Menu serwera

Co tam u da Majka

Da Majek zdrowieje w oczach. Nie to, żeby nasza służba zdrowia zrobiła się taka zajebista. Raczej małej nudzi się już w szpitalu potwornie i organizm instynktownie próbuje coś z tym zrobić. A to „coś” oznacza zdrowienie bo faktycznie nie idzie już w tym przybytku leczenia wytrzymać.

Od ostatnich informacji nieco się z da Majkiem pozmieniało. Okazało się bowiem, że zapalenie stawów – samo w sobie wredne jak diabli – to tylko przygrywka do tego, co się z naszą córą dzieje nieco głębiej. A dzieją się z nią niezbyt mile i sympatyczne rzeczy. Po odbytych kilku badaniach stwierdzono m.in. zmiany w zatokach (miał to swego czasu mój brat dziecięciem będąc i powiadam wam – nic fajnego), najprawdopodobniej cały zestaw alergii na różnego rodzaju leki (lekarze podejrzewają, że zapalenie było reakcją m.in. na wlewany w nasze dziecko Bactrim – taki antybiotyk) a także niewykluczoną alergię na zwierzaka w domu.

Wygląda to całkiem poważnie, nie? No to teraz czas na najdziwniejsze: da Majek siedziała przez miesiąc wakacji w Grecji. W tym także z kotem, którego męczyliśmy swoją drogą bardzo bo fajny był kociak jak diabli :). I co? I NIC! Kompletnie NIC! Nawet kichnięcia, o zatkanym kinolu nie wspominając, bo takowego po prostu nie było. Przed wyjazdem do Grecji Doropha zaczęła na da Majku eksperymentować z jakimiś lekami homeopatycznymi, które właśnie miały córce kinola permanetnie zatkanego – odetkać. To nawet działało i już odetkana Majka do Grecji ruszyła. „Problem” w tym, że ruszyła na długo przed nami, jeno z babcią i dziadkiem. Kolejny „problem” to moja matula, która po prostu o lekach zapomniała i nie karmiła Majki chemią. Jakieś problemy? Żadnych kochani, najdrobniejszych. Zero. Null.

Znaczy się IMO, że te wszystkie wydumane teorie lekarskie są właśnie wydumane. Da Majek to najwidoczniej córa Południa, która na owym południu czuje się po prostu dobrze, nic jej tam nie dolega i żadnych problemów dzieciak nie ma. A gdy do tego w morze wlezie to już zupełny odjazd czuje… Jest więc moja córa i dzieckiem morza. Jak więc się okazuje – kwestią kluczową jest klimat i pewnie dieta i co tam jeszcze. Dzieciak może sobie żyć spokojnie i bez kilogramów żartych lekarstw, trzeba mu tylko odpowiednie warunki wykombinować.

Z innej beczki – wzruszyłem się bardzo a bo zadzwonił dziś do mnie ni z tego, ni z owego, sam doktor Bart, czyli koleś, który mi robi źle a ja jeszcze mu za to płacę :). Doktorek wraz z rodziną wypuścił się był na kolejne w tym roku wakacje (tyle w temacie zarobków służby zdrowia :)) a przeczytawszy, że u nas w sumie nie za fajnie się dzieje – zechciał zakręcić i podpytać co i jak. Bart, jestem wzruszony… Oby żonę Twą i dziecię Twoje obsypało szczęściem po wsze czasy a świderek Twój oby zawsze dobrze trafiał :)

A my z Dorophą zapomnieliśmy już co to takiego jest to całe „pożycie małżeńskie”. Od ponad tygodnia tylko się wieczorami w szpitalu mijamy. A bo Doropha ma za zadanie siedzieć z małą w nocy a mnie przypada ten moment, w którym wracam sobie z roboty i te trzy godzinki z młodą spędzam do przyjścia wieczornego żonki. Doropha chodzi już po ścianach. nawet ja już mam dosyć. choć przecież akurat przy dzieciaku grzebie najmniej. No ale to tylko do niedzieli. W niedzielę wieczorem da majek wraca do domu. Ufff… Nareszcie!

8 odpowiedzi do Co tam u da Majka

  1. Hadret Październik 7, 2006 o 08:44 #

    Życzę jej szybkiego powrotu do zdrowia.

    BTW. lekarze mają chyba jakąś obsesję na pkt. alergii. Nie jestem uczulony na żadne pyłki etc., ale zdarzyło się razu pewnego, że przeziębiło mnie dość solidnie na wiosnę. Jakie było orzeczenie lekarskie? Alergia ;D Nie ma się czym martwić. Niektórzy lekarze są po prostu zboczeni – zresztą, jak wszyscy ludzie ;)

  2. Dinven Październik 7, 2006 o 20:14 #

    Żeby pocieszyć – ze zrąbanymi zatokami, alergią na zwierzaki i uczuleniem na większość antybiotyków (w tym bactrim) da się żyć, i to całkiem bezproblemowo – jestem przykładem:) Alergia na futro nawet się nie objawia. Jako dzieciak chorowałam całkiem sporo, ale z wiekiem przeszło.

    Może trochę poszło na mózg… Ale w końcu, wszyscy jesteśmy wariatami:)

    • CoSTa Październik 7, 2006 o 22:50 #

      dzięki dinven za słowa nadziei… bo tak po prawdzie trochę to dołuje, kiedy ma się dziaciaka cięgiem chorego. szkoda szkraba po prostu :/

  3. ciotka's eleni Październik 9, 2006 o 10:53 #

    Gdy lekarze nie potrafia postawic wlasciwej diagnozy a co za tym idzie zastosowac wlasciwego leczenia, wymyslaja rozne alergie.

    Wznawiamy wiec zaproszenie do Grecji gdzie jeszcze trwa lato ale juz bez upalow.

    Przypominam ze Piotrowe zatoki zostaly skutecznie tutaj wyleczone sporo lat temu i co najwazniejsze bez uzycia zadnych lekow

    • btd Październik 10, 2006 o 19:04 #

      Grecja dziala tak dobrze na zatoki? To ja jestem zainteresowany, bo nie potrafie sobie z nimi poradzic od dawna juz. Jakis sposob stosowania i dawkowania moze? ;-)

  4. krzychu Październik 10, 2006 o 15:59 #

    Z tym wyjazdem nad greckie morze to jest właśnie istota rzeczy CoSta – moja córa zawsze jak wyjeżdża nad morze to potem jej alergiczne kwestie prostuja się jak ręką odjął – to jest nadmorski mikroklimat, który wpływa zbawiennie. To jest w naszym przypadku potwierdzone doświadczalnie – wtedy nawet nie trzeba specjalnie dbać o branie leków, ani unikać tego, co zwykle dzieciak unika.

    Czyli w ogólności – wyjazd nad morze, jest OK ;)

  5. Brzoza Październik 11, 2006 o 15:56 #

    Jak to już napisała tutaj Eleni, to mnie z zatok właśnie w Grecji wyleczono. Przy okazji oduczono mnie j. polskiego i zaistniał niejaki problem w komunikacji z ojczulkiem, ale było ok.:)

    Co do dawkowania to u mnie było proste: wsadzili mnie w samochód jakichś tam znajomych jak miałem 5 lat i odebrali mnie po okrągłym roku. Zatoki i inne badziewne choroby jak ręką odjął.

  6. btd Październik 11, 2006 o 16:15 #

    Kurcze dawkowanie super, ale ja juz jestem zbyt stara dupa zeby dalo sie wyrwac rok z kalendarza. Trzeba pomyslec nad jakimis wakacjami ‚w cieplych krajach’ (bleee) tzn Grecji

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Przesiadka skończona – co o tym świadczy?

Zawsze zastanawiałem się co stanowi cezurę przejścia z systemu na system, zmiany środowiska i takiego ostatecznego stwierdzenia "it's done baby"....

Zamknij