Menu serwera

Wspomnienia

Późną porą dopadają mnie czasem konwulsje myślenia zbyt głębokiego i zbyt błądzącego na to, by nazwać je sensownym. Coś tam się w tle dzieje, procesor pracuje jak należy, synapsy działają, neurony przekazują sygnały ale… Ale po drodze coś szwankuje. Całość funkcjonuje, niemniej gdzieś tworzą się zatory, które kierują energię w rejony mózgu od dawna już nie ruszane. Dodatkowe wzbudzenie powoduje nagłe wyzwolenie nagromadzonego z czasem materiału…

Wspomnienia

Wspomnienia dopadają nagle, po cichu, bez ostrzeżenia. Nadrabiają cały ten stracony dla nich czas, kiedy to snuły sie leniwie po najmniej uczęszczanych rejonach głowy i niespodziewanie ukazują się barwne i silne, pełne kolorów, woni i smaków od dawna już ponoć nie pamiętanych i niemożliwych do przywołania. Wystarczy jednak moment, energetyczna iskra, a czasem nawet i tego nie trzeba, by wyzwoliło się coś, czego w głowie być nie powinno, co powinno zniknąć, zostać naturalnym sposobem zniwelowane, uznane za zbędny balast… Zadziwia mnie ten organ – mózg – swoim kompletnie chaotycznym miejscami sposobem działania. To niewiarygodne, że ten nieco ponad kilogram masy mojego ciała potrafi czynić takie cuda i takie spustoszenie zarazem w tym, co nazywam swoim życiem.

Bo życie to suma wspomnień, które pozostają po „teraz”, po tym, co dzieje się w tej sekundzie a co w następnej będzie już tylko wspomnieniem, historią, czymś byłym, minionym, oddziaływającym na teraźniejszość tylko w postaci skutku. A i to nawet czasami nie. Skąd więc w tym organie – mózgu – taka potrzeba kumulowania zdarzeń dla mojej teraźniejszej egzystencji kompletnie nieistotnych? Gdzie tu miejsce na brzytwę Ockhama i całą tę naukową papkę o ewolucyjnym sprowadzaniu rozwiązań do formy możliwie najprostszej w danych uwarunkowaniach? Na czym zyskuje ewolucja i przekazywane przeze mnie geny, kiedy obciąża wszystko ten jeden organ – mózg?

W mojej głowie budzi się czasem chaos w najczystszej postaci. Postacie z przeszłości pokrzykują, byty z teraźniejszości zanikają, pojawiają się zdarzenia z przyszłości. Czas nie ma swojego miejsca a miejsce pozostaje poza czasem. Struktura wymiarów wije się i skrzypi pod naporem paradoksów zdarzeń przeszłych, które jeszcze nie wystąpiły. O co tu chodzi? Po co to? Dlaczego o godzinie trzeciej nad ranem ten organ – mózg, znajduje odpowiednią porę na gimnastykę z grzebania w przeszłości, która zamienia się w przyszłość, która z kolei staje się teraźniejszością. I tylko to ostatnie przejście trzyma się czasowej linii przyczyny i skutku, reszta pozostaje gdzieś na horyzoncie zdarzeń czarnej dziury, którą jest ten organ – mózg.

Tu wiele rzeczy wpada i nigdy sie już nie wydostaje. Jednak to „nigdy” jest względne, potrafi być bowiem przenicowane, wywrócone na drugą stronę a perspektywa potrafi być zmieniona – czasem człowiek patrzy na swoje doznania nie z tej strony horyzontu zdarzeń, z jakiej przywykł był patrzeć. I powstaje kompletny chaos, szarpanina półprzytomnego ego przeobrażonego w byt przeszły, zaprzeszły i przyszły zarazem. To chyba kwestia uwagi, która w takich momentach rozciąga się niebezpiecznie na o wiele znaczniejszy fragment wewnętrznego jazgotu, niż zwykła to czynić zazwyczaj. Stan bliski narkotycznemu otępieniu ale jakże, och jakże inspirujący! To, co narkotyk tylko uwalania, ten organ – mózg, uwolniony z okowów czasu i przestrzeni, potrafi zwizualizować, przeanalizować i podać w formie kompletnie odmiennej od tej znanej z codzienności. Zmiana perspektywy? Nie tylko! To także zmiana sposobu myślenia, odczuwania takich zjawisk jak czas i przestrzeń…

Kłębowisko w mojej głowie przypomina kulturę bakterii wzrastającą geometrycznie na probówkowym szkiełku. Jeden neuron potrafi uruchomić spiralę wewnętrznych zdarzeń, które prowadzić mogą w najdziwniejsze miejsca mojego jestestwa. Problemem nie jest ten wzrost bo ten organ – mózg – z zadziwiającą łatwością radzi sobie z każdą ilością danych. Problem jest to, że ten organ – mózg – przetwarza te dane w sposób absolutnie stochastyczny a wyników jego pracy nie można w żaden sposób przyswoić, gdyż kłócą się z całą wiedzą nabytą podczas istnienia. Efekty są łatwe do przewidzenia:

Chaos

Jak każda istota żywa boję się chaosu, nieuporządkowanego istnienia w nieuporządkowanym świecie. Ale nie tak objawia się chaos rodzący się czasem wewnątrz mnie. To coś o wiele silniejszego, o wiele bardziej chaotycznego, o wiele głębiej drążącego niepokoje, sprowadzającego czasami wręcz panikę na jestestwo. Mogę siedzieć i nie mrugać powieką podczas gdy wewnątrz dzieją się rzeczy absolutnie nieprawdopodobne, nie podlegające żadnym prawidłom, także tym najbardziej wydawałoby się podstawowym, aksjomatom życia i istnienia – czas nie jest jednowymiarowy, wymiary nie współistnieją, zdarzenia rozpadają się na części składowe, z których każda prowadzi własne, odosobnione życie w swoim uniwersum. To już chaos w czystej postaci ale jeszcze nie przerażający. Przeraża to, że proces powstawania tych rozczłonkowanych doznań postępuje wręcz inflacyjnie. A jeszcze większą trwogą napawa fakt, że nad tym wszystkim w jakiś magiczny sposób kontrolę sprawuje ten organ – mózg.

Nie znam swojego wnętrza ani od strony jego fizycznego funkcjonowania, ani od strony psychicznych uwarunkowań. Nie mam pojęcia jak cała ta maszyneria funkcjonuje, po co i dlaczego. Jestem zalewany kolejnymi falami wspomnień, o których nawet nie wiem, czy są prawdziwe, czy może stanowią wytwór mojej wyobraźni. Gdy rozum śpi, budzą się potwory? Nie, kompletnie nie tak! Gdy rozum śpi, uwalnia się niczym nie zatrute pierwotne ziarno samoświadomości. A otarcie się o ten chaos składający się na świadomość istnienia potrafi przerazić.

Bełkot, jaki teraz przelewam do elektronicznych wnętrzności mojego komputera, mimo bycia bełkotem ma swoje znaczenie. Stanowi bowiem świadectwo istnienia. Mojego istnienia zdefiniowanego wspomnieniami składającymi się na moje życie. Ten jeden neuron, który skierował energię w błędnym kierunku, wyzwolił swobodę badania tajemnic wnętrza, którego istnienia na co dzień nie jestem świadomy. Elektryczne szumy krążące wewnątrz mózgoczaszki – tak chaotyczne, tak inspirujące… Dzięki ci naturo, za ten wspaniały organ – mózg.

8 odpowiedzi do Wspomnienia

  1. ateista.org Sierpień 6, 2006 o 06:13 #

    CoSTa, mózg to element wtórny.:) Podziękuj za coś znacznie bardziej wartościowego.

    serdecznie pozdrawiam, ali

  2. eNJey Sierpień 6, 2006 o 07:25 #

    Poznanie fizjologicznych zasad działań swojego wnętrza nie daje nic – oprócz możliwości posprzeczania się z lekarzem. Zastanawianie się od strony naukowej nad psychiką pomaga ale w bardzo niewielkim stopniu – mniej więcej tak jakbyś ze świeczką chodził w ciemności. jedyne co możesz zobaczyć to własne ręce.

  3. Piotrek Sierpień 6, 2006 o 13:16 #

    Costa, a ciebie co tak na taką filozofię wzięło? :) Pewnie ta zmiana pracy, miasta i perspektywa wczasów :)

    • btd Sierpień 6, 2006 o 16:54 #

      Ty nie czytasz chyba uwaznie tego bloga, no nie?

      • Piotrek Sierpień 6, 2006 o 20:22 #

        A skąd taki wniosek?

        • btd Sierpień 6, 2006 o 20:48 #

          Bo nie Costa zmienil miasto i prace tylko Brzoza – jego brat :->

        • Piotrek Sierpień 6, 2006 o 20:53 #

          Heh :) No kurcze nie zauważylem ze z costowego bloga zrobil sie blog rodzinny :) Ale cos mi tez nie pasowalo z tymi platnosciami elektroniczmymi a nie costowym detepe ;) To pewnie przez tą pogodę, ile może lać deszcz… :)

  4. Gracz Sierpień 6, 2006 o 19:59 #

    Tekst piękny, szczególnie zakończenie. Przy tych możliwościach i poplątaniu Déjà vu potrafi jednak namieszać a nawet wystraszyć ;).

    Może zaciekawi Cię informacja o snach graczy. Przy jakichś tam badaniach potwierdzono (co sam odczuwam) inny przebieg tego procesu. Dotyczy to projekcji- realistycznej, obserwowanej często z perspektywy trzeciej osoby i możliwej do sterowania na wiele sposobów. Innymi słowy sny będące ponoć skrawkami rozmaitymi z naszej pamięci przeżywamy jak gry. Wniosek: coś z nami (graczami) jest nie tak ;) lub jesteśmy bliżej wykorzystania tych postulowanych (ponoć i 90%) nieużywanych możliwości ludzkiego mózgu.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
CrossFTP – przyjazny serwer i klient FTP w jednym

CrossFTP moduł klientaMimo iż protokół FTP to rzecz z 17-go wieku ;) (czytelnicy tego bloga pojmą dowcip, pozostałych odsyłam do...

Zamknij