Swego czasu opisywałem na tym blogu doskonały jak mi się wydawało programik do mass renamingu — purr. Twór typowo linuksowy, będący skryptem do Nautilusa robiącym w bardzo dobry sposób swoje. Program „sprzedał” mi nieoceniony Byte i muszę przyznać, że w kategorii programistycznych perełek, bez których żyć nie sposób — zajmował bardzo wysokie miejsce. Ale czasy się zmieniły, siedzę teraz na Maku i purra bardzo mi zabrakło. Szukałem jakiegoś jego zamiennika i każdemu ze znalezionych programów czegoś brakowało. A to niezbyt kompleksowo dało się te pliki zmieniać, a to program nie pozwalał na zbyt wiele, a to trzeba było płacić… Trzaskanie akcji w Automatorze też nie było jakimś sensownym rozwiązaniem bo to jednak trochę porobić trzeba, by coś sensownego z Automatora w tym temacie wyciągnąć.
Do dziś. Właśnie odpaliłem narzędzie do idealnego mass renamingu. No, prawie idealnego, zabrakło mi w sumie tylko jednego feature ale wierzę, że się pojawi, gdy zaspamuję autora softu pomysłem :). Renamer4Mac, bo o tym programie mowa, może w kwestii zmieniania nazw prawie wszystko. Można śmiało porównać możliwości tego programiku do tego, co oferuje windowsowy Total Commander (a oferuje sporo). Mam wrażenie, że miejscami zdrowo Renamer4Mac zostawia Total Commandera w tyle. Na pewno zaś jest tym wszystkim, czym purr być powinien i oferuje to wszystko, czego w purrze brakuje (przynajmniej brakowało kiedy z niego korzystałem).
Przede wszystkim — chluba makowych aplikacji — prostota obsługi. Zainstalowałem program i pięć minut później miałem pozmieniane nazwy kolekcji fotek. Żadnego helpa (pod tym względem purr to idealna linuksowa aplikacja — bez man’a ani rusz ;)) nie potrzeba, prostsze to o wiele niż w Total Commanderze. Prosty przykład intuicyjności obsługi programu: po zassaniu kilkunastu albumów z jamendo.com, zachciało mnie się wywalić w cholerę doczepiany do nazwy albumu sufiks z informacją skąd to wzięte zostało. W Renamer4Mac robi się to trzema kliknięciami i wpisaniem ilości znaków, które mają być urżnięte z nazwy katalogu (tu zwie się to „teczka” — nie mogę się przestawić :)) licząc od prawej strony. I to wszystko. To się od ręki robi bo wszystko jest jasno i przejrzyście opisane i możliwe do wyklikania. TAK właśnie powinien purr wyglądać. Bo owszem, w purrze jak najbardziej pewnie to można zrobić ale co się człowiek ostęka czytając co i w którym miejscu, po którym przecinku wpisać…
Dobry soft! I darmowy… That’s the way I like it! :)








Ciekawy, ciekawy program…a jesli chodzi o jamendo i automatora to ja zrobilem sobie w wolnej chwili plugin do Findera, ze ja mi sie sciagnie przez torrenta nowy album z jamendo to wszystkie utwory z tego serwisu laduja w jednej playliscie od razu. Musze tylko wykombinowac jak to zautomatyzowac nomen omen, bo narazie musze na folderach plikac za kazdym razem…moze tajemnica tkwi w folder actions?
a massreplaceit znasz?
Purrr jest niezły, jest jeszcze Thunar, który ma specjalnie dopisany, praktycznie rzecz biorąc odrębny, programik do masowej zmiany nazwy. Tyż bardzo intuicyjny (: Jednak żaden z nich nie wygląda tak dobrze…