Snakes on a Plane (Węże w samolocie)

SOAP — Plakat

Dobra, to był na prawdę głupi film. To, że będzie głupi, wie­dzia­łem pobie­ra­jąc już tor­renta. Ale że aż tak? Okej, zacznijmy może od pew­nych fak­tów: Mamy rok 2006 a wła­ści­wie za chwilę wła­zimy w rok 2007. Za nami takie „hity” jak Anaconda a lata 70-te z ich wieczną potrzebą krę­ce­nia fil­mów kata­stro­ficz­nych i o Bardzo Złych Zwierzętach Czy Innych Mocach Natury minęły już jakiś czas temu. No cóż, zdaje się, że są ludzie, któ­rzy tego nie zauwa­żają. Z całym bowiem sza­cun­kiem dla twór­ców tych wysu­bli­mo­wa­nych sce­na­riu­szy: kochani! Mamy rok 2006/2007 i nikt nam już nie wmówi takich bajek, jakie wy nam pró­bu­je­cie sprze­da­wać. Toć nawet sta­reńki Rój jest o wiele bar­dziej prawdopodobny.

Historia powsta­nia tego filmu jest krótka i wygląda pew­nie tak: Pan Samuel L. Jackson posta­no­wił kupić sobie nowy dom w Kalifornii. Pech chciał, że siano z Pulp Fiction wzięło i się roze­szło. Przyjmijmy robo­czo, że na dom w Nowym Jorku. Żeby nie pozby­wać się majątku w Nowym Jorku, trzeba było nieco pograć, coby zaro­bić na nową posia­dłość. Samuel grał i grał no i się dograł — cha­łupę kupił. Ale droga była suka i na wykoń­cze­niówkę zabra­kło. Samuel nie będzie prze­cież bie­gał po wylew­kach więc na par­kiety musiał zaro­bić jesz­cze tro­chę. Zadzwonił po zna­jo­mych i wtedy ode­zwał się do niego któ­ryś z klanu Emmerichów, spe­ców od wido­wisk. Powiedział mu tak: Samuel, ja cie­bie dam na par­kiety, ja cie­bie nawet fro­terkę zaspon­so­ruję. Tylko ty mnie miny groźne rób i postrze­laj tro­chę do węży, okej? Urban legend i wpis na Wikipedii nie­sie, że do cało­ści palca przy­ło­żyli jesz­cze inter­nauci i tym spo­so­bem powstał gniot, jakich mało.

Wiecie w czym pro­blem? Świet­nie się to wciąga. Głupie, naiwne, wtórne, zbędne ale… świet­nie wpływa na spo­ży­cie czip­sów, posta­cie są faj­nie zary­so­wane i w tej całej abs­trak­cyj­nej bzdu­rze czło­wiek nie wie­dzieć kiedy wciąga się w oglą­da­nie tego potworka. I co o tym teraz powie­dzieć? A nic, potrak­tuję to jako mało wysu­bli­mo­wany odmóż­dżacz z zacię­ciem komedio-thrillerowym. A jako taki ten fil­mik spra­wuje się cał­kiem zno­śnie. Jeśli szu­kasz popi­sów aktor­skich pana Samuela — pomiń. Jeśli szu­kasz filmu z głę­bo­kim prze­sła­niem i o nie­skłę­bio­nych pokła­dach ludz­kiej duszy — łukiem sze­ro­kim, powia­dam ci, pomiń. Ale jeśli masz wolną pakę popcornu i z litra coli — sia­daj i oglą­daj. Nie warto ale prze­cież cza­sem w życiu trzeba poro­bić nic :)

Ocena: 4

Snakes on a Plane (Węże w samolocie)

Obsada:
Samuel L. Jackson … Neville Flynn
Julianna Margulies … Claire Miller
Nathan Phillips … Sean Jones
Rachel Blanchard … Mercedes Harbont

ofi­cjalna strona filmu
film w ser­wi­sie imdb.com
film w Wikipedii (sporo tego!)

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

9 Komentarzy do “Snakes on a Plane (Węże w samolocie)”

  1. S. 20/12/2006 do 07:24 # Odpowiedz

    Polecam prze­czy­tać ten arty­kuł. Mówi tro­chę o powsta­niu filmu:

    http://serwisy.gazeta.pl/film/1,24464,3683501.html

    • CoSTa 20/12/2006 do 07:45 # Odpowiedz

      o pro­szę, tego nie wiedziałem :)

      tak czy ina­czej — głu­pie to do bólu w mig­dał­kach ale nawet jeśli by jako takie było/nie było zamie­rzone, to i tak wciąga się fajowo. trzeba tylko zadbać o popcorn i colę :)

  2. Ender 20/12/2006 do 08:16 # Odpowiedz

    W jakim swie­cie zyjesz? O Snakes on a Plane bylo glo­sno na dlugo przed powsta­niem filmu. N atyle glo­sno ze sama fraza Snakes on a plane weszla do jezyka potocz­nego i stala sie syno­ni­mem absurdu.

    Po tym jak Samuel L Jackson zgo­dzil sie zagrac, posta­no­wo­iono zmie­nic tytul — wtedy ten sie wypial i powie­dzial ze chce grac w czyms co sie zwie „Snakes on a Plane”.

    Dziwie sie ze o nim nie sly­sza­les. Ten film byl kul­towy z pol roku przed powstaniem..

  3. Maciej Litwiniuk 20/12/2006 do 08:30 # Odpowiedz

    Z oceną w pełni się zga­dzam. Pod warun­kiem, że jest w 10-stopniowej skali ;)

  4. karwasz 20/12/2006 do 09:23 # Odpowiedz

    Ech dobre to nawet :) Pośmiałem się zdrowo… Ostatnio wysyp głu­pa­wych fil­mów się zro­bił — vide Gravedancers.

  5. CoSTa 20/12/2006 do 21:24 # Odpowiedz

    [b]ender[/b]: w jakim świe­cie? w takim, w któ­rym nie sur­fuję po set­kach for, dzie­siąt­kach stron i nie kli­kam na ircach. nie mam na to czasu. wie­rzę, że film zdą­żył się już zesta­rzeć przed pre­mierą. nie dla mnie. nie sły­szłem, nie widzia­łem, obej­rza­łem bez uprzedzeń :)

    [b]maciej litwiniuk[/b]: tak, ocena w skali 1–10 (cho­lera, zapo­mnia­łem napisać)

    [b]karwasz[/b]: divx z gra­ve­dan­cers się grzeje… kur­czę, jesz­cze tego nie widzia­łem. ale widzia­łem za to pulse! idio­tyczna intryga ale fil­mik w sumie cał­kiem niezły.

  6. Ender 22/12/2006 do 09:13 # Odpowiedz

    Jakich set­kach for. Ja prze­gla­dam (i to nie zawsze wla­zac na strone — od czego rss) moze z 3–4 strony z new­sami. A o tym bylo wszedzie :)

  7. Ender 22/12/2006 do 09:15 # Odpowiedz

    Jeszcze spie… powyz­szy komen­tarz oczy­wi­scie kie­ro­wa­lem do Costasa.

    Costa: popraw to wyzej :)

    • CoSTa 22/12/2006 do 09:26 # Odpowiedz

      już popra­wiam :)

      wie­rzę ender, wie­rzę. ale ja z tych nie­szpe­ra­ją­cych w necie, so… btw — po świę­tach zwa­lam ci się do chaty pooglą­dać tę twoją nową zabawkę. coraz bar­dziej się do xboxa przekonuję…

Dodaj komentarz