Słucham… 2006.12.13

Dziś skrom­nie tytu­łami ale nie ilo­ścią pły­tek. Jedna z opi­sy­wa­nych pozy­cji to trzy­płyt­kowa skła­danka i owa połknęła mi pra­wie pół dnia w robo­cie. W sumie jed­nak plon zebra­łem pokaźny, w tym do moich ulu­bio­nych kawał­ków, które jako pirat i zło­dziej udo­stęp­niam do pobra­nia, dole­ciał jesz­cze jeden. Wybitny. Rozwalający. Mniamuśny po pro­stu. Polecam bo rzecz raczej w żad­nym radio czy inszej tele­wi­zji nie poleci.

Enya — Amarantine Xmas Edition
Kciuk w dół. Kolejny raz to samo choć nie tak samo. Coby sprze­dać jesz­cze nieco wię­cej kopii swo­jego jakże prze­cięt­nego albumu, pani Enya wci­snęła nam świą­teczne bonusy. No cóż, znajdą się pew­nie nabywcy, któ­rzy eny­ową muzykę kupią w ciemno. Ja na pewno tego nie zro­bię. Szkoda siana i wszyst­kie moje uwagi, jakie mia­łem odno­śnie Amarantine, pozo­stają w mocy. Kick z twar­dego. Niby ładne ale takie samo jak rok temu, pięć lat temu i dzie­sięć lat temu. Szkoda czasu…

Gareth Clarke — Gareth Clarke
Kciuk w dół. Niby wszystko tu jest w porządku, niby jest jak ma być, niby sie­dzi to w kon­wen­cji bar­dzo… Ale coś mi tu nie gra. Rytmy i per­ku­sja rodem z drum’n’bass połą­czone z jaki­miś plum­kami, cium­kami i innymi tego typu sam­plami. I powinno to w sumie dawać efekt cie­kawy ale nie­stety nie daje. Męczy po pro­stu. Jest prze­kom­bi­no­wane, prze­sy­cone rze­czo­nymi sam­pel­kami, roz­bie­gane zanadto, roz­pie­przone po pro­stu. Nie trzyma się ta nawał­nica dźwię­ków kupy po pro­stu. Dla mnie — niefajne.

VA — Illuminations
Kciuk w górę. Ta skła­danka zrobi dobrze chyba każ­demu fanowi ambientu i miło­śni­kowi ład­nych brzmień. Prócz kom­plet­nie nie­pa­su­ją­cych do cało­ści dwóch kawał­ków, ten krą­żek do roz­koszne dozna­nie. Zaczyna się nie­źle, mniej wię­cej w środku wyska­kują dwa utwory, któ­rych tu być nie powinno i które prze­ska­kuje się spraw­nie ale roz­wala koń­cówka a kon­kret­nie — ostatni utwór. Zmiotło mnie. Po pro­stu przy­wa­liło z gru­bej rury. FE-NO-ME-NAL-NY kawa­łek! Wielbię takie kli­maty po pro­stu i padam przed nimi na twarz. A kiedy jest to zro­bione dosko­nale… Przekonajcie się zresztą sami.
świetny utwo­rek do wzięcia

VA — Movie Gold
Kciuk w pozio­mie. Składanka solid­nych, zna­nych i lubia­nych fil­mo­wych prze­bo­jów. I gdyby tak na play­li­stę zer­k­nąć to wyda­wa­łoby się z sie­bie same achy i ochy. Ale zamiast zer­kać może lepiej posłu­chać i wtedy już nie­stety dobre wra­że­nie mija. Dlaczego? A dla­tego, że poskła­dane to jest kom­plet­nie bez sensu. Osiągnięto tu efekt nie­praw­do­po­dobny: dosko­nale znane melo­die zanu­dzają na śmierć i cały mozolny trud zbie­ra­nia licen­cji idzie w pie­rony, bo ktoś nie dopil­no­wał, by skła­danka miała swoje tempo, by cza­sem słu­cha­czem poru­szyć, by nieco dać mu ode­tchnąć od smycz­ków i orkiestr. Owszem, to jest ale kom­plet­nie od czapy wrzu­cane i bez pomy­ślunku żad­nego. Czemu więc kciuk w pozio­mie? A bo mimo wszystko to trzy płytki pełne zna­nego i lubia­nego OSTa :). A to — jak mawia mój bracki — wartość.

Verde — Legenda
Kciuk w dół. Człowiek, który to rip­po­wał, opi­sał ten krą­żek jako ambient. Pomyłka. Cokolwiek to jest, na pewno nie jest to ambient. Okej, może miej­scami pod­cho­dzi pod ten gatu­nek ale tylko miej­scami i tylko pod­cho­dzi. Ja okre­ślił­bym to mia­nem elek­tro­nicz­nego jazzu lub lepiej — jassu. Bo takie to wła­śnie jest — kom­plet­nie zakrę­cone, pomie­szane, miej­scami robione na impro­wi­zo­wane, sporo tu trą­bek, gitary z fuz­zem oraz atry­bu­tów przy­naj­mniej kilku sty­lów muzycz­nych. A to wszystko wymik­so­wane w solid­nym elek­tro­nicz­nym mik­se­rze i pod­lane eks­pe­ry­men­tal­nym sosem. Jako całość — nie­strawne. I mówi wam to koleś, który nie­je­den eks­pe­ry­ment już sły­szał i któ­remu potra­fią podo­bać się rze­czy co naj­mniej dziwne. Miejscami auten­tycz­nie wciąga jed­nak miejsc tych za mało. Reszta to po pro­stu dobrze odro­biona pańszczyzna.

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

2 Komentarzy do “Słucham… 2006.12.13”

  1. byte 13/12/2006 do 16:35 # Odpowiedz

    Zaraz Ci się tu zwali fan club Enyi. Raz już się zwa­lił, pamiętasz?

  2. shqvarny 13/12/2006 do 17:18 # Odpowiedz

    Xmas — to już dys­kwa­li­fi­kuje. kolejne chWham!y

Dodaj komentarz