Menu serwera

CoSTa vs. Mac Mini – Round 1 – FIGHT!

Mój desktop na dzień dzisiejszy

Okej, czas conieco napisać o moim małym jabłku, które wzięło i sobie było stanęło zaraz obok monitora. Obok? A tak, obok. Jest malutkie, zgrabniutkie i po prostu mieści się tam, gdzie moja ATXowa obudowa wleźć nie chciała :). Efekt? Kiedy już pozbędę się peceta, miejsca będę miał od cholery. Jeszcze „tylko” monitora trzeba by się pozbyć i zamienić na jakiś fajny panel i będzie ergonomicznie jak trzeba.

Zacznijmy jednak od początku – komputer przyjechał i co dalej? Może opiszę pokrótce z czym miałem na dzień dobry największe problemy, z czym problemów nie miałem no i jak sobie z tym wszystkim poradziłem. Acha, lojalnie ostrzegam – nie jestem żadnym makowym freakiem, tym bardziej nie mam hopla na punkcie składanych pecetów, więc spodziewajcie się opisu jak najbardziej subiektywnego, bez krzty obiektywizmu czyli robionego po prostu „okiem mym” i raczej nie wpadającego w żadną skrajność.

Zacznijmy od tego, że zabawka jest cholernie droga. Jak na nasze polskie warunki oczywiście. Statystycznego mieszkańca krain nieco bardziej cywilizowanych wydatek boli pewnie mniej (o ile w ogóle boli – Mini to low end w ofercie Apple z tego co widzę a więc stosunkowo tani) nie zmienia to jednak faktu, że nie żyję niestety w krajach cywilizowanych i po prostu zabawka jest droga. Za tę kasę mógłbym kupić spasionego peceta i jeszcze sporo by na monitor zostało, to prawda. No ale nie chciałem peceta. I tu chyba czas na mały wtręt, dlaczego w ogóle ktoś chce wywalać pieniądze na sprzęt drogi, o niższych parametrach technicznych niż składany pecet za porównywalną cenę.

  • Snobizm? Come on, przy mojej pensji i naszych zarobkach w ogólności… Nas po prostu nie stać na snobizm a mnie szczególnie – Doropha kładzie łapę na rodzinnych dochodach i wydziela mi skromne codzienne datki :)
  • Chęć wyróżnienia się w tłumie? O, to już nieco bliżej. Tak, owszem – chęć posiadania czegoś odmiennego od obowiązującego standardu jak najbardziej była obecna przy podejmowaniu decyzji. Nie mam zamiaru się oszukiwać – po to te wszystkie Linuksy instalowałem, by jakość odejść od windowsowej codzienności. Kupno Maka to po prostu pójście krok dalej.
  • Oczarowanie systemem? Zdecydowanie TAK. W ciemno tych tysięcy złotych nie wydawałem, widziałem i wiedziałem wcześniej conieco jak toto się sprawuje w działaniu i tylko się w swoim przekonaniu utwierdziłem w codziennej pracy z MacOS. To jest po prostu doskonały system doskonale funkcjonujący na sprzęcie, dla którego został stworzony. I tyle. I to mi wystarczy, więcej od systemu operacyjnego nie wymagam.
  • I chyba najważniejsze: Rozpoznanie potrzeb. Oj tak, wcześniej pokombinowałem nieco do czego ja właściwie chcę tego komputera używać. Stanęło na codziennych typowych zadankach, plus trochę grzebania w HTML/PHP/CSS (stronka :)), plus multimedia w każdej postaci z wyjątkiem gier – w te pykam na konsoli. No i miało być w miarę przyjemnie oraz w miarę łatwo – tak by Doropha nie musiała uczyć się wszystkiego na nowo i by w miarę intuicyjnie się mogła po systemie poruszać. Potrzebowałem więc sprzętu niekoniecznie supermocnego, najchętniej niezbyt wielkiego (miejsce to jednak istotna sprawa – nawet w domu), nie hałasującego, skonstruowanego „raz a dobrze na lata”, z intuicyjnym systemem operacyjnym na pokładzie.

Mini okazało się, przynajmniej na dzień dzisiejszy, strzałem w dziesiatkę. OK, po nieco przydługim wstępie przejdę może do konkretów :)

Gdzie on kurwa jest???

Tu nie będę się długo rozwlekał w opisy tylko odsyłam w przedmiotowej kwestii do mojego wcześniejszego wpisu o tym, jak Apple traci klienta. Przybycie komputera wrażenia nie zmieniło – w naszym dzikim kraiku czas na bardzo, bardzo poważne zmiany o ile Apple myśli o stworzeniu tu jakiegoś rynku. Bo to jest zwykły skandal, to co się wyprawia w temacie kupowania komputerów spod znaku nadgryzionego jabłka. I ponoć mogę uważać się za szczęśliwca, że tak szybko do mnie komputer dotarł. Żenujące po prostu :/

Ależ jest!

Niemniej w końcu Mini dojechało, firma go sprzedająca bardzo ładnie o mnie zadbała i w sumie większość złości mi przeszła. A przyjechało opakowanko sporej wielkości, w którym schowane były mniejszej wielkości i bardzo zgrabne: Mini, klawiatura i mycha. I tu już pierwsze miłe doznania – ślicznie to wszystko jest popakowane (ludzie, za grafika robię i zwracam na takie duperele uwagę :)), przegustownie podrukowane i w ogóle miło się tego dotyka. Rozpakowywanie przebiegło w miłej, podniosłej (duuużo spłacania przede mną :)) i głodnej atmosferze. Głodnej bo z uwagi na szpitalne przygody Majki mogę przy nowym gadżeciku posiedzieć niestety niezbyt długo a siadać do niego mogę kole dziesiątej w nocy, kiedy już ze szpitala człowiek wróci. Wtedy jeszcze babki nie było więc rozpakowywałem ręką jedną a drugą pożywałem się czipsami :)

Filozofia jest prosta: jak najmniej kabli, jasno oznaczone wejścia i praca od pierwszego włączenia. Filozofia działa. Tak jak niedawno pisałem – nieco zdziwił mnie brak jakiejś instrukcji obsługi MacOS ale jak się okazało – nie jest zbytnio potrzebna. Dziesięć minut i już czułem się pewnie. Ale też wyszły z czasem pierwsze niemiłe rzeczy: system dostałem spolonizowany a to niestety póki co oznacza brak możliwości automatycznego updatowania systemu (chyba że można to jakoś ominąć – jeśli ktoś wie, proszę o info) no i klawiatura jest ździebko inna. Ze zmianą klawiszy Option i jabłka poradziłem sobie i alta mam w prawidłowym miejscu. Ale zamiana „ź” z „ż” już mnie przerosła. „Problem” rozwiązuje się prosto – przez zainstalowanie takiego jednego sprytnego programiku/ustawienia ale zanim bym do tego doszedł sam… No niestety, w kwestii polonizacji i kompatybilności z pecetowymi nawykami dobrze nie jest. Choć bądźmy sprawiedliwi – nie kupiłem peceta tylko Maka. Inny sprzęt, system i sposób działania. Moje pecetowe przyzwyczajenia to już tylko mój problem. Który, jak się okazało, da się rozwiązać szybko i sprawnie o ile ma się jakiegoś znajomego makowca :). Niemniej zgrzycik się pojawił więc go odnotowuję.

Expose w działniu czyli skąd się wziął Compiz :)

Kocham automatyczne updaty systemu, więc polonizacja wyleciała w diabły. Razem z zainstalowanym już systemem. Prościej: zrobiłem reinstall :). MacOS instaluje się prosto i elegancko, jak wszystkie chyba systemy mające być user friendly. To, co mi się spodobało, to fakt, że po zainstalowaniu zawartości dwóch dvd, otrzymałem komputer gotowy do pracy z kompletem przydatnego oprogramowania. I tu może kolejny mały wtręt w temacie wartość/cena. Zakładając, że chciałbym być legalny, kupienie peceta to jeden wydatek. Do tego trzeba doliczyć wydatki kolejne: system (linuksiarze poszli precz – nie o tym mowa, Linuksa mogę sobie i u siebie zainstalować, piszę o rzeczach, za które płacić trzeba) i ewentualne dodatkowe oprogramowanie. Microsoft zbyt wiele w swoim systemie nie daje niestety a to, co daje, owszem jest sympatyczne ale poszaleć zbytnio nie pozwala. Apple – prócz systemu – dorzuca jeszcze w Mini pakiet iLife, takie sobie coś, co pozwala na dzień dobry obsłużyć multimedialne potrzeby domu. Potrzeby biurowe załatwia pakiet NeoOffice, czyli stary dobry znajomy – OpenOffice w szatkach makowych. Krajowy dystrybutor dorzucił płyteczkę ze wszystkim co potrzeba w tym temacie, ostatni update pakietu included. No skarżył się nie będę :). Konkluzja – gdy człowiek zaczyna liczyć, za co tak właściwie płaci, to wbrew pozorom nie są to jakieś zawrotne sumy. Pecet z legalnym Windows to przecież te kilka stówek więcej. Warto o tym pamiętać we flejmach różnego rodzaju. A w przypadku Apple – z całym szacunkiem dla Windows i Microsoftu – jakość oprogramowania po prostu anihiluje produkty MS dołączone do Windows.

Migrujemy!

No i tu zaczęły się prawdziwe problemy. Jak bowiem bez odpowiednich kabli, na szybkiego, bez wcześniejszego pomyślunku – jak bez tego wszystkiego dostać się miałem z poziomu Maka do moich 200GB filmów, muzy i dokumentów? Dla ewentualnych kupujących w przyszłości Mini: ten cholerny komputer jest mniejszy niż wasz dysk twardy i warto o tym pamiętać! Innymi słowy: trzeba jakoś drania podłączyć a bez wcześniejszego przemyślenia sprawy można sobie co najwyżej w brodę pluć :)

Ja postawiłem na „kieszeń” USB wyrwaną z roboty. Z partycjami windowsowymi problemów nie było ale partycję linuksową co prawda system rozpoznał jako partycję linuksową, niemniej dobrać się do niej nie pozwolił. Zapewne da się to jakoś wszystko uruchomić ale prościej było te dwa-trzy gigabajty linuksowego śmiecia spalić na płytę i przenieść tym sposobem dokumenty do Maka.

Niestety – migracja okazuje się nie być sprawą prostą właśnie z tego technicznego punktu widzenia. Jak ja sobie teraz w brodę pluję, że nie zamówiłem przy okazji jakiejś kieszonki USB/Firewire, do której bym po prostu pecetowego twardziela wsadził i byłoby po problemie. No niestety, mądry Polak po szkodzie :/. Teraz na takie gadżety kasiory nie znajdę a mi się 200GB marnuje :)

Dostęp do dokumentów nie jest żadnym problemem. Otwiera się wszystko – w końcu już przecież od lat używam OpenOffice na różnych systemach a to ma te miłe konsekwencje, że mogę się do swoich dokumentów dobrać wszędzie. Podobnie sprawa ma się z muzyką (flac i inne loslessy included) oraz filmami. Tu też trzeba doinstalować kodeki, coby sobie DivXa wyświetlić ale w sumie łatwiej zassać playera w stylu VLC i nie łamać sobie zbytnio głowy (także napisami). Chodzi wszystko od przysłowiowej dłoni. No chyba że chce się swoje DivXy obsługiwać za pomocą Front Row – wtedy wypada doinstalować odpowiedni kodek do QuickTime’a i już można sobie pilotem z wyra po filmach nawigować. Fajne :)

Widgety w działniu – potencjalna MOC gadżecików

Oprogramowania darmowego jest w bród. O portach projektów opensourcowych nawet nie wspominam bo to chyba oczywiste. To wszystko (no, prawie), co widzisz drogi to czytający w swoim Linuksie, możesz zobaczyć także pod MacOS. No i działa to tak, jak na innych Unixach choć tu zdaje się nieco inaczej jest struktura katalogów zorganizowana. Tak czy inaczej – zauroczyła mnie prostota instalacji oprogramowania i jego deinstalacji. Zaś obsługa MacOS to temat na osobnego arta bo system wart jest opisania przez takiego właśnie jak ja początkującego. A skoro przy oprogramowaniu jesteśmy – komercyjnych aplikacji na Maka jest zatrzęsienie i zazwyczaj większość znanych na Windows produktów ma swoje wersje także na Maku. Nie jest to regułą ale znalezienie softu dla jakiegoś zadania nie jest problemem. Wiem coś o tym – zassałem gigabajty programów, o dziwo w większości darmowych i legalnych, które mają służyć zaspokojeniom różnych moich zachcianek. Tego, czego brakuje na Makach, to na pewno gry. Pod tym względem Windows i jego DirectX pozostaje niepokonany. Nie znaczy to, że gier na Maka nie ma. Owszem, są. Nawet bardzo świeże tytuły. Niemniej w ilościach zdecydowanie mniejszych niż dla Windows. No ale nie do grania komputer kupowałem i szczerze mówiąc raptem kilka gierek pobrałem, z czego większość i tak darmowych.

Co dalej?

Ano teraz za solidne wgłębianie się w system muszę się zabrać. Chcę poznać drania, poczytać o nim nieco głębiej, pobawić się w skrypty, pokorzystać nieco ze smart folders i takich tam innych udogodnień. No i muszę zgromadzić nieco materiału do artka o MacOS :). Póki co powiem tylko, że ichni Spotlight (odpowiednik na Linuksie to zdaje się Beagle) kompletnie skopał mi tyłek. No teraz rozumiem skąd ten trendy kierunek na desktopowe wyszukiwarki :). To działa… I to jak! Z całym szacunkiem dla Beagle i innych podobnych projektów – daleko im jeszcze do tej funkcjonalności. Ale powód powstania tych projektów doskonale rozumiem bo już w tym momencie nie wyobrażam sobie klikania po katalogach w poszukiwaniu czegoś. Po co?

Na dzień dzisiejszy rachunek sumienia można przedstawić mniej więcej tak – minusy:

  • kupno a właściwie oczekiwanie na kupiony towar to jakaś kpina po prostu
  • brak polonizacji systemu w standardzie
  • problemy ze skonfigurowaniem klawiatury na modłę pecetową (w sumie to nie jest problem a raczej kwestia przyzwyczajenia)
  • cena (choć imo to kwestia akurat dyskusyjna)

Plusów nie wymieniam bo i po co – robiłem to przez kilka ostatnich kilobajtów :). Póki co muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolony. Trudność była dosłownie tylko jedna (klawiatura) a i to bardziej ze względu na moje przyzwyczajenia niż spowodowana jakimiś systemowymi brakami/błędami. Reszta to już miłe i przyjemne używanie, o którym nieco szerzej napiszę już niebawem.

Screeny w pełnych rozmiarach:
mój desktop
Expose w działaniu
widgety w działniu

23 odpowiedź do CoSTa vs. Mac Mini – Round 1 – FIGHT!

  1. karwasz Październik 3, 2006 o 09:55 #

    ech, ja tam zostaję przy moich kombinacjach PC + linuxy :)

  2. ryba Październik 3, 2006 o 10:13 #

    Zdaje sie ze zrobiles juz update bo widze ze itunes jest nowy. W kazdym razie jesli nie to jest juz 10.4.8

    Zerknij sobie tez na Quicksilvera (linku nie ma bo system mysli ze spamuje)

    bardzo fajny launcher i nie tylko :)

    Dziwne ze nie dostales instrukcji. Tu masz je wszystki:

    (linku nie ma bo system mysli ze spamuje, sa na apple.pl w dziale ubsluga/instrukcje)

    Milego grzebania.

  3. waltharius Październik 3, 2006 o 10:29 #

    Czyli Linuk/Ubuntu już nie zagości na tym blogu? ;-)

    Swoją drogą to było jasne, że MacOS kopie tyłek pod zględem user friendlności, w końcu od samego początku był tak projektowany, żeby tak własnie było :)

    Czekam na dalsze relacje bo za kilka miechów kupuję MacBooka i też będę się tym cudeńkiem chalił i testował :)

  4. madman Październik 3, 2006 o 10:30 #

    Wrazenia z instalacji mialem zblizone do Ciebie, chociaz nie skonczyla sie gladko.

    Kilka mysli o tym systemie i samej instalacji zebralem TU:

    http://ft.atr.bydgoszcz.pl/~madman/blog/archives/58-Jabko…-niekoniecznie-na-jabonce-wiszce.html

  5. ryba Październik 3, 2006 o 11:29 #

    Zapomnialem. Sprawdz sobie bardzo fajny polski mac player do filmow (na bazie mplayera) PYM Player -> uce.pl/pym/pymplayer.html

    Pod klawiszami 1,2,3,4 masz kontrolki jasnosci i kontrastu; f-fullscreen, j-wybor napisow.

    Hej!

  6. Byru Październik 3, 2006 o 11:32 #

    No no, jak facet ma nowa zabawke to wiadomo co bedzie w domu :P. Zycze powodzenia z nowym nabytkiem i czekam na dalsze relacje :)

  7. Ender Październik 3, 2006 o 11:48 #

    ż i ź zamieniasz dodajac nowa klawiature. I to wszystko. Bez wiekszego kombinowania :)

  8. btd Październik 3, 2006 o 11:53 #

    Pisz wiecej :-)

    Fakt ze jak dla mnie przeplacona zabawka ;-p

    ale tym nie mniej nowa, fajna zabawka :-D

    Chcialbym tak na pare dni spokojnego klikania dostac maczka, moze mniej krzyczalbym o przeplacaniu ;-)

  9. Walth's World Październik 3, 2006 o 12:08 #

    Oj dzieje si? dooko?a dzieje.

    CoSTa podzieli? si? z nami pierwszymi wra?eniami z u?ywania MacOS X. Czekam teraz z niecierpliwo?ci? na dalsze wra?enia, ju? bardziej sprecyzowane i do g??bniejsze na temat tego cudownego systemu.

    Kolejna sprawa, na któr

  10. Paweł Tkaczyk Październik 3, 2006 o 13:08 #

    Gratuluję nowego nabytku i.. czekam jak się sytuacja rozwinie. W razie czego dodawaj mnie do iChata (paweltkaczyk) :)

  11. ish Październik 3, 2006 o 13:12 #

    Heh – CoSTa moze maly test bojowy Twojego maczka? Wcisnij crtl+alt+jablko+8 :)))

    aha – jesli bylbys zainteresowany dobrym freewareowym srodowiskiem do html/php/itp spojrz na xampp, ktory jest zoptymalizowany pod OSX – to chyba jedna z lepszych softowych „perelek” jakie znalazlem na maca (Apache + mysql + ProFTPD…)

  12. Hadret Październik 3, 2006 o 18:14 #

    Super. Bardzo Ci zazdroszczę i życzę wyłącznie udanych doznać ^_^

  13. l_uke Październik 3, 2006 o 19:05 #

    Gratuluję i zazdroszczę :) Czekam na wrażenia jak chodzi Ubuntu na Mini ;) Mam nadzieję, że sam stanę się właścicielem wymarzonego iMac’a jeszcze w tej dekadzie…

  14. Piotr / savek Październik 4, 2006 o 06:23 #

    Ciekawy art. czekam na więcej. Pozdrawiam.

  15. BS Październik 4, 2006 o 08:29 #

    witamy w makswiecie :)

  16. Witaj w rodzinie makowych rodzin :D Październik 4, 2006 o 11:55 #

    Rodzinny komputer wreszcie trafił do Twojej rodziny, gratulacje. My pecety pognaliśmy precz wiele lat temu.

    Jeśli chodzi o migrację z peceta, to polecam Firewire Target Mode, szybciej się chyba nie da.

    Aha, taki drobiazg: w makowym Firefoksie nie da się wpisać komentarza, bo pole „nazwa” jest zbyt wąskie…

  17. wyzimir Październik 4, 2006 o 11:58 #

    Struktura katalogów jest (prawie) taka jak w innych unix-ach, tyle że katalogi systemowe są ukryte.

    Układu klawiatury bym nie zmieniał. Po kilku dniach ten układ z Maka jest jak najbardziej intuicyjny.

    Tak jak ryba polecam Quicksilvera + wyłączenie w Spotligt’cie przeszukiwania niepotrzebnych danych (które można wyświetlać z QS).

    Jeśli masz Mighty Mouse to może będziesz chciał wyłączyć prawy przycisk ;-) – mnie i moich znajomych strasznie on irytuje ;-)

  18. CoSTa Październik 5, 2006 o 04:50 #

    ojojooooj, jak dużo komentarzy :). dzięki ludzie za taki odzew. przede wszystkim dziękuję makowcom za pozostawienie śladu. a bo ja was namierzyłem i pośledziłem i do blogrolla wpadnie za niedługo kilka przydatnych stronek.

    [b]ryba[/b]: a tak, dosyć restrykcyjnie poustawiałem kwestie ilości linków w komentarzu i może uznawać komentarz z linkami za spam. anyway, wszystko mam na bieżąco (dlatego mam po angieslku by działo się samo). dzięki za playerka! faktycznie fajny. oj, zasupportuję coś czuję bo warto.

    [b]walth[/b]: zagości, pewnie że zagości. już jest zainstalowany :). póki co co prawda tylko jako obrazek ale jak już się dowiem co i jak to trzeba będzie jakąś partycję dla linuksa wykroić…

    [b]madman;[/b] na natywnym sprzęciku systemik daje sobie rady doskonale. twój tekst czytałem i faktycznie – podobne wrażenia. i fakt – czcionki to niestety tragedia :/

    [b]byru[/b]: dzięki :)

    [b]ender[/b]: najpierw musisz jednak to wiedzieć. a żeby się tego dowiedzieć, musisz poszperać mocno lub mieć znajomego makowca. taki lekki paradoksik :)

    [b]btd[/b]: powiadam ci – fajna zabawka. acha, zero problemów jak na razie. póki co po prostu obsługuje się to miodnie po prostu.

    [b]pawel[/b]: dzięki za namiar pawle :). ichat poszedł w kąt na rzecz adium. przynajmniej do czasu nabycia kamerki. o, wtedy owszem, będę się kolejnym gadżetem bawił do upadłego :)

    [b]ish[/b]: te, ish, a co ten test robi? jak mi się coś złego stanie do jak wjadę ci na chałupę… :). a środowisko już niebawem sobie tutaj zrobię i właśnie tak się zastanawiam pomiędzy pakiecikami bo jakiś inny jeszcze w oko mi wpadł bardzo. ok, potestujem i się okaże :)

    [b]hadret[/b]: dzięki!

    [b]l_uke[/b]: doskonale cię rozumiem. gdyby nie bracki pewnie jeszcze długo bujałbym się z tym zakupem :/. ale na szczęście bogaty bracki zakup kredytuje i mam dogodne bardzo warunki spłaty :). teraz na jakieś jeszcze gadżety muszę go naciągnąć…

    [b]piotr[/b], [b]bs[/b]: dzięki i dzięki za namiary na strony. czas pobiegać nieco po makowych blogach bo jak widzę w większości są to doskonale przygotowane miejsca. ten dookołamakowy światek zaczyna być coraz bardziej interesujący :)

    [b]makowa rodzina[/b]: która wersja przeglądarki? właśnie piszę pod makową betą dwójki – wszystko w najlepszym porządku tutaj. służę screenami na życzenie. proszę o info – postaram się spawdzić o co może chodzić.

    [b]wyzimir[/b]: wiesz, na klawiaturową rewolucję bym się zdecydował gdybym pracował tylko na maku. większośc dnia jednak spędzam przed robocianym pecetem i sam rozumiesz – po jakimś tygodniu miałbym kompletną klawiaturową schizofrenię. a tego quicksilvera to popróbuję skoro tak z rybą zachwalacie. no i ja jestem pecetowa szkoła – palców mam pięć więc dwa przyciski na myszy w niczym mi nie przeszkadzają :)

    • byte Październik 5, 2006 o 10:21 #

      Taka ciekawostka: PYM Playera robią byli ST-kowcy :) Grzesiek Pawlik był autorem Marijuana Mail (którego byłem betatesterem) a Tomek Mazur sobie scenował trochę swego czasu. Wniosek?

      Nasi są wszędzie, Układ rządzi! :)

  19. MacDada Październik 21, 2006 o 21:48 #

    Hejka!

    To mój pierwszy wpis tutaj, dlatego się witam ;-)

    Tak wogóle to bardzo podobmi się ten blog i RSS już czeka na nowe wpisy… :D

    Sam na codzień mam zamieszanie – po kilka razy dziennie sytuacja się zmienia i raz jest OSX a raz WinXP.

    Jednakże nie zmieniałem sobie układu klawiszy w OSX na piecowy czy odwrotnie. Przyzwyczajony jestem do obu sposobów pisania, a na dodatek piszę bezwzrokowo.

    IMO warto, byś jednak spróbował makowego stylu pisania – nie wiem, co dokładnie sobie zmieniłeś, ale ja nie wyobrażam sobie zamykania okien z jabłko+f4 ;-)

    Bardzo przyzwyczajony jestem do kilku skrótów klawirkowych:

    jabłko+q = zamknięcie progsa

    jabłko+w = zamknięcie okna

    jabłko+tab zmiana progsa (dodac shift i zmiana następuje wstecz)

    Lewy kciuk manewruje mi wciąż między altem a jabłkiem… ;-)

    Do tego polecam Ci ustawienie sobie „hot corners” dla Expose – genialne rozwiązanie. Jak wracam do pieca, to wciąż mi tego brakuje. Tak więc ja mam w prawym górnym rogu chowane wszystkich okien (dostęp do biurka), a w prawym dolnym pokazywanie wszystkich okien.

    Jeśli tego miejsca nie znasz, to zapraszam na największe polskie makowe forum: http:// www. MyApple .pl

    ((mam nadzieję, że przejdzie adres przez filtr :P))

    Pozdr.

    Dawid, MacDada

  20. pink_sock Październik 17, 2007 o 21:27 #

    hej,

    posciagalam wszelkie kodeki a plik avi i tak jest bez dzwieku, mac os x.

    dzieki za pomoc

Trackbacki/Pingbacki

  1. Mac mini – miłość na nowo | CoSTa's Family Page - Czerwiec 15, 2010

    […] W październiku 2006 roku wzięło i przyjechało do mnie pudełko, które zredefiniowało moje spojrzenie na elektronikę użytkową. Takie małe coś, co stanęło u boku monitora, nie wydawało żadnych dźwięków, wyglądało oszałamiająco i minimalistycznie do bólu, zaoferowało zupełnie inne ale całkiem przyjemne doznania płynące z obsługi i zasadniczo potrafiące wszystko, co miało potrafić. Przyjechał do mnie wtedy mój Mac mini. […]

  2. OS X Mountain Lion | CoSTa's Family Page - Lipiec 26, 2012

    […] kręci, gdy czyta się stare wypo­ciny, w któ­rych „roz­pra­wiam się” z Makiem — wypo­cina nr 1 i wypo­cina nr 2) i któ­remu można zarzu­cić wiele ale na pewno nie to, że jest […]

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Żyję w małym kraju małych ludzi

"Ubekistan", "układ", przemówienia jak za czasów towarzyszy, roztaczanie wizji wrogów zerwnętrznych i wewnętrznych chcących tylko okraść, zabić i sprzedać ten...

Zamknij