Menu serwera

Słucham… 2006.12.12

Miało dziś być jamendo.com ale nie będzie. Powód prozaiczny – wczorajsza sesja torrenta przyniosła mnóstwo cukierków w postaci zyliona singli i kilku albumów :). Nie mieszkając zrzuciłem więc toto na DVDRW i w pracy przesłuchałem większość stuffu. Niby niewiele tego ale co się singli nawciągałem to moje. Niestety, nic wśród nich nie było godnego uwagi a szkoda bo i albumy tom razom jakoś mnie nie powaliły prócz jednego, na samym przedzie pokrótce opisanego.

Hamadryad – Safe in Conformity
Kciuk w górę. Przepyszny rock progresywny w mocno oldschoolowych klimatach. Fani Yes, Marillion, starszych Genesisów i tym podobnych klimatów – coś dla was. Gitary, hammondy, chóry miejscami… Mniód, i powidło. Bezapelacyjnie dobra rzecz i warta polecenia. A końcowa jedenastominutowa suita to je po prostu ONO. Oby więcej takiej muzyki!

Hanno Leichtmann – Nuit Du Plomb
Kciuk w dół. Elektronika niby solidna ale tylko dla wytrwałych. Album nuży już na wysokości drugiego kawałka a to nie ma prawa mieć miejsca. Ogólnie rzecz ciekawa i warta uwagi ale ma tego jednego złośliwego buga, że najzwyczajniej w świecie na dłuższą metę nudzi. Do końca dotrwałem ale ziewając nieco. Szkoda bo czuć potencjał wykonawcy ogromny. Ma pomysły fajne i potrafi je technicznie zrealizować, to się czuje. Ale kompozycja… Oj, to imo leży.

Mathias Grassow and Guests – Fata Morgana
Obydwie ręce w górę! Przepięknej urody, delikatny, zmysłowy wręcz ambient. Czegoś tak dobrego nie słyszałem już od bardzo, bardzo dawna. Brzmienia czerpiące pełnymi garściami z folku (ethnic? tribal?), idealne instrumentarium, przecudne sample, dźwięk otaczający zewsząd i wciągający głęboko w opowieść snutą muzyką… Kochani, elektronika najwyższych lotów. Po to właśnie powstał ambient. Fenomenalny album!

Nebelkorona – Reminiszenzen an das Morgenrot / Relikte des Abendrotes
Kciuk w dół. Nie no, nie mogłem się powstrzymać przed pobraniem tego cuda :). Gdy zobaczyłem taki tytuł po prostu odjechałem i zachciałem toto mieć. Niemiecki darkwave… W takim przypadku wyjścia są dwa: albo coś będzie gniotem, albo będzie to genialne. Niestety, ta niemiecka wariacja na temat darkwave może i brzmi wręcz gotycko ale tak po prawdzie straszny kicz z tego wyłazi. A im dalej w las tym bardziej kiczisz :). Szkoda czasu i energii na wciąganie się w to pianinkowe pitu pitu.

Orgon Flow – No Time To Be Sick
Kciuk w dół. Psytrancowa młóca bez ani kropli polotu czy fantazji. Umcy umcy umcy umcy umcy umcy umcy umcy umcy umcy umcy umcy umcy umcy umcy umcy umcy umcy umcy umcy umcy umcy umcy umcy umcy umcy umcy umcy umcy umcy umcy umcy umcy umcy umcy umcy umcy umcy umcy… Kick z twardego.

Rob E C – Deliverance
Kciuk w dół. To jest tak: mamy oto przed uszami swoimi coś, co można by nazwać taneczną elektroniką w nieco mocniejszym odcieniu niż zwykłe dicho. Kawałek otwierający prawie że skusił mnie do wystawienia kciuka w górę z miejsca. No bo jest taki, jaki być powinien: taneczny w cholerę, z przytupem, miły dla ucha i w ogóle to potencjalny hicior parkietów. Ale im album dłużej trwał, tym większa cholera mnie brała. Niestety, dodupny jest ten album i z całkiem fajnego parkietowego grania zmienia się w jakieś manieczkowe tworzywo, tyle że z wokalem. Grająca reklama BMW, ot co. Szkoda cholera bo fajnych tanecznych albumów mało jest :/. Wszystko to teraz jakieś głupie umcy albo wyginające się gwiazdeczki w stylu Kukulskiej czarniejszej niż niejedna czarna.

Tenebrious – In Cold Shivering Silence
Kciuk w górę. Bardzo mroczny, bardzo ilustracyjny i bardzo trudny w odbiorze ambient. Ten krążek może robić z głową dziwne rzeczy więc lepiej z nim uważać. Rzecz absolutnie tylko dla fanów gatunku i takich brzmień. Inni wymiękną i tak po kilku minutach :). Zdecydowanie dobre i zdecydowanie tylko dla otrzaskanych w takich klimatach. Rzecz wymaga potężnego skupienia, zamkniętych oczu i mocno galopującej wyobraźni. O to, że rzeczy wyobrażone będą chore zadba już sama muzyka.

VA – Subway Disco Stories
Kciuk w górę. Nieco wcześniej pisałem o tanecznej porażce. Teraz czas napisać o tanecznej dobrej robocie. Oto bowiem płytka jak się patrzy, akurat do zabrania na współczesne skakanki. Zero reminiscencji z okresu disco i późniejszych. Tu jest czysta, łupankowa forma początku dwudziestego pierwszego wieku ale o dziwo – niezłej jakości. To autentycznie nie odrzuca i całkiem fajowo sobie w tle leci. Kurczę, kiedyś spróbuję zdefiniować to drobne „coś”, co odróżnia głupią łupanę od fajnej skakanki. Ale to kiedyś, po strzeleniu fakultetu z filozofii :).

5 odpowiedzi do Słucham… 2006.12.12

  1. mlx Grudzień 12, 2006 o 20:16 #

    o człowieku w muzyce zagubiony!

    co z tego, że przesłuchujesz zagony?

    gdzie zaduma na dłużej nad tworem?

    kciuki w pionie ruchome potworem!

    a odnośnie bloga pytanie mam:

    czy na pewno aby tworzysz go sam?

    • CoSTa Grudzień 12, 2006 o 20:23 #

      ładne :)

      ejże, zadumywać się nad wszystkim nie ma większego sensu. zadumy warte są niektóre tylko rzeczy a nie wszystko jak leci. no i dumać ne będę przecież w pracy klikając w indesignie. na to przychodzi czas porą wieczorną, w spokoju i kontemplacyjnym nastroju, kiedy już wie się, na czym ucho zawiesić warto.

      bloga klecę głównie niestety sam. gonię rodzinę ale ta jest z gatunku niezaganialnych, leniwych, wrednych i oślizgłych. niestety…

  2. monkey Grudzień 12, 2006 o 21:58 #

    A ja mam pytanie innej natury. Skąd i czym ty to wszystko ssasz? Z naciskiem na „skąd”. Bo podstawowi informatorzy w postaci emule oraz torrentspy nie bardzo się sprawdzają. ;>

  3. xeo Grudzień 25, 2006 o 21:19 #

    filemp3 jak leci

    • CoSTa Grudzień 27, 2006 o 07:51 #

      tak jest, filemp3.org. praktycznie muzę tylko stąd siorbię. nie potrzebuję innych źródeł, to co biorę stąd doskonale czas mi wypełnia :)

      dobry serwis, oj dobry.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Me lubi gdy coś tak wygląda

Disco - po prostu ładny burnerJest pewna grupa ludzi, którzy bardzo cenią sobie to, na co patrzą. Z takich asów...

Zamknij