No i mam zakup najbliższy zaplanowany. Dopadło bowiem dziś Dorophę na grzebanie w naszych starych śmieciach a to oznacza także przejrzenie sporawego pudła z kasetami. Dziesiątki albumów, setki wydanych złotych… I nikt tego ne słucha, wszak kasety to już nie to a taśma po np. dziesięciu latach leżenia w pudle raczej nie brzmi dobrze. Szkoda :/
ALE
Znalazłem kilka cukierków, które po prostu mieć muszę. Wśród nich przefenomenalną płytę kapeli RSC co to się zowie Parakletos (próbki dają niezłe pojęcie o co tu loto). Przepiękne granie i za 30 złociszy plus koszty wysyłki… Taką muzę to ja zawsze, ja chętnie… No a do tego naciąga mnie tu strasznie Raiden (spoko Radzia, jak tylko wypłatę dostanę bo sam wiesz najlepiej jak u mnie z kasą ;)) na najnowszą ich płytkę… No i zdaje się, że mam chyba jakąś płytkę zaległą z repertuaru Aural Planet — ot by komplet zgromadzić wreszcie…
Listopad zapowiada się muzycznie. Szefowo! Powalcz tam proszę o tę moją podwyżkę bo sama widzisz jak jest — chcę się ukulturalniać, być legalnym a firma, w której robię, skazuje mnie po prostu na piractwo i bycie przestępcą :)
KASO! PRZYBYWAJ! Już ja się tobą zajmę…








To może i po Lao Che sięgniesz? Jak szaleć, to szaleć (:
Raiden zawsze namawia ;)
Lao Che — popieram.
Jak Sundial, to może coś od Ultimae? Nowiutki downtempowy Fahrenheit Projrect: Part Six, czy troszkę głębsza Oxycanta. Szczerze polecam.
RSC — ParakletosNajpierw zespół usłyszałem w radio Afera. Tam puszczali i puszczają czasem taką muzykę, że głowa mała… Anyway, tamże po raz pierwszy usłyszałem RSC i tamże od razu poznałem się z płytą Parakletos.Zakochałem się…Nieco później, zaraz po