Właśnie wróciliśmy z da Majkiem ze spaceru a na owym będąc nie mogliśmy nie wydać nieco siana na przyjemności. Wydaliśmy, a jakże. Da majek zafundował sobie kolejną gazetkę z gadżetami a sama gazetka jest o jakichś czarownicach czy wiedźmach… Sorry, nie wyznaję się. Jest cała zadowolona a po powrocie do domu dostała spazmów szczęścia na widok drugiej gazetki, którą wzięła nabyła była Doropha, która pod naszą nieobecność zadbała o zawartość lodówki.
Ale nie o gazetkach da Majka miało być. Otóż w kiosku wpadł mi w oko tytulik „Kino konesera”. Oczywiście połechtało mnie to bardzo bo za konesera kina, szczególnie tego kompletnie gównianego, uważam się a jakże. Czasem udaje mi się wciągnąć jednak i dobry film. Bardzo rzadko zdobywam się na obejrzenie filmu genialnego.
Lola rennt (Run Lola Run — Biegnij Lola biegnij) to film, który ociera się o geniusz. Do dziś nie zapomnę wrażenia, jakie wywarło na mnie pierwsze jego wessanie bo okoliczności temu towarzyszące były zdaje się całkiem zabawne. Oto na jakimś kwasowym zjeździe lub po zdrowej popijawie (nie pomnę teraz ale stawiam na to pierwsze), studentem ekhem będąc, wybraliśmy się z kolegą Sarnowskim aka Sareną na jakikolwiek film do jakiegokolwiek kina. Padło na kino Malta (poznaniacy doskonale wiedzą co to za sympatyczna nora jest/była) i na kompletnie nam nic nie mówiący tytuł o jakiejś Loli, co to ma biegać. Weszliśmy, wyciągnęliśmy się na tych malcianych krzesełkach i…
…Jak nie pieprznie soundtrack! Jak nie potoczą się wydarzenia nieczem lawina owa śniegowa co wszystko przede sobą zmiata a za sobą zostawia spustoszenie i chaos. Jak nie walnie niemieckim, który po raz pierwszy nie raził mnie w kinie…
Ten film to dzieło, które jest w cholerę daleko od standardowego wyobrażenia „dzieła”. Zero pompatyczności, film porywa, zdarzenia dzieją się w jakimś abstrakcyjnym tempie, zamieszanie rośnie i przez te 70 minut z ekranu coś do nas mówi o miłości, jej wpływie na rzeczywistość i takie tam inne oklepane banały… „Problem” w tym, że biegnąc razem z Lolą dostajemy zadyszki i aż w piersiach boli, bo takie to wciągające i autentyczne choć z autentyzmem nie ma zbyt wiele wspólnego.
I ta kompletnie kosmiczna ścieżka dźwiękowa… MNIÓÓÓÓÓD!!!
Nie widziałeś(aś)? Żartujesz sobie? W te pędy do kiosku i kupuj! 11,90 to nie za wiele za doskonały film, dodatki, dźwięk DD5.1, DTS, lektora (lub nie) i napisy oraz 16:9. Dobre wydanie doskonałego filmu. Wieczorek mamy dziś z Dorophą zagospodarowany.
film w serwisie imdb.com
kup/poczytaj co to
Lola rennt w wikipedii (anglojęzycznej)








Od czasów Loli Franka Potente z niemieckiej gwiazdy stała się światową gwiazdą. Polecam tę panią, nie tylko w tym filmie.
Dobry film, dobra Franka. Podoba mi się również w Try Seventeen.
Taaak, ja to kupiłem jakiś miesiąc czy dwa temu :)
A oglądałem kilka ładnych lat temu nazad, jeszcze miejscowym Kinie Dyskusyjnym. Była taka instytucja.
Pierwszy raz mnie zniszczył, drugi już nie, ale musiałem mieć w kolekcji.
A mówiąc o filmach… Jak tam się czuje „Naga broń”? „:)
o jasny gnój. zapomniałem o tych nagich broniach. kurczę, niech no ja się teraz do nich dokopie bo mam gdzieś zakopane w tych wszystkich płytkach.
sooory byte, już się biorę do roboty :)
rennt lola, rennt… klasyka :)
niemieckie kino umiera