Menu serwera

Apple vs. PC – ale o co chodzi?

Wpis sprowokowany ostatnim przeglądaniem netu na okoliczność informacji o Makach i m. in. komentarzem Yaala’i (??? jak to odmienić??? :)) zamieszczonym na tej stronie (spoko Yaal, żadna pyskówka, po prostu skłoniłaś mnie do dumania :))

Przyznam szczerze, że kompletnie nie rozumiem flejmów, na jakie trafiłem podczas mojej netowej bieganiny za informacją o moim wytęsknionym mini. Czasy "jarania" się i chwalenia kto ma mocniejszy/droższy/lepszy/bardziej kolorowy komputer na podwórku mam już bardzo dawno za sobą a tak po prawdzie to mnie ominęły bo komputerki pod strzechy trafiły gdym już całkiem sporawym młodzieńcem był, czyli mniej więcej na wysokości szkoły podstawowej tej bardziej zaawansowanej :). Trochę od tego czasu podrosłem a komputer stał się dla mnie głównie narzędziem pracy i domowej rozrywki. I od kiedy pamiętam, zawsze szukałem czegoś po prostu fajniejszego niż standardowy składak z kolejną wersją Windows na pokładzie.

Szukają też i inni, którzy z przeróżnych względów a to przesiadają się na inne systemy operacyjne, a to kupują jakieś wyczesane gadżety w postaci świecących obudów czy innych takich pierdół… Jeszcze inni zmieniają w ogóle komputer i kupują sobie na ten przykład Maka. I wiecie co? Nikomu ale to nikomu nic do tego kto na co chce wydać swoje pieniądze. Bo to jego pieniądze i jego zachcianki po prostu. Jeśli kogoś stać i chce wywalić kupę szmalu na jakiś gadżet – co w tym złego? Cudze wydaje? Nie rozumiem całej tej nagonki na np. Maki, że są w pytę drogie. Nie są, gdy otworzy się nieco szerzej swe oczęta i spojrzy z odległości nieco dalszej niż koniec kabla swojej pecetowej myszki.

Zacznijmy od tego, że nie bez kozery takie na ten przykład Apple nie ma w tym kraju swojego przedstawicielstwa. Dlaczego? Dla mnie jest to oczywiste – zbyt mały rynek. Właściwie w wartościach bezwzględnych pewnie żaden. Jak podejrzewam – promil światowej sprzedaży. Apple nie będzie więc dostosowywało swojej oferty do rynku, który nie istnieje. Owszem, z czasem pewnie sobie ten rynek stworzy ale póki co nie musi bo… Jesteśmy krajem po prostu zbyt biednym jak na cywilizowane standardy. Najzwyczajniej pod słońcem zarabiamy zbyt mało, by być atrakcyjnym rynkiem dla firm oferujących – uwaga, trudne słowo – MARKOWY sprzęt, czyli sprzęt sprzedawany pod ich marką. Markowy nie musi oznaczać zaraz "lepszy". Oznacza na pewno zaś "droższy". Dlaczego?

Zostawmy Apple w spokoju i weźmy za przykład takiego Della. Dell nie sprzedaje bóg raczy wiedzieć czego – pcha zwykłe pecety, które składa z chińskich czy tajwańskich części w swoich fabrykach, nakleja znaczek i już. Czy aby na pewno? W segmencie komputerów najtańszych – być może tak to właśnie wygląda. Ale maszyny droższe? Ano maszyny droższe składane są z większą zapewne dbałością, są sprawdzane, wygrzewane, zaprojektowane tak, by działać optymalnie. To wszystko pozwala firmie na udzielanie wsparcia (wliczonego wszak w cenę), gwarancji na produkowane przez siebie zestawy oraz usługi dodatkowe dla swoich klientów. Piszę tu truizmy bo mam wrażenie, że te proste i oczywiste rzeczy nie docierają miejscami do zbyt gorących głów.

Co z tego ma klient? Klient ma z tego przekonanie graniczące z pewnością, że kupując sprzęt tzw. markowy otrzymuje produkt, który po prostu musi działać. A jeśli nie działa, producent i sieć jego sprzedawców zrobią wiele, by zadziałał. Dla większości to czytających taki sposób myślenia jest pewnie zupełnie obcy. No bo przecież jeśli coś nie zadziała to się otworzy i sprawdzi o co loto. I tu jedno, gromkie i potężne STOP!

Można wierzyć lub nie ale są na świecie ludzie, którzy kompletnie nie wiedzą jak te wszystkie komputery działają i nie rozróżnią pamięci od procesora. Wolno im, naprawdę wolno im tego nie wiedzieć. Ba! Są na świecie ludzie (do których na ten przykład ja się zaliczam), którzy chcą sobie życie ułatwiać tak bardzo, jak tylko jest to możliwe. I mimo, że po otwarciu komputera wiedzą, co gdzie jest i jak się nazywa, wolą tego komputera nie otwierać z tej prostej przyczyny, że może im się najzwyczajniej w świecie nie chcieć tam zaglądać i mogą wychodzić z przekonania, że jeśli za coś zapłacili, to ma to chodzić tak długo, jak długo jest to możliwe i bez większych dla nich problemów. Tacy ludzie w trąbie mają rozszerzalność, modułowość i całą tę resztę pojęć określających pecety. Wolą architekturę zamkniętą, bezproblemową, która przez najbliższych kilka lat im posłuży na pewno. Skąd to wiedzą? Bo kupują właśnie te niefajne markowe komputery czy konsole. Tak, to oczywiście oznacza koszty ale tu znów pytam: cudze pieniądze wydają??? Swoje, zazwyczaj ciężko zarobione. Trochę niegrzecznie jest zaglądać komuś do kieszeni i krytykować jego wydatki…

Żebyśmy mieli jasność: nie mam nic ale to nic przeciwko pecetom (a właściwie składakom) i ich użytkownikom. Sam mam i używam. Znam ogromne plusy składanych pecetów – właśnie to, że można je złożyć samemu i wedle własnego widzimisię oraz własnej zasobności. Zaczynam też poznawać i minusy takich rozwiązań: grać już niestety nie mogę bo moja kiepska płyta główna już nie daje rady, w zasilaczu coś skwierczy, karta grafiki mi się grzeje… Poskładałem i mam. Mogłem oczywiście kupić komponenty dobrej klasy ale ich cena… Za niewiele więcej mógłbym nabyć markowy zestaw i mam przekonanie graniczące z pewnością, że chodziłby mi do dziś bez większych problemów.

Oczywiście to nie jest regułą jednak ja tak a nie inaczej trafiłem i przekonałem się do rozwiązań droższych ale oferujących sprawdzoną i gwarantowaną jakość. Zapłacę za to z chęcią i nikomu nic do tego, że więcej niż za składaka. To moje pieniądze i bardzo bym prosił się od nich odwalić.

A co do pieniędzy – podejmijmy wątek zarobków. Ile zarabiamy w naszym kraju pisać nie muszę bo zdecydowana większość z nas doskonale wie jak mało :/. Ale płacimy za elektronikę ceny porównywalne z zachodnimi. No i pytanie – czy dla człowieka, który w przeliczeniu zarabia np. czterokrotnie więcej od nas i płaci tę samą cenę za ten sam towar – czy dla takiego kolesia ciężar wydatku będzie ten sam? Oczywiście nie. Jest to tak oczywiste a flejmy aż się roją od zarzutów o "za drogich" komputerach czy konsolach. Dla nas oczywiście są one drogie ale dla kolesi zarabiających czterokrotnie więcej są to koszta już jak najbardziej akceptowalne. A to właśnie ci kolesie są rynkiem dla Apple, Della czy innych firm. A to nie koniec niespodzianek bo oto taki na ten przykład Ender, mój znajomek i admin w jednym, sprowadza sobie elektronikę ze stanów, bo wychodzi mu to zdecydowanie taniej niż kupowanie tejże w naszym kraju. Czy to nie jest chore? Sprowadzać o wiele tańszy sprzęt z kraju o wiele bogatszego, w którym spodziewalibyśmy się cen zdecydowanie wyższych… Sorry ludzie ale problem jest nasz kraj, nasze zarobki, nasze cła, nasze podatki a nie firmy, które naprawdę nie mają zamiaru wyssać z nas ostatniego grosza bo doskonale widzą, że go nie ma. Gdyby był to pewnie wyciągałyby łapska ile wlezie ale w cywilizowanych krajach od tego właśnie jest rynek i konkurencja, by takie zjawiska ograniczać.

Aby zaistniał rynek, muszą zaistnieć i pewne warunki: ludzie muszą mieć pieniądze do wydania. Firmy mogą sobie rynek tworzyć i dostosowywać ofertę do zarobków mieszkańców danego kraju ale przecież korporacje nie będą sprzedawały swoich produktów poniżej kosztów produkcji i gwarantowanego wsparcia.

Nie rozumiem całej tej wojenki Apple vs. PC. Ktoś chce używać jabłka? Ależ proszę bardzo! Ktoś woli składane pecety? Jego wola i jego na to wydane, ciężko zarobione pieniądze! Ktoś ma chętkę na spasione monstrum świecące w ciemnościach? Jego wybór, niechaj mu będzie na zdrowie! O co tu się kłócić? Że kupuję małe cacko, które wydajnością do pięt nie dorasta składakowi, na którego ktoś wyda o wiele mniej pieniędzy? Super ale to mój wybór, nie biorę udziału w żadnych wyścigach, nie chcę składaka, chcę to właśnie swoje małe cudeńko. A właścicielowi składaka życzę miłego, przyjemnego i długotrwałego użytkowania swojego komputera. I żeby miał z tego tyle samo frajdy co ja, z używania swojego.

Ludzie! Ale o co chodzi?

11 odpowiedzi do Apple vs. PC – ale o co chodzi?

  1. byte Wrzesień 8, 2006 o 14:41 #

    YaaL to ona :)

    • CoSTa Wrzesień 8, 2006 o 14:49 #

      dobrze wiedzieć :)

      poprawione! patrz pan (a moze ty byte jesteś… pani? :)), tyle razy człowiek na stronę wchodził a nie spamiętał. muszę mniej tego masła żreć jednak…

      • byte Wrzesień 8, 2006 o 14:52 #

        > a moze ty byte jesteś… pani?

        A bo oto jedno piwo ze mną wypiłeś?

  2. madman Wrzesień 8, 2006 o 16:39 #

    Swiete slowa. Znaczenie marki widze po moim laptopie. Wprawdzie nie jest to nic z gornej polki, a jedynie zwykly ASUS, jednak takiego sprzetu z desktopem porownac sie nie da.

    Po prostu dziala. Moze mozliwosci rozbudowy troche mniejsze, choc wciaz jest mnostwo zlacz i nie czuje sie brakiem mozliwosci „rozbudowy” w zaden sposob ograniczony. Czytnik kart? Ok, wsuwam karte do slotu Cardbus. Dodatkowy dysk? USB czy tez FireWire.

    Pradu zuzywa to mniej wiecej tyle, co energooszczedna zarowka, a wiatrak jest cichy i nie wlacza sie prawie wcale.

    Po prostu takie architektury zapewniaja cos, co mozna juz nazwac „komfortem pracy”. I czy to bedzie laptop, czy konsola, czy miniaturowy desktop (np. Mac Mini, iMac etc.) z duzym, energochlonnym i glosnym desktopem porownac sie nie da.

    Co do marki, przekonalem sie o jej znaczeniu tez w przypadku telefonow komorkowych. Niektorzy twierdza, ze przy produktach Nokii placi sie za „nalepke”. Otoz mialem aparaty roznych firm. Okazuje sie, ze niezawodnosc, jakosc wykonania i jakosc dzwieku (wkoncu najwazniejsza w telefonie) w znacznej mierze zalezy od producenta.

    I nawet gdyby markowe produkty zaczeto wytwarzac w Chinach (vide Lenovo) jestem pewien, ze kontrola jakosci zapewni, ze beda to tak samo dobre produkty, jakie przedtem wypuszczal sam IBM.

    Co do porownywania Windows vs Linux vs Apple, to tak jakby porownywac Volvo, Saaba i dobrej klasy Mercedesy.

    Po prostu sa to dobre produkty, a wybor jest kwestia gustu.

    • :P Grudzień 3, 2008 o 19:07 #

      hmmm witaj!!
      ogolnie we wszystkim sie z tobą zgadzam poza jednym małym szczegółem!!LENOVO to nowa nazwa IBM.poczytaj troche a zobaczysz.pzdr

  3. btd Wrzesień 8, 2006 o 18:10 #

    Co do skladakow i markowych pc.

    Tak samo sie moga zepsuc, jesli oczywiscie mowimy o skladaku zlozonego z sensownych czesci a nie ‚oby najtaniej’. To ze grafike wlozy gostek w koszulce dell oznacza ze ona sie nie popsuje? No wolne zarty Costa.

    No i zobacz np http://www.bit-tech.net/hardware/2006/09/04/Dell_XPS_700_review/1.html

    bit-tech rozbieral della xps – jest troche rozwiazan wymyslonych przez della.

    Ze mac sie nie zwiesza? Hm ciekawe mi moj pc tez ;-p

  4. Gracz Wrzesień 8, 2006 o 18:17 #

    Z nieco innej strony spytam. Wiem, że rodzina i te sprawy, ale czy liczyłeś CoSTa ile byś balował za taką kasę ;)?

  5. Mikołaj Wrzesień 8, 2006 o 19:41 #

    CoSTa, piszesz że Maki nie są droższe od pecetów – błąd.

    Rzuć okiem do archiwum bloga Marvela, gdzie kiedyś robiliśmy porównanie cenowe nowego Maka i odpowiadających mu parametrami dobrych (czytaj: markowych) podzespołów do peceta. Jeśli dobrze kojarzę, po zakupie tak złożonego peceta zostawało jakieś 1500 złotych w kieszeni w stosunku do Maka.

    Piszesz, że sprzęt markowy jest lepszy etc. – niekoniecznie.

    Każdy sprzęt potrafi się zepsuć i „markowość” niewiele ma z tym wspólnego. Jeśli czytujesz CRN, to między wierszami możesz wyczytać, że sprzęt markowy także jest odwożony do serwisów. Znam składaki, które działają bez zająknięcia od lat, znam markowy sprzęt psujący się częściej, niż ustawa przewiduje.

    Dobrze skonfigurowany składak może być tańszy od sprzętu markowego i może jednocześnie być taki sam, jeśli chodzi o komfort pracy czy wydajność. Naprawdę taka sama kość pamięci czy matryca LCD z tej samej fabryki nie zaczynają działać lepiej tylko dlatego, że zapakowane są w pudełko z jakimś logo.

    Pytasz, o co chodzi w „wojnie” PC vs. Mac. Tak naprawdę chyba tylko o jakieś niezrozumiałe poczucie wyższości tych, którzy kupili sobie Maka. Nie widać tego u użytkowników Della, IBM, HP i innych markowych zabawek, jedynie u Makówkarzy. Na dodatek to poczucie wyższości nie jest podparte (w 99% dyskusji) żadnymi konkretami, bo (oto niektóre argumenty):

    – dla wielu osób dizajn sprzętu jest kompletnie nieistotny, bo sprzęt wykorzystują do pracy i on ma działać, a nie wyglądać;

    – dla wielu osób intuicyjność obsługi czy uroda OS X jest mocno dyskusyjna z licznych przyczyn, o których nie będę pisał, bo to nie miejsce i nie czas;

    – dla wielu osób przewaga techniczna OS X jest mocno iluzoryczna, bo nie ma na niego wielu programów obecnych na Windows etc.;

    Rzecz jasna w takich dyskusjach głosy takie, jak mój, traktowane są jako zawiść / zazdrość / nieznajomość rzeczy etc. Ciut na zasadzie, że user Maka wraz z komputerem nabywa automagicznie nieomylność…

    Jak się czyta taką argumetnację (dizajn, intuicyjność, zazdrość etc.), która ma uzasadniać wywyższanie się userów Maków etc., to nawet spokojnego człowieka może trafić szlag. Choć tak naprawdę to generalnie wisi mi, kto jakiego sprzętu używa. Grunt, żeby był to sprzęt dopasowany do jego potrzeb i żeby mógł wykorzystać go w 100%.

  6. waltharius Wrzesień 8, 2006 o 20:12 #

    CoSTa piszesz, że stary komp jest już stary a jak byś wtedy wydał kasę na markowego to nie byłby już stary. Płyta głowna byłaby wydolniejsza, bardziej rozszerzalna w sensie nowości, które nadeszły po jej zakupie? Chyba nie. Jedyne co to ten strzelający zasilacz, który ewidentnie się psuje. Ja kupiłem sobie teraz częśći do kompa, same markowe jak sądzę, różnica taka, że je sam złożę. Owszem kupując ryzykuję, że trafię na wadliwe modele, ale gwarancja jest. Jedynym wytłumaczeniem cen jakie ma apple jest ta wygoda o której piszesz. Tutaj się zgodzę. Psuje Ci się sprzęt, jest na gwarancji, idziesz do SAU i już (albo nie tak już jeśli SAD będzie miał jakieś ale, ale mniejsza z tym). Moim zdaniem oba obozy (apple vs reszta komputerowych użytkowników) maja klapki na oczach (ja też ;-)). Każdemu wedle potrzeb i zasług, ewetualnie zasobności portfela :) Ja już się nie mogę doczekać tych wpisów traktujących o twojej nowej zabawce :D

    A co do zarobków masz całkowitą rację. Ja przeszukując sieć w celu poznania czym jest to apple całe :) natrafiłem jednak na inny flajm. A właściwie holy war między oświeconymi userami apple a zidiociałymi userami windowsa czy niedomasturbowanymi userami linuksa. Przyznam, że sama kampania reklamowa apple (te filmiki: „Hello i’m mac and i’m pc…) mnie odstręczyła od tej firmy. Nie chcę wdepnąć w kolejną religię, dlatego z zakupem laptopa tego kościoła wstrzymam się jeszcze trochę, aczkolwiek kupię sobie na pewno :)

    @madman ja mam teraz duuuużego desktopa, który jk mniemam cichszy jest od Twojego laptopa, tak więc imho porównanie już lekko nie trafione w dzisiejszych czasach. Apple zresztą są znane ze swojej głośności (te wcześniejsze modele przynajmniej). Porównaj sobie też problemy jakie występują przy mac book pro (grzanie się obudowy, odbarwienia, wymiana baterii itd).

    @Mikołaj potwierdzam. Mi zostało ponad 2 000 zł za które kupiłem lepszy aparat cyfrowy z 2gb pamięci i pendrive takiejż wielkości. To przechyliło szalę na korzyśc składaka.

    Tródno się też nie zgodzić z @btd jeśli chodzi o markowe podzespoły. Owszem, moze się zdarzyć, ze to, co kupimy padnie bo było walnięte, a przy zakupie markowego sprzętu taki padnięty odpadnie jeszcze przed wyjściem na rynek, ale nie zapominajmy, że producent takiej płyty głównej, też ją u siebie testuje.

    Osobiście też jest mi wszystko jedno jakiego sprzętu używasz. Wkurza jednak, że jak chciałem się dowiedzieć czegoś o makach na polskim forum apple to dostałem zjebki za samo to, że będę instalował linuksa. Stąd ta wojna CoSTa i śmiem twierdzić, ze to nie użytkownicy PC ją rozpoczęli ;-)

  7. madman Wrzesień 8, 2006 o 20:52 #

    @waltharius: Co do „wojny”, w kazdym przypadku jest idiotyczna.

    Nie ma sensu spieranie sie, ze „moj system jest lepszejszy od Twojego, a jak sie nie zgadzasz to nie masz racji. racja jest tylko moja i to swieta racja”.

    Wiadomo ze sprzet w obu „obozach” jest jednakowy (teraz i tu Intel, i tam Intel), wiec roznica jest zwykle tylko design obudowy, system operacyjny i support. Nie mowie tu juz o tanich bialych skladakach a’la hipermarket, bo to trudno nazwac komputerem – jest to zlepek chinskich odpadow produkcyjnych ;)

    Wedlug mnie wszystko jest kwestia przyzwyczajenia. Osobiscie przyzwyczajony jestem do systemu Linux i srodowiska KDE. Mam znajomych przyzwyczajonych do Windows XP. Nie znam osobiscie nikogo, kto uzywalby Mac OS X, lecz prawdopodobnie rowniez sie do niego przyzwyczail.

    Po prostu po pewnym czasie uzywania danego srodowiska czlowiek do niego przywyka i inne systemy operacyjne wydaja sie dziwne czy niewygodne.

    Nie mozna mowic tu ze ‚Linux bee’, ‚Mac bee’ czy ‚Windows bee’. A wojne najlepiej pozostawic uzytkownikom forow onet.pl ;)

  8. mav Wrzesień 11, 2006 o 11:43 #

    Apple nie ma przedstawicielstwa na mocy umowy z SAD Sp. z o.o., która zapewnia im omc. monopol na jabłka w Polsce. Dranie korzystają z tego jak mogą drąc kasę z ludzi ile wlezie (no, k*** różnica prawie 1500pln na MacBooku między Kaczystanem a USA to chyba lekka przesada, nie?).

    Pominę, że oszukują ludzi na sprzedaży ratalnej.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Mniej blogowania, więcej robienia!

Nowy szablonik powstający w trudzie i znojuCoś jakby mi ostatnimi czasy rura blogowa opadła, nie? A przecież jest o czym...

Zamknij