Menu serwera

Nie taki mgr straszny..

Zbieram sie do napisania tego wpisu od przeszło miesiąca, ale to skutkiem podjęcia nowej pracy, czyli zupełnie nowym kieratem:)

W dniu 12 lipca, po czterech miesiącach studiów magisterskich zakończyłem moją odyseję broniąc pracę magisterską i uzyskując tytuł magistra ekonomii. Z wrodzonej skromności nie będę się chwalił oceną końcową, dodam tylko, iż nie była ona niższa niż bardzo dobra;)

To tyle wersji oficjalnej.

Wersja nieoficjalna brzmi mniej więcej tak:

Po dziewięciu latach studiowania, dwóch latach prawdziewej harówki, pięciu miesiącach nieustającego pisania prac (najpierw licencjackiej, a następnie magisterskiej), po zainwestowaniu dobrych kilkudziesięciu tysięcy w różnego rodzaju czesne, opłaty, wznowienia, podania etc., itp. udało się wyrwać, wawalczyć ten cholerny świstek papieru, tj. dyplom!

Obrona odbyła się w bardzo miłej atmosferze. Dotrzymywała mi towarzystwa moja lepsza połowa, która wzięła sobie urlop. Starsznie fajne i przyjemne było, że zjawiły się jeszcze dwie moje przyjaciółki, które też się pourywały ze swoich zajęć, aby pocieszać mnie i podtrzymywać na duchu. Narobiły z moją żonką (trzy baby!) strasznie dużo krzyku, śmiechu i harmidru.

Po wejsciu do sali obron i komisja wzięła mnie w obroty. Ale to była znowu czysta przyjemność – tj. broniłem się i pisałem pracę dotyczącą moich zajęć zawodowych. Praca magisterska strasznie się im spodobała (nawet chcą ją wysłać do jakiegoś konkursu), a odpowiedzi na pytania miały w niektórych punktach bardziej formę wymiany doświadczeń i best practice niż odpytywania. A to jak pewnie przyznacie i miłe, i zaskakujące. Siłą rzeczy obrona trwała całkiem długo, ale zakończyła się miło i przyjemnie najwyższymi ocenami za pracę i obronę i piąteczką na dyplomie. Znaczy się żem nie taki gupi :)

Wszyscy znajomi i duża część rodziny utożsamia ten – jakby nie było sukces, z osobą mojej lepszej połowy. I słusznie, bo gdyby nie ona, to nie wiem czy znalazłbym siłę i pracować i uczyć się jednocześnie. A tak, ciągle poganiany, bity po głowie i znajdujący się pod nieustającą presją psychiczną i fizyczną musiałem ulec i zakończyć to co zacząłem taki kawał czasu temu:)

W obronie pomogła mi też moja… praca. Tj tylko dzięki temu, że się powaliło w główkach mojego szefostwa i zostałem poproszony, aby usunąć się w cień i nie "przeszkadzać" nowym pomysłom i ludziom, to pewnie byłbym tak zarobiony, że obrona dalej by się przeciągała. A tak miałem na tyle wolnego czasu, że zdążyłem obronić i licencjat i magisterkę w ciągu tych kilku miesięcy pobijając chyba rekord czasu studiowania na studiach magisterskich :) Nawiasem mówiąc wyszedłem na tym dużo lepiej od nich. Ja mam magistra i nową pracę, a oni dziurę w przychodach na kilkadziesiąt baniek bo Ci nowi ludzie i pomysły okazały się do d%^&:) Ale to temat na inne rozważania… Szkoda mi tylko akcjonariuszy, tych drobnych ciułaczy, co to kupują akcje na giełdzie wierząc w rozsądek i profesjonalizm zarządu…

Anyway. Mogę teraz krzyknąć veni, vedi, vici! Chyba z tego wszystkiego każę sobie napisać na wizytówkach mgr przed nazwiskiem :)

4 odpowiedź do Nie taki mgr straszny..

  1. CoSTa Sierpień 5, 2006 o 15:47 #

    no nareszcie mogę pogratulować :). już miałem o tym dawno napisać, ba! żona twa mocno mnie tu pod groźbą wyrywania szponów do tego goniła, ale przykazałeś czekać to czekałem.

    bracki, gratulacje! no i dla ani ciepłe słowo za bicie, presję a może i gwałty na twojej coraz tęższej osobie ;)

  2. byte Sierpień 5, 2006 o 18:07 #

    Jest dobrze! Obrona IMO to kaszka z mleczkiem w porównaniu z niektórymi egzaminami, tym bardziej że moja komisja kompletnie nie wiedziała o czym gadam (wystawcie sobie – przychodzi koleś który studiuje prawo i zaczyna opowiadać o firewallach, flagach SYN/ACK i różnych takich). Towarzystwo intelektualnie zwiędło po pierwszych pięciu minutach a dziekan był wyraźnie pod wrażeniem :)

    Prośba: nie wpisuj sobie „mgr” przed nazwiskiem. Proooooooooszę :)

    • Brzoza Sierpień 5, 2006 o 19:33 #

      cholera – ja już chciałem zamówić wizytówki. Ten mgr. ładnie by wyglądał przed nazwiskiem :) A poważniej, to ja na prawdę widziałem wizytówkę z takim mgr.

  3. yoshi314 Sierpień 6, 2006 o 13:15 #

    obrona magisterki to, jak to ujal moj kumpel „10 minut gleby, ale dyplom jest na całe życie” :]

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
No i mam KDE

Moje KDE jest MROCZNE :)Męczyło mnie to już od dłuższego czasu i w końcu zmęczyło. A byłem ciekaw jak teraz...

Zamknij