Menu serwera

Słucham… 2007.01.03

Dziś dosyć skromnie z ilością ale to „wina” albumów długich, poukładanych i zazwyczaj przy okazji niezłych (choć na swoje sposoby). To także „wina” składanki, którą opisuję jako ostatnią, a która przeleciała mi dziś z trzy razy przez uszy. Bardzo sympatyczna rzecz i warta uwagi. A poza tym oldschool (The Moody Blues), newschool (składanka Slow-release) i dźwięki wprost z arabskich list przebojów. Muzycznie było dziś więc w pracy dziwnie :)

The Moody Blues – In Search Of The Lost Chord
Kciuk w poziomie. Reedycja 2006. Ponoć poprawione wszystko, zremasterowane i prawie że nagrane na nowo :). Nieważne, istotne jest to, że muzyka sprzed bez mała 40-tu lat zestarzała się paskudnie, słuchać tego nie idzie a całość adresowana jest do fanów kapeli i 60-ciolatków, którym brakuje psychodelicznej młodości spędzanej w oparach LSD. Jednak dla ludzi ździebko młodszych ta maniera grania i śpiewania jest już średnio fajna. Lata 60-te to dosyć specyficzny sposób na muzykę, odmienne od dzisiejszego instrumentarium (czytaj – grało się na instrumentach a nie na komputerach udających instrumenty :)), odmienna wrażliwość na rytm, harmonię i takie tam inne pierdoły. Ciężko to dziś lubić będąc wychowanym na muzyce lat 70-tych i 80-tych. Po prostu kompletnie inna era muzyki. Mnie to nie przeszkadza do czasu, gdy cała ta archaiczność zaczyna pokazywać się w pełnej krasie. Są z lat 60-tych nagrania do dziś jak najbardziej aktualne i nie tracące nic ze swojej atrakcyjności. Problem z tym albumem jest taki, że siedzi w pełni w klimatach tamtych lat, co dziś trąci myszką już bardzo. To muzycznie zupełnie inny świat, inna wrażliwość. Dla jasności – to dobry kawałek muzy! Tyle, że imo mającej wartość raczej muzealną już tylko.

The Moody Blues – On The Threshold Of A Dream
Kciuk w poziomie. Uwagi w sumie te same co do albumu poprzedniego, z tym że ten albumik jakby lepiej mi wchodził. Jest zdecydowanie bardziej liryczny, kompozycje bardziej melodyjne, mniej tu ekstrawagancji i łagodnego eksperymentowania z formą a więcej poezji i liryki właśnie. Całość do dziś może się podobać, choć widać, że to kobita po pięćdziesiątce. Słuchać i oglądać jeszcze w miarę przyjemnie ale zanurzyć się głębiej – o, to już zupełnie inna historia :). Prócz braku świeżości (co oczywiste przecież) nic nie mogę albumowi zarzucić. Jeśli lubisz jazdę lat 60/70 w klimatach nieco bardziej lirycznych niż psychodelicznych – bierz śmiało.

VA – Slow-release
Kciuk w górę. Dynamiczna składanka progressive psytrance, która omija szerokim łukiem manowce łupanki i sporo miłego od siebie daje. Słucha się tego doskonale, pobudza toto lepiej niż kawa, powoduje samoistne odruchy machogłowowe i skrętoszyjne :). Co ja będę długo gadał – po prostu warto, o ile masz ochotę na solidnej jakości szybkie rytmy, nie będące przy okazji łupanką.

VA – Arabia Blues
Kciuk w dół. Siem na ten album napalałem, że ho ho! No niestety, zamiast dającego się słuchać folku z rejonów arabskich, dostaliśmy składankę „przebojów”, których słuchać się po prostu nie da. Arabska muzyka rozrywkowa? Owszem, czasem zdarzają się dla nas kawałki dające się wysłuchać, ale w większości przypadków rozziew kulturowy jest zbyt duży i po prostu te utworki strasznie zgrzytają w moich europejskich uszach. I to uszach wytrenowanych już nieco na greckich „hitach” czerpiących ze wschodu garściami całymi. Nie, nie polecam. Zmęczyć się można tymi ich „habibi” już na wysokości drugiego kawałka a im dalej w płytę, tym więcej owego „habibi” się przewala. Niefajne choć przyznać trzeba – mocno egzotyczne.

VA – Culture Shock 80s Vs. Y2K Vol. 1
Kciuk w dół. Sampler jakowyś. Miksy, remiksy, miksy miksów zrobione z remiksów innych jeszcze miksów. Żartuję sobie ale w tym czymś wychodzi na jaw cały pustostan dzisiejszej muzyki. Wyobraźcie sobie największe hiciory lat 80-tych wbite w taneczne rytmy tego wieku plus obsesyjną tendencję do wbijania wszystkiego co się da w ramy najzwyklejszej pod słońcem łupanki. I już wiecie, dlaczego słuchając Blue Monday New Order płytkę posłałem precz w czeluście kosza. Z tego kawałka zrobić gównianą młócę??? Są pewne granice złego gustu…

VA – Room Division Vol. 1 – Casual Moods
Kciuk w górę. Ojojooooj, przesmaczna rzecz dla miłośników rytmicznego lo-fi. Co przez to rozumiem? Kurczę, trudno to wytłumaczyć – wyobraźcie sobie spokojną jakąś melodyjkę, nieledwie ambientową miejscami, jakieś miłe i kojące dźwięki i wsadźcie to w solidny beat. Nie żadne goa tylko taki solidny acz spokojny umc. Wychodzi to różnie ale w tym miksie wyszło to bardzo fajnie. Rzecz ultralekkowciągalna, idealne tło do roboty, może lecieć godzinami i kompletnie się nie nudzi ani nie zawadza. A przy okazji, gdy się tak człowiek wsłucha, to tam się całkiem sporo fajnych rzeczy dzieje. Przesympatyczny albumik.

9 odpowiedzi do Słucham… 2007.01.03

  1. liviopl Styczeń 3, 2007 o 16:52 #

    [quote]Słucham… 2007.01.02

    Słucham… 2006.12.29

    Słucham… 2006.12.28

    Słucham… 2006.12.27

    Słucham… 2006.12.21

    Słucham… 2006.12.19

    Słucham… 2006.12.15 i 2006.12.18

    Słucham… 2006.12.13[/quote]

    Mówi Ci to coś :P ?

    • CoSTa Styczeń 3, 2007 o 18:51 #

      trochę nie chwytam o co ci chodzi livio…

      tak, mówi mi. to moje wpisy o tym, czego danego dnia słuchałem w robocie.

  2. liviopl Styczeń 3, 2007 o 19:00 #

    Troszkę się tego wszystkiego nazbierało ;) .

  3. walth Styczeń 9, 2007 o 23:34 #

    Faktycznie fajną masz robotę, że możesz tak sobie wysłuchiwać różnych kawałków, że nawet możesz te kawałki opisać :)

    Pozazdrościć tylko!

    • CoSTa Styczeń 10, 2007 o 06:33 #

      to nie takie trudne walth – album kula się godzinę, opisujesz to w pięć minut i klikasz dalej. pięć minut przerwy co godzinę (czasem zdecydowanie rzadziej) to chyba zupełnie normanla sprawa :)

      robota fajna, nie przeczę, choć kurczę do końca stycznia będę miał po prostu rzeźnię. w takich momentach już fajna nie jest :/

  4. xeo Styczeń 31, 2007 o 19:40 #

    Nichama nie moge znalezc tego VA – Slow-release oraz VA – Room Division Vol. 1 – Casual Moods. Nie wiem skad Costa dorwal ten stuff.

    Btw, czy mogloby byc domyslnie zaznaczone Wyslij mailem powiadomienie?

    • CoSTa Luty 1, 2007 o 07:46 #

      nie ukrywam, że kradnę z serwisu filemp3.org plus kilka innych miejsc (ale to sporadycznie). co do zaznaczenia domyślnego „wyślij mailem…” – oj, chyba się nie da. w sumie nawet nie wiem jak miałoby to funkcjonować :)

      • xeo Luty 1, 2007 o 09:38 #

        Problem w tym, ze na filemp3 tego nie ma :/ dlatego pomyslalem, ze istnieje jeszcze jakies inne zrodelko. No chyba ze ja nie umiem szukac w wyzej wymienionym serwisie.

        Wyslij mailem mialoby dzialac tak samo jak Zapamietac dane, jak jedno jest zaznaczone to chyba mozna i drugie. :)

        • xeo Luty 1, 2007 o 09:43 #

          Zdaje mi sie, ze ten stuff lezy w sekcji dla vipow :/ Szkoda.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Kto to jest ten Zarzeczny???

Szybkie odpalenie przeglądarki by zassać istotnego maila z konta Interii, logout i wskakuje mnie ichni portal w ramach nabijania sobie...

Zamknij