Menu serwera

Aperture – fotki nareszcie pod kontrolą

Aperture – BOSKI program

Wiedziałem, że przy przejściu na MacOS oprogramowania do obróbki grafiki będę miał wbród alibo i jeszcze więcej. W końcu jak by się nie patrzeć Mak to synonim pracy z plikami graficznymi. No ale kurczę nie wiedziałem, że doświadczenie w robieniu programów ma aż tak ogromne znaczenie. Bo ma! Oto bowiem zapoznałem się z programem do zabawy z bitmapami i nie mogę przestać cmokać nad jego użytecznością. Jest po prostu świetny i bardzo, bardzo długo szukałbym pod Windows czy Linuksa jakichś odpowiedników. Szczerze mówiąc – chyba bym nie znalazł.

Aperture, bo o tym sofcie mowa, jest bardzo szeroko znany makowcom. Ja dopiero zaczynam poznawać oprogramowanie na Maka i oczywiście w pierwszej kolejności usłyszałem o tym programie przy pytaniu się o „coś do fotek”. Drogą kradzieży wszedłem w posiadanie kopii i… Dałem sobie spokój bo w międzyczasie było co innego do roboty z moim mini. Odkurzyłem soft niedawno i pobawiłem się nim nieco. Wrażenia?

PIO-RU-NU-JĄ-CE!

Drodzy moi linuksiarze, do których śmiem się także zaliczać – Linuks po prostu MUSI zwabić jakoś do siebie twórców komercyjnego oprogramowania. Programy w stylu F-Spot to programy sympatyczne i pewnie wystarczające do codziennych zastosowań ale w żadnej mierze nawet nie ocierające się o zastosowania nieco bardziej zaawansowane. Programy pisane przez entuzjastów dla entuzjastów niestety ale nie nadadzą się do zastosowań półprofesjonalnych i profesjonalnych. Linuks nie wyjdzie poza fazę systemu dla hobbystów, o ile nie zaczną powstawać na tę platformę narzędzia takie, jak rzeczony Aperture.

Od pierwszej chwili ma się wrażenie, że oto obcuje się z czymś daleko wykraczającym poza standardowe opcje oferowane przez programy typu Picasa czy właśnie F-Spot. O ile nie jestem zwolennikiem komplikowania życia bez potrzeby, o tyle po krótkiej zabawie programem muszę stwierdzić, że obróbka fotografii może być zajęciem pasjonującym, bardzo kreatywnym i przede wszystkim – wymagającym nieco bardziej rozwiniętych narzędzi niż te dostępne w przywołanych programach. Po prostu narzędzia dają możliwości a z tych grzech nie skorzystać w takim razie. Swego czasu opisywałem betę programu Adobe Lightroom, która niezbyt się u mnie pod Windows kulała. Pod MacOS Lightroom kula się całkiem rześko, oferuje bardzo dużo ale ogólny flow, ta intuicyjność w pracy z fotografiami i łatwość w korzystaniu z narzędzi, to wszystko jednak jest po stronie Aperture. Po prostu z programem pracuje się od samego początku bardzo intuicyjnie. Lightroom kilkoma rozwiązaniami interfejsu bardziej przeszkadza niż pomaga (po kiego osobny moduł do edycji fotek?), natomiast w Aperture ergonomia pracy nie pozostawia nic do życzenia. Rewelacja po prostu!

Takich narzędzi brakuje pod Windows a co dopiero pod Linuksem. Nie mam zamiaru przez to pisać, że MacOS rządzi i w ogóle. Nic z tych rzeczy. Po prostu zaczynam dostrzegać, dlaczego Mak = grafika. Narzędzia. Bez nich najlepszy pod słońcem system będzie wart tyle, co nic. A tu zaczynam się ocierać o rzeczy naprawdę dobre. Szkoda cholera, że takich narzędzi nie ma pod Windows (okej, są ale to naprawdę nie to) a szczególnie pod Linuksem. Doskonałych, komercyjnych, zaawansowanych narzędzi dla pół- i profesjonalistów. Oraz dla ludzi, którzy po prostu czasem chcą zrobić coś więcej niż usunąć czerwone oczy i zbalansować biel w obrazie…

screen w pełnym rozmiarze

31 odpowiedzi do Aperture – fotki nareszcie pod kontrolą

  1. byte Październik 15, 2006 o 14:03 #

    A kupisz go sobie? :)

    • CoSTa Październik 15, 2006 o 14:15 #

      Żartujesz? :)

      Kupiłem inny wraz z systemem – iPhoto się nazywa. Niezły kawałek softu ale Aperture mnie rozbiło na kawałki… Cholera, gdybym zarabiał jak profesjonalista w normalnym kraju to bym się nie zastanawiał i kupiłbym. Świetna rzecz. Niestety póki co dla mnie nieosiągalna :/

      • jeyRocs Październik 17, 2006 o 13:35 #

        …i to właśnie (a nie żadne tam „brandzlowanie”) powinno być IMHO jedyną kontrowersyjną kwestią w Twoim wpisie.

        Autorom Aperture z pewnością miło byłoby przeczytać, że tak bardzo Ci się podoba. Wątpię jednak, że równie miło byłoby im dowiedzieć się, iż najzwyczajniej w świecie kradniesz owoc ich pracy. To, że nie żyjemy w normalnym kraju IMHO w żadnym wypadku tego nie usprawiedliwa.

        Dalej, piszesz, że „Linuks po prostu MUSI zwabić jakoś do siebie twórców komercyjnego oprogramowania”. Po co? Po to, żeby ludzie tacy jak Ty mogli je sobie poużywać „gratis”? Wydaje mi się, że dla Adobe nie byłby to żaden argument… Linuks to w dużej mierze ostoja wolnego oprogramowania – jeśli kogoś stać na lepsze, ale i droższe odpowiedniki, to i tak z pewnością wybierze Windows lub MacOS.

        Jeśli w normalnym świecie dąży się do załatwienia jakiejś sprawy, to podpiera się argumentami. U Ciebie dobrej argumentacji nie widzę…

        • CoSTa Październik 17, 2006 o 14:18 #

          Cóż, przynajmniej przyznaję się do tego, nazywam rzeczy po imieniu i nie twierdzę, że robię coś nieszkodliwego czy w jakiś sposób uzasadnionego. Zarabiam niewiele jak na europejskie standardy ale powolutku staję się legalny. Pewnego dnia być może skuszę się na wydanie tych ponad 200$. Póki co z braku dema nie mam zbytnio innej możliwości sprawdzenia softu.

          Jeśli Linuks ma zamiar być czymś więcej niż systemem dla hobbystów przez hobbystów – nie ma innego wyjścia jak zwabić twórców komercyjnego oprogramowania o ile ma być używany na biurkach. Inaczej pozostaje tylko systemem serwerowym i właśnie dla hobbystów. I nie popełniaj błędu – wolne nie znaczy automatycznie darmowe.

          A z tą dobrą argumentacją to o co chodzi? Bo nie bardzo rozumiem do czego pijesz i w związku z czym. Jaśniej można prosić? I jaką to sprawę chcę załatwić bo kompletnie nie wiem o co ci biega.

        • jeyRocs Październik 20, 2006 o 13:31 #

          Cieszy, że taki „niepospolity” pirat z Ciebie. Ludzi skłonnych na pytanie „A kupisz sobie?” odpowiadać „Żartujesz?” są miliony. Ludzi, którzy traktują piractwo jako sposób na sprawdzenie softu, by (powoli czy nie powoli) legalizować zawartość swojego komputera – to już na liczydle możnaby policzyć :).

          Masz rację, wyraziłem się zdecydowanie niejasno. Z Twojego wpisu wynika obraz człowieka, który apeluje do użytkowników Linuksa (tą „sprawę” miałem na myśli) o wymyślenie sposobu na przyciągnięcie twórców komercyjnego softu, choć sam zamiast takowy nabyć – piraci. Coś w stylu – „Panowie z Adobe, stwórzcie port Photoshopa dla Linuksa, żebym mógł sobie za darmo poużywać”. IMHO to nie jest dobry argument, a tak właśnie odebrałem ten kawałek Twojego postu. Mam nadzieję, że udało mi się tym razem jaśniej wysłowić :).

          Czytam Twój blog już dłuższy czas i wiem, że błędem byłoby oceniać Twoją osobę na podstawie tego wpisu. Nie pomyśl sobie czasem o mnie jak o jakimś zagorzałym linuksiarzu, który chce zmieszać Cię z błotem, bo znalazłeś niedoskonałość w jego ukochanym systemie. Używam Windows, a ten mój komentarz to – ot, taka mała dygresja na temat „bądźmy bardziej solidni i konkretni w wyrażaniu swoich myśli” :).

          PS Tak, wiem doskonale, że „wolny” nie znaczy „darmowy” (przykładem niech będzie Red Hat). Wydaje mi się jednak, że wolno mi było w ten sposób to uogólnić w sytuacji, gdy 99% tego wolnego oprogramowania jest również darmowe. Nie mniej masz rację – solidnie i konkretnie to również precyzyjnie ;).

        • CoSTa Październik 21, 2006 o 07:54 #

          Stary, za całym szacunkiem ale nie próbuj mi nawet robić za sumienie, m’kay? Masz zapędy to idź sobie gdzieś i pierwszy porzucaj kamieniem, dobra? Nie jesteś ani moim spowiednikiem, ani papieżem ani żoną więc zachowaj swoje radosne przemyślenia w temacie mojego złodziejstwa dla siebie, okej? W skrócie i mniej grzecznie: odchromol się bo nic ci do tego. Złóż donos na policję jak cię uwiera a nie wyjeżdżaj mi tu z tanim moralizatorstwem. Jestem świadom tego co robię i nie potrzebuję tu wykładów.

          Do bzdur w temacie „po kiego mają robić soft skoro ty kradniesz” się nie odnoszę bo nie ma to żadnego sensu. Jakoś Adobe mimo wszystko ma się dobrze, to samo Macromedia i tysiące innych firm tworzących oprogramowanie. Pewnie, moglyby się mieć lepiej gdybym nie kradł ale jakoś żyją a ludzie tacy jak ja czasem soft kupują wbrew pozorom. Nie wiem co miałoby w tym względzie różnić Linuksa od na ten przykład Windows. No może jedno – brak takiego oprogramowania a przez to i brak piractwa. Zaręczam ci, użytkowenicy Linuksa kradną tak samo jak nie bardziej z powodu przyzwyczajenia do softu darmowego.

          A tak poza tym to dzięki za wapdanie na bloga i zostawianie tu swoich opinii. Doceniam. A tematem piractwa lepiej się akurat tutaj nie zajmujmy. Zapraszam za czas jakiś, kiedy mi się tekścior o piractwie napisze. Bo się napisze, nie ma bata :)

          Pozdrawiam i pokój!

        • jeyRocs Październik 21, 2006 o 16:13 #

          ?

          (Tylko tyle nasunęło mi się od razu po przeczytaniu Twojej wypowiedzi…)

          Czy ktoś Ci tu chce robić za sumienie? „Stary”, ja tylko wyraziłem swoją opinię. Nigdzie nie powiedziałem, że jestem Twoim spowiednikiem, żoną czy Papieżem, „m’kay”? Nikt nie rzuca kamieniami, a Ty zachowujesz się, jakbym Ci co najmniej rodziców ze szczytu wieżowca zrzucił :/.

          A do właściwej kwestii wracając – napisałem chyba wyraźnie i jasno, że SZANUJĘ Twój stosunek do piractwa. Więc nie wciskaj mi tu dziecka do brzucha i nie każ dzwonić na policję, bo najzwyczajniej w świecie rozminąłeś się z moim punktem widzenia. Kropka.

          Teraz – pokój :).

        • CoSTa Październik 21, 2006 o 18:29 #

          Zjebkę mężnie przyjąłem, błąd widzę i waląć się w czoło dłonią pełną (dla odgłosu „plask”, który bardzo tu pasuje) chciałbym przeprosić za napastliwy ton. Jakiś period zaczyna mnie dopadać bo z rana mam humory, wieczorem za to ryj mi się cieszy… What the…

          Pokój i miłego weekendu, albo przynajmniej tej jego resztki.

  2. Craig Październik 15, 2006 o 14:03 #

    „Programy pisane przez entuzjastów dla entuzjastów niestety ale nie nadadzą się do zastosowań półprofesjonalnych i profesjonalnych.”

    I tu się drogi CoSTo mylisz. ;-) Przez pewien czas pracowałem w firmie, w której podstawowymi narzędziami graficznymi do składu były… Gimp, Scribus i Inkscape. I w zupełności wystarczały wszystkim ludziom tam pracującym ;-)

    • CoSTa Październik 15, 2006 o 14:19 #

      Pracuję na codzień przy składzie. Gimp, Scribus i Inkscape są dla mnie daleko, daleko niewystarczające. Zależy co komu potrzeba jak widać. Ja wymagam dosyć sporo :)

  3. YaaL Październik 15, 2006 o 14:32 #

    „Programy pisane przez entuzjastów dla entuzjastów niestety ale nie nadadzą się do zastosowań półprofesjonalnych i profesjonalnych.”

    To, przez kogo program jest pisany, nie ma większego znaczenia. Znacznie większe znaczenie ma [b]przez kogo jest zarządzany projekt[/b].

    Oprogramowanie OS niestety w większości przypadków cierpi na syndrom sześciu kucharek.

  4. Grzesiek Październik 15, 2006 o 15:41 #

    Maci nie działają może tak szybko jak BSD, Linuks czy Windows, ale tworzone nań aplikacje są wyjątkowo użyteczne.

    Niestety, licencja na Aperture to $299. O późniejszych upgrade’ach nie wspominając. To dość spory problem dla większości rodaków.

    Ja sam jako posiadacz iMaca G5 zastanawiam się czy stać mnie na wydanie kolejnych kilkuset złotych na uzupełnienie kolekcji przydatnego oprogramowania. Szczególnie, że wielu programów nie używa się codziennie, aczkolwiek przyjemność z ich wykorzystywania jest niespotykana w stosunku do odczuć znanych z aplikacji na innych systemach operacyjnych.

  5. Mikołaj Październik 15, 2006 o 17:23 #

    CoSTa, jaki jest sens porównywanie oprogramowania komercyjnego z oprogramowaniem darmowym i wytykania, że to drugie ma mniej możliwości?

    Inkscape to nie Corel, a GIMP to nie Photoshop. Mają gorsze międzymordzie czy mniej możliwości, ale są [b]darmowe[/b]. Więcej sensu widziałbym w porównywaniu Aperture do Photoshop Elements, bo ich założenia są generalnie takie same.

    Porównanie tych programów mogłoby się skończyć konkluzją, że ich możliwości są takie same, a za ładniejsze międzymordzie Aperture musimy wybulić dodatkowe 210 USD.

    • CoSTa Październik 15, 2006 o 17:37 #

      Ale ja przecież nigdzie nie przyrównuję Aperture do darmowego oprogramowania. Ja narzekam, że na Linuksa nie ma oprogramowania komercyjnego, które oferowałoby to, co oferuje Aperture. Przecież nie piszę, że F-Spot przy Aperture to syf, come on. Piszę, że oprogramowaniu darmowemu brakuje tych wszystkich bajerów i funkcjonalności, które oferuje oprogramowanie komercyjne. Nikt tu Mikołaju nie atakuje darmowego oprogramowania, które jest jakie jest ale przynajmniej jest darmowe. Slow down, mam nadzieję, że narzekać na linuksowe braki jeszcze w tym kraju można?

      Skąd w ogóle pomysł, że ktoś tu coś porównuje? Takich programów na Linuksie po prostu [b]nie ma[/b], nieważne czy komercyjnych czy też darmowych, i [b]TO[/b] jest imo problemem. Gdybym porównywał to miałbyś tu całą listę zad i waletów.

      • Mikołaj Październik 16, 2006 o 08:18 #

        [quote]Ale ja przecież nigdzie nie przyrównuję Aperture do darmowego oprogramowania.[/quote]

        Excuses moi, ale dla mnie omawianie Aperture i wyciąganie przy tej okazji F-Spota jest właśnie porównywaniem.

        [quote]Ja narzekam, że na Linuksa nie ma oprogramowania komercyjnego, które oferowałoby to, co oferuje Aperture.[/quote]

        Owszem, ale wspominasz również o Windows. A tutaj już zaczynają być problemy, bo IMHO Photoshop Elements to doskonały i dużo tańszy produkt.

        [quote]Slow down, mam nadzieję, że narzekać na linuksowe braki jeszcze w tym kraju można?[/quote]

        Ależ oczywiście, sam często narzekam. I sam nie przesiądę się na np. Ubuntu do chwili, gdy będzie na nim natywnie działać Photoshop, Corel, CCA, CSS Vista, Sharpreader czy kilka innych mniejszych programów.

        [quote]Skąd w ogóle pomysł, że ktoś tu coś porównuje?[/quote]

        Skoro nie porównujesz, to znaczy że jest gorzej, niż myślałem…

        • CoSTa Październik 16, 2006 o 09:03 #

          [quote]Excuses moi, ale dla mnie omawianie Aperture i wyciąganie przy tej okazji F-Spota jest właśnie porównywaniem.[/quote]

          Przepraszam, jak więc mam pisać o oprogramowaniu dla fotografii pod Linuksem, bez przywoływania programów i nazw programów??? Wymieniać nazw też nie wolno? Czy ktoś tu nie popada aby w lekką paranoję? Okej, w takim razie wyiksuj nazwę i po kłopocie. Cytuję: [i]Od pierwszej chwili ma się wrażenie, że oto obcuje się z czymś daleko wykraczającym poza standardowe opcje oferowane przez [b]programy typu[/b] Picasa czy właśnie F-Spot.[/i] Jak widać chodzi o pewien typ oprogramowania – programy jak najbardziej funkcjonalne (cytuję: [i]Programy w stylu F-Spot to programy sympatyczne i pewnie wystarczające do codziennych zastosowań[/i]) ale nie będące programami profesjonalnymi. Kropka. Szukasz dziury w całym imo i w dodatku bardzo na siłę. Po co? Może niezbyt jasno formułuję myśli – okej, w przyszłości będę to robił jaśniej i boldował co istotniejsze imo kwestie.

          [quote]Owszem, ale wspominasz również o Windows. A tutaj już zaczynają być problemy, bo IMHO Photoshop Elements to doskonały i dużo tańszy produkt.[/quote]

          Używałem różnego oprogramowania także pod Windows i nie twierdzę, że dobrego softu nie ma. Cytuję: [i]Szkoda cholera, że takich narzędzi nie ma pod Windows (okej, są ale to naprawdę nie to)[/i] – po prostu nie ten flow pracy z aplikacją. Poza tym nie porównuję żadnej aplikacji, tak jak to teraz czynisz. Nie oceniam co jest lepsze czy gorsze. Przedsatwiam tylko swoje odczucia z kilku godzin pracy z programem.

          [quote]Skoro nie porównujesz, to znaczy że jest gorzej, niż myślałem…[/quote]

          Mógłbyś rozwinąć tę myśl? Kompletnie nie rozumiem o co ci chodzi…

        • Mikołaj Październik 16, 2006 o 18:54 #

          Jest (IMHO) gorzej, bo z faceta który sensownie pisał o różnych dystrybucjach Linuksa czy też o nowych grach stajesz się… właściwie nie wiem, jak to określić.

          Powiem tak – stajesz się makówkarzem, w tym kiepskim wydaniu.

          Jako autor bloga masz do tego 200% prawa, ale ja jako Twój czytelnik mam 100% prawa do wyraźenia swojego niezadowolenia ;)

          Nie ukrywam, że mam alergię na makówkarzy. Przez ten termin rozumiem osobników, którzy widzą jedynie zalety sprzętu, choćby to były zalety kompletnie niedefiniowalne, nieokreślone czy absolutnie nieistotne.

          Co więcej – makówkarze mają zadziwiającą dla mnie tendencję do absurdalnych sformułowań, aby tylko udało im się pochwalić swą ulubioną firmę i jej produkty.

          Dla mnie brandzlowanie się marką kompa, jego dizajnem i oprogramowaniem ma posmak sekty. Im większe uwielbienie i tłumaczenie wad czy błędów przez gatesowskie „to nie bug, to ficzer” oraz im większy opór / oburzenie na krytykę, tym bardziej mnie to smuci…

        • btd Październik 16, 2006 o 19:37 #

          O dzizas ale Mikolaj pojechales :-/

          Kupil sobie gosc swoja zabawke z marzen, cieszy sie i podoba mu sie i sie tym dzieli a ty od sekt, i jeszcze wciskasz swoje fobie do wlasicieli macow.

          Mozna napisac tak, ze to ze ty uwazasz „choćby to były zalety kompletnie niedefiniowalne, nieokreślone czy absolutnie nieistotne.” to malo znaczy, bo jak sam napisales, masz alergie itp.

          A co do pisania i czytania: u Costy przynajmniej jest co poczytac i pisze.

          ps tak, wiem jestem bucem i chamem.

  6. Hadret Październik 15, 2006 o 18:25 #

    Wygląda świetnie – to fakt, ale jeśli chodzi o zdjęcia, czy ogólnie pojętą grafikę, to moje potrzeby kończą się na Eye Of GNOME + GIMP i czasem Scribus. Nic więcej mi do szczęścia nie potrzeba ;)

  7. wyzimir Październik 15, 2006 o 22:37 #

    „Gimp, Scribus i Inkscape są dla mnie daleko, daleko niewystarczające. Zależy co komu potrzeba jak widać.”

    Kiepskiej baletnicy to i ciasne majtki przeszkadzają… ;)

    • CoSTa Październik 16, 2006 o 04:55 #

      Być może. Nie zmienia to faktu, że są to wyjątkowo ciasne majtki :)

  8. byte Październik 16, 2006 o 15:25 #

    A ja w ogóle bez majtek się obywam i żyję ;)

  9. CoSTa's Family Page Październik 16, 2006 o 20:40 #

    No i dołączyłem do grona „brandzlujących się” swoim komputerem makowców. Dlaczego? Dlatego, że śmiem twierdzić, że program ze stajni Apple jest po prostu bardzo dobry. Olałbym to gdybym opinię usłyszał od jakiegoś pryszczatego małolata podniecającego się

  10. Paweł Tkaczyk Październik 17, 2006 o 06:59 #

    Mikołaj: Masz alergię na makówkarzy i to widać ;) A wracając do meritum: Aperture nie da się porównać do Photoshop Elements, bo to zupełnie inna kategoria softu. Najbliżej mu na pececie do Adobe Photoshop Lightroom (tak to się teraz nazywa), ale używam obu (ostatnio prowadziłem szkolenie dla cyfrowych fotografów i przyszło mi porównywać) i… Aperture zostawia konkurenta daleko w tyle. I to nie jest „brandzlowanie się marką”. Tak samo „brandzluję się” zaawansowanymi funkcjami typograficznymi w InDesignie (na peceta i maka) czy łatwą instalacją softu w Linuksie — po prostu dostajesz narzędzie, które spełnia dokładnie Twoje wymagania. Jednak kiedy piszę o Linuksie, nikt nie zarzuca mi „brandzlowania” ;)

    wyzimir: Problem oprogramowania OS polega dokładnie na tym, o czym napisał CoSTa (o po części na tym, o czym napisała YaaL) — w teamie Scribus panuje radość, kiedy program wydrukuje to, co jest na ekranie (i rozumiem tę radość, jest to spore osiągnięcie). Ale zawodowcy potrzebują ligatur, ligatur kontekstualnych, optycznego kerningu, zaawansowanych funkcji zecerskich, cyfr nautycznych (że wymienię tylko funkcje typograficzne). Jaką baletnicą bym nie był, „majtki o nazwie Scribus” nie zadowolą mnie póki co.

  11. Mikołaj Październik 17, 2006 o 09:22 #

    Oczywiście, że mam alergię na makówkarzy. Identyczną mam na linuksiarzy czy windowsiarzy i pewnie będę miał na każdą kolejną grupę, która zaczyna budować ołtarzyk dla swojego kompa i/lub systemu operacyjnego.

    Jeżeli program X poprawi mi jakość wydruku po półgodzinnym grzebaniu w zaawansowanych opcjach, a w programie Y identyczny efekt osiągam przez naciśnięcie wielkiego czerwonego guzika „popraw jakość wydruku”, to owszem, jest za co chwalić program Y. Podobnie jeśli zdjęcie 2kx3x px otwiera mi się w programie X pół minuty, a w programie Y 2 sekundy, to też jest za co chwalić.

    Jeżeli jednak w obu przypadkach muszę nad poprawianiem wydruku siedzieć, a różnice polegają na wyglądzie guzików, a zdjęcia otwierają się równie długo, to można najwyżej mówić o tym, że program Y podoba mi się bardziej, ale nie że jest lepszy.

    Tak (w telegraficznym skrócie) wygląda różnica między brandzlowaniem się, a rzetelnym opisem czegośtam.

    Wracając do obu programów – jak do tej pory nie doczekałem się żadnego konkretu, który jasno opisywałby, czemu Aperture zostawia inne programy daleko w tyle. Stwierdzenia typu „ogólny flow” wiele nie mówią, szczególnie że pewnie znaleźliby się ludzie, którzy będą mieli opinię odwrotną.

    Owszem, CoSTa pisał coś o narzędziach i intuicyjności – tylko jak to się ma do rzeczywistych możliwości obu programów? Jeśli mam wybierać między intuicyjnością i niewielkimi możliwościami, to wolę gorszą intuicyjność i większe możliwości.

  12. Paweł Tkaczyk Październik 17, 2006 o 10:39 #

    Właśnie intuicyjność (w połączeniu z potężną ilością opcji) jest zaletą Aperture. Pytasz o detale: w czym dokładnie jest lepszy. Trudno to opisać w paru słowach, bo program idealnie wpisuje się w workflow cyfrowego fotografa (zawodowego, który karmi codziennie maszynę kilkoma setkami fotek). Odwołując się do Twojej analogii z wielkim czerwonym przyciskiem — iPhoto, fSpot czy Picassa to są programy, które wielu potrzebnych opcji nie mają. Potrzebnych fotografom oczywiście — możliwość manipulowania krzywą osobno dla jasnych, średnich i ciemnych tonów przy jednoczesnym wyświetlaniu histogramu (i to dla sześciu barw osobno) przydaje się przeciętnemu kowalskiemu tak samo jak ligatury kontekstualne użytkownikowi MS Worda. Więc Aperture to ma, Lightroom też to ma. Różnica między nimi polega na tym, że Lightroom ma to gdzieś pogrzebane, a Aperture ma na półprzezroczystym wyświetlaczu (niby bajer, ale nie trzeba poświęcać oglądania całej fotki kosztem jakiejś tam palety), zawsze pod ręką. I tak dalej… W dużym skrócie zatem: Picassa nie ma tej funkcji, Lightroom ją ma, a Aperture ma ją tam, gdzie trzeba. To jest różnica w klasyfikacji i powód zachwytów CoST’y ;)

    • Mikołaj Październik 17, 2006 o 14:41 #

      I znowu magiczny „flow”…

      Marvel, z Twojego opisu widzę, że oba programy (pomijając że twór Adobe to beta) są takie same, a różnią się wodotryskami wizualnymi. Wodotryskami, które jednych cieszą, a innych (np. mnie) doprowadzać mogą do białej gorączki, bo nie każdy musi lubić półprzezroczyste palety / wyświetlacze.

      Dla mnie to oznacza jedno – Aperture nie jest jakimś cudem z kosmosu, który pozwalałby na automagiczne przyspieszenie pracy nad fotką o 50-100%, więc jego zalety są mocno iluzoryczne / są kwestią osobistych odczuć, a nie faktów.

      [i]No, chyba że jakiś kolejne detale zobaczę.[/i]

      • CoSTa Październik 17, 2006 o 18:10 #

        OK, kończmy to bo bez sensu jest to przerzucanie się komentarzami. Ja/Paweł piszemy o jednym, ty uparcie ciągniesz do innego mimo iż ani przez moment nawet nie sugerowałem jakichś testów czy recenzji programu. Proszę bardzo:

        [url=http://www.google.pl/search?hl=pl&q=aperture+lightroom&btnG=Szukaj+w+Google&lr=]co Google wypluwa w temacie „aperture lightroom”[/url]

        [url=http://www.apple.com/aperture/specs/]specyfikacja Aperture[/url]

        [url=http://labs.adobe.com/technologies/lightroom/lightroom_b4_releasenotes.html#new]co nowego w Lightroom[/url]

        Poczytaj sobie i będziesz miał konkrety. No to może jeszcze tylko [url=http://www.pketh.com/weblog/aperture-v-lightroom-my-take-on-it]przykładowy tekst porównawczy[/url] i chyba ciekawość zaspokoiłeś. Jeśli nie – szperaj w necie. Ode mnie testów i porównań nie oczekuj bo ich nie będzie. Inni zrobili to przede mną i przed Pawłem. Dla mnie koniec wątku bo ciągnięcie tego dalej nie ma żadnego sensu.

  13. waltharius Październik 17, 2006 o 16:57 #

    @Mikołaj a porównywałeś kiedyś jeden program z drugim? Pracowałeś na jednym i na drugim? Bo jak rozumiem wpis CoSTy, to on bawił się i jednym i drugim i trzecim programem, więc może się zachwycać, a Ty sprawiasz wrażenie krzyżowca, który widząc jabłko i uśmiechniętą gębę jego właściciela rozpala w sobie święty ogień i wyciąga swój święty miecz prawdy, którym chlast na lewo i prawo.

    Takie odnoszę wrażenie.

  14. BS Październik 19, 2006 o 22:31 #

    niejaki mikolaj zachowuje sie jak typowy gosc co to sie zna najlepiej ale na oczy nie widzial. co gorsza parametry gui to dla niego ladne/brzydkie a intuicyjnosc a mozliwosci to dla niego opozycja. pawel takczyk kilka postow wyzej piszac o aperture trafil w sedno. skoro kolega nie potrafi tego zrozumiec (ewentualnie uwierzyc na slowo komus kto _uzywal_ softu o ktorym pisze) to moze choc kolega poczyta jakas ksiazke opisujaca zagadnienia interfejsu i szeroko rozumienej komunikacji czlowieka z maszyna… bo za chwile uslyszymy ze dla fotografa to najlepsze jest cli.

  15. CoSTa's Family Page Luty 25, 2007 o 19:08 #

    Adobe Photoshop Lightroom w stabilnej wersji 1.0 nie jest żadnym newsem już od jakiegoś czasu. Od jakiegoś czasu jest faktem i to faktem jak najbardziej pracującym, pokazującym na co ten program stać i udowadniającym, że jeśli się chce, to można.Adobe Ph

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Salzburg w Austrii – ładne miejsce

Salzburg - taka jedna fajna fontannaWszędzie dobrze ale w domu najlepiej. Po krótkim wyskoku gdzieś w germańskie landy, miło było...

Zamknij