Menu serwera

Słucham… 2006.12.21

Dają mi przed świętami ostro w tyłek w tej mojej robocie. Mam wykonać awykonalne: w trzy dni (z czego dwa właśnie minęły) przygotować katalog z całą ofertą paneli podłogowych robionych w firmach, dla których pracuję. Jako że rzecz kompletnie z sufitu jeśli o terminy chodzi wzięta, marketoidy postanowiły puścić robotę do agencji. Logiczne – ludzi więcej to być może i by się z tym wyrobili. Agencja popatrzyła, pomierzyła i spuściła marketoidów na drzewo. Nie dali by rady z czasem. No to padło na papę CoSTę, który tylko dlatego jeszcze nie rzuca mięsem, że marketoidy to dwie laski. W dodatku fajne :). Ale jak mi jeszcze raz któraś zadzwoni z tekstem „masz już?”, kiedy ja jeszcze materiałów nie dostałem, które w owym katalogu znaleźć by się miały… Będzie krwawo. W życiu się z tym nie wyrobię. Nie ma takiej siły. Nie w pojedynkę.

Oto i powód, dla którego wczoraj „Słucham…” nie było a dzisiejsze jakieś takie skromniejsze. Przykro mi no ale na władzę nie poradzę. Za to dwa pliczki dziś do pobrania a w obydwu solidnie wykręcona muzysia. Więc miłego słuchania a ja pamiętnikarsko wklepuję, co mi się tam dziś o uszy obiło.

Paranoia Inducta – Gloria Laus
Kciuk w górę. Dark ambient pełną, mroczną gębą. Z gatunku tych spokojniejszych ale dających szerokie przestrzenie Krainy Mroku do zwiedzenia. Niezwykle sugestywna, niezwykle obrazowa muzyka. Świetna płyta i dla miłośników mrocznych klimatów pozycja obowiązkowa. Reszta może śmiało sobie odpuścić bo nie lubi takiej muzyki. Zresztą sami popróbujcie się z materią. Warunek: głośność na almost full. Wtedy robi to zapierające dech w piersiach wrażenie :).
pobierz plik

Stephan Mathieu & Janek Schaefer – Hidden Name
Kciuk w dół. Ambient z tych przynudzajacych. Długie, wlekące się, usypiające, rozpieprzone, bez ładu i składu. Szkoda czasu na takie produkcje. Lubię tego typu klimaty ale muszą one mnie przekonać do siebie. To musi być robiona z głową muzyka a za tym muzykowaniem musi stać coś więcej niż chęć pokręcenia potencjometrami. Tu nie mam takich odczuć i bez żalu album leci do kosza.

The Moody Blues – To Our Children’s Children’s Children
Kciuk w górę. Jakimś wielkim fanem TMB nie jestem, ot otarłem się kilka razy o ich twórczość i zdanie mam o niej żadne. Niewiele z tego zapamiętałem, nie poznałbym gdyby w radio leciało a spiker nie zapowiedział. Tym bardziej zaskoczył mnie ten album, który jest niczym innym tylko powrotem do psychodelii schyłku lat 60-tych ze wszystkimi tego konsekwencjami: niektóre kawałki są przekombinowane, ocierają się o kicz bądź po prostu są nudne. Jednak są i takie, które doskonale pokazują dlaczego te lata były tak dla muzyki ważne. Te eksperymenty! To dźwiękoróbstwo! To wymieszanie styli! Ta odwaga w tworzeniu długich i skomplikowanych form! To se ne vrati ale też trzeba mieć świadomość, jak wiele muzyka współczesna zawdzięcza tym zabawom z dźwiękiem i formą. Album dla ludzi głodnych wiedzy i retrospektywnych przeżyć. Reszta się znudzi.

VA – Audiophile – Compiled by Audiomatic
Kciuk w górę. Fajowa składanka psytrancowa, miejscami zahaczająca o progressive. W większości to owszem umcy ale umcy nieco odstające od średniej i mające jakąś jakość. Wtręty progressive dają chwilkę wytchnienia i całość wciąga się praktycznie sama. Płytka z tych, które można na imprezie puścić, wyskoczyć na dłuższy moment z koleżanką do pokoiku obok ;) a towarzystwu muzy i tak nie zbraknie. Przydatne!

VA – Channel – Exogenous Sampler Vol.1
Kciuk w dół. Pojedyncze kawałki z tej składanki są autentycznie fajne. Powiem więcej – większość z utworków na krążku się znajdujących jest przynajmniej niezła. W czym więc problem i dlaczego kciuk w dół? Jak to zwykle w składankach bywa – zawiódł ten element, który stanowi o jakości całości: skład. Bo co z tego, że masz fajne i kolorowe klocki, skoro budujesz nich jakąś pokręconą, niefajną, bez sensu budowlę? Tu właśnie tak jest. Osobno kawałeczki może i moc mają ale zebrane do kupy w taki sposób – nie brzmią fajnie.

VA – Diversity
Kciuk w górę. No to wczoraj pojechałem z ssaniem ostro :). Kolejna składanka w klimatach psytrance z domieszkami progressive. Tu już jest żwawo, rytmicznie do bólu, umcykowato jak należy i ogólnie dresowo jest jak się patrzy. Idealna muzysia do łowienia blachar. Problem w tym, że trzeba mieć wpierw jakieś blachy, które robiłyby za wabik… Papa CoSTa takich blach nie ma, o BMW w najbliższej przyszłości nie myśli ale z muzą jak najbardziej się oswaja bo w sumie trzeba wiedzieć na co teraz pindzie lecą :). Znajdzie się tutaj kilka zaprawdę powiadam wam fajnych utworków (to te domieszki progressive), a jeden poleciał mnie tu nawet z trzy razy pod rząd bo po prostu oparty został w całości na doskonałej jakości łomotu. Niegłupia młóca. Rockmanów zmęczy, technomaniaków znudzi (bpm jakiś taki mniejszy niż zwykle :)) a miłośnicy hip-hopu i tak mają z półobrotu więc nie ma się co rozwodzić. Albumik idealny dla byłych/niedoszłych dresów, czyli jak by się nie patrzeć – dla mnie :).

VA – 8-Bit Operators – An 8-Bit Tribute To Kraftwerk
Kciuk w górę! FE-NO-ME-NAL-NA płyta! Co to jest? Jak tytuł wskazuje, jest to hołd dla Kraftwerk oddany przez kolesi specjalizujących się w chiptunkach. I to bzyczących jak stare, brzydkie ale nostalgią wypiękniałe dźwięki z komputerów ośmiobitowych. Powiem tak: rzecz NISZCZY. Nie idzie tego słuchać w większych dawkach bo kto zdrowy zdzierżyłby te dźwięki bez jakiegoś mocno pikselowanego obrazu? Niemniej po wysłuchaniu takiego „Das Model” (tu z angielska „The Model”) w tonacji 8 bit i w dodatku zrobionego wedle wszystkich reguł gatunku… No podziwiam i aż cieszę się z tej rodzynki, jaką wyssałem z otchłani netu. Ma MOC! A kurczę, podzielę się „Modelką” bo rządzi i daje niezłe pojęcie o całości.
pobierz plik

6 odpowiedzi do Słucham… 2006.12.21

  1. 9gods Grudzień 21, 2006 o 16:49 #

    Designowanie na czas to schiza. Na szczescie jak mi kaza cos w pospiechu robic to moge im powiedziec, zeby spadali na drzewo.

  2. Marcin Grudzień 21, 2006 o 18:53 #

    o dżizas… 8-bitowy kraftwerk – cud, miód, malyna! Muszę skądś wytrzasnąć cały ten album .

    A słyszał papa Costa kraftwerk w wersji latino?Jeżeli nie to zespół nazywa się Sennor Coconut. Polecam ;)

    • CoSTa Grudzień 21, 2006 o 22:13 #

      niezłe, nie? albumik pokaże się w przyszłym roku, tak ripperzy piszą. wierzę im. a co do tego czegoś co napisałeś – nie, papa costa nie zna ale w takim razie się pozna. zaczęły mnie wciągać te pokręcone remiksy na cztery kanały i covoxa ;)

  3. mlx Grudzień 23, 2006 o 14:51 #

    senior coconut to nie jest bynajmniej muzyka na 4 kanały i kowoksa :)

    tej płycie z remiksami kraftwerka bliżej moim zdaniem do max raabe okriestra, czyli pastiszy/ kowerów jednak mocno zaawansowanych muzycznie, niż do gejmbojowej sceny… którą notabene uważam za ciekawostkę. i tylko ciekawostkę. i to męczącą ciekawostkę :)

    • CoSTa Grudzień 27, 2006 o 07:50 #

      max raabe? hmmm… no być może naciągając mocno mógłbym jakoś te kraftwerkowe covery pod maxa podciągnąć. max to jednak inna tematyka, stylistyka i wrażliwość imo. bo tu pastiszu niezbyt wiele wyczułem. raczej autentycznej chęci przewalenia kraftwerka we w miarę współczesne 8 bit. i imo udaje się to bardzo dobrze – nie skręciło to właśnie w stronę pastiszu i brzmi zdecydowanie kul.

  4. mlx Grudzień 23, 2006 o 14:59 #

    aaach, za szybko.

    _________

    ‚tej płycie’ – miałem na myśli płytę seriora coconuta

    a klipy?

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
I kolejna doskonała strona z tapetami

Od dłuższego już czasu łażę sobie po necie i szperam za róznymi stronkami, na których warto się zatrzymać bo dają...

Zamknij