś pseudodelfinie dźwięki się z głośników wydobywają… Ale… Ale w tym samym kawałku, nieco później, zaczyna się przepiękna, cudowna eksploracja podwodnych głębin przepełnionych smutkiem, zimnem i tęsknotą. Dalibóg, to wszystko tam słychać! Absolutnym wymogiem jest głośne słuchanie tej płyty. Po prostu dźwięk został tak poprowadzony i skonstruowany, że aby delektować się jego strukturą należy się nim otoczyć. Z każdej możliwej strony. Przesłuchałem płytę raz w pracy – bez większego wrażenia. Powrót do domu i odpalenie krążka na wieży, z solidnie ustawioną głośnością spowodował małą rewolucję i przyssanie się do płyty na czas bliżej nieokreślony. Czas podczas słuchania gdzieś bowiem ulatuje a rzeczy po prostu się dzieją. Coś niesamowitego…

Zgrzyty? Owszem, są i to pewnie całkiem sporo. Mnie osobiście rozdrażniło wrzucenie z dwóch kawałków, których na płycie być po prostu nie powinno – psują zamysł całości i ostateczny efekt. Nie są złe, po prostu nie pasują do reszty. W dwóch czy trzech miejscach minimalistyczne podejście do tematu trochę razi. Są bowiem utwory, które aż się proszą o wzbogacenie tła, o zdominowanie słuchacza zalewem dźwięku… Cenię minimalizm w formie ale średnio w treści. A treść czasem cierpi na braku solidnego, dźwiękowego backgroundu. Ot i wszystkie moje zarzuty bo jeśli coś płycie zarzucać, to tylko od strony merytorycznej. Od strony techniki nie mam żadnego zarzutu. Sample przepiękne, świetnie użyte, czyściutkie (widać chłopaki rippujący płytę także spisali się na medal :)). Szczerze polecam.

Ocena: solidne, zasłużone 8. Przy niektórych utworach aż chciałoby się postawić 9 :)

krótki opis i fragmenty utworów
kolejny krótki opis i fragmenty utwórów
i jeszcze jeden krótki opis plus fragmenty utwórów

PS. Mój typ i mój ulubiony kawałek z tej płyty to utwór numer 5 – Entire palmeras. Kopie tyłek TO-TAL-NIE!

3 odpowiedź do Electrypnose – Subliminimal Melancholies

  1. ninja Sierpień 5, 2006 o 08:34 #

    z mojego doświadczenia, ludzie zachwycają się elektroniką, kiedy tak jak najmniej elektroniką śmierdzi :) tzn. im trudniej wysłyszeć podobieństwo do analogowego brzmienia , im dźwięk jest mniej „plastikowy”. bardziej „miękki”, „naturalny”, tym większa przyswajalność u przeciętnego słuchacza… to z serii luźnych spostrzeżeń :) mam nadzieję, że kiedyś w końcu dokończę te setki rzeczy, które zacząłem i może Cię kiedyś czymś zaskoczę. pozdro :)

    • CoSTa Sierpień 5, 2006 o 09:40 #

      trzy pierwsze kawałki ninja na tej płytce i jesteś sprzedany. powiem ci, że tb-303 (albo czegoś bardzo udanie toto naśladującego) w ambientach jeszcze nie słyszałem w takiej ilości. to działa, i to całkiem nieźle :)

      powinienes kurna posłuchać jeśli nie całości, to przynajmniej z dwóch kawałków. nie twoje klimaty ale imo płytka właśnie ze względu na technikę dla ciebie mogłaby być ciekawa. znaczy się – czas na jakiś browar i wymianę płytek :)

  2. KNOOT Marzec 24, 2007 o 20:40 #

    Jeśli chodzi o ambientowe brzmienia gorąco polecam album Acoustic Plantation Releases autorstwa Aural Planet, a do tego Metabasis – Sundial’a.

    Niesamowite brzmienia, choć Subliminimal Melancholies to odrobinę inny klimat. Tutaj mamy mniej płynnego ambientu, więcej natomiast samej elektroniki, dużo brudnych, przesterowanych, czasem wręcz glitch’owatych, czy IDM’owych brzmień.

    Niemniej wszystkie trzy albumy ze szczególnym wyróżnieniem Aural’owego i Electrypnose’owego stoją na czele mojego zestawienia, w tym gatunku oczywiście.

    Szkoda tylko, że reszta albumów Electrypnose ma więcej wspólnego z najzwyklejszym goa/psy… (choć ze strumienia gatunku się wyróżnia)

    Pozdrawiam,

    KNOOT

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Serendipity – zobacz wszystkie swoje komentarze

Ciekawy bajerek dorzucili ostatnio chłopaki do Serendipity. Ot proste zwiększenie funkcjonalności przez potorturowanie bazy danych jeszcze trochę bardziej :). Myk...

Zamknij