Faceci vs. Kobiety

Jestem z krwi i kości face­tem. Takim typo­wym do bólu, prze­cięt­nym kole­siem z nad­wagą, wyra­zi­stymi poglą­dami poli­tycz­nymi, kon­solą, kom­pu­ter­kiem i w sumie to wszystko, co składa się na moją codzien­ność. Niewiele i śred­niacko aż do wspo­mnia­nego bólu. Od stan­dar­do­wego wize­runku faceta być może różni mnie to, że nie palę (trzy­mam się! :)), nie piję (ostat­nio nic a nic), żony i dziecka nie biję, piłka kopana inte­re­suje mnie śred­nio, skoki nar­ciar­skie uwa­żam za nudę a z ostat­nio popu­lar­nych spor­tów to jeno siat­kówka wydaje się być w miarę sen­sow­nym spor­tem i war­tym oglą­da­nia. Bo żeby tyłek ruszyć to broń boże :).

Okej, z całej tej wyżyny mojego śred­niac­twa powia­dam wam: kobiety są inne. Czasami to wręcz kom­plet­nie odmienny gatu­nek, innym znów razem — dzieli płcie prze­paść nie­prze­byta ale coś przy­naj­mniej wtedy łączy faceta i kobitkę: to, że nad nią stoją razem. Po prze­ciw­nych stro­nach ale prze­cież nad tą samą prze­pa­ścią. I nie cho­dzi tu o to, która płeć jest lep­sza czy też „ma rację” (cokol­wiek przez to rozu­mieć bo kto to roz­strzy­gnie?) robiąc to, co robi i zacho­wu­jąc się tak, jak się zacho­wuje. Po pro­stu róż­nimy się straszecznie.

Za przy­kład posłuży mi Doropha i da Majek. Doropha to kobitka już ukształ­to­wana, wyro­sła z mło­dzień­czych eks­tra­wa­gan­cji, matka, żona i — być może — czy­jaś kochanka :). Da Majek to gów­niara z nieco ponad trzy­let­nim życio­wym doświad­cze­niem, która jed­nak już teraz zdra­dza objawy bycia płcią do mnie prze­ciwną. Materiał poglą­dowy uzu­peł­niam pamię­cią o wszyst­kich pozna­nych mniej lub bar­dziej kobie­tach, dziew­czy­nach i dziew­czyn­kach. Co się z tego wyła­nia? Ano to, że łączą nasze płcie pewne poję­cia ale jak te poję­cia mają wyglą­dać w prak­tyce — to już kom­pletny roz­jazd jest.

Zacznijmy od przy­kładu pod­sta­wo­wego i zasad­ni­czego: wyda­wa­nie pie­nię­dzy. Po to pra­cu­jemy, by na coś to siano wyda­wać. Trzeba przy­znać kobie­tom, że mają jakiś instynkt i środki na prze­trwa­nie zabez­pie­czyć potra­fią w sen­sie, że jakoś potra­fią wyli­czyć, by do pierw­szego star­czało. Ale kiedy przy­cho­dzi do wyda­wa­nia pie­nię­dzy w skle­pach — róż­nice są zasad­ni­cze. Czy zwró­ci­li­ście uwagę na to, że facet wydaje siano nawet chęt­niej od kobiety ale wywala je zasad­ni­czo na jakieś trwałe wartości/rzeczy? Ot na ten przy­kład gierka. Moja żona w życiu nie wyda­łaby pie­nię­dzy na grę, o ile jej nie ster­ro­ry­zuję i nie zakrzyknę, że ową mieć chcę choćby nie wia­domo co. Uważa, że to bzdura i rzecz z gruntu nie­przy­datna. Ma rację do czasu skoń­cze­nia się jej fla­ko­nika per­fum. Podczas gdy ja cią­gle napa­rzam w swoją gierkę za 50 zło­tych, moja żona wydaje wie­lo­krot­ność tej sumy tylko i wyłącz­nie po to, by powie­trze wokół niej pach­niało ina­czej. Czy jest coś mniej nama­cal­nego niż zapach uno­szący się w powie­trzu??? Coś się w kuchni przy­pali, ktoś w tram­waju puści bąka i już można zapo­mnieć o sen­sie wydatku wie­lo­krot­no­ści sumy mojej gierki. O tym, że gierka to war­tość ponad­cza­sowa, trwała, moż­liwa do posta­wie­nia na półce i do wie­lo­krot­nego uży­wa­nia — o tym już nawet nie wspo­mi­nam. Ja po pro­stu wydaję pie­nią­dze na rze­czy uży­teczne, ot co. Czy takie np. gazetki. Kiedy już kupuje Doropha jakieś, to koniecz­nie z milio­nem pró­bek kre­mów, bal­sa­mów, szam­po­nów czy czego tam jesz­cze. Po dwóch dniach nie ma po nich śladu a gazetka ląduje w pojem­niku na maku­la­turę bo kto przy zdro­wych zmy­słach będzie te idio­ty­zmy czy­tał? Ja mając nieco wol­nych środ­ków wolę kupić gazetkę z fil­mem. Korzystamy oby­dwoje, dom wzbo­gaca się o dodat­kowy ele­ment świad­czący o naszym kul­tu­ral­nym roz­woju… No i nie można pomi­nąć pro­pa­gan­do­wego wydźwięku takiego zakupu dla naszej córki. Przecież takim zaku­pem wprost wręcz suge­ru­jemy: nie świe­ci­dełka, nie dupe­rele tylko praw­dziwa arty­styczna war­tość i roz­wój duchowy… Okej, może tytuły z serii „Najkrwawsze hor­rory wszech­cza­sów” nie są zbyt duchowo roz­wo­jowe ale prze­cież wie­cie o co mi cho­dzi. Chodzi o pewną zasadę: prag­ma­tyzm ponad ilu­zo­ryczną war­tość fla­ko­nika z perfumami.

Skoro przy per­fu­mach i kosme­ty­kach jeste­śmy — zna to każdy facet miesz­ka­jący z kobietą: poranny rytuał kobie­cego wyj­ścia do pracy czy dziew­czę­cego rusza­nia do szkoły (wtedy chyba nawet jest gorzej). Niech ktoś mi wytłu­ma­czy, bo jak do tej pory nikt nie potra­fił tego zro­bić, dla­czego kobiety na higienę i wygląd muszą prze­zna­czać wie­lo­krot­ność czasu, jaki prze­zna­czamy na to my — faceci? Przecież to, że (wli­cza­jąc gole­nie) sie­dzimy w łazien­kach śred­nio trzy­krot­nie kró­cej, nie ozna­cza, że jeste­śmy trzy razy brud­niejsi! Ba! Odważę się na stwier­dze­nie, że jeste­śmy czę­sto­kroć o wiele czy­ściejsi od tych ponoć tak dba­ją­cych o higienę kobiet! Wytłumaczeniem tego sie­dze­nia może być ilość nie­zbęd­nych do pra­wi­dło­wego dzia­ła­nia kobiety kosme­ty­ków. No bo to trzy­krot­nie dłuż­sze sie­dze­nie zaczyna sta­wać się zro­zu­miałe, gdy zaj­rzy się na półkę z kosme­ty­kami: szam­pon wzmac­nia­jący kolor, szam­pon uła­twia­jący roz­cze­sy­wa­nie, szam­pon wzmac­nia­jący koń­cówki wło­sów, szam­pon prze­ciw­łu­pie­żowy… To TYLKO szam­pony!!! Każdy mini­mum 8 PLN sztuka… To wszystko i o wiele wię­cej potrafi zdzia­łać mój ulu­biony szam­pon „brzo­zowy” — ok. 3 PLN sztuka.

Czy ktoś nor­malny pomy­ślałby w ogóle o tym, że ist­nieją różne rodzaje kre­mów dla róż­nych czę­ści ciała? Krem do powiek, krem do szyi, krem do policz­ków, krem do rąk, krem do stóp, krem do dupy… Szkoda, że nie ma osob­nych kre­mów do lewego czy pra­wego policzka. Każdy mini­mum 30 PLN. A to dopiero począ­tek kre­mo­lo­gii o czym prze­cież każdy żyjący z kobietą facet wie. Nie raz pyta­łem się zdzi­wiony żony jak to jest, że jej skóra „oddy­cha lepiej” będąc kom­plet­nie zapchaną war­stwą kre­mo­wego tłusz­czu czy jakiejś innej wsa­dzo­nej tam che­mii. Nie mam odpo­wie­dzi na to pyta­nie. Skóra jest po pro­stu lep­sza i bar­dziej natłusz­czona kiedy wali się na nią kil­ka­na­ście rodza­jów kre­mów. Ja nie sma­ruję się niczym i o natłusz­cze­nie mar­twić się nie muszę, o zmarszcz­kach już nawet nie wspominając.

Inna tajem­ni­cza dla mnie i zwią­zana z kosme­ty­kami kwe­stia — kąpiel. To nie doty­czy tylko mojej żony ale ogól­nie kobiet bo wszyst­kie mi znane twier­dzą to samo. Ale zacznijmy może od doświad­cze­nia fizycz­nego: napuść do wanny wody. Wejdź do wanny. Wyjdź z wanny. Wytrzyj się ręcz­ni­kiem byś nie był (sic!) mokry. Czy twoja skóra jest sucha? Otóż wbrew fizyce, logice i boskim naka­zom — kobieta po zanu­rze­niu się w cie­czy ma skórę SUCHĄ! Zaś skóra sucha wymaga natych­mia­sto­wego sma­ro­wa­nia, wkle­py­wa­nia, namasz­cza­nia i dia­bli wie­dzą, czego jesz­cze. Moja drobna suge­stia, że może po zeskro­ba­niu wszyst­kich warstw kre­mów, olej­ków, oli­wek, pły­nów do kąpieli i czego tam jesz­cze — może po tym skóra wresz­cie mia­łaby jakiś kon­takt z wodą i stałby się magicz­nie mokra — ta moja drobna suge­stia zazwy­czaj jest kwi­to­wana wzru­sze­niem ramion i fochem. Tu się dzieje jakaś magia ale ja jej nie ogar­niam po prostu.

Mamy w domu tele­fon sta­cjo­narny z tep­sia­nym abo­na­men­tem. Zlikwidować nie idzie bo to dobro nabyte wraz z wyna­ję­ciem miesz­ka­nia. Ot muszę tole­ro­wać. Z pew­nym jed­nak zdu­mie­niem widzę rachunki za ów tele­fon, tym bar­dziej, że jeśli z dwie roz­mowy w mie­siącu z niego wyko­nam, to jest dobrze. Gada Doropha. O zgrozo — zazwy­czaj na czyjś koszt (bo do niej dzwo­nią). Czemu zgrozo? No bo w takim razie ile trzeba się suma­rycz­nie naga­dać, by mimo zasad­ni­czo nie­pła­ce­nia za roz­mowy, nabić rachu­nek dwu­krot­nie wyż­szy niż mój za komórkę (przez którą gadam cał­kiem sporo)??? I ja tu tylko o sta­cjo­nar­nym piszę, o doła­do­wa­niach komór­ko­wej karty nawet nie wspo­mi­nam… No ale w sumie co ja się dzi­wię, skoro można a nawet trzeba tę samą histo­rię opo­wie­dzieć przy­naj­mniej czte­rem kole­żan­kom. Inwestujcie w akcje spółek tele­in­for­ma­tycz­nych! Na samą myśl, że kole­żanki natych­miast po skoń­czo­nej roz­mo­wie łapią słu­chawkę (a wła­ści­wie to jej nie wypusz­czają) i kręcą do kolej­nych swo­ich kole­ża­nek… Spółki tele­in­for­ma­tyczne ZAWSZE będą przy­no­sić zyski. ZAWSZE.

I tak to można cią­gnąć, do czego ser­decz­nie zapra­szam. Ni cho­lery nie podej­muję się jed­nak stwo­rze­nia kom­plet­nego kata­logu odmien­nych zacho­wań pomię­dzy płciami. Ja chcę żyć a nie ugrząźć na resztę życia przed klawiaturą.

ogólne :)

PS. jakże słodko sma­kuje… ZEMSTA!!! O tak żonko, msz­czę się za Twój obna­ża­jący mnie komen­tarz :). A wszyst­kim jasno i wyraź­nie niniej­szym podaję do wia­do­mo­ści, że powyż­sze jest oczy­wi­ście nie­smacz­nym żar­tem w typowo moim stylu. A naj­za­baw­niej­sze w nim jest to, że gdyby moja żona nie robiła tych wszyst­kich rze­czy to… pew­nie nie byłaby moją żoną. Bo chyba wła­śnie przez te nasze roz­jazdy choćby w kwe­stii sucho­ści skóry poką­piel­nej (muszę jakąś skalę stwo­rzyć dla tej przy­pa­dło­ści :)), wiel­bię tę moją żonkę naj­bar­dziej na świe­cie! Luv’ya Doropha, nawet (a może szcze­gól­nie wtedy) kiedy kapie z Ciebie oliwka ;)

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

24 Komentarzy do “Faceci vs. Kobiety”

  1. ninja 29/11/2006 do 09:28 # Odpowiedz

    podoba mi się wstęp — sto­imy nad tą samą prze­pa­ścią! jakie to… głę­bo­kie ;) przy­jem­nie się czytało.

  2. Hadret 29/11/2006 do 11:12 # Odpowiedz

    How sweet… Przeczytałem z przy­jem­no­ścią i od razu humor sko­czył mi kilka oczek w górę, thx! (:

  3. Biter 29/11/2006 do 12:38 # Odpowiedz

    Stary dobry CoSTa’s style, dobra robota!

    Świetny tekst i prawdziwy :)

  4. byte 29/11/2006 do 12:52 # Odpowiedz

    Po raz kolejny prze­ko­nuję się, że jestem inny. Nawet żonę mam inną. Z wszel­kich wymie­nio­nych tu przy­pa­dło­ści roz­po­znaję tylko jedną — cią­gnące się w nie­skoń­czo­ność roz­mowy tele­fo­niczne. Co zresztą też może się skoń­czyć, bo mał­żo­winka pró­buje namó­wić kole­żanki do zain­sta­lo­wa­nia i uży­wa­nia Skype’a. Całą reszta jest mi kom­plet­nie obca. Dziwne, nie? :)

  5. zx 29/11/2006 do 13:33 # Odpowiedz

    Oj, bio­lo­gii się nie uczyło. Przecież war­stwa lipi­dowa po umy­ciu skóry prze­staje ist­nieć i za każ­dym razem musi być ponow­nie wytwa­rzana. Więc skóra fak­tycz­nie jest mokra tylko po wyj­ściu, bo nie potrafi zatrzy­mać w sobie tej wody z wanny. ;) To tak w obronie…

    • doropha 29/11/2006 do 16:33 # Odpowiedz

      bar­dzo dzię­kuję za deli­katne wspar­cie, ale costa i tak tego nie pojmie:)

  6. Dinven 29/11/2006 do 13:46 # Odpowiedz

    huh, cał­ko­wite nie­zro­zu­mie­nie kobie­cych potrzeb(; jak można narze­kać że kobieta zadbana? Chciałoby się, oj chciało by miała gładką skórę, ład­nie pach­niała (per­fumy to konieczny wyda­tek — jedne, a dobre, dopa­so­wany zapach), a kiedy trzeba pła­cić — to już wrzask i niezrozumienie(;

    Oczywiście z niczym nie należy prze­sa­dzać (pominę już fakt że w tek­ście hm… prze­sada jest widoczna), ale opi­sany przez Ciebie przy­pa­dek Dorophy nie jest jesz­cze hardcore’owy, więc zagryź zęby i się przyzwyczaj(;

  7. opi 29/11/2006 do 13:53 # Odpowiedz

    Ja.. ja.. powstrzy­mam się od komen­ta­rza. Zdecydowanie.

    Emil. Obecnie sło­miany wdowiec. ;-)

    ps. Tak, mam ubra­nia na ziemi, trzy kom­pu­tery i kolek­cję bute­lek po piwie.

    pps. Nie, mam cztery komputery.

    • btd 29/11/2006 do 19:53 # Odpowiedz

      „ps. Tak, mam ubra­nia na ziemi, trzy kom­pu­tery i kolek­cję bute­lek po piwie.

      pps. Nie, mam cztery komputery.”

      Też tak chce ;-)

      Ja mam tam nie­ty­powy egzem­plarz i w dodatku jak zaczne gadac z kum­plami o pro­ce­sor­kach i win­dow­sach to ona potrafi ich zga­sic linu­xem :) Nie nazekam :)

  8. ish 29/11/2006 do 14:49 # Odpowiedz

    a ja..a ja.. hmm chcia­lem cos napi­sac w oska­rzy­ciel­ski tonie na moja zone, ale cho­lera — jesz­cze jej nie mam :)

    no ale osoba kan­dy­du­jaca do tej roli widze ze spel­nia wszyst­kie posta­wione w costo­wym tek­scie wyma­ga­nia ;) ergo — na zone sie nadaje :)

    hmm ale czuje sie tez tro­che inny — bo u mnie np ubra­nia nie leza na ziemi. A lozko na kto­rym spie przy­kry­wam narzuta, co — jak zyje– nie widzia­lem jesz­cze u zadnego faceta

    • opi 29/11/2006 do 15:03 # Odpowiedz

      Narzuta? Brzmi jak rze­czy prze­rzu­cone z fotela, rano, przed kawą. ;-)

  9. Ania 29/11/2006 do 19:01 # Odpowiedz

    Nie ulega wąt­pli­wo­ści: kobiety i męż­czyźni są różni. Pewnie wiele z opi­sa­nych przez Ciebie zacho­wań kobiet jest praw­dzi­wych – w końcu kobiety chcą całe życie atrak­cyj­nie wyglą­dać więc dbają o sie­bie i może stąd powie­dze­nie, że kobieta jak wino im star­sza tym atrak­cyj­niej­sza. O Facetach nie ma takiego powiedzenia.…

    Właściwie to chcia­łam zwró­cić uwagę na inną rzecz – a mia­no­wi­cie czy nie przy­cho­dzi wam do głowy dro­dzy Panowie, że sprze­ciw wobec zakupu gie­rek kom­pu­te­ro­wych tak naprawdę jest sprze­ci­wem wobec Waszego gra­nia w te gierki?? Wolny czas, któ­rego więk­szość z Was ma i tak nie­wiele, spę­dza­cie przed kom­pami zamiast z nami, kobietami.

    A czy złosz­czą się Wasze mał­żonki gdy np kupu­je­cie grę plan­szową w którą będzie­cie grali wspól­nie (jak choćby scrabble)??

    Wy gra­cie te swoje gierki – czyli tak jakby was w ogóle nie było – a My kobiety jako istotki spo­łeczne potrze­bu­jemy towa­rzy­stwa – stąd te roz­mowy tele­fo­niczne, czyli pamię­taj­cie: im wię­cej gie­rek tym wyż­sze rachunki telefoniczne:) :)

    To pisa­łam ja – Ania – typowa kobieta, która się maluje, per­fu­muje, kre­muje (ale kró­cej zaj­muję łazienkę niż mój mąż;)

  10. Brzoza 29/11/2006 do 20:11 # Odpowiedz

    Tja — już dawno nie było tak faj­nego i CoSTowatego wpisu:) Rewelacja — uśmia­łem się do łez, szcze­gól­nie — że to wszystko takie/// prawdziwe:)

    Osobną klasą są komen­ta­rze — tu kolejna por­cja śmie­chu. Ech — nie ma to jak być w dobo­ro­wym towarzystwie:)

  11. CoSTa 29/11/2006 do 20:30 # Odpowiedz

    [b]byte[/b]: a żebyś wie­dział byte — dziwne :). wła­śnie zgar­niam ochrzan od żony i zapo­wiedź czego to za karę mam jej nie kupić. zdaje się, że takie wpisy to tylko woda na jej młyn :)

    [b]zx[/b]: not true — z autop­sji wiem. otóż jak bym nie mył, jak bym nie kom­bi­no­wał to i tak dwie godziny póź­niej świeci mi się pysk od rze­czo­nej war­stwy lipi­do­wej. zna­czy się taka woda to tylko wyzwolenie :)

    [b]dinven[/b]: pachnę, jestem gładki i pięk­nie wyglą­dam bez sze­ściu szam­po­nów, dwu­na­stu kre­mów itd. :). przy­pa­dek doro­phy fak­tycz­nie nie jest hard­co­rowy. bogu niech będą dzięki :)

    [b]opi[/b]: cztery kom­pu­tery??? nirwana… :)

    [b]btd[/b]: teeej, jeśli twoja kobieta jarzy coś z kom­pi­lo­wa­nia ker­nela to ty weź jej się poważ­nie przy­patrz. to wie­dza nie­bez­pieczna jest :)

    [b]ish[/b]: no to łapaj, trzy­maj i już nie pusz­czaj! serio gadam…

    [b]ania[/b]: ależ są i gry towa­rzy­skie na kon­sole, takie jak: bija­tyki, jeż­dżonki ze split scre­enem, jesz­cze nieco bija­tyk a na koniec jesz­cze tro­chę bija­tyk. no co ja na to pora­dzę, że moja żona nie jest towa­rzy­ska ;). choć cze­kaj, wła­śnie pod­gląda (inwi­gi­la­cja) mi tu przez ramię i przy­po­mina, że tłu­kła się ze mną w jej ulu­bio­nej (bo jedy­nej jej zna­nej) bija­tyce o nazwie soul­blade. fakt, nie­zła była. z nikim tak szybko nie wyko­ny­wa­łem per­fect KO :)

    [b]brzoza[/b]: grzej kom­pu­ter i lap­topy. jeśli masz i możesz przy­je­chać — bierz jakiś dysk prze­no­śny. no i wpa­daj. pokażę ci kolek­cję doro­pho­wych kre­mów i moich warezów :)

  12. ciotka's eleni 30/11/2006 do 09:14 # Odpowiedz

    Usmialam do lez.Pewnie ze jest tak a moze i gorzej gdy­bys kon­ty­nu­owal ten tekst i prze­szedl na temat gar­de­roby, maki­jazu, bizu­te­rii i.t.d. Wam mez­czy­zna wystar­czy gar­ni­tur, pare koszul, kilka par dzin­sow kilka t’sthirtow i dwie pary butow a z nami to jest zupel­nie ina­czej. Ile by kobieta nie miala ciu­chow zawsze odczuwa ich brak. Ot dla przy­kladu buty: spor­towe, do pracy, po pracy, pla­skie, szpilki,wieczorowe,do spodni, do sukienki,kozaczki krot­kie, kozaki dlu­gie, kozaki z futer­kiem i bez futerka i.t.d.i do tego co roku zmie­nia sie moda

    I to wszystko dla was aby sie wam podo­bac wiec nie narzekajcie.

    Jako nie­do­szla eko­no­mistka twier­dze ze to ma swoja dobra strone bo w ten spo­sob kobiety maja powa­zny wklad w nape­dza­niu koniunk­tury jako konsumentki.

    P.S. Witaj Aniu, dawno cie tu nie bylo

    • Biter 30/11/2006 do 10:56 # Odpowiedz

      Ale jak tu prze­tłu­ma­czyć kobie­tom ze tak naprawdę my na te „ozda­bia­cze obuwniczo-chemiczne” nie zwra­camy wogle uwagi? :)Ja oso­bi­ście w kobie­tach bar­dzo cenie naturalnośc.

      Ten argu­ment (że to dla nas) zawsze mi brzmi jak zwy­kła wymówka, a naj­gor­sze jest jak kobieta zoba­czy ten sam ciuch na swo­jej kole­żance, wtedy koniec świata ;)

  13. Dinven 30/11/2006 do 13:24 # Odpowiedz

    Tia, ceni­cie natu­ral­ność gdy jest od razu idealna:))

    A zazwy­czaj nie jest tak cudow­nie i kobieta musi wspo­móc Matkę Naturę — zresztą, co jest bar­dziej godne podziwu — czy ktoś, kto uro­dził się piękny i bez skazy, czy ktoś mający pro­blemy z wyglą­dem, a który defi­ni­tyw­nie się ich pozbył dzięki wła­snemu wysił­kowi? Czy przez to jest mniej „naturalny”?:)

  14. Biter 30/11/2006 do 13:53 # Odpowiedz

    Jak kobieta ma pro­blemy ze swoim wyglą­dem to zna­czy ze ma kom­pleksy i pró­bu­jąc to zmie­niać robi to tylko dla sie­bie, a nie dla face­tów ;) Co z tego że kobieta się zrobi na lalkę, skoro po prze­bu­dze­niu rano będzie już jakby ina­czej wyglą­dać? I jak mamy oce­niać urodę kobiecą: przed czy po zabie­gach chemicznych? :)

    Każda prze­sada jest zła, jak to Costa słusz­nie zauwa­żył żeby zdrowo wyglą­dać nie potrzeba 28 par butów, super dro­gich per­fum, 17 róż­nych kre­mów i innych dziw­nych wyna­laz­ków. Mydło, szam­pon, osta­tecz­nie jakiś krem (jeden) i śro­dek na lokalne defekty (no prysz­cze) wystarczy :)

  15. Dinven 30/11/2006 do 14:40 # Odpowiedz

    piękny byłby świat, gdyby na, jak to zgrab­nie nazwa­łeś, „lokalne defekty” wystar­czył jeden środek(;

    Racja, prze­sada jest zła — ale różni ludzie róż­nie postrze­gają prze­sadę. I fakt, kil­ka­na­ście spe­cy­fi­ków to za dużo. Ale jeden krem? Człowieku… Jak masz nor­malną skórę to się ciesz, że masz farta:)

    Urodę oce­nia się imho nie przed ani po, ale za cało­kształt. Nie sądzę, aby nowo poznana (lub już nie tak nowo) kobieta raczyła roz­mówcę z miej­sca spi­sem swo­ich kosme­ty­ków, prze­cho­dzo­nych zabie­gów itp… A jeśli cho­dzi o żonę — cóż, bywa. Ona cierpi męskie kaprysy, gierki (ja też lubię sobie pograć na kom­pie, ale 5h non stop strze­lanki to lekka prze­sada…), bar­dzo „przy­ziemne” myśle­nie, nawyki (któ­rych to „dro­bia­zgów” też się zazwy­czaj nie ujaw­nia w luź­niej­szych sto­sun­kach)- więc dla­czego mąż nie miałby prze­żyć bez pro­blemu jej manii kosmetyków?(;

    Ogółem — sądzę że dramatyzujecie(;

  16. doropha 30/11/2006 do 18:34 # Odpowiedz

    po pierw­sze primo kochany mój jedyny sza­nowny mał­żo­nek tylko dla­tego pozwala sobie na takie wpisy, że ma pełną świa­do­mość, jak bar­dzo lubię jego prze­sa­dyzm i szcze­rze jego wpis mnie roz­ba­wił pra­wie że do łez, a jak mu powie­dzia­łam że wła­ści­wie to mógłby mi wresz­cie kupić jakieś per­fumy to się zała­mał, bo nie o takie wnio­ski mu cho­dziło… ale co się dziwi prze­cież się różnimy;

    co do ilo­ści kosme­ty­ków, to każda moja kole­żanka bije mnie na głowę i on sobie z tego dosko­nale zdaje sprawę… per­fumy dostaję od mamy, bo nasze finanse nie wystar­czają nie­stety na kupno:( krem kupuję jak się koń­czy, w wan­nie lubię pole­żeć owszem, bo to jedyne miej­sce, gdzie mam choć przez chwilę swięty spo­kój choć pukają do mnie regu­lar­nie, jak nie majka to sza­nowny mał­żo­nek nawet kot dra­pie, dobrze że żółw nie dostaje do klamki i tej swo­jej godziny będę strzec zawsze… koniecz­ność uży­wa­nia bal­samu tudzież oliwki po kąpieli dla costy pozo­sta­nie na zawsze nie­zro­zu­miała, więc nawet nie pro­buję tłu­ma­czyć… bab­skie gazetki dostaję od mojej nie­oce­nio­nej teśció­weczki (naj­lep­szej na świe­cie), na co dzień tylko wybor­cza, a jak coś uzbie­ram to kupuję książki, łaże­nie po skle­pach mnie męczy i wcale nie lubię, po pół godzi­nie boli mnie głowa i gene­ral­nie zmę­czona jestem cały dzień wolę pójść na piwo:) a co do maki­jażu jak każdy krót­ko­widz szu­kam rano oczu;

    ale dawno dawno jesz­cze przed ślu­bem costa popeł­nił w moim kie­runku ?list miło­sny? zawie­ra­jący mate­ma­tyczny wzór na dorka, czyli mnie, a wła­ści­wie mój poten­cjał, list zakoń­czony jak przy­stało na wywód mate­ma­tyczny sło­wami ?co nale­żało dowieść? i udo­wod­niono w nim bez­sprzecz­nie że bez maki­jażu nie mam poten­cjału:), czy mogłam go nie poślubić:)

    • Dinven 30/11/2006 do 19:09 # Odpowiedz

      Rozbawiłaś mnie komen­ta­rzem tak samo jak CoSTa swoją notką — brawo, tylko pogra­tu­lo­wać:) Naprawdę zgodne pożycie:)

      Trzymać tak dalej(;

    • Biter 30/11/2006 do 19:26 # Odpowiedz

      Dobry tekst, dajesz rade! :D

    • brzoza 02/12/2006 do 00:02 # Odpowiedz

      To ja pro­szę o dosłowny cytat tego listu! Mój Boże — brat popeł­nił list miło­sny?! Ja to MUSZĘ przeczytać:)

      Fajny wpis Dodotko:)

  17. ciotka's eleni 04/12/2006 do 11:18 # Odpowiedz

    23 wpisy, widze ze tematy damsko-meskie sa jesz­cze wciaz popularne…

Dodaj komentarz