Menu serwera

CoSTa vs. Mac mini – Round 2 – FIGHT!

Przesiadłem się i czas chyba napisać, jak mi tu jest, czego mi tu brakuje a co mnie miło zaskoczyło. Jakoś tak ostatnio Hadret zażyczył sobie zeznania no to mnie wzięło na pisanie. Przy weekedzie można, a co :). Swego czasu spisałem kilka moich pierwszych wrażeń z obcowania z Makiem ale teraz nazbierało się tego nieco więc cóż czynić, trzeba napisać to i owo.

Zacznę może od tego, że było ciężko do czasu uzmysłowienia sobie, że to Unix de facto. A skoro Unix, to niedaleko pewnie do Linuksa. A skoro Linuks, to jakoś będzie można się w tym połapać :). I faktycznie, od momentu uruchomienia terminala, zaczyna się robić jakby znajomo. No i bardzo dobrze, bo gdy przybył do tego wszystkiego solidny menedżer plików w postaci znanego mc, nie było już na co narzekać. Ale to przecież MacOS i nie o konsolę w tym wszystkim chodzi a o okna. A do tych chwilkę przyzwyczajać się trzeba (i ta chwilka może być ciężka). Powiedzmy sobie szczerze – przejście bezpośrednio z Windows na MacOS może być nieco bolesne. Filozofia działania całości jest bowiem nieco odmienna a zadania w stylu kopiowania czy przenoszenia plików wcale nie muszą być rozwiązane identycznie w obydwu środowiskach. Szczerze mówiąc bardzo wiele dla intuicyjnego przejścia na MacOS zrobiło dla mnie… Gnome! A na pewno KDE. Po prostu pewne kwestie działają podobnie albo podobnie zostały rozwiązane.

Przede wszystkim – MacOS działa raczej folderami niż plikami (tu mówią o „Teczkach” a nie katalogach czy folderach). Co mam przez to na myśli? A to na ten przykład, że instalować aplikacje niektóre (zdaje się, że większość jeśli nie wszystkie :)) można w dowolnym folderze na dysku twardym. Gdziekolwiek się chce. Owszem, istnieje specjalny katalog dla aplikacji, w którym wszystkie aplikacje powinny być instalowane ale… Nie zawsze jest to wymagane. Po prostu można sobie program wrzucić gdzie się chce. Dla linuksiarza rzecz nie do pomyślenia – ma być /usr/bin i koniec :). Nie musi a rozwiązanie jest bardzo elastyczne i pozwala na dosyć dowolne zagospodarowanie swojego dysku twardego. Pewnie, że w Windows i Linuksie też można takie rzeczy robić. Tyle że wymaga to nieco więcej pracy, zaś instalacja aplikacji w MacOS ogranicza się w sumie w większości przypadków do po prostu skopiowania katalogu z aplikacją w dowolne miejsce na dysku twardym. I już. Side effect? Nie zauważyłem jakichś efektów ubocznych takiego podejścia do programów. Aplikacje składują potrzebne im dane w katalogu biblioteki (Library) a dane podlegające modyfikacjom (np. cache przeglądarki) lądują w odpowiednich podkatalogach katalogu użytkownika. Jednym słowem – raczej norma, na pewno zaś dla użytkownika Linuksa. Okej, no może jeden efekt uboczny jest – deinstalacja programu to po prostu jego wypieprzenie do kosza ale o resztę trzeba już zadbać ręcznie. Na kilka ładnych już poinstalowanych programów widziałem raptem z dwa, które oferowały skrypty deinstalacyjne czyszczące coś więcej niż katalog z programem. Powiem szczerze, że przy radosnym instalowaniu wszystkiego, co się pod rękę nawinie, tego śmiecia zbiera się całkiem sporo i co jakiś czas wypada wykonać niefajną ręczną robotę. Choć są programy, które ten proces potrafią zautomatyzować i ściągnąć ze łba…

Sama konstrukcja tutejszego programu nieco mnie zaskoczyła. Oto bowiem wleciałem za pomocą mc do katalogu z aplikacjami i spodziewałem się zobaczyć kupę plików i kilka raptem katalogów, które jako właśnie katalogi zostały pokazane w Finderze (tutejszy Explorer/ Nautilus). I tu zdziwienie – każda praktycznie aplikacja to katalog z licznymi podkatalogami, w których mieszczą się pliki potrzebne danej aplikacji a wszystko to pokazywane jest w oknie Findera jako po prostu jedna aplikacja. Dwuklik odpali po prostu program ale nie wyświetli zawartości katalogu aplikacji. Sprytne :)

W MacOS myśli się nieco za użytkownika. No niestety, dla kogoś ceniącego wolność w wystrajaniu sobie biurka pod swoje potrzeby MacOS nie oferuje nic sensownego. Jest gorzej niż w Windows bo tu nawet cholernej czcionki defaultowej zmienić nie idzie. Kudy tam MacOS do dowolności konfiguracji Gnome czy KDE, o innych desktopach nie wspominając. Ba! Moje stare Atari ST można było bardziej spersonifikować i to bez korzystania z zewnętrznego oprogramowania. Tu poza wymianą tapety i pomieszaniem z rozmiarem i umieszczeniem Docka raczej niewiele da się zrobić. Owszem, istnieją programy pozwalające na pobawienie się wyglądem systemu ale ponoć potrafią nieźle namieszać. Inna kwestia, że nietuningowany MacOS wygląda smakowicie nad wyraz, nie zmienia to jednak faktu, że jest po prostu niemodyfikowalny. Szczegolnie dla kogoś, kto lubił pobawić się pod Linuksem zmienianiem tego czy owego. Tak więc modderzy bez dodatków raczej nie mają tu czego szukać.

MacOS jest intuicyjny. I to bardzo. Praktycznie tu wszystko ze wszystkim współdziała – zaznaczenie myszą, chwycenie i przeniesienie tekstu z terminala na ikonę programu do obróbki tekstu działa tak, jak logika na to wskazuje – otworzy się program i zaznaczony fragment się w nim wyświetli. MacOS implementuje chyba najlepiej spośród widzianych do tej pory przeze mnie systemów mechanizm Drag’n’Drop. Nie dlatego, że robi to jakoś widowiskowo. Raczej dlatego, że szanuje się tu użytkownika i logikę. Po prostu gdy intuicyjne wydaje ci się przeciągnięcie czegoś i opuszczenie tego gdzie indziej dla wykonania jakiejś akcji – ktoś pewnie o tym już pomyślał i da się to zrobić. Tak całkiem po prostu. Nie powiem, bardzo to przyjemna funkcjonalność i wiele ułatwiająca.

Operacje na plikach? Też zrobione z głową. Chcesz przenieść plik do jakiegoś głęboko zakopanego katalogu? Po prostu chwyć ten plik i przesuń nad katalog nadrzędny nad tym, do którego chcesz plik przenieść. Przytrzymaj chwilkę a katalog zamryga i grzecznie się otworzy. Oczywiście dalej można ten sam trzymany plik przesuwać nad kolejne podkatalogi i tym sposobem dosyć szybko przemieszczać się po strukturze katalogów. Fajnie zrobione, z głową. Bardzo wiele elementów jest tu zrobionych z głową choć jest też kilka, które można by bardzo usprawnić. Np. ogromnie brakuje mi znanej z Nautilusa ścieżki wyświetlanej nad zawartością okna, dzięki której szybko można było nawigować po strukturze odwiedzonych katalogów. Nautilusowe rozwiązanie jest świetne i z chęcią zobaczyłbym je także w MacOS. Ogólnie jednak z oknami pracuje się na tyle miło i intuicyjnie, że nawet Doropha bez większych problemów radzi już sobie a przynajmniej nie marudzi w temacie jak zrobić to czy tamto. Znaczy, że chyba zaczyna się w tym wszystkim orientować :)

Codzienność

Mail – solidny i dobry program – przykład wątkowania

Na codzień korzystam zasadniczo z tego, co dostałem wraz z systemem. Do mailingu używam programu Mail, któren to programik z miejsca przypadł mi do gustu. Nie szukam alternatyw póki co bo Mail ma wszystko czego potrzebuję. Okej, to nie The Bat ale też na co mi te wszystkie zaawansowane opcje Netoperka? Filtr antyspamowy na pokładzie jest i działa świetnie, program bardzo dobrze radzi sobie z obsługą wielu kont (nie wiem dlaczego Paweł Tkaczyk skarżył się swego czasu na tę funkcjonalność – ja nie mam zastrzeżeń większych (jeśli coś namieszałem to sorry ale jakoś mi tak po głowie chodzi)), bardzo pomysłowo zrobione jest wątkowanie a opcje wyszukiwania i grupowanie wyników wyszukiwania w osobnych folderach wirtualnych to rozwiązanie, do którego bardzo przywykłem w pracy z Evolution. To solidny, dobry klient mailowy, który lekko mi się ostatnio zatkał przy większej wiadomości i tu zauważyłem póki co jedyny problem. No ale też mail był niczego sobie – prawie 90 megabajtów zdjęć, za które ciotuniu dziękuję ale wciąż zachodzę w głowę jak ty je wysłałaś tym swoim skromnym łączem :). No, na tym mailu program nieco przystanął i po praz pierwszy skorzystałem z Force Quit (czyli ubiłem proces innymi słowy :)). Niepotrzebnie jak się okazało bo po prostu mail musiał być „zmielony”. Problem w tym, że sporo to czasu zajęło a kompletnie nie wiem dlaczego aż tyle. Poza tą wpadką nie mogę na Maila narzekać bo doskonale wywiązuje się ze swoich zadań.

Safari – nie powala ale i nie odrzuca – solidna robota

Strony przeglądam systemową przeglądarką Safari. Tak, mam z boczku i Firefoxa, i Operę, i jeszcze jakieś Camino mnie ciągnie do spróbowania ale de facto korzystam tylko z Safari. Szybka, sprawna, oparta zdaje się o Gecko i po prostu wygodna przeglądarka. Miłośnicy grzebania w nieprzebranej ilości opcji nie mają tu czego szukać. Przeglądarka w podstawowej swej wersji jest przede wszystkim funkcjonalna a po dopakowaniu kilkoma rozszerzeniami ta funkcjonalność rośnie bardzo i można mówić o solidnym konkurencie dla Firefoxa. Firefoxa nie używam ostatnio bo jest u mnie widocznie wolniejszy i bardziej zasobożerny (któraś z ostatnich bet) od Safari. Niemniej jeśli o przeglądarki chodzi to wybór jest solidny i kto co tam lubi – znajdzie. Także z poziomu Safari wyświetlam RSSy choć ciągnie mnie do NewsFire. Fajny soft ale chciałbym jakąś darmową a dobrą alternatywę znaleźć. Z darmową może nie byłoby jeszcze tak źle ale ta „dobra”… NewsFire wygląda i działa doskonale i to jest teraz wyznacznik dobrego czytnika RSS pod MacOS dla mnie. Za to nie mogę znaleźć dobrego czytnika grup dyskusyjnych. Jakieś shareware wypasione pewnie by się znalazło ale mnie się marzy póki co coś w stylu PANa – niezłe, darmowe i o ile to możliwe – nie wymagające kompilacji. Coś takiego pewnie istnieje tylko jeszcze ten tytuł znaleźć muszę :)

Finder – MacOkna na świat

Całością systemu nawiguje się za pomocą programu Finder. To taki Explorer czy Nautilus, po prostu menedżer okien/plików (nigdy nie wiem od czego jest taki Nautilus – od okien czy od plików? :)) dający sobie nieźle radę. Tu na prawdę nie ma nic niestandardowego czy w jakiś inny sposób odbiegającego od rzeczy znanych z Windows czy Linuksa. No może jedna rzecz bardzo mi się spodobała, w Gnome obecna od niedawna zdaje się a w Windows po jakichś kombinacjach alpejskich – zmiana uprawnień do katalogu wraz z podkatalogami i plikami w nich siedzącymi. Niby bzdura ale dostępna w odległości dwóch kliknięć myszy. W Windows to kompletnie inna historia a w Gnome, jako się rzekło, rzecz dopiero wrzucona. A ułatwia pracę na komputerach, z których korzysta więcej niż jedna osoba, że nie można bardziej…

O, właśnie – konta. No pod tym względem inne systemy mogą MacOS co najwyżej buty czyścić. Najbardziej obrazowo mówiąc: przełączenie użytkownika oznacza dokładnie to, co oznacza – procesy użytkownika zalogowanego ale aktualnie nie używającego swego konta są spychane w tło i tam sobie w tle działają. I kiedy piszę, że działają, to właśnie to mam na myśli – muzyczka sobie leci, film się wyświetla, torrent ściąga… Aplikacje użytkownika w tle jak najbardziej pracują a zmiana konta i ich przywrócenie to kwestia kliknięcia. I dzieje się to w cholerę szybko, po prostu błyskawicznie. Klik i wyświetla się pulpit żony i film, który wciąga. Klik, ekran robi seksowny obrocik i oto wyświetla mi się mój film i słyszę swoją muzę… Kilka ładnych minut przełączałem konta gdy pierwszy raz zobaczyłem jak się to dzieje :). Rewelacja po prostu! W Windows nie dzieje się to ani przez chwilę tak fajnie a pod Linuksem przełączanie kont rozwalało mi X-y i miało to związek chyba ze sterownikami ATI. Z mojego punktu widzenia niewiele to zmieniało – przełączanie po prostu nie działało i tyle. Nie wątpię, że innym to śmiga na ich Linuksach, u mnie nie działało i basta :/

Problemy

Główny problem: gdzie jest kurwa mać menu z aplikacjami??? Gdzie są jakiekolwiek menu??? Ja mam trening jeszcze z Atari i jego GEMa i pamiętam jak się pracuje z tą górną belką, na której wyświetlane są menu/opcje danej aplikacji. Ale standardowy użytkownik Windows zginie tu zupełnie. Gdzie jego poinstalowane programy? Gdzie menu Start i grzecznie wyświetlające się tam skróty? Gdzie to wszystko znane także z każdego innego desktopa??? W skrócie: nie ma.

Na początku zupełnie się zgubiłem i kląłem na czym świat stoi. Ale też zaczynam chwytać chyba filozofię za tym stojącą, która jest wyjątkowo prosta: po co dublować? Wszystko, co potrzeba, siedzi sobie standardowo w katalogu Applications i wystarczy ten katalog otworzyć. Wymaga to dokładnie tyle samo kliknięć co w Windows a różnica taka, że zamiast skrótów do plików wykonywalnych aplikacji, wyświetlane są same aplikacje. A że tutaj kliknięcie na katalogu (teczce) z aplikacją oznacza zazwyczaj jej uruchomienie… Po co robić skróty skoro są po prostu niepotrzebne? No i katalog z aplikacjami można sobie zorganizować według własnego widzimisię, czyli robić dokładnie to samo, co robiłem w Windows – w menu Start tworzyłem katalogi w stylu „Programy Internet”, „Programy Muzyka”, w których lądowały odpowiednie skróty. Tu można dokładnie to samo tyle że nie tak samo. Pod tym względem najbardziej pochrzaniony i dający najmniej swobody jest chyba Linuks z Gnome czy KDE na pokładzie. Do dziś nie mam pojęcia jak w prosty sposób urządzić w Gnome menu aplikacji po swojemu. O ile w ogóle się da. Jedyne co mi przychodzi do głowy to ręczna edycja plików konfiguracyjnych z wpisami dla każdej aplikacji. Koszmar…

Mniejszy problem: miejsca mało… Z uwagi na koszty brałem mini z małym twardzielem. Mam ich w domu na kopy to po co mi jakiś duży i drogi w samym Maku, myślałem. Błąd! Podpięcie twardziela będzie wymagało kupienia jakiejś obudowy z minimum USB 2.0 na pokładzie a najlepiej z superaśną obsługą FireWire. A to oznacza koszty… Może niezbyt wysokie ale jednak koszty. Szlag by to, leży i marnuje mi się póki co 200 giga miejsca, o pozostałych twardych już nawet nie wspominając (kolejne obudowy :)). No niestety, brak pecetowego pudła w takich momentach jest odczuwalny.

Malutki problem: jak przekonwertować bazę danych o wszystkich moich cedeakch i dvd z formatu WhereIsIt na do czegoś czytanego przez któryś z odpowiednich programów makowych (np. CDFinder)? Nie mam pojęcia a wczytywanie setek płytek jakoś mało mi się uśmiecha… chciało się mieć kurczę nowy sprzęt, taka jego mać :)

Można by tak jeszcze nieco tylko po co? Kogo to interesuje? System jest inny ale nie z innej planety i po krótkich bojach zaczyna pokazywać pazurki. Sprzęt takoż nie jest z kosmosu a tylko solidnie zestawiony w jedną, sprawnie działającą całość. Szczególnie rozczula mnie w moim mini praktycznie brak jakichkolwiek odgłosów pracy. Swego czasu mocno obniżyłem poziom hałasu w swoim pececie ale dopiero teraz wiem co to znaczy naprawdę cichy komputer. Naprawdę cichy komputer oznacza komputer, którego nie słychać. Dobrze, że tę diodę na przedzie wsadzili bo nie miałbym pojęcia, że mi komp pracuje :)

Tak więc mister Hadret – pracuje się normalnie, programów jest w cholerę (darmowych też) a różnice tkwią w drobiazgach. Niektóre drobiazgi konfudują, inne z miejsca stają się tymi-ulubionymi-drobiazgami… Ot życie, przeskocz na BeOSa (teraz zdaje się Zeta to się nazywa) i będziesz miał pojęcie o różnicach. Jest inaczej – miejscami lepiej, miejscami gorzej… IMO tych „lepiej” jest jednak zdecydowanie więcej. Ot i wszystko.

31 odpowiedzi do CoSTa vs. Mac mini – Round 2 – FIGHT!

  1. Paweł Tkaczyk Październik 22, 2006 o 17:04 #

    Safari jest oparte nie o Gecko, a o WebKit (applowa interpretacja KHTML, używany także w Konquerorze). Są z tym czasem problemy, ale generalnie też używam praktycznie tylko Safari :)

  2. SebaS86 Październik 22, 2006 o 17:50 #

    # Dla linuksiarza rzecz nie do pomyślenia

    # ma być /usr/bin i koniec

    To ja chyba jakiś inny jestem, albo wykazuję zapędy bałaganiarskie. /usr/local/bin, /home/seba/local/bin, /home/seba/tmp/bin i być może jeszcze kilka innych, co prawda bin bo bin ale porozrzucane to wszystko po kilku partycjach. Może i nie do pomyślenia ale testowania oprogramowania jak najbardziej przydatne. ;-)

  3. b3x Październik 22, 2006 o 18:16 #

    Use AppZapper.

    Przyzwyczajaj się, że dobre programy kosztują :-)

  4. madman Październik 22, 2006 o 18:20 #

    Mi strasznie brakowalo rzeczy typowo UNIXowej – kopiowania i wklejania myszka.

    Rzecz niby drobna, a cholera mnie bierze jak tego nie mam (windows/mac).

    O ile do windowsa mozna doinstalowac jakis programik emulujacy UNIXowe kopiowanie, tak w Mac nie mam zielonego pojecia. Moze jest…

  5. PitMac Październik 22, 2006 o 18:36 #

    „Główny problem: gdzie jest kurwa mać menu z aplikacjami??? Gdzie są jakiekolwiek menu??? Ja mam trening jeszcze z Atari i jego GEMa i pamiętam jak się pracuje z tą górną belką, na której wyświetlane są menu/opcje danej aplikacji. Ale standardowy użytkownik Windows zginie tu zupełnie. Gdzie jego poinstalowane programy? Gdzie menu Start i grzecznie wyświetlające się tam skróty? Gdzie to wszystko znane także z każdego innego desktopa???”

    W skrócie 2 programy,jedne http://my.opera.com/Wojwit/blog/show.dml/365915 ale troche nieczytelny.Drugi którego sam używam i szczerze polecam http://ranchero.com/tigerlaunch/ a jeżeli szukasz czegoś do Menu Bar to polecam http://menu.jeweledplatypus.org/ napewno znajdziesz cos co ci się przyda:)

    Pozdrawiam

  6. zielsko Październik 22, 2006 o 19:25 #

    Costa co ty pinkolisz?

    FF jest u mnie w trzech miejscach w tym dwie wersje w /home/zielski/ff razem z th, a obok się gnieździ RealPlayer i Mozilla suite – na spółkę z Flockiem w katalogu /home/zielski/Desktop/Flock.

    Jak widać w Ubuntu też można sebie bajzel zrobić ;)

  7. Hadret Październik 22, 2006 o 20:51 #

    Wielkie dzięki arta! Bardzo byłem ciekaw jak toto się sprawuje. Cóż, ja właśnie oswajam się z prędkością działania GNOMEa po zmianie „oflaczenia” w kompie. Muszę tylko jeszcze jakiegoś ładnego dyska sATA II wykombinować i będzie komplet ^^

    Jeszcze raz – BIG THX!

  8. stanpielak Październik 22, 2006 o 21:02 #

    ja mam także chyba zapędy bałaganiarskie ;) szkoda, że w Mac’ach tak mało można zmieniać i w nich grzebać – a przynajmniej nie można tego robić bez odpowiedniego softu. ja np. z Maciem zaczynałem w liceum, szkoła zakupiła ich 40 i każdy musiał się ich nauczyć. mi osobiście przeszkadzał brak drugiego „klika” na myszce. no i oczywiście sposób chodzenia po katalogach. tu nie było tak fajnie jak c:programy ;)

    brakuje mi w twoim wpisie informacji na temat aplikacji często używanych takich jak programy do tworzenia archiwów, obsługi FTP’a czy np. programów które łatwoi zmigrować na MAC’a z PCta :)

  9. BS Październik 22, 2006 o 21:27 #

    co do sciezki w oknie findera – kliknij nqa ikonke z nazwa folderu z wcisnietym klawiszem command ;)

  10. aldek Październik 22, 2006 o 22:14 #

    Fajna konwersja. Wiesz, ja nigdy nie lubiłem linuksowców, bo są to ludzie przekraczający cienką granicę, za którą zainteresowanie komputerem jako narzędziem pracy, ciekawym narzędziem, zmienia się w wariactwo jakieś chore. Więc generalnie, pamiętaj że MacOS to system dla prostych ludzi, którym usrbin się z sraką kojarzy, i nie oczekuj po nim cudów. Chociaż, cud się zdarzy, jak Twoja córeczka (no właśnie, chrzanić komputery, co tam u niej?), siądzie przy klawiaturze, zrozumiesz, że ci faceci w Cupertino zrobili kupę dobrej roboty, by czysty umysł w piętnaście sekund zrozumiał, o co w tym całym komputerze z jabłuszkiem chodzi. Ciągle mam takie doświadczenie przed oczami, jak kilkulatek posadzony przed moim iMakiem zmontował fajny filmik DV w iMovie, nie wiem, czy w jakimkolwiek innym systemie operacyjnym takie cuda są możliwe, w MacOS są, zawsze były. Niestety, przekleństwo PL polega na tym, że u nas są to komputery dla profesjonalistów, dtp i innych takich pokrak, a w domach straszą pecety. Całe szczęście, że to się zmienia.

    Powodzenia z makami, to fajne komputery do domu, serio :)

    • byte Październik 23, 2006 o 12:23 #

      [quote]Wiesz, ja nigdy nie lubiłem linuksowców, bo są to ludzie przekraczający cienką granicę, za którą zainteresowanie komputerem jako narzędziem pracy, ciekawym narzędziem, zmienia się w wariactwo jakieś chore[/quote]

      Na podobnej zasadzie filateliści to chorzy ludzie, którzy w ukryciu liżą znaczki aż do finału. O, fanboy.

  11. MacDada Październik 22, 2006 o 22:49 #

    Jak chcesz użyć piecowego dysku, to zamów na Allegro jakąś obudowę do niego.

    Obudowa USB (62zł):

    allegro.pl/item133783189_obudowy_dysku_3_5_usb_2_0_nowe_f_vat_tanio.html

    Obudowa USB+FireWire (115zł):

    allegro.pl/item134233271_obudowa_3_5_usb_firewire_aluminiowa_i_najlepsza_.html

    Pozdr.

  12. CoSTa Październik 23, 2006 o 07:10 #

    [b]paweł tkaczyk[/b]: o proszę, dobrze wiedzieć. co prawda na strony sprawiające jakieś większe problemy jeszcze nie trafiłem ale czuję się uprzedzony :)

    [b]sebas86 (i pozostali w tym temacie[/b]: ha! bałaganiarze jedni! to po to obmyślano te wszystkie paczki i bóg raczy wiedzieć co jeszcze, byście po systemie rozwalali co pod rękę wpadnie? :)

    [b]b3x[/b]: oj niestety kosztują ale na szczęście jest też sporo darmowych alternatyw. za kilka zapłacę ale taki appzapper to już przesada… co to robi? spotlighta odpala i szuka wszystkiego z nazwą aplikacji? to ręcznie mogę sobie zrobić i efekty będą pewnie podobne. ale fakt, że ułatwienie spore :)

    [b]pitmac[/b]: oj człowieku dzięęękiiii! awet nie wiedziałbym czego szukać… taaak, te drobiazgi są bardzo ale to bardzo pomocne i sympatyczne.

    [b]hadret, stanpielak[/b]: będzie i taki artek niech tylko się jeszcze nieco po sofcie porozglądam bo nie dla wszystkiego jeszcze znalazłem alterantywy sensowne.

    [b]bs[/b]: mnie tam wygląd macos nie przeszkadza – jest dobrze. ale to trzeba zrozumieć: ludzie chcą mieć wpływ na wygląd swojego desktopa. i ja na ten przykład nie za bardzo rozumiem dlaczego zmiana wyglądu gui ma być w jakiś sposób problematyczna dla systemu. odzwyczaiłem się od tego pod linuksem. tam po prostu wrzucam odpowiednie pliki do odpowiednich katalogów i już mogę szaleć, zazwyczaj bez problemów ze stabilnością. ale za namiary dzięki bo kto wie, może z czasem najdzie mnie chęć na zmiany a na tej stronie ładnie te temaciki pokazali i z dwa by się nadały jak najbardziej. co do ścieżki – okej, działa ale kudy tam temu rozwiązaniu do nautilusowego. tam jest to zrobione niemal perfekcyjnie.

    [b]aldek[/b]: z takim przeznaczeniem apple było kupowane – coś prostego dla prostych ludzi. ale i tych prostych ludzi czasem dopada chęć pogrzebania tu i ówdzie (choć muszę przyznać, że mnie przechodzi to zupełnie, wolę się skupić na tym co robię). to ma być komputer domowy – dla mnie, żony i dzieciaka. i powlutku się staje :)

    [b]macdata[/b]: o, to aluminiowe mam w robocie. już podpierniczałem i działa faktycznie bardzo dobrze. dziś przełożę twardego do obudowy i jumam tę obudowę. niech i ja coś z pracy wyniosę :)

    • BS Październik 23, 2006 o 12:44 #

      zmiana gui nie jest problematyczna dla systemu a dla uzytkownika :) czlowiek po prostu gubi sie gdy ma zbyt duzo mozliwosci stad zalozenie ze interfejs ma byc jednorodny a jedyna zmiana na jaka osx ootb zezwala to schemat kolorystyczny graphite. a dla grzebaczy-pasjonatow sa zawsze dodatkowe narzedzia i skorki.

  13. SebaS86 Październik 23, 2006 o 08:20 #

    Paczki, paczkami, są stworzone tylko dla ułamka dostępnego oprogramowania. Gdybym za każdym razem zamiast przetestować najpierw czy to w ogóle działa, robił paczkę, ebuilda czy co kolwiek innego osiwiałbym przed następnymi urodzinami. ;-) Mimo to standaryzacja katalogów to dobro, chociaż takie podejście wymusza stosowanie dodatkowych narzędzi – niestety ale rozwalenie jednego programu po kilku katalogach rzeczywiście może być nieprzyjemne i trochę zazdroszczę rozwiązania tego problemu w Makówkach i częściowo także w Oknach.

  14. ryba Październik 23, 2006 o 09:41 #

    co do sciezki w finderze. Masz cos podobnego. Przeciagnij w ustawieniach findera po prostu dodatkowa ikonke na belke (nie pamietam niestety ktora, teraz siedze w pracy na windzie ) bedzie ci sie rozwijalo cos w rodzaju drzewka nadrzednych katalogow.

    Co do aplikacji pomocniczych – naprawde polecam wspominany tu kiedys quicksilver. Skonfiguruj skrot (u mnie to bodajze F4) i po pojawieniu sie okienka wpisz poczatek nazwy aplikacji. Oszczedza czas i machanie myszka. Posiada sporo dodatkowo pluginow.

    Z dodatkow moze zainteresuje cie programik growl!, ktory wyswietla ci w dymkach rozne informacje (http://growl.info/about.php).

    Pozdrawiam

  15. fradiavolo Październik 23, 2006 o 11:52 #

    MacOS X jest bardzo prosty, przyjemny i intuicyjny w użytkowaniu. Nie widziałem jeszcze nikogo, kto by się nie mógł w nim połapać. Bo też cała rzecz polega głównie na tym, żeby wziąć myszkę do ręki. :)))

    A tak nawiasem mówiąc dziwi mnie, że Planeta Ubuntu konsekwentnie zmierza w stronę „Planety Mac”.

  16. wyzimir Październik 23, 2006 o 23:19 #

    Tak jak ryba polecam Quicksilver. Ustawiłem sobie skrót wywołujący QS na ctrl+`, dałem mu do indeksowania tylko foldery z aplikacjami i książkę adresową, Spotlighta wywołuję ctrl+space i wyłączyłem mu indeksowanie rzeczy, które przeszukuje QS. Dzięki temu QS służy mi jako laucher (o wiele szybszy od Spotlighta, który musi indeksować kilkaset GB danych). Z tymi programami Menu Start jest niepotrzebne.

    Polecam również Growla! Świetny gadgecik.

    Poszukaj jeszcze dodatków do Maila, jest ich całkiem sporo i robią fajne rzeczy (np. wyświetlanie nadchodzących wiadomości (lepiej niż Growl, tagowanie listów i integracja programu z iCalem, itd.).

    Dzięki temu, że nie jest łatwo zmieniać ustawienia interfejsu użytkownika nie tracisz masy czasu na włączanie/wyłączanie/przełączanie zbędnych fajerwerków, a możesz zająć się pracą lub zabawą (ale nie w modyfikowanie interfejsu).

  17. kranked Październik 24, 2006 o 12:14 #

    Co do przeglądarki to może spróbuj jeszcze tego http://hmdt-web.net/shiira/en :)

  18. Ender Październik 25, 2006 o 07:59 #

    Ja takze narzekalem na program Mail. Owszem, radzi sobie z wieloma kontami, ale po skonfigurowaniu 2 czy 3 kont, okazalo sie ze cala poczta splyw ami do tych samych folderow. Jeden inbox, jeden trash, jeden spam…. Moze gdzies przegapilem jakas opcje. SKonczylo sie to tak, ze uzywalem jakis czas thunderbirda, ktory niestety demonm predkosci nie jest, i wrocilem do Maila… z ustawionym jednym kontem. Z pozostalych poczty na laptopie nie czytam….

  19. MacDada Październik 25, 2006 o 08:06 #

    >> Ender:

    Możesz utworzyć sobie Smart Foldery (Inteligentne Teczki) i tak je ustawić, że będą się w nich automatycznie znajdowały wiadomości pochodzące z danego konta.

    Poza tym możesz też ustawić sobie w Preferencjach Maila ustawić Rules (Zasady) i w nich ustalić, co ma się dziać z mejlami danego konta.

    Utwórz sobie po 3 teczki Junk, po 3 teczki inbox, itd. Potem ustaw im reguły, co ma się dziać z wiadomościami i juz jest OK.

  20. Ender Październik 25, 2006 o 10:52 #

    MacData:

    Wiem. Tak robilem, ale to sa dodatkowe kombinacje. Jak dodaje nowe konto do programu pocztowego, to oczekuje ze na dziendobry bedzie odizolowane od innych. Do twgo ze moge „na okolo” osiagnac wymarzony efekt – doszedlem. Ale nie podobalo mi sie to.

    • CoSTa Październik 25, 2006 o 11:17 #

      tobie enderzasty chodzi o to, by fizycznie pliki były porozwalane na różne konta, tak? (w stylu np. różne katalogi dla kont) bo mnie się przy tworzeniu konta samo wszystko ustawia i separuje mam teraz pięć kont i od samego początku samo się wszystko ładnie podzieliło jak należy. ALE nie mam pojęcia jak to jest fizycznie z plikami. wrócę do domu to sprawdzę.

      mnie to nie przeszkadza, przywykłem do takiej pracy z evolution właśnie. tyle że to, co w evolution trzeba było robić ręcznie (rozdzielenie np. folderów/teczek ze spamem z różnych kont itp.) tutaj zrobiło mi się samo. i bardzo fajowo, bo tak miało być od początku :). teraz zamiast rozdzielać maile to je grupuję sobie w smart folders. ot proszę i jaka różnica i to w stym samym programie…

      ale w sumie ciekaw jestem jak to jest z plikami właśnie. sprawdzę po powrocie do domu i dam ci znać.

  21. Ender Październik 25, 2006 o 14:04 #

    Costa:

    Nie calkiem.

    (odpalilem maca by sobie to przypomniec):

    Mam jakies konto, dodalem kolejne. Po pierwsze, wybieram POP3, i program probuje sie laczyc nieszyfrowanym protokolem by sprawdzic czy to konto istnieje (po co?), teraz wisi na serwerze smtp (takze probujac sie polaczyc, z serwerrem ktory w chwili obecnej po prostu nie dziala… chyba nie dodam konta i nie sprawdze z czym bvyl problem :/) – kilka minut, poszlo….

    Sytuacja jest taka:

    mam dwa konta, do jednego mam porobione foldery, filtry itd.

    Drugie – chcialbym zeby mialo wlasny inbox/trash/spam – calkowicie oddzielne. A poczta do nowego konta wlazi w istniejacy inbox. Dopoki nie zrobie regul rozdzielajacych poczte – bedzie sie mieszac poczta z jednego i drugiego konta. Nie bawi mnie taka zabawa z kazdym kolejnym kontem. Moze gdzies przegapilem jakies ustawienie. Na szczescie – uzywam moge uzywac maca tylko do jednego konta pocztowego. Gdybym kiedys kupil maca do chaty – podejrzewam ze przesiadlbym sie na thunderbirda (co testowalem, i sie sprawdzalo :)

    • CoSTa Październik 25, 2006 o 14:18 #

      [b]ender[/b]:

      chyba rozumiem o co ci chodzi. dodajesz konto inne a maile i tak lądują w inboxach poprzedniego, tak? no to coś u ciebie jest ustawione inaczej niż u mnie.

      tak jak pisałem wcześniej – u mnie mail przy zakładaniu kont sam wszystko zrobił: pozakładał inboxy, trashe itd. osobne dla każdego konta. bez żadnego ustawiania dodatkowego mi się to wszystko segreguje samo, z junkami włącznie. jedyne, czego w tym momencie nie wiem a co sprawdzę po przyjściu do domu, to czy tak samo zakłada różne katalogi dla różnych kont i trzyma fizycznie maile w różnych katalogach.

      coś przestawiałeś w ustawieniach?

      a co do łączenia – też nie wiem po kiego to zrobili ale dla zwykłego usera to przecież żadna uciążliwość a tylko upewnienie się wstępne, czy wszystko dobrze zrobił. szczególnie przy ustawianiu smtp to fajne jest – sprawdził mnie ładnie czy mogę wysyłać z serwerów home.pl maile z danymi interii, grzecznie program napisał, że chyba inny serwer zdałoby się wklepać dla tego konta pop i tyle. w thunderbirdzie (nie wiem jak teraz) nie sprawdza się tego i później siedzi człowiek i dodaje serwery smtp. nie raz to przechodziłem – najgłupszy element konfiguracji thunderbirda imo.

  22. Ender Październik 25, 2006 o 17:19 #

    Raczej nic nie zmienialem. Od poczatku mam tak dziwnie. A co do sprawdzania – wpisuje swoje dane (username i haslo) i chcialbym laczyc sie uzywajac ssl, ale zanim bede mial szanse to ustawic, Mail laczy sie z serwerem by sprawdzic czy konto istnieje (przy smtp jest checkbox czy ma po ssl sie laczyc, przy pop3 – nie), oczywiscie, po zalozeniu konta – mozna to poustawiac, ale nie podoba mi sie, ze wczesniej haslo idzie w swiat otwartym tekstem.

    Co do Maila – spotkamy sie i zobacze jak u ciebie wyglada :)

    • CoSTa Październik 25, 2006 o 17:34 #

      spoko, no to do spotkania :)

      acha, fizycznie też rozdziela maile do różnych katalogów. i mam tak bez jakichś ustawień specjalnych, na świeżutko postawionym systemie i praktycznie bez kombinowania z ustawieniami maila tak mam. ki licho u ciebie? dalibóg, nie wiem.

      a z tym pop3 i wysyłaniem hasła otwartym tekstem – fakt, dupy dali jeżeli to tak po prostu się dzieje. tak być nie powinno.

  23. waltharius Październik 25, 2006 o 17:28 #

    To jak dla mnie największym problemem jest brak możliwości zmiany wyglądu. Ten defaultowy, odkąd zacząłem się apple interesować, już mi się znudził. A przecież nawet tego systemu w domu nie mam a tylko go oglądam na cudzych/sklepowych makówkach. No ale za standaryzację trzeba płacić…

  24. CoSTa's Family Page Październik 30, 2006 o 22:48 #

    Pisałem już wcześniej o kilku sprawach związanych z przejściem z PC na Maka ale te najistotniejsze zostawiłem sobie na póxniej, czyli na teraz i na kilka innych jeszcze wpisów :). Oczywiście rozchodzi się o oprogramowanie, z którym mam styczność na co dzi

Trackbacki/Pingbacki

  1. OS X Mountain Lion | CoSTa's Family Page - Lipiec 26, 2012

    […] się stare wypo­ciny, w któ­rych „roz­pra­wiam się” z Makiem — wypo­cina nr 1 i wypo­cina nr 2) i któ­remu można zarzu­cić wiele ale na pewno nie to, że jest mło­dzi­kiem i ostat­nim […]

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Adobe Photoshop Lightroom – o to chodziło!

Adobe Photoshop Lightroom beta 4.1Mimo zachwytów nad Aperture, mimo wcześniejszego narzekania na wydajność (pod Windows choć i pod MacOS nie...

Zamknij