Menu serwera

Faceci vs. Kobiety

Jestem z krwi i kości facetem. Takim typowym do bólu, przeciętnym kolesiem z nadwagą, wyrazistymi poglądami politycznymi, konsolą, komputerkiem i w sumie to wszystko, co składa się na moją codzienność. Niewiele i średniacko aż do wspomnianego bólu. Od standardowego wizerunku faceta być może różni mnie to, że nie palę (trzymam się! :)), nie piję (ostatnio nic a nic), żony i dziecka nie biję, piłka kopana interesuje mnie średnio, skoki narciarskie uważam za nudę a z ostatnio popularnych sportów to jeno siatkówka wydaje się być w miarę sensownym sportem i wartym oglądania. Bo żeby tyłek ruszyć to broń boże :).

Okej, z całej tej wyżyny mojego średniactwa powiadam wam: kobiety są inne. Czasami to wręcz kompletnie odmienny gatunek, innym znów razem – dzieli płcie przepaść nieprzebyta ale coś przynajmniej wtedy łączy faceta i kobitkę: to, że nad nią stoją razem. Po przeciwnych stronach ale przecież nad tą samą przepaścią. I nie chodzi tu o to, która płeć jest lepsza czy też „ma rację” (cokolwiek przez to rozumieć bo kto to rozstrzygnie?) robiąc to, co robi i zachowując się tak, jak się zachowuje. Po prostu różnimy się straszecznie.

Za przykład posłuży mi Doropha i da Majek. Doropha to kobitka już ukształtowana, wyrosła z młodzieńczych ekstrawagancji, matka, żona i – być może – czyjaś kochanka :). Da Majek to gówniara z nieco ponad trzyletnim życiowym doświadczeniem, która jednak już teraz zdradza objawy bycia płcią do mnie przeciwną. Materiał poglądowy uzupełniam pamięcią o wszystkich poznanych mniej lub bardziej kobietach, dziewczynach i dziewczynkach. Co się z tego wyłania? Ano to, że łączą nasze płcie pewne pojęcia ale jak te pojęcia mają wyglądać w praktyce – to już kompletny rozjazd jest.

Zacznijmy od przykładu podstawowego i zasadniczego: wydawanie pieniędzy. Po to pracujemy, by na coś to siano wydawać. Trzeba przyznać kobietom, że mają jakiś instynkt i środki na przetrwanie zabezpieczyć potrafią w sensie, że jakoś potrafią wyliczyć, by do pierwszego starczało. Ale kiedy przychodzi do wydawania pieniędzy w sklepach – różnice są zasadnicze. Czy zwróciliście uwagę na to, że facet wydaje siano nawet chętniej od kobiety ale wywala je zasadniczo na jakieś trwałe wartości/rzeczy? Ot na ten przykład gierka. Moja żona w życiu nie wydałaby pieniędzy na grę, o ile jej nie sterroryzuję i nie zakrzyknę, że ową mieć chcę choćby nie wiadomo co. Uważa, że to bzdura i rzecz z gruntu nieprzydatna. Ma rację do czasu skończenia się jej flakonika perfum. Podczas gdy ja ciągle naparzam w swoją gierkę za 50 złotych, moja żona wydaje wielokrotność tej sumy tylko i wyłącznie po to, by powietrze wokół niej pachniało inaczej. Czy jest coś mniej namacalnego niż zapach unoszący się w powietrzu??? Coś się w kuchni przypali, ktoś w tramwaju puści bąka i już można zapomnieć o sensie wydatku wielokrotności sumy mojej gierki. O tym, że gierka to wartość ponadczasowa, trwała, możliwa do postawienia na półce i do wielokrotnego używania – o tym już nawet nie wspominam. Ja po prostu wydaję pieniądze na rzeczy użyteczne, ot co. Czy takie np. gazetki. Kiedy już kupuje Doropha jakieś, to koniecznie z milionem próbek kremów, balsamów, szamponów czy czego tam jeszcze. Po dwóch dniach nie ma po nich śladu a gazetka ląduje w pojemniku na makulaturę bo kto przy zdrowych zmysłach będzie te idiotyzmy czytał? Ja mając nieco wolnych środków wolę kupić gazetkę z filmem. Korzystamy obydwoje, dom wzbogaca się o dodatkowy element świadczący o naszym kulturalnym rozwoju… No i nie można pominąć propagandowego wydźwięku takiego zakupu dla naszej córki. Przecież takim zakupem wprost wręcz sugerujemy: nie świecidełka, nie duperele tylko prawdziwa artystyczna wartość i rozwój duchowy… Okej, może tytuły z serii „Najkrwawsze horrory wszechczasów” nie są zbyt duchowo rozwojowe ale przecież wiecie o co mi chodzi. Chodzi o pewną zasadę: pragmatyzm ponad iluzoryczną wartość flakonika z perfumami.

Skoro przy perfumach i kosmetykach jesteśmy – zna to każdy facet mieszkający z kobietą: poranny rytuał kobiecego wyjścia do pracy czy dziewczęcego ruszania do szkoły (wtedy chyba nawet jest gorzej). Niech ktoś mi wytłumaczy, bo jak do tej pory nikt nie potrafił tego zrobić, dlaczego kobiety na higienę i wygląd muszą przeznaczać wielokrotność czasu, jaki przeznaczamy na to my – faceci? Przecież to, że (wliczając golenie) siedzimy w łazienkach średnio trzykrotnie krócej, nie oznacza, że jesteśmy trzy razy brudniejsi! Ba! Odważę się na stwierdzenie, że jesteśmy częstokroć o wiele czyściejsi od tych ponoć tak dbających o higienę kobiet! Wytłumaczeniem tego siedzenia może być ilość niezbędnych do prawidłowego działania kobiety kosmetyków. No bo to trzykrotnie dłuższe siedzenie zaczyna stawać się zrozumiałe, gdy zajrzy się na półkę z kosmetykami: szampon wzmacniający kolor, szampon ułatwiający rozczesywanie, szampon wzmacniający końcówki włosów, szampon przeciwłupieżowy… To TYLKO szampony!!! Każdy minimum 8 PLN sztuka… To wszystko i o wiele więcej potrafi zdziałać mój ulubiony szampon „brzozowy” – ok. 3 PLN sztuka.

Czy ktoś normalny pomyślałby w ogóle o tym, że istnieją różne rodzaje kremów dla różnych części ciała? Krem do powiek, krem do szyi, krem do policzków, krem do rąk, krem do stóp, krem do dupy… Szkoda, że nie ma osobnych kremów do lewego czy prawego policzka. Każdy minimum 30 PLN. A to dopiero początek kremologii o czym przecież każdy żyjący z kobietą facet wie. Nie raz pytałem się zdziwiony żony jak to jest, że jej skóra „oddycha lepiej” będąc kompletnie zapchaną warstwą kremowego tłuszczu czy jakiejś innej wsadzonej tam chemii. Nie mam odpowiedzi na to pytanie. Skóra jest po prostu lepsza i bardziej natłuszczona kiedy wali się na nią kilkanaście rodzajów kremów. Ja nie smaruję się niczym i o natłuszczenie martwić się nie muszę, o zmarszczkach już nawet nie wspominając.

Inna tajemnicza dla mnie i związana z kosmetykami kwestia – kąpiel. To nie dotyczy tylko mojej żony ale ogólnie kobiet bo wszystkie mi znane twierdzą to samo. Ale zacznijmy może od doświadczenia fizycznego: napuść do wanny wody. Wejdź do wanny. Wyjdź z wanny. Wytrzyj się ręcznikiem byś nie był (sic!) mokry. Czy twoja skóra jest sucha? Otóż wbrew fizyce, logice i boskim nakazom – kobieta po zanurzeniu się w cieczy ma skórę SUCHĄ! Zaś skóra sucha wymaga natychmiastowego smarowania, wklepywania, namaszczania i diabli wiedzą, czego jeszcze. Moja drobna sugestia, że może po zeskrobaniu wszystkich warstw kremów, olejków, oliwek, płynów do kąpieli i czego tam jeszcze – może po tym skóra wreszcie miałaby jakiś kontakt z wodą i stałby się magicznie mokra – ta moja drobna sugestia zazwyczaj jest kwitowana wzruszeniem ramion i fochem. Tu się dzieje jakaś magia ale ja jej nie ogarniam po prostu.

Mamy w domu telefon stacjonarny z tepsianym abonamentem. Zlikwidować nie idzie bo to dobro nabyte wraz z wynajęciem mieszkania. Ot muszę tolerować. Z pewnym jednak zdumieniem widzę rachunki za ów telefon, tym bardziej, że jeśli z dwie rozmowy w miesiącu z niego wykonam, to jest dobrze. Gada Doropha. O zgrozo – zazwyczaj na czyjś koszt (bo do niej dzwonią). Czemu zgrozo? No bo w takim razie ile trzeba się sumarycznie nagadać, by mimo zasadniczo niepłacenia za rozmowy, nabić rachunek dwukrotnie wyższy niż mój za komórkę (przez którą gadam całkiem sporo)??? I ja tu tylko o stacjonarnym piszę, o doładowaniach komórkowej karty nawet nie wspominam… No ale w sumie co ja się dziwię, skoro można a nawet trzeba tę samą historię opowiedzieć przynajmniej czterem koleżankom. Inwestujcie w akcje spółek teleinformatycznych! Na samą myśl, że koleżanki natychmiast po skończonej rozmowie łapią słuchawkę (a właściwie to jej nie wypuszczają) i kręcą do kolejnych swoich koleżanek… Spółki teleinformatyczne ZAWSZE będą przynosić zyski. ZAWSZE.

I tak to można ciągnąć, do czego serdecznie zapraszam. Ni cholery nie podejmuję się jednak stworzenia kompletnego katalogu odmiennych zachowań pomiędzy płciami. Ja chcę żyć a nie ugrząźć na resztę życia przed klawiaturą.

ogólne :)

PS. jakże słodko smakuje… ZEMSTA!!! O tak żonko, mszczę się za Twój obnażający mnie komentarz :). A wszystkim jasno i wyraźnie niniejszym podaję do wiadomości, że powyższe jest oczywiście niesmacznym żartem w typowo moim stylu. A najzabawniejsze w nim jest to, że gdyby moja żona nie robiła tych wszystkich rzeczy to… pewnie nie byłaby moją żoną. Bo chyba właśnie przez te nasze rozjazdy choćby w kwestii suchości skóry pokąpielnej (muszę jakąś skalę stworzyć dla tej przypadłości :)), wielbię tę moją żonkę najbardziej na świecie! Luv’ya Doropha, nawet (a może szczególnie wtedy) kiedy kapie z Ciebie oliwka ;)

24 odpowiedź do Faceci vs. Kobiety

  1. ninja Listopad 29, 2006 o 09:28 #

    podoba mi się wstęp – stoimy nad tą samą przepaścią! jakie to… głębokie ;) przyjemnie się czytało.

  2. Hadret Listopad 29, 2006 o 11:12 #

    How sweet… Przeczytałem z przyjemnością i od razu humor skoczył mi kilka oczek w górę, thx! (:

  3. Biter Listopad 29, 2006 o 12:38 #

    Stary dobry CoSTa’s style, dobra robota!

    Świetny tekst i prawdziwy :)

  4. byte Listopad 29, 2006 o 12:52 #

    Po raz kolejny przekonuję się, że jestem inny. Nawet żonę mam inną. Z wszelkich wymienionych tu przypadłości rozpoznaję tylko jedną – ciągnące się w nieskończoność rozmowy telefoniczne. Co zresztą też może się skończyć, bo małżowinka próbuje namówić koleżanki do zainstalowania i używania Skype’a. Całą reszta jest mi kompletnie obca. Dziwne, nie? :)

  5. zx Listopad 29, 2006 o 13:33 #

    Oj, biologii się nie uczyło. Przecież warstwa lipidowa po umyciu skóry przestaje istnieć i za każdym razem musi być ponownie wytwarzana. Więc skóra faktycznie jest mokra tylko po wyjściu, bo nie potrafi zatrzymać w sobie tej wody z wanny. ;) To tak w obronie…

    • doropha Listopad 29, 2006 o 16:33 #

      bardzo dziękuję za delikatne wsparcie, ale costa i tak tego nie pojmie:)

  6. Dinven Listopad 29, 2006 o 13:46 #

    huh, całkowite niezrozumienie kobiecych potrzeb(; jak można narzekać że kobieta zadbana? Chciałoby się, oj chciało by miała gładką skórę, ładnie pachniała (perfumy to konieczny wydatek – jedne, a dobre, dopasowany zapach), a kiedy trzeba płacić – to już wrzask i niezrozumienie(;

    Oczywiście z niczym nie należy przesadzać (pominę już fakt że w tekście hm… przesada jest widoczna), ale opisany przez Ciebie przypadek Dorophy nie jest jeszcze hardcore’owy, więc zagryź zęby i się przyzwyczaj(;

  7. opi Listopad 29, 2006 o 13:53 #

    Ja.. ja.. powstrzymam się od komentarza. Zdecydowanie.

    Emil. Obecnie słomiany wdowiec. ;-)

    ps. Tak, mam ubrania na ziemi, trzy komputery i kolekcję butelek po piwie.

    pps. Nie, mam cztery komputery.

    • btd Listopad 29, 2006 o 19:53 #

      „ps. Tak, mam ubrania na ziemi, trzy komputery i kolekcję butelek po piwie.

      pps. Nie, mam cztery komputery.”

      Też tak chce ;-)

      Ja mam tam nietypowy egzemplarz i w dodatku jak zaczne gadac z kumplami o procesorkach i windowsach to ona potrafi ich zgasic linuxem :) Nie nazekam :)

  8. ish Listopad 29, 2006 o 14:49 #

    a ja..a ja.. hmm chcialem cos napisac w oskarzycielski tonie na moja zone, ale cholera – jeszcze jej nie mam :)

    no ale osoba kandydujaca do tej roli widze ze spelnia wszystkie postawione w costowym tekscie wymagania ;) ergo – na zone sie nadaje :)

    hmm ale czuje sie tez troche inny – bo u mnie np ubrania nie leza na ziemi. A lozko na ktorym spie przykrywam narzuta, co – jak zyje- nie widzialem jeszcze u zadnego faceta

    • opi Listopad 29, 2006 o 15:03 #

      Narzuta? Brzmi jak rzeczy przerzucone z fotela, rano, przed kawą. ;-)

  9. Ania Listopad 29, 2006 o 19:01 #

    Nie ulega wątpliwości: kobiety i mężczyźni są różni. Pewnie wiele z opisanych przez Ciebie zachowań kobiet jest prawdziwych – w końcu kobiety chcą całe życie atrakcyjnie wyglądać więc dbają o siebie i może stąd powiedzenie, że kobieta jak wino im starsza tym atrakcyjniejsza. O Facetach nie ma takiego powiedzenia….

    Właściwie to chciałam zwrócić uwagę na inną rzecz – a mianowicie czy nie przychodzi wam do głowy drodzy Panowie, że sprzeciw wobec zakupu gierek komputerowych tak naprawdę jest sprzeciwem wobec Waszego grania w te gierki?? Wolny czas, którego większość z Was ma i tak niewiele, spędzacie przed kompami zamiast z nami, kobietami.

    A czy złoszczą się Wasze małżonki gdy np kupujecie grę planszową w którą będziecie grali wspólnie (jak choćby scrabble)??

    Wy gracie te swoje gierki – czyli tak jakby was w ogóle nie było – a My kobiety jako istotki społeczne potrzebujemy towarzystwa – stąd te rozmowy telefoniczne, czyli pamiętajcie: im więcej gierek tym wyższe rachunki telefoniczne:) :)

    To pisałam ja – Ania – typowa kobieta, która się maluje, perfumuje, kremuje (ale krócej zajmuję łazienkę niż mój mąż;)

  10. Brzoza Listopad 29, 2006 o 20:11 #

    Tja – już dawno nie było tak fajnego i CoSTowatego wpisu:) Rewelacja – uśmiałem się do łez, szczególnie – że to wszystko takie/// prawdziwe:)

    Osobną klasą są komentarze – tu kolejna porcja śmiechu. Ech – nie ma to jak być w doborowym towarzystwie:)

  11. CoSTa Listopad 29, 2006 o 20:30 #

    [b]byte[/b]: a żebyś wiedział byte – dziwne :). właśnie zgarniam ochrzan od żony i zapowiedź czego to za karę mam jej nie kupić. zdaje się, że takie wpisy to tylko woda na jej młyn :)

    [b]zx[/b]: not true – z autopsji wiem. otóż jak bym nie mył, jak bym nie kombinował to i tak dwie godziny później świeci mi się pysk od rzeczonej warstwy lipidowej. znaczy się taka woda to tylko wyzwolenie :)

    [b]dinven[/b]: pachnę, jestem gładki i pięknie wyglądam bez sześciu szamponów, dwunastu kremów itd. :). przypadek dorophy faktycznie nie jest hardcorowy. bogu niech będą dzięki :)

    [b]opi[/b]: cztery komputery??? nirwana… :)

    [b]btd[/b]: teeej, jeśli twoja kobieta jarzy coś z kompilowania kernela to ty weź jej się poważnie przypatrz. to wiedza niebezpieczna jest :)

    [b]ish[/b]: no to łapaj, trzymaj i już nie puszczaj! serio gadam…

    [b]ania[/b]: ależ są i gry towarzyskie na konsole, takie jak: bijatyki, jeżdżonki ze split screenem, jeszcze nieco bijatyk a na koniec jeszcze trochę bijatyk. no co ja na to poradzę, że moja żona nie jest towarzyska ;). choć czekaj, właśnie podgląda (inwigilacja) mi tu przez ramię i przypomina, że tłukła się ze mną w jej ulubionej (bo jedynej jej znanej) bijatyce o nazwie soulblade. fakt, niezła była. z nikim tak szybko nie wykonywałem perfect KO :)

    [b]brzoza[/b]: grzej komputer i laptopy. jeśli masz i możesz przyjechać – bierz jakiś dysk przenośny. no i wpadaj. pokażę ci kolekcję dorophowych kremów i moich warezów :)

  12. ciotka's eleni Listopad 30, 2006 o 09:14 #

    Usmialam do lez.Pewnie ze jest tak a moze i gorzej gdybys kontynuowal ten tekst i przeszedl na temat garderoby, makijazu, bizuterii i.t.d. Wam mezczyzna wystarczy garnitur, pare koszul, kilka par dzinsow kilka t’sthirtow i dwie pary butow a z nami to jest zupelnie inaczej. Ile by kobieta nie miala ciuchow zawsze odczuwa ich brak. Ot dla przykladu buty: sportowe, do pracy, po pracy, plaskie, szpilki,wieczorowe,do spodni, do sukienki,kozaczki krotkie, kozaki dlugie, kozaki z futerkiem i bez futerka i.t.d.i do tego co roku zmienia sie moda

    I to wszystko dla was aby sie wam podobac wiec nie narzekajcie.

    Jako niedoszla ekonomistka twierdze ze to ma swoja dobra strone bo w ten sposob kobiety maja powazny wklad w napedzaniu koniunktury jako konsumentki.

    P.S. Witaj Aniu, dawno cie tu nie bylo

    • Biter Listopad 30, 2006 o 10:56 #

      Ale jak tu przetłumaczyć kobietom ze tak naprawdę my na te „ozdabiacze obuwniczo-chemiczne” nie zwracamy wogle uwagi? :)Ja osobiście w kobietach bardzo cenie naturalnośc.

      Ten argument (że to dla nas) zawsze mi brzmi jak zwykła wymówka, a najgorsze jest jak kobieta zobaczy ten sam ciuch na swojej koleżance, wtedy koniec świata ;)

  13. Dinven Listopad 30, 2006 o 13:24 #

    Tia, cenicie naturalność gdy jest od razu idealna:))

    A zazwyczaj nie jest tak cudownie i kobieta musi wspomóc Matkę Naturę – zresztą, co jest bardziej godne podziwu – czy ktoś, kto urodził się piękny i bez skazy, czy ktoś mający problemy z wyglądem, a który definitywnie się ich pozbył dzięki własnemu wysiłkowi? Czy przez to jest mniej „naturalny”?:)

  14. Biter Listopad 30, 2006 o 13:53 #

    Jak kobieta ma problemy ze swoim wyglądem to znaczy ze ma kompleksy i próbując to zmieniać robi to tylko dla siebie, a nie dla facetów ;) Co z tego że kobieta się zrobi na lalkę, skoro po przebudzeniu rano będzie już jakby inaczej wyglądać? I jak mamy oceniać urodę kobiecą: przed czy po zabiegach chemicznych? :)

    Każda przesada jest zła, jak to Costa słusznie zauważył żeby zdrowo wyglądać nie potrzeba 28 par butów, super drogich perfum, 17 różnych kremów i innych dziwnych wynalazków. Mydło, szampon, ostatecznie jakiś krem (jeden) i środek na lokalne defekty (no pryszcze) wystarczy :)

  15. Dinven Listopad 30, 2006 o 14:40 #

    piękny byłby świat, gdyby na, jak to zgrabnie nazwałeś, „lokalne defekty” wystarczył jeden środek(;

    Racja, przesada jest zła – ale różni ludzie różnie postrzegają przesadę. I fakt, kilkanaście specyfików to za dużo. Ale jeden krem? Człowieku… Jak masz normalną skórę to się ciesz, że masz farta:)

    Urodę ocenia się imho nie przed ani po, ale za całokształt. Nie sądzę, aby nowo poznana (lub już nie tak nowo) kobieta raczyła rozmówcę z miejsca spisem swoich kosmetyków, przechodzonych zabiegów itp… A jeśli chodzi o żonę – cóż, bywa. Ona cierpi męskie kaprysy, gierki (ja też lubię sobie pograć na kompie, ale 5h non stop strzelanki to lekka przesada…), bardzo „przyziemne” myślenie, nawyki (których to „drobiazgów” też się zazwyczaj nie ujawnia w luźniejszych stosunkach)- więc dlaczego mąż nie miałby przeżyć bez problemu jej manii kosmetyków?(;

    Ogółem – sądzę że dramatyzujecie(;

  16. doropha Listopad 30, 2006 o 18:34 #

    po pierwsze primo kochany mój jedyny szanowny małżonek tylko dlatego pozwala sobie na takie wpisy, że ma pełną świadomość, jak bardzo lubię jego przesadyzm i szczerze jego wpis mnie rozbawił prawie że do łez, a jak mu powiedziałam że właściwie to mógłby mi wreszcie kupić jakieś perfumy to się załamał, bo nie o takie wnioski mu chodziło… ale co się dziwi przecież się różnimy;

    co do ilości kosmetyków, to każda moja koleżanka bije mnie na głowę i on sobie z tego doskonale zdaje sprawę… perfumy dostaję od mamy, bo nasze finanse nie wystarczają niestety na kupno:( krem kupuję jak się kończy, w wannie lubię poleżeć owszem, bo to jedyne miejsce, gdzie mam choć przez chwilę swięty spokój choć pukają do mnie regularnie, jak nie majka to szanowny małżonek nawet kot drapie, dobrze że żółw nie dostaje do klamki i tej swojej godziny będę strzec zawsze… konieczność używania balsamu tudzież oliwki po kąpieli dla costy pozostanie na zawsze niezrozumiała, więc nawet nie probuję tłumaczyć… babskie gazetki dostaję od mojej nieocenionej teścióweczki (najlepszej na świecie), na co dzień tylko wyborcza, a jak coś uzbieram to kupuję książki, łażenie po sklepach mnie męczy i wcale nie lubię, po pół godzinie boli mnie głowa i generalnie zmęczona jestem cały dzień wolę pójść na piwo:) a co do makijażu jak każdy krótkowidz szukam rano oczu;

    ale dawno dawno jeszcze przed ślubem costa popełnił w moim kierunku ?list miłosny? zawierający matematyczny wzór na dorka, czyli mnie, a właściwie mój potencjał, list zakończony jak przystało na wywód matematyczny słowami ?co należało dowieść? i udowodniono w nim bezsprzecznie że bez makijażu nie mam potencjału:), czy mogłam go nie poślubić:)

    • Dinven Listopad 30, 2006 o 19:09 #

      Rozbawiłaś mnie komentarzem tak samo jak CoSTa swoją notką – brawo, tylko pogratulować:) Naprawdę zgodne pożycie:)

      Trzymać tak dalej(;

    • Biter Listopad 30, 2006 o 19:26 #

      Dobry tekst, dajesz rade! :D

    • brzoza Grudzień 2, 2006 o 00:02 #

      To ja proszę o dosłowny cytat tego listu! Mój Boże – brat popełnił list miłosny?! Ja to MUSZĘ przeczytać:)

      Fajny wpis Dodotko:)

  17. ciotka's eleni Grudzień 4, 2006 o 11:18 #

    23 wpisy, widze ze tematy damsko-meskie sa jeszcze wciaz popularne…

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Słucham… 2006.11.28

Dziś nieco mniej albumów niż zwykle. A obrodziło singlami a tych postanowiłem nie opisywać. Co nie oznacza, że ich nie...

Zamknij