Children of Men (Ludzkie dzieci)

Children of Men

Czasem zda­rza nam się wie­czor­kiem coś z żoneczką obej­rzeć. Dziś padło na film, który kom­plet­nie nic mi nie mówił, o któ­rym nic nie sły­sza­łem i w sumie oby­dwoje nie wie­dzie­li­śmy, czego się po nim spo­dzie­wać. Children of Men to kla­syczna wręcz dys­to­pia, ze wszyst­kimi nie­stety ten gatu­nek pla­gami prze­śla­du­ją­cymi. Kuriozalne jest to, że film mimo wszystko mi się spodo­bał a z tego co widzia­łem, Dorophie takoż. O co tu chodzi?

Zacznę może od tego, że zało­że­nia sce­na­riu­sza — utrata płod­no­ści przez wszyst­kie kobiety na świe­cie — są bar­dziej niż idio­tyczne. A kiedy do tego wszyst­kiego dowia­duję się wraz z roz­wo­jem fabuły, że dia­bli wie­dzą w sumie czemu te babeczki rodzić nie mają zamiaru (lub ina­czej — zamiar może i mają ale nie mogą), to zaczyna się tu sfera do wycie­czek iście meta­fi­zycz­nych i bąka­nie o winach świata, które wyma­gają odku­pie­nia. Niedwuznacznie napo­myka się wręcz w fil­mie o Planie. Losie i takich tam słów­kach pisa­nych z wiel­kiej litery. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że do tematu zabrano się od strony rze­czy­wi­sto­ści a nie meta­fi­zyki i stwo­rzono film miej­scami wręcz o sty­li­styce dokumentu.

Ten roz­dź­więk razi bar­dzo. Zaspoileruję i powiem, że do końca filmu nie dowia­du­jemy się o co loto, co może i fil­mowi na lep­sze wycho­dzi bo nie mam poję­cia, jak sce­na­rzy­ści by z takiego zaułka wybrnęli. Inną kwe­stią, którą potrak­to­wano po maco­szemu, to upraw­do­po­dob­nie­nie całej histo­rii. Nie chcę spo­ile­ro­wać więc może ogra­ni­czę się tylko do pyta­nia: czy ktoś wie po co czarny zabił białą? Ja nie mam poję­cia a drę­czą mnie zazwy­czaj powody ode­bra­nia komuś życia. Nawet w fil­mie. Oczywiście w gra­ni­cach roz­sądku — filmy z Arnoldem i Stallonem pomi­jam teraz :). Po pro­stu od strony sce­na­riu­sza ten film nie jest spójny, nie jest prze­my­ślany jak należy a tych myśli (któ­rych nie było) nie potra­fiono wdro­żyć. Scenariuszowy klops jed­nym słowem.

I byłby to film słaby bo akto­rzy grają tak sobie, męczą dłu­ży­zny a samo­chody ni cho­lery nie wyglą­dają na bryczki z roku 2027, gdyby nie… FE-NO-ME-NAL-NE zdję­cia i nie­zgor­szy dźwięk. O tym, że ope­ra­tor­sko film jest wypa­siony, prze­ko­nać się można choćby w sce­nie ucieczki samo­cho­dem przed tłu­mem jakichś dziw­nych kolesi w lesie. Wygląda to wszystko na skrę­cone jed­nym uję­ciem, co być nie może bo jakieś efekty wsa­dzić tam musieli chłopcy od FX. Niemniej to, jak pra­cuje tam kamera, jak to wszystko jest poka­zane i jak cudow­nie zsyn­chro­ni­zo­wane w cza­sie — po tym małym spek­ta­klu tylko cmok­ną­łem z zado­wo­le­nia i cze­ka­łem na jeszcze.

Wojna w mieście

I dosta­łem! I to jak bar­dzo dosta­łem… Film warto obej­rzeć cho­ciażby dla tych kil­ku­na­stu minut walk ulicz­nych, w któ­rych uczest­ni­czą boha­te­ro­wie. Ludzie! Oto dosta­jemy skon­den­so­wany, inten­sywny, warsz­ta­towo dosko­nały i przede wszyst­kim — w cho­lerę wia­ry­godny (zadbano nawet o kro­pelki na obiek­ty­wie kamery, mające robić kli­mat doku­mentu) i do bólu prze­ka­zu­jący obraz wojny w mie­ście. Tak musiało wła­śnie wyglą­dać Sarajewo w trak­cie bał­kań­skiego kon­fliktu. Jestem ocza­ro­wany tym, co powy­czy­niał kame­rzy­sta i post­pro­duk­cją mate­riału. Wizualnie i dźwię­kowo te kil­ka­na­ście minut wciąga w ów świat angiel­skiej (znowu! po V jak wen­deta — co mają do tej Anglii? :)) wojny domo­wej bar­dziej, niż cała ota­cza­jąca fabuła. Im dłu­żej te uję­cia trwały, tym sze­rzej mi się oczy otwie­rały a szczęka coraz bar­dziej się opusz­czała. Owszem, ktoś tam zaraz krzyk­nie, że lądo­wa­nie na plaży Omaha było krwa­wiej poka­zane i dosad­niej, że w mie­ście strze­lano się już nie raz i nawet więk­sze wybu­chy były. Być może. Problem w tym, że w tam­tych fil­mach uczest­ni­czy­li­śmy w fil­mach. W tym fil­mie, robimy uniki przed ryko­sze­tami zni­kąd. Subtelna róż­nica? Jak kanion sze­roka, głę­boka i ogromna!

Jak wiec oce­nić film jako całość? trudne zada­nie. Scenariusz, fabuła, akto­rzy — to leży nie­stety. Ale film mimo wszystko wciąga, narzuca swoją wizję, obra­zami prze­ko­nuje… Daję w skali 1–10 ocenę 7. Wojna w mie­ście prze­ko­nała mnie do tego filmu i nadała cało­ści głęb­szy wymiar.

Children of Men (Ludzkie dzieci)

Obsada:
Clive Owen … Theodore Faron
Julianne Moore … Julian Taylor
Chiwetel Ejiofor … Luke
Charlie Hunnam … Patric

ofi­cjalna strona filmu
film w ser­wi­sie imdb.com
tra­ilery do obejrzenia

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

16 Komentarzy do “Children of Men (Ludzkie dzieci)”

  1. walth 16/01/2007 do 01:00 # Odpowiedz

    Co zna­czy „zaspojleruje”?

    • CoSTa 16/01/2007 do 05:38 # Odpowiedz

      a mniej wię­cej [url=http://en.wikipedia.org/wiki/Spoiler_%28media%29]tyle[/url] to zna­czy. spo­iler to zdra­dze­nie fabuły czy tam cze­goś innego, co zepsuć może zabawę z oglą­da­nia filmu. kla­syczny przy­kład: czy­tasz kry­mi­nał, idziemy na piwo, ja się dowia­duję co czy­tasz i mówię ci kto zabił :)

      • waltharius 17/01/2007 do 10:25 # Odpowiedz

        Przyznam, że nie przy­szło mi do głowy szu­kac tego na wiki :D Aale z kon­tek­stu wdo­my­śli­łem się o co cho­dzi acz­kol­wiek pew­no­ści mnieć nie mogłem :)

        Anyway dzięki za wyja­śnie­nie. Ale ten angiel­ski się spo­lsz­cza (albo pol­ski się zan­gielsz­cza) hehe :)

  2. rzepak.pure.pl 16/01/2007 do 01:31 # Odpowiedz

    Gdy zobaczy?em tra­iler tego filmu, pomy?la?em, ?e ch?tnie go zobacz? ale nie­ko­niecz­nie w kinie. Los chcia?, ?e w kinie go zobaczy?em. Zrealizowany na pod­sta­wie powie?ci P.D. James (nie czyta?em), opo­wiada histori? z nie­da­le­kiej przysz?o?…

  3. tas 16/01/2007 do 06:58 # Odpowiedz

    Zdecydowanie jeden z gor­szych fil­mów, jakie ostat­nio widziałem.

    A uję­cia ostat­nio dużo bar­dziej… ujęły ;) mnie w Apocalypto.

  4. byte 16/01/2007 do 08:42 # Odpowiedz

    Łeeee, a ja ostat­nio na Diggu widzia­łem akcję „zróbmy wszystko, żeby ten film dostał Oskara za 2006 rok!” i myśla­łem bo obej­rze­niu tra­ilera, że to drugi „Blade Runner”… A tu kicha widzę.

    • Hadret 16/01/2007 do 12:42 # Odpowiedz

      Jestem świeżo po prze­czy­ta­niu książki — fimu jesz­cze nie widziałem ;)

      Anyway, CoSTa, tak wła­ści­wie to nie wia­domo, czy warto to obej­rzeć czy nie :P Z Twojej wypo­wie­dzi nie wynika to jed­no­znacz­nie, przez co czuję się… oszu­kany. Ech, chyba jed­nak rzucę na to okiem i oce­nię podług wła­snej skali ;)

  5. eNJey 16/01/2007 do 09:18 # Odpowiedz

    Faktycznie sce­na­rzy­sta nie popi­sał się. Piszesz że akto­rzy grają tak sobie. Zgodzę się z Tobą, gra pierw­szo­pla­no­wych akto­rów jest prze­ciętna. Ale mi bar­dzo spodo­bała się postać Jaspera :) Ogólnie film oce­nił­bym na 6 — bar­dzo dobrze zro­bione zdję­cia nie zrów­no­wa­żyły nija­ko­ści tego filmu.

  6. krzychu 18/01/2007 do 10:18 # Odpowiedz

    CoSta — choć film mnie szcze­gól­nie nie zachwyca, to jed­nak z zupeł­nie innych powo­dów niż cie­bie. A to, co piszesz to zupeł­nie nie­prawda … chyba inny film oglądaliśmy :)

    Przecież ty chyba nie zro­zu­mia­łeś tego filmu, bo nie piszesz jaki jest jego sens? O czym tak fak­tycz­nie on opo­wiada? Tobie wydaje się, że o jakiejś strze­la­ni­nie :P

    • CoSTa 18/01/2007 do 10:48 # Odpowiedz

      na to wygląda, że dwa różne filmy oglą­da­li­śmy krzy­chu. pod­czas gdy ty widzisz tu egze­gezę kon­dy­cji (a wła­ści­wie jej braku) rodzaju ludz­kiego na przy­kła­dzie plagi podob­nej do tych egipskich…

      …bla, bla, bla! sce­na­riu­szo­wej cie­ni­zny nie pokryją żadne gład­kie zda­nia i okrą­głe słówka ani porów­na­nia, para­lele, para­bole czy inne jesz­cze hiper­bole. film jest pod tym wzglę­dem miałki, roz­łazi się w szwach a cała intryga jest tak doj­mu­jąco na siłę kle­cona (włącz­nie z boha­terką, która oczy­wi­ście MUSI być czarna bo co to za madonna XXI-go wieku, która nie daj boże byłaby biała i nie budziła raso­wych kon­tro­wer­sji?), że to miej­scami aż boli.

      widzie­li­śmy, znamy, moral­nego poru­sze­nia toto nie budzi bo nie ma prawa budzić. na to jest zbyt słabe. za to jeśli o wra­że­nia orga­no­lep­tyczne cho­dzi — nie powiem, to już zupeł­nie inny obrazek.

      być może nie zro­zu­mia­łem — pro­szę w takim razie o wykład. tylko musisz się krzy­chu posta­rać wycią­gnąć z tego coś wię­cej, niż oczy­wi­sto­ści widoczne na pierw­szy rzut oka. pokaż mi to dru­gie i trze­cie dno. ja go po pro­stu nie widzę. widzę miał­kie próby tego dru­giego dna stwo­rze­nia ale ktoś tu się tylko macał z owym głęb­szym dnem.

      gdyby nie obrazki, fil­mik dostałby u mnie co naj­wy­żej 5. co najwyżej.

  7. krzychu 18/01/2007 do 16:48 # Odpowiedz

    Nie lubię być goło­słowny, więc daję głos:

    http://camera.art.pl/index.php/archives/55

    have fun!

    • CoSTa 18/01/2007 do 22:13 # Odpowiedz

      dobry tekst i wart pole­ce­nia. kochani, jeśli chce­cie poczy­tać recen­zję — leć­cie do krzy­cha i czy­taj­cie. zda­nia o fil­mie nie zmie­niam, nie­mniej warto poznać kilka szcze­gó­łów, o któ­rych wspo­mina krzych w recenzji.

      z cie­bie to cho­lera recen­zent jest, krzychu :)

  8. krzychu 19/01/2007 do 13:00 # Odpowiedz

    Wiesz CoSta — ja gene­ral­nie nie­sły­cha­nie spo­kojny czło­wiek jestem — i nie­wiele jest dzie­dzin w któ­rych będę słow­nie kru­szył kopie, ale w dzie­dzi­nie aku­rat kina mogę to robić.

    A tobie ser­decz­nie dzię­kuję za inspi­ra­cję — bez two­jego wpisu moja recen­zja pew­nie wcale by nie powstała: ty mnie pod­krę­ci­łeś i oto w godzinę wysma­ży­łem drobny tekścik.

    Dziękuję ci.

  9. Anna 09/02/2007 do 00:49 # Odpowiedz

    Zamiast uży­wać w nad­mia­rze nadmu­cha­nych słów obej­rzyj film jesz­cze raz i tro­che pomysl. Krzychu dal ci dobrą szkołe!to jest recen­zja filmu, a nie popi­sówka słowna!

  10. byte 19/04/2007 do 21:17 # Odpowiedz

    Przed chwilą obej­rza­łem. Co do sceny w samo­cho­dzie — żad­nych kom­pu­te­rów, wszystko było skrę­cone jed­nym uję­ciem. Jeśliś cie­kawy jak, wypo­życz płytę DVD i obej­rzyj bonus.

    Co do sce­na­riu­sza — zgo­dzę się. Słaby, very słaby. Zaczyna się dobrze, roz­wija się cał­kiem zno­śnie a potem siada kom­plet­nie. Panie reży­ser, jak się ma takie uję­cia do dys­po­zy­cji, taką sce­no­gra­fię, tak dobry pomysł wyj­ściowy na film, to nie można z tego zro­bić w tak banalny spo­sób. Rzecz zde­cy­do­wa­nie powinna mieć jesz­cze z godzinę i pobłą­dzić w wąt­kach pobocznych.

    A dłu­żyzn nie zauważyłem.

    • CoSTa 19/04/2007 do 22:11 # Odpowiedz

      @byte:

      w takim razie mogę powie­dzieć tylko jedno: ten film to jeno wiel­kie zdję­ciowe sza­leń­stwo. NIE-MO-ŻLI-WE by w tych samo­cho­do­wych uję­ciach nie było efek­tów jakichś. z chę­cią łyknę te mate­riały dodat­kowe bo to jest wprost niewiarygodne…

      ufff… a więc ty też masz wra­że­nie ola­nia sce­na­riu­sza. już zaczą­łem się tu lekko stre­so­wać, że coś mi w fil­mach umyka ale jak widzę nie jestem jedyny, który zarzuca fil­mowi pro­blemy scenariuszowe.

Dodaj komentarz