Menu serwera

Słucham… 2007.01.05

Jeeezu, siódma wieczorem a ja wciąż w robocie :/. Sezon przedtargowy to sezon przegwizdany – zapytajcie się dowolnego kolesia zajmującego się składaniem czegoś do kupy i puszczaniem do druku. Masakra :/…

OK, dziś w sumie niewiele choć przecież miałem czas słuchać. Za to jest małe conieco do pobrania i powiadam Wam – fajne! Ta skromna ilość albumików wynika głównie stąd, że nie było kiedy muzy opisywać (serio! klikania od cholery!) a i sporo singli mnie wpadło. I to niezłych. Być może kiedyś…

David Newlyn – Ancient Lights
Kciuk w dół. Średniej jakości elektronika, miejscami wręcz bardzo złej. Kuleje tu wszystko – kompozycje, aranżacje i przede wszystkim – dobór sampli oraz bark pomysłu na robienie muzyki. Szkoda imo czasu na to, lepiej poodkrywać coś na Jamendo, do którego to serwisu ten album by pasował, jako ewentualna zapchajdziura między rzeczami fajniejszymi. Nie zrozumcie mnie źle – tak okropnie to nie jest ale robić muzykę dla samego robienia… Nuda z tego wyłazi i tyle.

Dperd – 3non
Kciuk w dół. W założeniu to miał być zdaje się gotyk. Albo przynajmniej coś ciemnego w brzmieniach – jakiś darkwave czy coś w ten deseń. Założenie spełnione w 50-ciu procentach. Czemu? Bo o ile muza jeszcze w miarę trzyma poziom (choć tu też jest różnie), o tyle całą płytę kładą wokale. I to tak konkretnie kładą, że to aż niewiarygodne, że ktoś w ogóle położył siano na produkcję i dystrybucję takiej amatorki. No chyba że jest to jakiś self release, wtedy jestem w stanie to zrozumieć. Wokal tutaj jest po prostu straszny – fałszuje, gubi skale, rytm i w ogóle jest do dupy maksymalnie. Brrr…

Faun – Totem
Kciuk w górę! YYYES! Nareszcie jakiś album, który przykuł mnie do siebie z mocą wielką. Świetne, bardzo dobre, bardzo smakowite połączenie muzyki w klimatach średniowiecza (mediewalistycznej? :)), ichniego instrumentarium, współczesnego głosu i elektroniki, języka niemieckiego (pasuje tu jak ulał!) i ogólnego folkowego feelingu w ciemniejszych tegoż folku odmianach (Hedningarna i takie tam). Bawią się tu konwencjami, przerzucają klimatami (jest nawet nieco wschodu w kawałku „Gaia”), częstują słuchacza solidną porcją muzyki bardzo wysokiej jakości. Polecam szczerze. Warto! A jak to brzmi, przekonać możecie się sami biorąc jeden przykładowy kawałek na warsztat :)
pobierz plik

Instans – Common Ground
Kciuk w górę. Mroczne, bardzo mroczne electro zahaczające miejscami o noise czy wręcz industrial. Rzecz w swojej wąskiej specjalizacji znakomita. Daje dokładnie to, czego się można by było spodziewać – muza doskonale się nadaje do skakania w jakimś mrocznym, pełnym syfu i gnoju klubie, nie cieszącym się najlepszą reputacją. Ta muzyka jest brudna, niemiła i ogólnie robi źle. A przecież o to właśnie chodzi! Zdecydowanie dla fanów gatunku i im tę pozycję polecam. Reszcie już nie za bardzo.

Krutar Tetox – Xorientlx
Kciuk w dół. Jeden wielki elektroniczny eksperyment z gatunku „hey, ciekawe co się stanie, gdy pokręcę o tym!”. Jak się zapewne domyślacie, nie da się tego słuchać. Lub może inaczej: słuchać tego i owszem się da, tyle że nie jestem miłośnikiem takiego traktowania słuchacza. Owszem, to jest na swój sposób ciekawe i dostarcza nowych doznań ale nie jestem zwolennikiem dostarczania nowych doznań za wszelką cenę. Na ten przykład cenę bólu głowy, który niechybnie po kilku kawałkach zacznie was łapać. Zdaje sobie sprawę, że są miłośnicy takiego sposobu robienia muzyki – przez wciskanie czego się da, kiedy się da i jak się da. Nawet mnie często dosyć ciągnie słuchanie różnych eksperymentów. Ale nie w tym wypadku. To mi nie smakuje.

Marcus Schmickler – Demos
Kciuk w górę. Łomatko, z jednego eksperymentu w drugi. I to kurczę ciężki jak diabli. Ale takoż i diabelsko interesujący! A już kompletnie obezwładniający, kiedy człowiek zaczyna się w ten cały dźwiękowy chaos wsłuchiwać i słyszy tłum krzyczący coś, molorecytujący jakieś kwestie – raz po niemiecku, raz po polsku… Choas! Piekło! Głęboka psychoza! Fenomenalna rzecz! Jeeezuuuuu, jak ja bym tego z chęcią na żywo posłuchał. Booożeeee! Dlaczego nie znałem tego na narkotyczne wycieczki jeżdżąc??? Zabiłoby na miejscu… A za powstaniem tego działa (bo to dzieło kochani moi jest) kryje się cała historia, jakieś filozoficzne rozważania i bóg raczy wiedzieć co jeszcze. Lektura pliku .nfo dostarczonego wraz z rippem, w którym zamieszczono fragmenty zdaje się jakiejś recenzji, to wciągające zajęcie. No, o tym można śmiało powiedzieć „dźwiękowa sztuka”. Trudne, ciężkie, niestrawne ale powalające. Muzyka z piekła rodem. Świetne!

Mika Vainio – RevittyKciuk w dół. Głęboko eksperymentalna elektronika. Jak dla mnie zbyt głęboko i zbyt eksperymentalna. Dotrwałem do trzeciego kawałka a później album potraktowałem z półobrotu. Tylko i wyłącznie dla hardcorowych wyznawców eksperymentów z buczącym dźwiękiem. Cała reszta świata powinna omijać to z daleka. Ja tam omijam.

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Słucham… 2007.01.04

Chlip... Targi za pasem... Chlip... To znaczy tylko jedno - podli kapitaliści wyzyskują papę CoSTę fizycznie, psychicznie i szkoda, że...

Zamknij