Menu serwera

Da majek przedszkolakiem (tak na serio)

Jasny gwint, wracanie z roboty o wpół do dziewiątej wieczorem nie jest fajne. Mogło by być fajne, gdybym zgarniał dwa razy tyle, co teraz ale nie zgarniam więc nie jest. Dziś praktykę tę ukracam i grzecznie pakuję się koło siedemnastej do domku mając wszystkie pilne sprawy głęboko w trąbie. A bo przez to wszystko nie poinformowałem o najważniejszym:

Da Majek śmiga do przedszkola!

Tak, tak… Zupełnie normalnie, jak każdy przedszkolak – z workiem i całym tym outfitem. Wrażenia po pierwszych dwóch dniach? Średnio na jeża. W piątek przy naszym wyjściu rozbeczała się straszliwie a Doropha oczywiście zachciała buczeć także. Na szczęście byliśmy na środku ulicy (wyleźliśmy szybko z przedszkola) i nie narobiła mi wstydu. Po pierwszym dniu da Majek rzekł, że on już do przedszkola nie chce…

Ale wczoraj był dzień drugi i odprowadzałem da Majka sam. Zero histerii, zero buczenia, dostałem mokrego i plaskatego całusa (to rzadkość) na dowidzenia i przepadł mi dzieciak wśród reszty bandy. He, papa CoSTa ma moc :).

Jak zwykle – przyjechaliśmy dopiero co z ciepłych krajów i da Majkowi gile wiszą do pasa :/. Ponoć teraz młoda będzie chora ciągle bo ponoć nie ma na to rady – zarażają się dzieciaki między sobą i przedszkole robi za inkubator wszelkiej maści chorobowego syfu. Bywa, trzeba jakoś nauczyć się z tym żyć. Tylko zasmarkanej majki szkoda…

7 odpowiedzi do Da majek przedszkolakiem (tak na serio)

  1. ninja Wrzesień 5, 2006 o 06:43 #

    bleee. pamiętam dzieciaki w przedszkolu, z chusteczkami przyszytymi do fartuszków. jaaa… najgorsze były te, które nie umiały(!) wydmuchać nosa…

  2. eNJey Wrzesień 5, 2006 o 06:53 #

    Przedszkole znienawidziłem pierwszego dnia. Gruba baba w niebieskim fartuchu w kwiatki wmuszała we mnie krupnik – aż w końcu ją obrzygałem. Do tego obowiązkowe spanie – koszmar. Po tygodniu pseudowychowawczynie stwierdziły że się do przedszkola nie nadaję. :) i tyle mnie tam widzieli

    • CoSTa Wrzesień 5, 2006 o 07:26 #

      a ja mam kompletnie inne wspomnienia z przedszkola :). super wychowawczyni niejaka p. basia, stado kumpli, z którymi na niejedno drzewo się wspinało, pierwsza miłość na całego (greetz monika! :))…

      cuuudna sprawa!

      • Gracz Wrzesień 5, 2006 o 17:28 #

        Ja pamiętam potworną nudę trwającą wiele godzin (poszedłem za stary na leżakowanie i za młody na naukę;)). W pamięci utkwiły mi jeszcze posiłki w dziwnym stylu (kończyło się tym, że obiady jadłem dwa, bo w domu też:)). Wychodzenia na dwór było baaardzo mało i drzew nigdy nie zdobywałem.

      • Brzoza Wrzesień 6, 2006 o 07:12 #

        Ha – pierwsze koty za płoty daMajka. Co do inkubatora zarazków to z jednej strony szkoda malucha, ale z drugiej – to dobrze dla niej. Po prostu będzie dużo bardziej odporna.

        Tak bracki – nasze przedszkole rządziło! Mi też się podobało, mimo tego nieszczęsnego leżakowania. A pamiętasz ten „samochód” złożony z wielkiej kłody oraz wielkiej kierownicy? Rulezzz:)

  3. ciotka's eleni Wrzesień 8, 2006 o 08:56 #

    Przedszkole? zlo konieczne chociaz w przypadku Majki moze byc i pozyteczne.

    Dla jedynakow/czek to okazja do codziennego kontaktu z innymi dziecmi i pewnej samodzielnosci. Mysle ze da sobie rade

    P.S. Wlasnie wrocilam z Andros i dosle ci troche fotek

  4. krzychu Wrzesień 13, 2006 o 08:18 #

    CoSta – co innego, kiedy odprowadza mama, a co innego jak tata. Przy mamie można się rozbeczeć, a przy tacie nie bardzo.

    Co do reszty, to kluczowe sprawy są dwie: po pierwsze stanowczość – jak zostawiasz dzieciaka, to zostawiasz i tyle. Druga – już niezależna od ciebie – to koleżeństwo z jakim dzieciak się zetknie. Jak ono spasuje, to wszystko będzie OK, jak nie spasuje to będą kłopoty.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Chyba jednak kupię sobie Wii ;)

TAKIE argumenty mnie przekonują :)Z tym się nie da dyskutować :)

Zamknij