Menu serwera

No i pojechali

Pojechali. Ufff, hunów mniej w mieszkaniu, od razu jakby przewiewniej. Ale też co się działo na lotnisku… Majka darła się w niebogłosy, „mamaaaa! mamaaaaa!”… Nie szło tego uciszyć żadnym sposobem. Doropha nie pozostawała dłużna i jak włączyła beczenie, tak chusteczek zabrakło dosyć szybko. Ot rozkleiły mi się baby… I pomyśleć, że z Brzozą lataliśmy chłopiętami ledwie odstającymi od ziemi będąc :). Po odprawie wykonałem kontrolny telefon i okazało się, że da Majek to tylko chyba tak dla zgrywy buczał. Zaraz za barierką babcię wziął naciągać na cukierki i inne takie. To cieszy – znaczy, że córkę mam obrotną i rozumną :)

A tak swoja drogą – swego czasu, młodzieżą bardzo młodą będąc, wracaliśmy sobie z Brzozikiem samolocikiem z Grecji do kraju naszego radosnego. Wszystko szło zgodnie z planem do czasu wyjścia z samolotu. Jak się bowiem okazało, nikt na nas nie czekał i nagle powstał mały problem: dwójka dzieciaków na Okęciu, których nikt nie chce. Szczęściem mieliśmy przy sobie jakieś kajeciki a w nich różne numery telefonów, dzięki czemu pobrał nas taki przyszywany wujek. Wieczorkiem do owego wujka zadzwonili nasi beztroscy rodzice z informacją, że oto są w Warszawie i może by do niego wpadli jakąś flaszeczkę zrobić. Przyszywany wujcio na to, że serdecznie zaprasza, tym bardziej, że przy okazji może by uwolnili go od kłopotu opieki nad dwoma dzieciakami. Ich dzieciakami. Starych ponoć zamurowało. Ot daty pomylili…

Żyjemy w IV RP czyli PRL bis, może czas jak za wujka Stalina jakiś proces swoim staruszkom wytoczyć? :)

3 odpowiedź do No i pojechali

  1. btd Sierpień 2, 2006 o 20:02 #

    ehm. ‚chusteczek’ :->

    Tzn jak wyjechali podopietrzni to mozecie byc niegrzeczni? :D

    • CoSTa Sierpień 2, 2006 o 20:11 #

      moja ortografia woła o pomstę do nieba po prostu :/

      dzięki btd, poprawione :)

  2. Brzoza Sierpień 5, 2006 o 16:27 #

    Ha pamiętam to! Ów wujek to przecież wujek Jurek, a jego synek Tomek (teraz chłop na schwał z rodziną i dzieciakami) miał wtedy bodajże Atari. Pamiętam, że wówczas nas w ogóle nie martwiła nieobecność rodziców, a wręcz przeciwnie:)

    Giercowaliście w Zorro. Mi wtedy straszny łomot spuściliście, żebym nie pchał się do giercowania. Pamiętam nawet, że mnie wygoniliście na zakupy. Na blokowisku, na Chomiczówce. Miałem wtedy może z 6, może z 7 lat to góra. Wiem, że godzinę szukałem tej klatki, ale jakoś wróciłem. I wtedy znowu był łomot od Was… Kuźwa – to nie struszkow będę pozywał, ale Ciebie bracki! Ha – idę do psychoanalityka wyleczyć się ztych bolesnych wspomnień :)

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Poll/głosowanie – wakacyjne wyjazdy

Zanim przejdę do nowego polla, kilka słów komentarza do wcześniejszego, w którym pytałem o komercyjne gry na Linuksa. Czy powinny...

Zamknij