Słucham… 2006.12.29

Dziś nie­wiele nie­stety mam do prze­ka­za­nia. Nie to, żeby mate­riału nie było. Tego jest zatrzę­sie­nie ale co z tego, skoro tra­fi­łem na płytę, która prze­le­ciał mi dziś w robo­cie przez gło­śniki z trzy razy. Choć po zasta­no­wie­niu to myślę, że z cztery… Anyway, świetny darkwave/gotyk, który mnie porwał a próbkę udo­stęp­niam do wzię­cia. Rzecz kupię, nie ma bata.

Acha, czemu tak późno? A bo da Majek oczy­wi­ście musiał wyka­zać się swo­imi nie­praw­do­po­dob­nymi zdol­no­ściami cho­ro­bo­bior­czymi i znów ma uszy do wymiany, jedzie na jakichś śmier­dzą­cych anty­bio­ty­kach i ogól­nie dba o to, byśmy pie­nię­dzy zbyt wiele nie mieli. W sumie to rezy­gnuję zupeł­nie z publicz­nej służby zdro­wia. Dziś w Certusie przy­jął nas nie­jaki dok­tor Kwiatek i pozo­sta­wił po sobie nie­sa­mo­wite wra­że­nie podej­ściem do dzie­ciaka i ogól­nie obsługą. To rozu­miem — płacę, ktoś wie, że mu za jego usługi płacę i przy­kłada się do tego, co robi. I o to cho­dzi. Bo naprawde wiele nie potrzeba — wytłu­ma­czyć, wyja­śnić, potrzy­mać na duchu…

OK, ad rem…

Dark Sanctuary — Exaudi Vocem Meam Part II
Wszystko w górę! Łomatko, sam począ­tek dnia oka­zał się być wyjąt­kowy w kwe­stii muzyki. Oto bowiem w gło­śni­kach wylą­do­wało (i pew­nie wylą­duje jesz­cze nie raz) coś roz­kosz­nie dobrego, sma­ko­wi­tego i wcią­ga­ją­cego nad wyraz. Wypadkowa pomię­dzy dar­kwave a goty­kiem, ze sma­ko­wi­tym woka­lem, dosko­na­łym wyczu­ciem pro­por­cji, świet­nie użytą elek­tro­niką i w ogóle nie mogę się tego krążka nachwa­lić. Takie Dead Can Dance z nieco bar­dziej gotyc­kim zacię­ciem. Świetna sprawa i warta pole­ce­nia. A naj­le­piej sami posłu­chaj­cie kawałka z tej płyty. Osiem minut bar­dzo sma­ko­wi­tych brzmień dają­cych nie­ja­kie poję­cie o cało­ści. Ja chcę tę płytę!
pobierz utwór

VA — Das Kompilation
Kciuk w dół. Bardzo mocny dowód na to, że gatunku indie i pokrew­nych lubić się raczej nie da. Dlaczego? Bo to imo takie sobie pito­le­nie a nie porządne gra­nie. Indie to dla mnie taki rock bez cha­rak­teru i pazura. Mdłość i miał­kość, muzyczka środka i cie­płych kolesi. I tak to mniej wygląda na tej skła­dance — są momenty nie­złe ale ogólny wydźwięk i wra­że­nie są wła­śnie takie… „cie­płe”. Ja rozu­miem, że to może się podo­bać, nie­mniej dla mnie jest to roz­mie­nia­nie muzyki na drobne. Nawet pasti­sze, jak choćby utwór „Octopus Song”, są jakieś takie nija­kie. Nie słu­cha mi się tego faj­nie a całą skła­dankę prze­le­cia­łem w sumie z obo­wiązku a nie z przy­jem­no­ści. Oddaję jed­nak honor — zda­rzają się momenty dobre. Ale tylko zda­rzają, a to odro­binę dla mnie za mało by wysta­wiać pozy­tywne oceny. Sorry indie, nie polu­bimy się.

VA — Morangice 2
Kciuk w dół. To ponoć OST. Być może i jest to jakaś ścieżka do jakie­goś filmu. Nieważne bo tak po praw­dzie to skła­danka z prze­glą­dem co tam się wła­ści­wie gra na początku dwu­dzie­stego pierw­szego w muzyce roz­ryw­ko­wej. Kulturalnie i tole­ran­cyj­nie powiem, że gra się tak kosz­marne gówno, że aż zle­cia­łem cały krą­żek zafa­scy­no­wany tym, jak bar­dzo dzięki takiej na ten przy­kład pani Mariah Carey pogrąża się muzykę roz­ryw­kową głę­boko w otchła­nie bez­gu­ścia i czar­nego idio­ty­zmu. Boże, że też zezwa­lasz na pro­duk­cję takiej kiły… Rzecz sta­now­czo dla zapa­lo­nych fanów radia Eska czy co tam teraz gra to czarne i oko­liczne badzie­wie. Ja z roz­ko­szą rzecz wrzu­cam do kosza.

Where — were­rat
Kciuk w górę. Masywny choć cichy i nastro­jowy ambient. Ale taki ambient ambient do bólu. Rzecz ide­alna na mrocz­niej­szą sesję eRPeGa jako bar­dzo nastro­jowe tło. Trzeba tylko puścić odpo­wied­nio gło­śno i rze­czy będą się działy same. Taki na ten przy­kład kawa­łek „They Are Everywhere” to szes­na­ście i pół minuty dźwię­ków, jakie mogłyby się spo­koj­nie wydo­by­wać z mocno nawie­dzo­nego medium pod­czas seansu spi­ry­tu­ali­stycz­nego. Nie, nie cho­dzi o wrza­ski i potę­pień­cze wycia. Nic z tych rze­czy! Chodzi o ambient, szum tła, gdzieś tam w oddali coś ponad ten szum wyra­sta, coś się zbliża ale nie jeste­śmy w sta­nie stwier­dzić co i z któ­rej strony… Tego typu jazda. Jako się rze­kło — to do bólu ambient i esen­cja tego gatunku. Tylko i wyłącz­nie dla miło­śni­ków gatunku. Inni nie mają tu czego szukać.

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

Jeszcze nikt nie skomentował. Możesz być pierwszy!

Dodaj komentarz