Menu serwera

Słucham… 2006.11.23

Wczoraj nie opisałem żadnej płytki ale mam na to wytłumaczenie: po zakończonej uroczystości pasowania da Majka na przedszkolaka, popędziliśmy z Dorophą do swoich robótek nadrabiać te godzinki, o które pracodawcy się upominali. I tak papa CoSTa siadł, muzę puścił, InDesigna odpalił i tyle go widzieli do mniej więcej 18-tej. A wtedy nie miałem już sił ani w robocie dłużej siedzieć, ani tym bardziej klepać czegokolwiek na stronie. I tym sposobem trafiłem do chałupy nie napisawszy, co moim skromnym zdaniem jest lub nie jest warte uwagi z przesłuchanych przeze mnie albumików. Dziś już normalnie :). No to jadymy…

Enigma – A Posteriori
Kciuk w dół. Sorry panie Cretu ale o ile do dziś nucę sobie Sadeness z MCMXC a.D., o tyle ta płytka przejdzie obok mnie i nie zostawi żadnego śladu. Żeby to chociaż wtórne było… Niestety nie jest. Ot muzyczka sobie pitoli. Nic wielkiego i wartego uwagi. I – co chyba najgorsze – nudne :/. Projekt Enigma skończył się już jakiś czas temu ale ciągle miałem nadzieję…

Our Lady Peace – A Decade
Kciuk w dół. The Best Of Our Lady Peace? Być może. Zmęczyło mnie okrutnie, dało solidnie po głowie i odezwało się bólem gdzieś z tyłu czaszki. Ot szarpidrutostwo dla szarpania. Być może pojedynczo słuchane te pioseneczki coś tam prezentują ale w formie albumu przyjętego prosto na twarz – nie do słuchania na dłuższą metę.

Spandex – Nameless Dread
Kciuk w górę. Dla wielbicieli minimalu rzecz bardzo sympatyczna. Beat mnie urzekł – często w minimalu schodzący na plan dalszy pod naporem tych wszystkich dźwięczków, pipków i innych takich. Tu szanuje się bicik. I bardzo dobrze!

The Beginerz – No Way & Bounce
Kciuk w poziomie. Dziś beatowo i tanecznie. No Way oferuje to, co w beacie jest najistotniejsze: beat właśnie. Z beatem problem jest taki, by nie przesadzić z owym. Nie przesadzono i kawałek (w remiksie także) wchodzi bez większych problemów. Głowa sama się przy tym buja więc jest dobrze :). Bounce już mi nie wlazło. Fajny beacik zamienił się w umcy a tego organicznie wręcz nie znoszę.

VA – Crazy #1
Kciuk w górę. Z .nfo wnosząc, jest to miks wprost z konsoli DJów ponoć legendarnego klubu o nazwie Crazy. OK, nie kłócę się. Skoro tak piszą to pewnie tak jest. A jak sprawuje się to w głośnikach? HA! Znakomicie! Jako że nie samym rockiem czy inszymi takimi rzeczami człowiek żyje – trzeba czasem pobrykać lub pokiwać głową w jakimś zacnym rytmie. Tu od samego początku rytm jest nie tylko zacny ale też niegłupi i po prostu doskonały w odbiorze. Już wiem czemu ten klub dorobił się statusu „legendary”. Jeśli tam się puszcza taką muzę… Dla miłośników niegłupiego klubowego grania OBOWIĄZEK! I żebyśmy się dobrze zrozumieli – to nie jest ósmy cud świata i nie trzeba za ten krążek zabijać. W żadnym razie! Po prostu jeśli lubisz kiedy w tle coś ci w miarę rytmicznie szumi – to bardzo dobry wybór.

VA – Best Of Chill Out Lounge
Kciuk w poziomie. Czegoś tak nierównego to już dawno nie słuchałem. Składanka, na której znaleźć można i perełki, i ostatnie crapy, których nie polecałbym nawet Lepperowi. Ja wiem, że trzeba jakoś gdzieś upchnąć kawałki, do których kupiło się prawa ale na boga, czy kupujący uszu nie mają, czy co? No miejscami album nie nadaje się po prostu do słuchania :/. Z drugiej zaś strony są z trzy-cztery kawałki po prostu budzące zdumienie profesjonalizmem. W rzyci mam takie składanki, z których połowa da się słuchać a druga jest do śmieci. I tak wychodzi znów na to, że najlepiej ambienty czy inne chillouty składa Cosmicleaf Records :). No niestety tej składanki CR nie zrobiło. Szkoda bo to, co dostajemy, nie jest żadnym The Best Of Chill Out Lounge. Z drugiej strony – CR takimi pierdołami się w sumie nie zajmuje więc nawet gdyby chciało, to by czegoś w ten deseń nie złożyło. Ot moja pokręcona kawą logika :). Z tego wszystkiego wniosek jeden: czekam na coś nowego od Cosmicleaf i w dobrych, ambientowych klimatach! Chillouty są dobre dla kobiet w trakcie periodu :)

VA – The Riddle Of Santa Catherina
Dwa kciuki bardzo, bardzo wysoko!!! O to właśnie chodzi w składankach ambientowych/ downtempo. Kompletny, przemyślany, świetne złożony materiał. Po prostu nie mam pytań. Piętnastominutowa suita Intoxicated Nomads zrywa czapki z głów i ociera się miejscami o elektroniczną psychodelię. A później dwa kawałki AstroPilota, które po prostu miażdżą… Jedna z lepszych składanek, jakie miałem okazję słyszeć a słyszałem już sporo w tym temacie. Rzecz kopie tyłek koncertowo – z miejsca wylądowała w teczce z ulubionymi empetrójami i jest jej ozdobą. Czy warto? Kochani fani ambientu/ downtempo – TRZEBA!

VA – Essential Lounge Bombay
Kciuk w górę. I kolejna składanka ze luzem w tytule i w tle. Tytuł prócz luzu sugeruje też brzmienie raczej wschodniawe i tak właśnie jest. Dwie płytki wypełnione całkiem sympatycznymi rzeczami i nastrajające pozytywnie do świata. Ba! Uspokajają! A to oznacza, że ktoś tam dobrze dobrał kawałki. Na tyle dobrze, że składanka trafiła do ulubionych i poleży tam nieco, przynajmniej dopóki mi się nie znudzi. Perłą i ozdobą kolekcji może nie będzie ale na pewno będzie jedną z płytek, o których pomyślę gdy najdzie mnie chęć na wyluzowanie się przy muzyce. Fajne!

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Da Majek pasowanym przedszkolakiem!

Miała dziś miejsce w naszej rodzinie pierwsza, poważna uroczystość edukacyjna da Majka. Otóż to właśnie dziś da Majek stał się...

Zamknij