Kolejne pięć groszy w sprawie czternastolatki

Do drob­nej reflek­sji zmu­sił mnie komen­tarz mojej ciotki, która (przy oka­zji) doświad­czoną kobietą będąc, zabrała jako jedyna póki co kobieta głos w dys­ku­sji, jaka wywią­zała się przy moim może nie­zbyt prze­my­śla­nym, ale szcze­rym wpi­sie o zna­nej wszyst­kim tra­ge­dii czter­na­sto­latki. Jako że odpo­wiedź na ten komen­tarz wyszła mi dosyć spora a i temat myślę dosyć pogma­twany, pozwa­lam sobie na poczy­nie­nie nowego wpisu w tym tema­cie. Bo kwe­stia ważna jest dla mnie, doty­czy tego, jak postrze­gam (nie tylko prze­cież ja) ota­cza­jącą mnie rze­czy­wi­stość i jak ta rze­czy­wi­stość wygląda okiem mym.

Ale zacznę może od przy­to­cze­nia komen­ta­rza mojej ciotki:

Interesujące wypo­wie­dzi choć cza­sami do prze­sady skrajne (pod­wią­zać im nasie­nio­wody albo wyka­stro­wać). Świat nie staje się lep­szy gdy na prze­moc (a prze­cież o to w tej spra­wie cho­dzi: sto­so­wa­nie prze­mocy przez jed­nych i nie­prze­ciw­sta­wia­nie się jej przez dru­gich plus reak­cje stada) reaguje się prze­mocą. Moim zda­niem ci chłopcy zostali dosta­tecz­nie uka­rani przez ich ofiarę. Będą musieli przez resztę życia dźwi­gać to brzemię.

Ciekawi mnie jed­nak brak wypo­wie­dzi kobiet (jestem chyba jedyna kobietą, która wypo­wie­działa się na tej stro­nie) w tej kwe­stii. W końcu my kobiety mamy więk­sze albo przy­naj­mniej powin­ny­śmy mieć więk­sze poczu­cie odpo­wie­dzial­no­ści za to, na jakich ludzi wycho­wu­jemy swoje dzieci. Śro­do­wi­sko, szkoła oraz inne insty­tu­cje w tym też kościół, grają pewną rolę w pro­ce­sie wycho­wa­nia ale uwa­żam, że nadal naj­waż­niej­szą rolę peł­nią rodzice, a ci nie zawsze są do tego zdolni albo też przy­go­to­wani. Świat wokół, w tym też „kodeks etyczny”, zmie­niają się w tak szyb­kim tem­pie, że my — rodzice — nie jeste­śmy czę­sto w sta­nie tych zmian przy­swoić, a co dopiero prze­ka­zać je z prze­ko­na­niem nowym pokoleniom.

Wszystko to słuszne cio­teczko ale widzę dwa błędne założenia.

Raczej nie zakła­dał­bym, że kole­sie będą nosić jakieś brze­mię. Po pierw­sze nie mają i nie będą mieli poję­cia, co to słowo zna­czy (czy­taj: nie­zbyt dowie­rzam inte­li­gen­cji tych chło­pacz­ków). Po dru­gie zaś raczej wąt­pię, by pojęli fakt, że w wyniku ich postę­po­wa­nia zgi­nął czło­wiek. Widząc zaś linię obrony ich rodzi­ców mam wręcz stu­pro­cen­tową pew­ność, że do teraz nie mają poję­cia jakie skutki wywo­łały ich poczy­na­nia. Już ich rodzice o to zadbają…

Drugie błędne zało­że­nie według mnie to zało­że­nie o zmie­nia­ją­cym się kodek­sie etycz­nym. Etyka i owszem ewo­lu­uje ale pewne zasady pozo­stają nie­zmienne od tysiąc­leci, od kiedy ludzie zaczęli two­rzyć cywi­li­za­cje: „nie zabi­jaj” i takie tam różne naj­bar­dziej pod­sta­wowe kwe­stie pozwa­la­jące jakoś prze­żyć w gru­pie więk­szej niż ple­mię. Co poko­le­nie nastę­puje coraz bar­dziej postę­pu­jąca depre­cja­cja war­to­ści przy­ję­tych za etyczne i huma­ni­tarne. Dzisiejsi czter­na­sto­lat­ko­wie (i o wiele młod­sze dzieci) w zatrwa­ża­jąco ogrom­nej ilo­ści przy­pad­ków mają coraz mniej­sze zaha­mo­wa­nia przed zwy­kłym np. wan­da­li­zmem, który stał się modą. Jesteś cool kiedy coś roz­je­biesz, coś zama­żesz, komuś drzwi pod­pa­lisz. stop­nio­wa­nie jest auto­ma­tyczne i oka­zuje się, że jesteś jesz­cze bar­dziej cool kiedy komuś dasz z buta, kogoś prze­je­dziesz po łbie bej­zbo­lem a jesz­cze kogoś innego wdep­czesz z kum­plami w zie­mię. Gówniarzom impo­nuje prze­moc i bez­pra­wie bo ofe­ruje łatwą i pro­stą ścieżkę zdo­by­wa­nia sza­cunku, robie­nia „kariery” w towa­rzy­stwie, zdo­by­wa­nia pie­nię­dzy itd. Dla nas jest to złem, dla nich zaś zupełną nor­mal­no­ścią i kom­plet­nie kole­sie nie rozu­mieją, czego się tak wła­ści­wie od nich chce kiedy prosi się jakie­goś asa po raz kolejny, by raczył nie szczać w klatce i nie roz­pie­przać wszyst­kiego co mu się pod rękę nawi­nie. Dla zwy­kłego tre­ningu pro­po­nuję zwró­cić uwagę na takie zacho­wa­nie i patrzeć na reak­cję. Zazwyczaj żad­nej nie będzie a jeśli już jakaś nastąpi to zazwy­czaj sze­ro­kie otwar­cie oczu i tekst w stylu „ale o co ci kurwa chodzi?”.

Nasze poko­le­nia dzieli prze­paść w defi­nio­wa­niu i okre­śla­niu tych samych zja­wisk. To, co dla cie­bie czy też mnie jest nie do przy­ję­cia i nie­ak­cep­to­walne — dla gów­nia­rzy jest ich codzien­no­ścią i śro­do­wi­skiem natu­ral­nym. To my wdzie­ramy się z jaki­miś idio­tycz­nymi zakazami/nakazami czy nor­mami, które kom­plet­nie nie przy­stają do rze­czy­wi­sto­ści bo rze­czy­wi­stość dla nich zupeł­nie odmienna niż dla nas. Dobrze to Leon (xom) napi­sał w swoim komen­ta­rzu — to gnije i gnić będzie coraz bar­dziej. Z naszego oczy­wi­ście punktu widze­nia. Z ich punktu widze­nia też ale to za czas jakiś, kiedy nastę­pu­jące po nich poko­le­nie pogrąży się jesz­cze bar­dziej. Póki co dla ogrom­nej rze­szy mało­la­tów jest to jak naj­bar­dziej nor­malne, codzienne doświadczenie.

Wartości etyczne są wciąż te same ale umie­jęt­ność ich przy­swo­je­nia, zro­zu­mie­nia i sto­so­wa­nia w życiu codzien­nym dra­ma­tycz­nie spa­dła. Gówniarze głu­pieją, idio­cieją, nie są w sta­nie pojąć naj­prost­szych słów, nie ma u nich ŻADNEGO pędu do wie­dzy, do dowie­dze­nia się co tak wła­ści­wie jakieś słowo zna­czy. Rosną nam poko­le­nia coraz więk­szych debili, na tle któ­rych będą się coraz bar­dziej wyróż­niały jed­nostki, któ­rym się coś chce (bo takie też na szczę­ście ist­nieją). I pro­blemu nie roz­wiąże izo­lo­wa­nie idio­tów bo prze­cież nikt przy zdro­wych zmy­słach nie odizo­luje 60–70% spo­łe­czeń­stwa. Do tego trzeba się przy­go­to­wać po pro­stu i pogo­dzić się z myślą, że już powsta­jące getta w postaci zamknię­tych osie­dli staną się w przy­szło­ści normą. Bo przy­znajmy się bez bicia i szcze­rze — czy­ta­jąc choćby ten wpis trzeba wyka­zać się kil­koma zdo­by­czami cywi­li­za­cyj­nymi, które dla prze­cięt­nego dzi­siej­szego czter­na­sto­latka są nie­osią­galne. Trzeba od choćby na ten przy­kład zro­zu­mieć kilka trud­niej­szych niż „kurwa” słów. No i teraz pyta­nie: czy nie jest nor­malną chęć odizo­lo­wa­nia się od takich ludzi, z któ­rymi nic, nawet cywi­li­za­cja, zbyt­nio nas nie łączy? Ze strony któ­rych czuć co naj­wy­żej zagro­że­nie? Moim skrom­nym to cał­kiem natu­ralne choć nie twier­dzę, że naj­roz­sąd­niej­sze postę­po­wa­nie. To pro­blemu nie roz­wiąże ale tak wła­śnie się zasta­na­wiam, czy nie została prze­kro­czona jakaś masa kry­tyczna, po prze­kro­cze­niu któ­rej po pro­stu spo­łe­czeń­stwo nie będzie w sta­nie zapa­no­wać nad degren­go­ladą i wspo­mnia­nym gni­ciem wszel­kich wartości.

Wystarczy się rozej­rzeć by zauwa­żyć kult prze­mocy wyle­wa­jący się z każ­dej dzie­dziny ota­cza­ją­cej nas rze­czy­wi­sto­ści: media, codzienny język, któ­rym roz­ma­wiają ze sobą ludzie, wyzwi­ska kie­row­ców, kul­tura nasta­wiona głów­nie na szo­ko­wa­nie, bo nic innego nie jest w sta­nie już przy­cią­gnąć uwagę. Wydaje mi się, że ten punkt kry­tyczny został już prze­kro­czony, że zwy­kła przy­zwo­itość wymrze w końcu wraz z ludźmi, któ­rzy normy bycia po pro­stu przy­zwo­itym czło­wie­kiem jesz­cze w sobie pie­lę­gnują. Z mojej/naszej per­spek­tywy to oczy­wi­ście nie wygląda naj­le­piej a wręcz źle. Jednak ludzie mający dziś kil­ka­na­ście lat żyją, wycho­wują się, rosną i nasią­kają takim wła­śnie świa­tem i jest to ich norma. W tej nor­mie stwo­rzą swoje war­to­ści i swoje punkty odnie­sie­nia. I raczej nie widzę szans na moż­li­wość jakie­goś wpły­nię­cia na doko­ny­wane przez tych kil­ku­na­sto­lat­ków wybory. Nasze war­to­ści nie są atrak­cyjne (tak jak dla nas nie były atrak­cyjne war­to­ści naszych rodzi­ców czy dziad­ków) i takie pozo­staną, chyba że…

Chyba że do tej bandy idio­tów zaczniemy mówić ich języ­kiem. Niekoniecznie prze­mocy, raczej reklamy. „Przyzwoitość” powinna stać się towa­rem, który powi­nien mieć swoją kam­pa­nię rekla­mową, swój piar, któ­rego pro­mo­cją powinni zająć się spe­cja­li­ści od mar­ke­tingu i wize­runku. Myślę, że tylko w taki spo­sób da się jesz­cze dotrzeć do dzi­siej­szych nasto­lat­ków. Bo bar­dzo, bar­dzo wielu z nich słowo „przy­zwo­itość” koja­rzy się z fra­jer­stwem a prze­cież kto chce być za fra­jera uważanym?

A póki co czeka mnie i Dorophę solidna praca wycho­waw­cza z naszą wła­sną córą, która już za nie­długo wylą­duje w szkole publicz­nej (na pry­watną stać nas raczej nie będzie, szkoda). Doropha już czuje stres na samą myśl o tym, jak bar­dzo nam się dzie­ciak zmie­nić może pod wpły­wem tego, z czym spo­tka się w szkole. Mnie też to zaczyna męczyć już teraz. I co, znaj­dzie się jakiś mądry mający na te nasze nie­po­koje jakieś lekar­stwo? Nie ma innego wyj­ścia — w kon­fron­ta­cji z tym, z czym się Majka spo­tka w szkole, jedy­nym roz­wią­za­niem jest robie­nie dobrej reklamy war­to­ściom, które z Dorophą wyzna­jemy. Jakoś musimy Majkę do nich prze­ko­nać i to tak, by przy­jęła je sama i głę­boko w nie wie­rzyła. To ogromny trud i wiel­kie wyzwa­nie i chyba w tym momen­cie zawo­dzą rodzice współ­cze­snych nasto­lat­ków. Nie szkoła, bo do niej przy­cho­dzi się już w czę­ści ukształ­to­wa­nym i to nie szkoła jest od wycho­wy­wa­nia. Także nie kościół, bo ten dzie­ciom nigdy nic mądrego do powie­dze­nia nie miał i nadal nie ma a reklama i piar jego tez i war­to­ści są fatalne po pro­stu. Kościół zupeł­nie nie nadaje się na insty­tu­cję wycho­wu­jącą. Wychowanie to zada­nie rodzi­ców i za to, co się wypra­wia dzi­siaj, ogromną odpo­wie­dzial­ność pono­szą rodzice. Tak jak w przy­szło­ści będziemy pono­sili my.

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

15 Komentarzy do “Kolejne pięć groszy w sprawie czternastolatki”

  1. byte 30/10/2006 do 13:17 # Odpowiedz

    Mogę się pod­pi­sać, szcze­gól­nie pod stwier­dze­niem, że to rodzice są odpo­wie­dzialni za wycho­wa­nie swo­ich pociech. Nie jest za to odpo­wie­dzialna szkoła, Kościół, har­cer­stwo czy dru­żyna koszy­kar­ska mło­dzi­ków. Jest teraz taki trynd, żeby wyma­gać od wszyst­kich insty­tu­cji wokoło tro­ski o wła­sne dziecko, tyle że w insty­tu­cjach tych dziecko bywa prze­lo­tem i na chwilę. Resztę czasu spę­dza przede wszyst­kim w domu, w tym domu w któ­rym — że się tak wyrażę — pies jest pogrze­bany i trup leży w sza­fie. Dziwne, że na pro­wa­dze­nie samo­chodu trzeba mieć prawo jazdy, zaś posia­dać dziecko może każdy.

    Nie wie­rzę przy tym w jakiś rodzaj pozy­tyw­nej reklamy. To nie przej­dzie. Dzieciaki zawsze bun­to­wały się prze­ciwko umo­ral­nia­niu — czy na siłę, czy po dobroci. Czas, kochani rodzice, roz­po­cząć pracę u pod­staw, bo bez tego bida z nyndzom.

  2. Biter 30/10/2006 do 14:13 # Odpowiedz

    Pierwszy pro­blem to taki że dużą część tych rodzi­ców także trzeba wycho­wać, bo przy­kładu dobrego raczej nie dają (co widać i sły­chać na uli­cach i w zakła­dach pracy). Faktycznie, pozwo­le­nie na dziecko to byłoby jakieś roz­wią­za­nie, dawane po uprzed­nich dokład­nych bada­niach psy­cho­lo­giczny i wywia­dzie śro­do­wi­sko­wym — tyle że tu już nie­da­leko do wizji nie­ja­kiego pana Orwella ;) Póki co warto zaczy­nać na wła­snym podwórku (czyli we wła­snym domu). Dziecka jesz­cze nie mam, ale naj­bliż­sze lata ten stan zapewne zmie­nią i już teraz boje się poten­cjal­nych zagrożeń.

  3. ninja 30/10/2006 do 15:57 # Odpowiedz

    pozwoli cio­teczka (sza­cu­ne­czek :D), że odniosę się do Jej wypo­wie­dzi: otóż pomimo swo­ich mar­nych 24-ech lat, zdą­ży­łem już poznać masę ludzi i przez głowę by mi nie prze­szło mie­rze­nie innych swoją miarą moralną czy też rzu­to­wa­nie na kogoś obcego swo­jego sys­temu war­to­ści — krótko pisząc — nie liczył­bym na żadne wyrzuty sumienia…

    a gno­jów do pracy w kopalni!

  4. Damian 30/10/2006 do 16:19 # Odpowiedz

    Hmm dziś prze­czy­ta­łem we Wprost lub Newsweeku cie­kawy arty­kuł na temat całej tej sprawy uka­za­nej tro­chę z innego punktu widze­nia. Są tam przy­ta­czane sia­kieś wypo­wie­dzi kole­ża­nek i kole­gów z klasy, do któ­rej oni wszy­scy cho­dzili. Według nich, nie miało miej­sce żadne roz­bie­ra­nie, że to wszystko była zabawa a i rze­czona Ania na początku się dobrze bawiła. Dopiero kiedy doszło do uży­cia brzyd­kich słów, popła­kała się i ucie­kła. Może fak­tycz­nie tak było, stąd taka a nie inna reak­cja (a raczej je brak) ze strony klasy?

    Co cie­kawe, trzej z tych chło­pa­ków, to kuzyni Anki. Chcieli by zgwał­cić sio­strę na oczach klasy?

    No ale na ile to prawda, zoba­czymy kiedy tech­nicy odzy­skają fil­mik z telefonu.

  5. Gracz 30/10/2006 do 17:36 # Odpowiedz

    Tak skon­den­so­wa­nej prawdy już dawno nie mia­łem przed oczami.

    Zobaczymy jak to będzie. Zdaje się, że każde poko­le­nie zauważa upa­dek róż­nych war­to­ści u tych młod­szych, czę­sto dostrze­ga­jąc także wła­sne uchy­bie­nia wzglę­dem star­szych zasad („Co te dzie­ciaki wyra­biają, wpraw­dzie ja w ich wieku to…, ale…”). Patrząc na to „ale” widzimy nastę­pu­jący od x lat spa­dek. Może on fak­tycz­nie jest. Tylko, że jakoś żyjemy. Chyba nawet cał­kiem nieźle.

    Na mar­gi­ne­sie dodam, że ta ten­den­cja wydaje mi się rów­nie mocno zako­rze­niona, co prze­wi­dy­wa­nie rychłego końca świata.

    Na pod­sta­wie wła­snych obser­wa­cji poku­szę się o stwier­dze­nie, że „ludzie porządni” jesz­cze nie wymie­rają. Mają się nawet cał­kiem dobrze. Zapewne znów się zmie­niają, ale cią­gle są. Zauważ pro­szę CoSTa, że jestem od Ciebie młod­szy o całe 15 lat (powi­nie­nem per Pan pisać;), nie­długo już miej­sca w auto­bu­sie ustą­pię;)), ale czy­ta­jąc wpis obok cią­gle pota­ki­wa­łem. Znam kilka osób, które rów­nież by pota­ki­wały. Moim zda­niem nie jest więc źle. Choć zbyt dobrze też nie ;).

  6. Robert Pankowecki 30/10/2006 do 19:39 # Odpowiedz

    Martwisz się Costa jak to będzie z Twoją córką w szkole i nic dziw­nego. Ja na ten przy­kład stwier­dzi­łem, że raczej nie chciał­bym mieć dziecka w dzi­siej­szych cza­sach, gdzie nie wia­domo mi o żad­nej szkole, do któ­rej chciał­bym posłać swoje dziecko. Może powie­nie­nem zwie­dzić Finlandię? W każ­dym razie jest to jeden z powo­dów, dla któ­rego bał­bym się mieć dziecko. Po pro­stu jest nie­mal pewne, że szkoła zmar­no­wa­łaby wysi­łek jaki wło­żył­bym w jego wycho­wa­nie. To nie jest pocie­sza­jące, co powie­dzia­łem, ale tak mi się wydaje. Swoją drogą, sam też cza­sem mam chęć odizo­lo­wać się od pew­nej grupy spo­łe­czeń­stwa. To chyba cał­kiem natu­ralne, skoro nawet zro­zu­mieć się nie potra­fimy, a już tym bar­dziej zna­leźć wspól­nego tematu.

  7. btd 30/10/2006 do 21:06 # Odpowiedz

    Ja bym chcial zeby moje dziecko jak naj­wie­cej myslalo samo­dziel­nie i sta­ralo sie nie byc dup­kiem, tylko kims z sumie­niem. Wiadomo cza­sem oka­zuje sie ze sie jest gnoj­kiem, ale jak sumie­nie dziala i pie­cze i dre­czy to jest ok. I zeby zauwa­zylo ze ze zna­jo­mymi nie liczy sie ilosc tylko jakosc.

  8. Alex 30/10/2006 do 21:41 # Odpowiedz

    CoSTa

    Napisałeś: „Gówniarze głu­pieją, idio­cieją, nie są w sta­nie pojąć naj­prost­szych słów, nie ma u nich ŻADNEGO pędu do wie­dzy, do dowie­dze­nia się co tak wła­ści­wie jakieś słowo znaczy.”

    Też kie­dyś tak myśla­łem, dokąd nie tra­fi­łem na mło­dych ludzi, któ­rzy w inter­ne­cie pro­wa­dzili dys­ku­sje na temat ich hobby, wyma­ga­ją­cej wie­dzy, którą można zdo­być rze­czy­wi­ście stu­diu­jąc dany temat. Czyli nie wszystko jest stra­cone, wystar­czy takim jed­nost­kom poka­zać, że to co robią (zamiast bez­sen­sow­nie mar­no­wać czas)jest cool i że nie są sami. Problem w tym, że wszy­scy narze­kają, pra­wie nikt nie podej­muje kon­kret­nych dzia­łań. Twój pomysł z pia­rem przy­zwo­ito­ści jest bar­dzo dobry. Gdyby każdy z nas, świa­do­mych sytu­acji ludzi np. stwo­rzył funk­cjo­nu­jącą (niekomercyjną)społeczność inter­ne­tową, w któ­rej ci mło­dzi ludzie nie tylko mogliby pie­lę­gno­wać swoje zain­te­re­so­wa­nia, ale też przy oka­zji uczyć się kul­tury wypo­wie­dzi, roz­wią­zy­wa­nia spo­rów i wła­śnie tej przy­zwo­ito­ści to mia­łoby to widoczne prze­ło­że­nie na świat wokół nas. Takie dzia­ła­nie kosz­tuje z ser­we­rem i domeną ok 150 USD rocz­nie, więc trudno powie­dzieć, ze nas na to nie stać. Kto chce, to służę doświad­cze­niami (sam wystar­to­wa­łem dwa lata temu z powo­dze­niem taką [url=http://alexrc.com/forum]inicjatywę [/url] dla mło­dych modelarzy).

    Jeśli z róż­nych powo­dów nie możemy/chcemy pod­jąć takich dzia­łań, to przy­naj­mniej dajmy dobry przy­kład w naszej codzien­nej komu­ni­ka­cji. I tutaj CoSTa, przy całej sym­pa­tii do Ciebie, grze­szysz sam okrut­nie. Zobacz ile agre­sji i pogardy jest w nie­któ­rych uży­wa­nych przez Ciebie wyra­że­niach. Przeczytaj uważ­nie Twoje posty np. [url=http://costa.info.pl/index.php?/archives/453-terror-darmowych-gazetek.html] ten[/url]

    a zro­zu­miesz co mam na myśli. Przy tym, sądząc po regu­lar­nej lek­tu­rze Twojego bloga, jesteś zapewne sym­pa­tycz­nym czlo­wie­kiem, więc pro­pa­go­wa­nie innego spo­sobu wyra­ża­nia się z pew­no­ścią nie sta­no­wi­łoby dla Ciebie pro­blemu. Co Ty na to? :-)

    Pozdrawiam

    Alex

    • Biter 30/10/2006 do 21:54 # Odpowiedz

      Przyznam się ze skru­chą że i ja mie­wam agre­sywne wypo­wie­dzi, czę­sto i gęsto. Ot stre­su­jąca codzien­ność oraz gniew na to co się wkoło dzieje, trudno zna­leźć w sobie dosta­tecz­nie dużo cier­pli­wo­ści i łagod­no­ści. Ale przy­znaje się do błędu i rów­nież jestem za tym żeby zło napra­wiać dobrem — ale z zastrze­że­niem że złu należy się też twardo prze­ciw­sta­wiać. Czyli mówiąc pro­sto: naj­pierw bydłem potrzą­snąć żeby wie­dzieli że nie są bez­karni (w przy­pad­kach gdy zło jest już zako­rze­nione), a dopiero potem wska­zać inne alter­na­tywy i spo­soby na życie. Chyba.

    • CoSTa 30/10/2006 do 22:07 # Odpowiedz

      kom­plet­nie odpada. bo widzisz alex, bar­dzo ładne przey­kłady poda­jesz i to świet­nie, że takie ini­cja­tywy ist­nieją ale jest jeden imo drobny pro­blem: te ini­cja­tywy zaj­mują tylko tych, któ­rzy chcą być czymś zaj­mo­wani. zde­cy­do­wana więk­szość (a widzę to u sie­bie na blo­ko­wi­sku) ma kom­plet­nie w pom­pie jakie­kol­wiek ini­cja­tywy wyma­ga­jące od nich jakie­goś wysiłku. nie daj boże inte­lek­tu­al­nego. to już po pro­stu orga­nicz­nie wpi­sane w sens iste­nie­nia tych ludzi­ków — robić tylko to, co uznaje się za sto­sowne a na wszystko inne nie zwra­cać uwagi.

      acha, nie jestem miłym kole­siem, serio. sta­ram się nim być ale jak coś mi za skórę zale­zie to nie ma prze­bacz. nie muszę uważ­nie czy­tać swo­ich postów bo dosko­nale wiem, co piszę i dobrze to pamię­tam. owszem, cza­sem piszę bez wcze­śniej­szego kom­bi­no­wa­nia ale na boga, to mój blog i jak mam chęć wyzy­wać to będę wyzy­wał. sorry :). nie mam nawet zamiaru być na siłę grzeczny, uczynny i świe­cić przy­kła­dem. w dwóch sło­wach: gdy mnie coś wkurwi, to nazy­wam to po imie­niu. ina­czej nie będzie bo nie lubię zakła­ma­nia jesz­cze bar­dziej, niż sztucz­nego ą ę :)

  9. Alex 30/10/2006 do 22:17 # Odpowiedz

    CoSTa

    oczy­wi­ście nikt od Ciebie nie wymaga, abyś był zakła­many i możesz natu­ral­nie tak pisać, jak tylko zechcesz. Rób to tylko w świa­do­mo­ści że każda „kurwa”, „idiota”, gów­niarz”, „ludzik” które wypo­wia­dasz dodają agre­sji i pogardy zarówno do tego świata na zewnątrz (w któ­rym będzie też żyło Twoje dziecko), ale też Twojego wewnętrz­nego. Czy to się opłaca, musisz sam zdecydować.

    Dawanie dobrego przy­kładu nie jest tak bez­na­dziejne jak uwa­żasz, bo pewne rze­czy roz­po­wszech­niają się jak wirusy, też te pozytywne :-)

    Pozdrawiam

    Alex

    • CoSTa 30/10/2006 do 22:23 # Odpowiedz

      obie­cuję, że wezmę to sobie do serca bo masz alex w cho­lerę dużo racji. nie­mniej cza­sem rzu­ce­nie mię­sem jest o wiele zdrow­sze i pozwala ujśc nagro­ma­dzo­nym emo­cjom. co nie­je­den spec od czub­ków pew­nie powie i potwierdzi.

      ale oczy­wi­scie masz rację. mniej agre­sji… to cał­kiem nie­głupi pomysł.

  10. btd 31/10/2006 do 07:45 # Odpowiedz

    A ja uwa­zam ze w kaz­dym jest i ciem­nosc i jasnosc. I nie jest tak ze np taki Costa dodaje tylko agre­sji itd. Przeciez oprocz tego co go wkur­wia pisze tez o tym co go zachwyca. Przegiecia w kazda strone sa zle i dla mnie nienaturalne.

  11. ciotka's eleni 01/11/2006 do 09:58 # Odpowiedz

    Kostuniu, dzieki za twoj komen­tarz. Musze stwier­dzic ze podoba mi sie ta dys­ku­sja dwoch a moze i wie­cej poko­len (widze ze wpi­suja sie tu tez bar­dzo mlo­dzi ludzie).

    Zgadzam sie tez w duzej cze­sci z komen­ta­rzami alex-ego i po cze­sci z reszta.

    Pewnie ze z per­spek­tywy wieku moge miec bar­dziej racjo­nalne i z mniej­sza doza emo­cji i gniewu spoj­rze­nie na spr­wawy niz ty i twoi „goscie”.

    Jak widac nie dzieli nas prze­pasc mimo roz­nicy wieku, kul­tury i spo­sobu wychowania.

    Dla infor­ma­cji podam ze uro­dzi­lam sie w socja­li­stycz­nej Polsce gdzie zylam do 21-go roku i wycho­wa­lam w nie w bar­dzo typowo pol­skim sro­do­wi­sku ze wzgledu na moje grec­kie pocho­dze­nie. Przez ostat­nie trzy­dzie­sci lat zyje w kapi­ta­li­stycz­nej na swoj spe­cy­ficzny spo­sob Grecji uswia­da­mia­jac sobie ze sta­no­wie pew­nego rodzaju „mie­szanke” dwoch conajm­niej swiatow.

    Mimo to a moze tez i z tego powodu sta­ram sie szu­kac u ludzi to co moze mnie z nimi laczyc a nie dzielic.

    Czasy w kto­rych przy­szlo nam zyc nie sa trud­niej­sze niz w prze­szlo­sci, sa za to bar­diej inte­re­su­jace gdzie kazdy moze zna­lezc miej­sce dla siebie…

    Moze poczu­jesz sie Costa lepiej gdy uswia­do­misz sobie ile rze­czy w tym swie­cie zmie­nilo sie na lep­sze? Pewnie ze w kaz­dym pro­ce­sie roz­woju bywaja tez strony ujemnne.

    Polska wla­snie znaj­duje sie w okre­sie przej­scio­wym pro­bu­jac zna­lezc sie w swie­cie od kto­rego przez kil­ka­dzie­siat lat byla odizo­lo­wana a ten swiat ma swoje dodat­nie i ujemne strony.

    Uwazam ze nie­po­trzeb­nie zamiar­twiasz sie przy­szlo­scia Majki. Uwierz mi ze dzie­ciom nie­ko­niecz­nie trzeba „wkla­dac” do glowy albo prze­ko­ny­wac do war­to­sci moral­nych, trzeba po pro­stu byc przy­kla­dem i to daje naj­lep­szy skutek.

    P.S. Dzieki za sza­cu­nek „ninjy”

    • CoSTa 02/11/2006 do 07:46 # Odpowiedz

      cio­teczko, bar­dzo ci zazdrosz­czę tego spo­koj­nego i zrów­no­wa­żo­nego a przede wszyst­kim opty­mi­stycz­nego spoj­rze­nia na świat. no jakoś nie wieję aż tak opty­mi­zmem. może dla­tego, że codzien­nie widzę jak wycho­wują się blo­ko­wi­ska? może dla­tego, że sam pamię­tam jak pocią­ga­jąca jest droga na skróty, w któ­rej wycho­wuje tzw. „ulica”, czyli po pro­stu pewna sub­kul­tura, bar­dzo w pew­nym wieku atrak­cyjna? no i tu chyba tkwi sedno pro­blemu — jak zde­za­wu­ować tę uliczną kul­turę obecną już prze­cież wszę­dzie? mam obawy, że samo świe­ce­nie przy­kła­dem nie wystar­czy, że pre­sja ze strony grupy (klasy, zna­jo­mych itd.) może być dla majki zbyt spora i naj­zwy­czaj­niej w świe­cie prze­gramy z doro­phą. oby nie ale znam moc wcią­ga­nia takich kul­tur i podat­ność nasto­lat­ków na owo wcią­ga­nie. z tą róż­nicą, że obec­nie wydaje mi się to o wiele, wiele bar­dziej inten­sywne w prze­ka­zie. po pro­stu dziś dzieje się to samo, co i kie­dyś, tyle że moc­niej, bar­dziej, bru­tal­niej, dosadniej.

      no, zoba­czymy jak będzie. pani­ko­wać nie mam zamiaru ale oczy sze­roko otwarte już jak naj­bar­dziej mam zamiar mieć.

Dodaj komentarz