Menu serwera

Salzburg w Austrii – ładne miejsce

Salzburg – taka jedna fajna fontanna

Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej. Po krótkim wyskoku gdzieś w germańskie landy, miło było do domu wrócić, żonką nieco się zająć, córę połaskotać i – przede wszystkim – nieco odpocząć. Strasznie daleko ten cholerny Salzburg jest :/. Jechać trzeba było bo taki przykaz kierownictwa był. Poza tym te kilka marnych euro robiących za diety mimo wszystko na coś się zawsze przydać może i warto pojechać już choćby po to, by wspomóc gospodarkę biednej Austrii swoimi dietami :)

Salzburg to bardzo ładne miejsce jak się okazuje. Do tej pory nie miałem okazji jakoś dłużej przebywać w niemieckich czy austriackich miasteczkach a przejeżdżając raz czy dwa przez Alpy naoglądałem się obrazków żywcem wyjętych z folderów reklamowych, więc ciekawiło mnie jak się ma do tych idealnych wizji przaśna rzeczywistość stupięćdziesięciotysięcznego miasta. Ma się normalnie – to po prostu miasto jak miasto z tą drobną różnicą, że cholery jedne dbają o te swoje miejsca bardzo. Widać taka już jest kultura wykształcona przez lata indoktrynacji: „będziesz miał kole siebie czysto a kwiatki będziesz sadził w każdym możliwym miejscu, pod oknem zaś szczególnie”. Czysto, schludnie ale naszą małą wycieczkę rozbiło, że przede wszystkim bardzo ale to bardzo miło. Ludzie są bowiem dla siebie mili. I dla obcych zresztą też. Pytanie o drogę? Zaraz lecą jakieś „czusy” i inne ichnie pozdrowienia. Jakiś problem? Autochton na pewno pomoże, uśmiechnie się i jeszcze ostawi z bogiem. Jeeezu, co za kolesie…

Coś wam rzeknę. Nigdy ale to przenigdy więcej nie jadę w delegację z dwoma laskami, nie obmyśliwszy sobie wcześniej szczegółowo planu zajęć na po spotkaniach. Laski bowiem, szczególnie gdy nieźle zarabiają, dostają kompletnego małpiego rozumu na widok sklepów. Po prostu odjechałem widząc jak na ten przykład w sklepie o nazwie Zara (ponoć to fajne sklepy są, nie wiem, nie znam się – komputerów tam nie dają), biegają od wieszaka do wieszaka, od półki do półki a cena byle szmaty to mniej więcej połowa mojej wypłaty. Sorry, płacić za metkę przy karku takie ilości pieniędzy… Żeby ona chociaż z jakiegoś wysoce wysublimowanego materiału zrobiona była… Nie kumam tego całego kobiecego owczego pędu do shoppingu. Skorzystałem więc z okazji i porzuciwszy dwie chorobliwie trzęsące się kobity, polazłem nieco pooglądać mieścinę. A jest tam co oglądać, oj jest! Solidnie mnie ubawiło, jak bardzo można wykorzystywać jedną postać historyczną do robienia turystycznego biznesu w mieście. Ponoć urodził się tam niejaki Wolfgang Amadeusz Mozart. Konsekwencje tego faktu są dosyć spore nawet (a może szczególnie) dziś: gdzie się nie obrócisz, jakiś Mozart cię atakuje. Z tyłu, z przodu, z boku – wszędzie są te cholerne Mozartkugeln czy jak to zwał (takie czekoladki, które po śmierci firmuje morda Mozarta). Jednak poza Mozartem jest tam kupa fajnych budynków do obejrzenia, całe mnóstwo fajnych zaułków do pokręcenia się po i – o czym niestety nie miałem kiedy się przekonać – kilka niezłych ponoć browarów z piwem w przystępnych nawet jak na Austrię cenach. Te piwne braki nadrobię w niedalekiej przyszłości, nie ma bata :)

Jednym słowem – sympatyczny wypad w sympatyczne miejsce z sympatycznymi koleżankami z pracy plus baaaardzo sympatyczne przyjęcie przez żonę ;). Czegóż chcieć więcej? A no tak, ładnej sumki na koncie i być może przenosin na jakiś nieco dłuższy czas do Salzburga, gdzie człowiek z chęcią by popracował nieco. Bo i zarobki pewnie fajniejsze a samo miejsce tchnie optymizmem. No cóż, trzeba będzie nieco w tym temacie pokombinować…

Acha, fotki już niebawem.

7 odpowiedzi do Salzburg w Austrii – ładne miejsce

  1. byte Październik 15, 2006 o 09:07 #

    Mam tą przypadłość, że mieszkam przy polsko-niemieckiej granicy. Wystarczy 15 minut spaceru, żebym się znalazł w innej rzeczywistości – szczególnie jeśli chodzi o obsługę w sklepach. Dziwię się, doprawdy, że niemieckie ekspedientki jeszcze loda nie robią. Niewiele im brakuje, bo gną się w ukłonach i uśmiechach i „czusują” nader często.

    Niebo i ziemia.

  2. Byru Październik 15, 2006 o 09:31 #

    Ja podobnie Byte – od roku studiuję w Goerlitz a mieszkam w Zgorzelcu wiec chcąc czy nie chcąc muszę codziennie conajmniej raz przekraczać granicę :). Różnica Goerlitz/Zgorzelec jest niesamowita jeśli chodzi o: wygląd miasta/domów, porządek na ulicach, sklepy. Echhh :)

  3. Hadret Październik 15, 2006 o 10:15 #

    Nie miałem niestety okazji przebywać dłużej w krajach takich jak Niemcy, Austria, Szwajcaria, a są ponoć miejscami cudne. Nie mogę się doczekać zdjonek ^_^ BTW. mili ludzie w sklepach, przyjaźnie nastawieni etc. to chyba norma na zachodzie. Nawet w ponoć ponurej Brytanii ludzie są znacznie bardziej otwarci i po prostu sympatyczni (:

  4. byte Październik 15, 2006 o 12:21 #

    byru:

    My mieszkamy w tym samym mieście :)

    • Byru Październik 15, 2006 o 12:28 #

      No widzisz jaki ten Świat mały! :P

      Co prawda ja tylko tymczasowo na czas studiów :) – jeszcze klika miesięcy… Może mnie z uczelnii nie wywalą.

  5. CoSTa Październik 15, 2006 o 13:01 #

    cholera, aż mnie zaczyna ciągnąć do tego goerlitz :)

  6. CoSTa's Family Page Listopad 19, 2006 o 16:21 #

    moja firma ma się dobrze :)Po nie wiem już nawet jak długim czekaniu, nareszcie dostałem w łapki swoje zdjęcia z wypadu do Salzburga. Z miesiąc temu wypadłem na delegację z dwiema laskami. Do ekscesów nieststey nie doszło, spotkań nieco odbyliśmy a chwile

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Wypad w delegację

No i śmigam dziś w delegację aż hen gdzieś do dalekiej Austrii. Śmigam bez kasy, ze stówką w kieszeni, bez...

Zamknij