Menu serwera

Słucham… 2006.12.27

Poświąteczne siedzenie w robocie, kiedy to połowy składu nie ma, bo się byczy pomiędzy Wigilią a Sylwestrem – to wkurza, demotywuje, deprecjonuje, deprawuje i ogólnie jest „de”. Praca się nie klei, wydajność leży a brzuchol domaga się sałatkowej daniny i karpiowej hekatomby. Jednym słowem: dolina :). W związku ze związkiem dziś muzyczki jakby nieco mniej niż zwykle. Na Jamendo nie mam co narzekać i kilka ichnich albumików opisałem (w tym jeden świetny imo progresywny rock do wzięcia). Poza tym poziom raczej średni i bez olśnień.

64Revolt – Ballads of Malice and Discontent EP
Kciuk w górę. Dzień rozpoczął mi się od tego bardzo sympatycznego kawałka elektroniki w tonacjach retro. Sample z epoki 8 bit to tu tylko mają klimacik robić bo cała reszta już jak najbardziej jest współczesna i brzmi całkiem nieźle. Lekko wykręcony wokal, brzmienia miejscami wręcz noisowe… Bardzo gładko wlazło z samego rana zaraz z pierwszą kawą. Owszem, hałaśliwe ale w ten sympatyczny sposób, po którym głowa szumi ale nie boli. Fajny singielek, wart pociągnięcia.

blackwire – devi fare attento (pobierz album)
Kciuk w dół. Elektronika niby fajna ale niestety śmierdząca amatorszczyzną. Na pierwszy rzut ucha – całkiem wpadająca w owe rzecz ale tylko do nieco głębszego wsłuchania się. Wtedy niestety wyłazi skromny warsztat, jeszcze skromniejsze możliwości i niewielka wyobraźnia muzyczna lub braki wspomnianego warsztatu, które ową wyobraźnię miałyby przekuć na dźwięki. Tak czy inaczej – amatorka. Sytuacji nie ratuje fakt, że to amatorka zaangażowana i miejscami nawet potrafiąca przekonać. Całość jednak niefajna.

Electronic World – Exploration (pobierz album)
Kciuk w dół. Nudne, zbędne, nie mające nic wspólnego z w miarę profesjonalnym robieniem muzyki. Jeśli lubisz amatorskie pitolenie w klimatach elektroniki z bardzo niskiej półki – bierz w ciemno. Jeśli szkoda ci czasu i życia na pierdoły – omijaj z daleka. Wytrzymałem do czwartego kawałka. Dalej już rady nie dałem, sorry. Wszystko ma swoje granice.

Joe Hisaishi – Psycho Horror Night
Kciuk w górę. HA! Coś dla miłośników muzyki klasycznej, chórów, orkiestr i ścieżek dźwiękowych z horrorów oraz klasyki brzmiącej nieco mroczniej niż walce różnych Straussów. Orkiestrowe wydanie oldfieldowego Tubular Bells znanego z Egzorcysty całkiem ładnie zaskakuje interpretacją :). Do wysłuchania. niekoniecznie ale imo warto. Jakość nagrania taka sobie – ponoć to live z jakiegoś koncertu i raczej powinno wyjść jako bootleg imo. Z jakością jest tak sobie niestety :/

KantIk – TrianKle (pobierz album)
Kciuk w poziomie. Mam z tym albumikiem problem. Jest bowiem niezły i w swojej kategorii pewnie wybijający się nieco ponad przeciętność ale jakoś niespecjalnie mi podszedł. Trochę zbyt minimalistycznie zostały potraktowane pewne kwestie, trochę zabrakło tu nieco pełniejszych dźwiękowo rozwiązań. Numery duszą się w swoim własnym sosie, co się niestety czuje. I byłby kciuk w dół, gdyby nie to, że draństwo może się podobać. Ba! Podoba się! Ale nie mogę z czystym sumieniem tej elektroniki (znaleźć tu można i nieco eksperymentowania) polecić wiedząc, że cierpi na niedopracowanie czy jak inaczej nazwać syndrom braku odpowiedniego dźwięku w odpowiednim czasie i miejscu. Sięgnąć warto, napalać się – już nie bardzo. Ogólnie jednak rzecz ciekawa i warta uwagi.

la bête malade – live (pobierz album)
Kciuk w dół. Jest pomysł, jest potencjał, są dobre kompozycje, jest na czym ucho zawiesić. W czym więc problem? Tytuł sugeruje, że toto na żywca nagrywane było. Brzmi to niestety średnio i bardzo knajpiano (w gorszym tego słowa znaczeniu). Całkiem sprawny materiał zamienił się w przygrywkę do piwa. Owszem, ambitną, głośną, z przytupem i mocno hałasującą ale ja wolę takiej muzyki słuchać we wspomnianej knajpie przy wspomnianym piwie. W głośnikach brzmi to już co najwyżej średnio. Za to dopracowany album studyjny tej formacji musi być/będzie ciekawym doświadczeniem. Warto zapamiętać – grają chłopaki nietuzinkowo i chyba mają tego świadomość bo ładnie te swoje utwory prowadzą. Ale prosiłbym nagrać album w studio a nie w knajpie – chciałbym się z muzyką poznać lepiej.

Liam Shachar – Perfect World
Kciuk w górę. Progressive psytrance bardziej jednak psytrance, niż progressive. Dosyć szybka łupaneczka z ambicjami. Wciąga się toto bezboleśnie a w stopach czy innych mocnych beatach zachowano względny umiar i łeb nie trzaska już po chwili słuchania. Zdarzają się na tej płycie kompozycje wręcz liryczne jak na psytrance. Te fragmenty są autentycznie ciekawe choć pamiętać należy, że efekt uzyskuje się tutaj bardziej doborem sampli niż rytmem. Ten pozostaje niezmiennie ten sam: umcy, umcy, umcy… :). Anyway, ten album to wartość i powód rozkwitłego z nagła uśmiechu. Może nie zwala z nóg ale też nie wodzi na pokuszenie zapełnienia komputerowego kosza. Wyższa klasa średnia umcykowania.

Margin of Safety – Bulbus (pobierz album)
Kciuk w górę. Doskonały album przesiąknięty rockiem progresywnym na wskroś. Bez wokalu, dłuuuugie kompozycje, profesjonalne granie pełną gębą. Jedyne, co mi tu przeszkadza, to brak profesjonalnego studia, które by nieco o dźwięk zadbało. Poza tym rewelacja i dla miłośników rocka progresywnego po prostu a must be. Przeciekawe, jazzujące miejscami kompozycje, ogromna wyobraźnia muzyczna, umiejętność tworzenia, kontynuowania i kończenia wątków w tych monsterowych, jedenastominutowych nagraniach… Kochani, to jest za free. To po prostu trzeba mieć i się tym cieszyć a autorom kilka miłych słów napisać i jakimś PayPalem kilka złociszy przelać. Należy im się. Robią doskonałą robotę.

Menfi – Urgences … Connaît pas (pobierz album)
Kciuk w dół. Niefajne, rockowe rzępolenie bez większego ładu i składu. Do tego wokal, który kładzie całość równo (choć i muzycznie jest średniawo mocno). Takie granie zespołu z okolicznego domu kultury. Sympatyczne ale pieniędzy na to nigdy byście nie wydali. Nie warte uwagi imo.

Switch – Hard Drive
Kciuk w dół. Umcaaaaa!!! Boże, jakież ja gówno czasami ściągam… Masz BeeMWicę? Bierz w ciemno! Pozostali nie mają tu zbytnio czego szukać, chyba że lubią shitu słuchać a ich główny styl jazdy to „zimny łokieć”. Kick z twardego w trybie ultrapilnym.

VA – Superstitions
Kciuk w górę. Umcaaaa!!! Boże, jakież ja fajne rzeczy czasami ściągam… Okej, nie wiem na czym to się opiera ale jednej umcy mogę śłuchać bez skrzywienia zęba, zaś innej (patrz nieco wyżej) po prostu nie jestem w stanie znieść. W sumie, tak na ucho nieuzbrojone rzecz biorąc, to jedno i to samo. Ale nie, to nie to samo. No i teraz cholera wie, w którym szczególe tkwi przysłowiowy diabeł. Bo oto mamy solidną, progresywną składankę, która od samego początku uwodzi i trzyma mocno nie chcąc wypuścić. Na pewno nie objawienie ale zdecydowanie dobra rzecz.

1 odpowiedź do Słucham… 2006.12.27

  1. RevPeter Grudzień 27, 2006 o 16:29 #

    Gwoli przypomnienia, Joe Hisaichi to ten, który skomponował ścieżki dźwiękowe do większości filmów Hayao Miyazaki (Studio Ghibli)

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Pojechaliśmy, zjedliśmy, (z)wróciliśmy :)

Święta, święta i po świętach. W tym roku pojechalim za chlebem, karpiem, sałatkami i prezentami aż na zachodni kraj świata,...

Zamknij