Menu serwera

Słucham… 2006.12.11

Po tygodniowej nieobecności spowodowanej wybyciem w cholerę z roboty na szkolenie – moje wypociny w temacie co ja tam właściwie takiego słucham wracają. Dziś brak albumów z jamendo.com – jutro poopisuję ich nieco. Dziś duuużo komercyjnego stuffu, któren się mnie przez głośniki przewinął. Są z dwa mniamuśne cukiereczki, oj są… No i oczywiście znajdzie się i kawałek do pobrania, moim skromnym zdaniem – doskonały.

Abbeyvain – White Wall Descent
Kciuk w górę. Promocyjny materiał jakiejś szarpiącej druty formacji. Jeśli ktoś lubi klimaty nieco hałaśliwego rocka – jak znalazł. Mimo tego, że to materiał promo, brzmi całość kurczę zawodowo. Podoba mi się przester na głosie, jak się okazuje czasem brzmi to jednak nieźle. Fajne, głośne, z pomysłem i przytupem. Dobre! Takie Sonic Youth bez doświadczenia.

Absurd Minds – The Cycle
Kciuk w górę. Elektronika w stylu… hmmm… dark electro? Ciężko orzec, po prostu całkiem fajowe elektroniczne rzępolenie z ciekawym wokalem i ogólnie wpadające w ucho, rozróżnialne i mające swój styl. To coś, co zassałem, to materiał promocyjny i zapowiada się to po prostu ciekawie bardzo. Nie słyszałem nigdy o tej formacji a powinienem, bo to kawałek naprawdę niezłej elektroniki. Oldschoolowe, cholernie pociągające brzmienie – to mnie urzekło od pierwszej chwili. Fajne!

Aerospace – Elevation
Kciuk w poziomie. Co to jest? A to takie progressive psytrance jest (łupanka z nieco mniejszym bitrate :)) i nawet całkiem sympatyczne. Skąd więc ten kciuk w poziomie? A bo jakoś tak niczym się toto nie wyróżnia. Owszem, łupie ładnie i składnie a fani takiego łupania będą zadowoleni, ale… No właśnie – jest jakieś „ale”, którego być nie powinno. Albumik sobie leci i w sumie to można o nim powiedzieć. A szkoda, bo chciałbym powiedzieć nieco więcej. Czasu toto nie marnuje ale też niewiele wnosi do gatunku.

Emplosia – Emplosia
Kciuk w górę. Yay! Rosyjska elektronika z jak najbardziej rosyjskim wokalem! I do tego miejscami świetna po prostu a ogólnie bardzo dobra. Kochani, muzę stuprocentowo trzepał tu jakiś scenowiec bo to słychać po prostu od pierwszego taktu :). Ale w niczym to nie przeszkadza – muzyka jest bardzo dobra a ten ktoś trzaskający podkład po prostu zna się na swojej robocie. Sekcja beata (ładne określenie, co? :)) jest poprowadzona jak należy i widać tu demoscenową swobodę i werwę. Reszcie klimat nadają sample rodem z lat 80-tych i mamy miks nowoczesnego bicia z zapachem oldschoolu. No i po rosyjsku (szkoda, że i po angielsku)… Jak tu się w tym nie zakochać? :)

Genetic Spin – Spin City
Kciuk w górę. To mógł być download tygodnia a może nawet i miesiąca. To mógł być wypasiony album w klimatach progressive psytrance. Vibrasphere mogło się sporo od chłopaków nauczyć. To mógł być album idealny chyba w każdym calu – przestrzenny, cudnie skomponowany w jedną, prawie doskonałą całość, pulsujący, rytmiczny ale dający chwilę wytchnienia… Niestety wszystko rozbiło się o konsekwencję. Coś, co rozpoczyna się jak dogłębna wycieczka w te bardziej rytmiczne pokłady szarych zwojów niestety z czasem skręca w stronę psytrance i z progressive nie zostaje zbyt wiele. A diabelna szkoda! Posłuchajta otwierającego kawałka i sami zobaczta, że mogło być co najmniej świetnie. To mógł być download tygodnia a nawet miesiąca… Niemniej to wciąż krążek bijący większość skocznego łupania na głowę. Ma bowiem klasę – rzecz bardzo rzadką w tym rodzaju muzykowania.
pobierz otwierający kawałek

Ian O’Brien Docker – The Beginning
Kciuk w górę. Singiel ale zasługujący na opisanie. Bardzo fajna muzyczka ale mnie rozbiły remiksy kawałka. Z popowego rocka pozamieniało się toto w tak przeróżne odmiany elektroniki, że to aż miło przesłuchać. Whoa! Remiks też potrafi być sztuką o ile bierze się za to ktoś, kto zna się na rzeczy i w wyniku wypluwa nową jakość. Autentycznie wciągający singiel. Kurczę, po pierwotnej melodyjce zaś sądząc – zapowiada się bardzo sympatyczny album tego pana. Warto zapamiętać nazwisko.

Les Anges De La Nuit – Under Gods Name
Kciuk w dół. A już myślałem, że mnie kciuk od trzymania w górze rozboli :). No nie rozbolał bo ten albumik zapewnił mu porcję gimnastyki. Z czym tu mamy do czynienia? Z „zaangażowaną” elektroniką o ciotowym brzmieniu. Jest taki dziwny styl w elektronice zwany electro, pod który podpadać mogą rzeczy zaskakująco dobre jak i nietrafione. Ten album niestety jest chybiony bardzo. Wtórny, nudny, bez ikry, bez emocji… Szkoda imo na to czasu. Kick.

Linkin Park – Underground v6.0
Kciuk absolutnie w górę! W skrócie powiem może tak: CCHHHRRRRUP! I schrupane w całości. BOMBA! Kawałek otwierający to jest to, co lubimy w muzie LP bardzo. A reszta? A reszta robi dobrze nawet jeśli może się wydawać, że na celu ma robić źle :). Drugi dziś singiel opisany. O ile poprzedni był „tylko” bardzo si, o tyle ten kopie odwłok i przyległości. Kraść/brać/kupować – WARTO! A ja jeszcze raz kawałek otwierający poproszę… Ten utworek chrupie mnie w całości :)

Machinesoldier – Unit One
Kciuk w dół. Elektronika z gatunku tych hałaśliwych i kompletnie zbędnych bo takie rzeczy nagrał już ktoś jakiś czas temu. Tylko dla fanów. Dla ludzi w miarę normalnych – kick z twardego i niewarte uwagi. Rzępolenie, pitolenie, brudne sample, „nawiedzony” wokal i nuudaaaaa….

Radio Slave – No Sleep Parts One And Two
Kciuk w górę! Wysoko! Singielek, który mnie porwał po prostu. Bardzo, bardzo, bardzo specyficzna rzecz ale ja tę specyfikę wielbię. Wyobraźcie sobie kawałki po 9-11 minut, w których jest beacik, jakieś ping-ping-pong robione jednym samplem a’la któryś z TB (powiedzmy, że 303 :)) i tak przez owe 9-11 minut. Głęboki trans w tym pozytywnym sensie. To po prostu wciąga jak bagno, powala powtarzalnością, jest tak bardzo w moim stylu, że gdybym miał choć odrobinę mniej lenistwa w sobie to kręciłbym właśnie takie rzeczy. Świetna sprawa na jakąś zaprawdę głęboką jazdę. Powtarzam – bardzo specyficzna rzecz i pewnie tylko dla kolesi tak poszarpanych jak ja. Bardzo minimalistyczne, bardzo transowo-beatowe, bardzo monotonne, bardzo jazdogenne. Mniam!

Taruna – World Fusion 3
Kciuk w górę. Nie no, to było dobre ssanie zdecydowanie :). Proszę, oto ambient i to taki, jakie lubię – elektronika wymiksowana z rytmami i dźwiękami etnicznymi a to wszystko wkomponowane w bardzo smakowicie brzmiące kawałki. Po prostu żyć, nie umierać. Album brzmi rewelacyjnie a jedyne, co skrzeczy, to fletnie pana w kawałku otwierającym, kompletnie od czapy tam wrzucone no i demode mniej więcej od połowy lat 90-tych :). Ale poza tym sam mniód i orzeszki.

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
iTerm i małe problemy z mc

iTerm - fajny terminalNo i trafiłem pod MacOSX na problem, którego przeskoczyć nie mogę. Najlepiej byłoby zmienić przyzwyczajenia ale ni...

Zamknij