Kot — samobójca

Frania

Mamy (a wła­ści­wie mie­li­śmy) dwa wyją­kowo głu­pie koty. Nie wiem, czy to przy­pa­dłość gatun­kowa, czy też może jakieś wyjątki są (były) ale nad­mia­rem inte­li­gen­cji te futrzaki naprawdę nie grzeszą.

Jakiś czas temu mie­li­śmy dwa śmier­dziu­chy: jeden nazy­wał się Franka a drugi nazywa się (nie­stety wciąż) Huncwot. Franka to był wyjąt­kowo dobry kotek: bała się mnie panicz­nie, miała buli­mię i była inte­li­gentna na tyle, by scho­dzić mi z drogi w try­bie pil­nym. Dobry zwie­rzak, pojętny. Wraz z uro­dze­niem się Majki stało się jasne, że w naszym malut­kim wynaj­mo­wa­nym domku jest futra za dużo i Franka to także pojęła. Pewnego pięk­nego dnia stwier­dzi­li­śmy, że kotka nie ma. Był — znikł. I żeby było zabaw­niej — nie mia­łem w tym żad­nego udziału. On tak sam z sie­bie z okna wysko­czył. No bo w sumie któ­rędy miał się kot znik­nąć z miesz­ka­nia na pią­tym pię­trze i przy drzwiach zamknię­tych (jak to w bloku)? Mądry i jakże uczynny kotek… Ponoć żyje gdzieś na osie­dlu albo Doropha bie­rze tabletki, które wywo­łują nie­złe haluny.

Drugi to Huncwot. Też kotka (a, no tak — dwie kotki — dwie zafaj­dane ruje swego czasu — cza­sem rów­no­cze­śnie :/), choć jeśli o inte­li­gen­cję cho­dzi — tu natura poską­piła sza­rych komó­rek. Huncwot to matoł choć trzeba przy­znać, że słodki matoł. To mój kotek, bar­dzo go lubię nawet kiedy mówię, że nadaje się tylko na kap­cie. Jako się jed­nak rze­kło — nie­zbyt on roz­gar­nięty. Do dziś nie potrafi sku­mać kiedy nie można wcho­dzić mi w drogę i czę­sto prze­ko­nuje się o tym zali­cza­jąc moje oszczędne mawashi-geri. Nie zno­szę rów­nież miał­ko­le­nia o żar­cie przy pła­ce­niu rachun­ków i opróż­nia­niu konta. Jakoś kolejna gęba do wyży­wie­nia nie budzi moich opie­kuń­czych odru­chów w takich momen­tach i koń­czy się to róż­nie. Staram się, by obra­że­nia nie były znaczne lub widoczne bo jesz­cze do sądu by mnie podali.

Huncwot

Wczoraj Huncwot jed­nak lekko prze­giął. Akurat gra­li­śmy z da Majkiem na kom­pu­te­rze gdy nagle sły­szymy taki szybki skro­bot pazu­rów na bla­sza­nym para­pe­cie i… cisza. Spojrzeliśmy po sobie i buch do okna. Patrzę w dół i nic kurna nie widzę. Zaczynam bie­gać po miesz­ka­niu w poszu­ki­wa­niu kota no i dia­bła nie ma. Krzyknąłem tylko Dorophie, że kot nam chyba się z okna wypin­do­lił. Ta ubrała się w ciągu pię­ciu sekund a w ciągu dzie­się­ciu zna­la­zła się już na dole. Chwilę póź­niej wró­ciła z kotem w rękach. Musiał mada­faka przy­wa­lić ostro o glebę bo dziś pozgi­nany cały i obo­lały stra­szecz­nie ale jakoś nie widać, by coś wię­cej mu się stało. Chodzi — bole­śnie ale jed­nak — je, pije i całym sobą daje do zro­zu­mie­nia, żeby dać mu spo­kój bo go dupa napie­prza. Obmacaliśmy dra­nia i nie poznać, by miał coś zła­ma­nego. Nie rzyga, krwią nie plwa ani nie sra — zna­czy się, że chyba działa choć chwi­lowo nieco na dru­gim biegu.

Bóg kocha pija­ków i głu­pie koty.

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

30 Komentarzy do “Kot — samobójca”

  1. byte 26/11/2006 do 10:03 # Odpowiedz

    Jako żyję nie widzia­łem głu­piego kota a mia­łem oka­zję obser­wo­wać ich całe legiony. Te twoje praw­do­po­dob­nie udają, nie bar­dzo wiem dlaczego.

    Koty rzą­dzą, gdy­bym znów miał mieć jakieś zwie­rzątko, to kota właśnie.

    • Brzoza 26/11/2006 do 13:26 # Odpowiedz

      Na prawdę nie wiesz dla­czego mia­łyby uda­wać? Ano, żeby nie wpę­dzać Kostasa w kompleksy;)

  2. wzs 26/11/2006 do 10:46 # Odpowiedz

    Koty to wyjąt­kowe stworzenia.

    Swego czasu mia­łem kota, w zasa­dzie to miał go mój brat. Kiedy o brata upo­mniała się na 1,5roku armia, kot znik­nął. Armia odsłała brata do domu– kot się poja­wił nie wia­domo skąd, tro­chę wystra­szony, zdzi­czały i poobi­jany. Potem przez dłuż­szy czas żył sobie spo­koj­nie, robiąc sobie tygo­dniowe wypada i przy­no­sząc pamiątki takie jak: poła­mane żebra, roz­darte ucho, obgry­ziony ogon, wydłu­bane oko i pół uda wyżarte.

    Kot inwa­lida zwany Tigrem nie wró­cił do dziś… ale myślę ze jesz­cze mu się uda, mimo iż to już 7 lat…

  3. Marcin 26/11/2006 do 11:31 # Odpowiedz

    hehehe… masa­kra. Może to i nie śmieszne ale roz­ba­wił mnie ten wpis. Pewnie przez Twój (Pana) spo­sób pisania.

    Holender… Twój (Pański) blog jest jak nar­ko­tyk. Jakiś czas temu zaj­rza­łem tutaj poczy­tac coś o Ubuntu… i od tego czasu jestem tu codzien­nie czy­ta­jąc CoSTowe pery­pe­tie. Naprawdę gra­tu­luję, mało jest w sieci takich blogów.

    Pozdrawiam.

  4. monkey 26/11/2006 do 12:17 # Odpowiedz

    Jezu, ale się uśmia­łem. Prawie się popła­ka­łem ze śmiechu.

    Pozdrów kicię. :)

  5. RevPeter 26/11/2006 do 12:26 # Odpowiedz

    No cóż, wyjąt­kowa rodzina, to i wyjąt­kowe koty (za płoty).

  6. dRaiser 26/11/2006 do 12:53 # Odpowiedz

    Są koty i istoty, które się pod koty nie­udol­nie pod­szy­wają. Ja sam też głu­pich kotów jesz­cze nie widzia­łem — musisz mieć farta cho­ler­nego albo biedne futrzaki muszą u Ciebie wybie­rać „mniej­sze zło” ;].

  7. Biter 26/11/2006 do 12:56 # Odpowiedz

    Kot samo­bójca — nie­zły motyw, pew­nie miał Ciebie dosyć..a tak serio to pew­nie zapra­gnął zapo­lo­wać na prze­la­tu­ją­cego ptaka, a że się super­mena naoglądał… ;)

    Ale tak na mar­gi­ne­sie to ty prze­cież jakby wysoko w tym bloku miesz­kasz… prze­dziwne że on to prze­żył, no chyba że stra­cił przy oka­zji jedno ze swo­ich kocich żyć :)

  8. btd 26/11/2006 do 15:44 # Odpowiedz

    Co prawda kotow nie lubie, ale za mecze­nie to kto­rys moglby zro­bic ci pazur­kami puz­zle na twa­rzy. :->

  9. Dinven 26/11/2006 do 16:13 # Odpowiedz

    koty są inte­li­gentne — zgod­nie z tą tezą Twój kot miał hmm… dość „cie­kawe” życie. Najwyraźniej ostro mu zala­złeś za skórę;)

    Ja sama zwie­rzaka nie mam i mieć nie będę dopóki się nie wypro­wa­dzę od rodzinki. Na razie każde pyta­nie o kota koń­czy się stan­dar­dową odpo­wie­dzią: „jed­nego już masz”. Heh. Stary dow­cip. I rodzi­cielki nie prze­ko­nują stwier­dze­nia, że ten w mojej gło­wie czuje się samotny~~.

    morał z tego taki: jak masz zwie­rzaka, to o niego dbaj, psy­chikę też należy brać pod uwagę;)

  10. PitMac 26/11/2006 do 19:57 # Odpowiedz

    A może to pies prze­brany w skóre kota??? ;)

  11. Hadret 26/11/2006 do 20:55 # Odpowiedz

    Farciarz. Kota nigdy nie mia­łem, od dziecka tylko piechy (:

  12. Piotr / savek 26/11/2006 do 22:14 # Odpowiedz

    Costa, Twój blog zaczy­tuję coraz z więk­szą cie­ka­wo­ścią… Tekst poło­żył mnie na podłogę… :)

  13. YaaL 26/11/2006 do 22:46 # Odpowiedz

    Głupi to tu nie­stety jest tylko i wyłącz­nie wła­ści­ciel tych kotów…

    Dużo punk­tów tym wpi­sem u mnie stra­ci­łeś, Costa.

  14. CoSTa 26/11/2006 do 23:18 # Odpowiedz

    [b]byte[/b]: cho­dzą głu­pie koty po ziemi, oj cho­dzą. nie chce mi się przy­ta­czać histo­rii takiego jed­nego, z któ­rym miesz­ka­łem za stu­denc­kich cza­sów. matołka. zresztą matka frani wspomnianej.

    [b]brzoza[/b]: cał­kiem traf­nie i pew­nie cał­kiem blisko :)

    [b]wzs[/b]: bar­dzo ładna histo­ria z tym tige­rem. trzy­mam kciuki choć 7 lat to fak­tycz­nie kawał czasu…

    [b]marcin[/b]: a dzię­kuję i pro­szę — TY jest jedyną tu akcep­to­walną formą odno­sze­nia się do sie­bie. maskuje to ład­nie moje 31 wiosenek :)

    [b]monk[/b]: kicia pozdro­wiona choć w sumie nie wiem czy cokol­wiek dotarło. nażarło się toto, kuwetę odwie­dziło i śpi dalej. ot wie co dobre.

    [b]revpeter[/b]: eee tam, jaka tam wyjąt­kowa rodzina. nam, o dziwo, TEŻ nie star­cza do pierw­szego. jak widać — wręcz kla­syka pol­skich rodzin (niestety :/)

    [b]draiser[/b]: już na szczę­ście nie liczba mnoga :). ja wiem czy mniej­sze zło? wikt i opie­ru­nek ma. w zamian nic nie musi więc myślę, że hun­cwot jakoś rady daje.

    [b]biter[/b]: wysoko, nie? tak sobie pomy­śla­łem co by z czło­wieka zostało, gdyby tak przy­grzał z pią­tego o glebę… znam takich, co prze­żyli wyskok i z siód­mego ale nie skoń­czyło się to tylko ogól­nym bólem tyłka. bóg kocha koty…

    [b]btd[/b]: ekhem, naj­pierw musiałby hun­cwot przejść moją zaporę z szybko i mocno kopią­cych stóp, póź­niej zaporę z szybko i mocno walą­cych pię­ści a na sam koniec musiałby sobie pora­dzić z gry­zącą mu gar­dziel moją szczeną. i naj­dziw­niej­sze: ja naprawdę lubię tego kota :)

    [b]dinven[/b]: błąd w zało­że­niu widzę — o tym, że koty są inte­li­gentne. z autop­sji wiem i widzę: NIE są. wredne — być może. kre­atywne w oka­zy­wa­niu nastro­jów — na pewo. ale nie mylmy tego z inte­li­gen­cją. zła teza :)

    [b]pitmac[/b]: na pewno nie. powie­działa by nam o tym pani wete­ry­narz, która hun­cwota kro­iła. no chyba że jej to tak samo obo­jętne jest, jak mnie :)

    [b]hadret[/b]: jak się hun­cwot skoń­czy to wiem, że żad­nego futra wię­cej w domu mieć nie chcę. zna­czy jak doro­pha tup­nie nogą to oczy­wi­ście futro w domu będzie ale przy moim peł­nym braku akcep­ta­cji. ze zwie­rząt domo­wych sta­wiam na ŻÓŁWIE! cudny stwór — możesz jechać na dwa mie­siące na waka­cje a taki ste­powy po pro­stu to prze­śpi. feno­me­nalny wynalazek :)

    [b]piotr[/b]: a dzię­kuję i pozdrawiam :)

    [b]yaal[/b]: yaal, nie prze­zy­waj się, nie­ład­nie tak — o kul­tu­rze i wycho­wa­niu nie­zbyt to świad­czy. co to, jakiś kon­kurs pięk­no­ści czy co? nie gram w żadne punk­to­wane gierki. skoro temu kotu tak ze mną źle to bierz go — uło­żony, nie­agre­sywny, czy­sty, zdrowy (nooo… teraz nieco obity przy­wa­le­niem w glebę), przy­ja­ciel­ski, gar­nie się do dzieci… opłacę dowóz jakimś kurie­rem. co, nie bie­rzesz? tak myśla­łem… więc może pozwól nam sobie dalej razem współ­ist­nieć na naszych zasa­dach, okej?

  15. Dinven 27/11/2006 do 12:11 # Odpowiedz

    CoSTa, dla­czego zła teza?;)

    Koty są inteligentne

    ergo

    mają inte­li­gen­cję emo­cjo­nalną na wyso­kim pozio­mie (czyli „kre­atyw­ność w oka­zy­wa­niu nastro­jów” też się w to wlicza)

    ergo

    bar­dzo „wyraź­nie” odczu­wają nega­tywny sto­su­nek wła­ści­ciela do nich samych

    ergo

    jako stwo­rze­nia inte­li­gentne nie lubią się narzu­cać lub po pro­stu szu­kają wyj­ścia z sytuacji

    ergo

    jeśli drzwi zamknięte, miesz­ka­nie w bloku

    ergo

    jedy­nym „wyj­ściem” jest okno. I co z tego że na pią­tym pie­trze, praw­dziwy kot nigdy by nie zwró­cił uwagi na taką drobnostkę;)

    Wszystko się ład­nie uzu­peł­nia. Negatywne nasta­wie­nie do kotów aż wyłazi z Twojego wpisu;)

  16. ciotka's eleni 27/11/2006 do 13:44 # Odpowiedz

    Z domo­wymi zwie­rze­tami i ich wla­sci­cie­lami roz­nie bywa. Ta sla­bosc to czwo­ro­no­gich przy­ja­ciol moze stac sie chorobliwa.Znam nie­kto­rych (cze­sciej sa to kobiety), kto­rzy bar­dziej dbaja o swoje stado kotow lub psow niz o swo­ich bli­skich. Costas wie kogo z rodzin­nego sro­do­wi­ska mam na mysli i to nie jest wyjatek.

    Stwierdzam tez ze wraz ze wzro­stem stopy zycio­wej ludzi wzra­sta ilosc ziwie­rzat domo­wych na nie­ko­rzysc dzieci. W Grecji od kil­ku­na­stu lat mamy niz demo­gra­ficzny i sytu­acje ratuja emi­granci zwlasz­cza ci z Albanii, za to w co dru­gim domu znaj­dziesz psa lub kota.

    Sporo jest tez bez­pan­skich zwie­rzat domo­wych, liczba ich wzra­sta zwlasz­cza latem kiedy ich wla­sci­ciele pozby­waja sie ich aby udac sie na wakacje.

    Osobiscie uwa­zam ze aby miec domo­wego zwie­rzaka trzeba miec ku temu warunki a male miesz­kanka w kamie­ni­cach lub w blo­kach ktore z tru­dem miesz­cza ludzi tych warun­kow nie spelniaja.

    • btd 27/11/2006 do 16:59 # Odpowiedz

      zdzi­wi­la­bys sie cio­ciu ;-), wszystko zalezy od wlasciciela.

  17. adremja 27/11/2006 do 19:58 # Odpowiedz

    Za to mój piesek(a wła­ści­wie brata) ma zwy­czaj „cho­dze­nia na łosie”. Mieszkam na bli­sko poli­gonu woj­sko­wego przez który prze­biega trasa wędrówki łosi. Pojawiają się one na zimę, a że pie­sek jest „haskopodobny”(sierść jak husky, dłu­gość i łapy jak jam­nik) to jest w swoim raju(tzn tem­pe­ra­tura). W tym pod­nie­ce­niu jak wyczuje jakieś łosie to się wyrywa, ewen­tu­al­nie jak jest spusz­czony to nie musi i gania te biedne łosie. Zresztą podob­nie ma np z sar­nami. Dodatkowo lubi tarzać się w gówienku które znaj­dzie na tymże poli­go­nie. A, że jest to pies brata, który śpi z nim w łóżku itd. to wycho­wany on nie jest…

  18. doropha 27/11/2006 do 20:14 # Odpowiedz

    dobra psuję opi­nię kostasa twar­dziela… u niego har­dość w kon­tak­tach ze zwie­rzę­tami koń­czy się na glę­dze­niu co to nie on i jak bar­dzo któ­remu brzydko nie zrobi… pew­nie będzie zaraz krzy­czał, że nie­prawda, ale rze­czy­wi­ście głów­nie papla, a niech no tylko ktoś go nakryje z jakim uczu­ciem go mizia i przytula…

    koniec mam przegwizdane:)

    a poza tym to dziś kot był u leka­rza, bo mnie błedne spoj­rze­nie spo­koju nie dawało; prze­świe­tli­li­śmy dra­nia wzdłuż i wszerz dostał leki przeciwbólowe…ogólnie wycho­dzi na to, że zdrów i cały nie­na­ru­szon tylko zadek lekko obity mu został, stąd humor i spoj­rze­nie nietęgie…

    a na takie kotki które spa­dają z okien — podobno sezo­nowo są nasi­le­nia lotów — wete­ry­na­rze mówią spa­do­chro­nia­rze; na wio­snę jest wysyp, choć jesie­nią też się zda­rza, jak widać na załą­czo­nym obrazku:)

    • byte 29/11/2006 do 12:54 # Odpowiedz

      Zaiste, wiele masz racji. Moje koty latały wiel­krot­nie, tyle że z trze­ciego pię­tra. Żad­nemu nigdy nic się nie stało. Też bym chciał tak umieć.

  19. Hadret 28/11/2006 do 09:15 # Odpowiedz

    Warunki nie mają wiel­kiego zna­cze­nia pod warun­kiem, że dba się o zwie­rzę. Jeśli jest to np. duży pies, to on potrze­buje dużo ruchu (chyba, że już sta­ro­winka). Nie zna­czy to jed­nak, że nie­zbędna staje się willa z wiel­kim ogro­dem. Wystarczy raz dzien­nie pójść z nim na daleki, np. 2 godzinny spa­cer (jak ostat­nio zro­bił to btd :P) i pozwo­lić mu się wyganiać.

    A jak się ma małe psy, to czego im do szczę­ścia potrzeba? Odrobina spo­koju, wysko­czyć 3–4 razy na 10 minut i wszystko (:

    • adremja 28/11/2006 do 11:43 # Odpowiedz

      Ależ z pie­skiem wycho­dzi się rano na 10–20 min. Po pułud­nio 14:00–16:00 na jakąś godzinę do lasu i wie­czo­rem 20:00–21:00 na jakieś 30 min. A jak brat dosta­nie jesz­cze karę na wycho­dze­nie z domu to pies ma dodat­kowy spa­cer jakieś 3-4h :)

      Ale chyba się cze­goś nauczył bo osta­nio jak uciekł i nie było go trzy dni, oka­zało się, ze cze­kał na działace(200m od bloku) był pogry­ziony, lekko wychu­dzony i miał opuch­nięty pysk. Teraz juz nie jest takim hop siup łoś, sarenka :)

  20. ciotka's eleni 28/11/2006 do 10:32 # Odpowiedz

    bdt: rze­czy­wi­scie, zdzi­wi­lam sie! hehehe!

    doro­pha: Hi! tak rzadko poja­wiasz sie na stronce. Pewnie temat cie poru­szyl. Skadinad wiem ze bar­dzo lubisz zwie­rzeta domowe. Nie musisz uapra­wie­dli­wiac Costasa, my go prze­ciez bar­dzo dobrze znamy, to skrzy­zo­wa­nie polnoc­nego z polu­dnio­wym tem­pe­ra­men­tem a z tego nic dobrego nie wynika

    • CoSTa 28/11/2006 do 15:22 # Odpowiedz

      no nieee… kobiety, psu­je­cie mi tu repu­ta­cję do jasnej cho­lery! już mnie tu od czci odsą­dzali, już poli­cje pew­nie copo­niek­tó­rzy chcieli wzy­wać i roz­strze­li­wy­wać za drę­cze­nie zwie­rząt a tu pro­szę, się oka­zuje, że… dobrze by zrobili! :)

      dobry kot to kot prze­ro­biony na kap­cie. kie­dyś zro­bię sobie takie kap­ciory — to dopiero będzie widok!

      i ja bar­dzo pro­szę się tu od północno-południowego tem­pe­ra­mentu odtrąb­ko­wać. jestem cudny, jestem jedyny, jestem papa CoSTa! :)

      a tak serio — wali mi kom­plet­nie. ten dzień w robo­cie zupeł­nie mnie wykoń­czył :/. sorry ludzie za ewen­tu­alne obra­ża­nie czy­ichś uczuć reli­gij­nych wzglę­dem kotów. futro i tak naj­le­piej wygląda na kształt­nej bru­netce więc… ;)

  21. ciotka's eleni 29/11/2006 do 08:29 # Odpowiedz

    Przypomina mi to kawal o face­cie ktory codzien­nie rano spo­gla­da­jac na swoj wize­ru­nek w lustrze mowi: dzieki ci boze ze obda­rzy­les mnie uroda, zdrowiem,madroscia, bagac­twem i.t.p. a przede wszystkim.….pokora i skromnoscia!

    Caluski!!!!!!!!!

    • RevPeter 29/11/2006 do 18:56 # Odpowiedz

      Ja sły­sza­łem też: Mężczyzna jest głową rodziny, a kobieta szyją, która tą głową kręci. :)

  22. CoSTa's Family Page 29/11/2006 do 08:50 # Odpowiedz

    Jestem z krwi i kości face­tem. Takim typo­wym do bólu, prze­cięt­nym kole­siem z nad­wagą, wyra­zi­stymi poglą­dami poli­tycz­nymi, kon­solą, kom­pu­ter­kiem i w sumie to wszystko, co składa się na moją codzien­ność. Niewiele i śred­niacko aż do wspo­mnia­nego bólu. Od sta

  23. CoSTa's Family Page 19/05/2007 do 19:02 # Odpowiedz

    Nasz kot nie ma z nami lekko. Ja sys­te­ma­tycz­nie pró­buję nauczyć go zara­biać na sie­bie i spusz­czać po sobie wodę, Doropha stara się wyko­pać mu ze łba pomy­sły na dra­pa­nie wszyst­kiego prócz spe­cjal­nie dla niego kupio­nej dra­paczki, opie­kunka Wandzia generalni

  24. CoSTa's Family Page 30/07/2007 do 20:10 # Odpowiedz

    Ja, wie­lo­letni oglą­dacz hor­ro­rów klasy róż­nej ale z prze­wagą tej niskiej i bar­dzo niskiej. Ja, „pro­sty, mocny chło­pak z gór” jak nazwał mnie swego czasu mości Rogalik. Ja, pogromca orków, gobli­nów, wam­pi­rów, alie­nów i dia­bli wie­dzą czego jesz­cze, a co zap

Dodaj komentarz