Menu serwera

Jean Michel Jarre – Teo & Tea

Jean Michel Jarre – Teo & Tea

Promocyjny materiał, który zassałem wczoraj z netu, i który przesłuchuję sobie raz za razem, świadczy dobitnie o tym, że czasy się zmieniają a ja jestem już kolesiem ze sporą ilością lat na karku :). Można na JMJ klnąć, że zmarnował potencjał, że rozmienia się na drobne, że robi rzeczy, których kiedyś by się wstydził. Słyszałem bowiem i takie opinie a część z nich poniekąd podzielam. Jednego jednak nie można JMJ odmówić – „czucia” koniunktury a więc i muzycznych gustów większości ludzi. Czuje je doskonale i trafia swoimi albumami perfekcyjnie w zapotrzebowanie, czego ni cholery nie są w stanie pojąć fani „starego” Jarre’a. Zestawcie ten album z choćby Oxygene… Sam fakt, że zestawiam rzecz z 2007 roku z albumem sprzed 31 lat (TAK! Już tyle czasu minęło, nieźle :)), który określa się jako najlepszy w karierze Jeana Michela, coś może nam powiedzieć o kondycji dzisiejszej elektroniki. No i oczywiście tej z zeszłego wieku.

Teo & Tea to przyzwoity kawałek elektroniki, w którym znajdzie się miejsce i na beemwicową wręcz stopę (otwierający całość Fresh News), i na kawałki pokazujące prawdziwe oblicze JMJ (bardzo dobre Partners in Crime w dwóch częściach (pobierz część drugą)). Kompozycje na tym albumie prezentują cały wachlarz możliwości: od bezdennie głupich, po ocierające się o geniusz. Ten album to po prostu synteza osobowości JMJ, która jest emanacją kiczowatego show z elementami właśnie muzycznego geniuszu. To niesamowite ale ten koleś potrafi spieprzyć coś, co przed chwilą misternie budował przez kilka minut i robi to tylko po to, by za chwilę znów wpadkę naprawiać. Niestety w tym szaleństwie nie ma metody i szlag trafia, że coś tak nierównego wychodzi spod paluchów niegłupiego przecież kolesia.

Jedno jest pewne: muzyka tego faceta ma więcej lat, niż ja sam liczę, a to naprawdę sporo. Przez ten okres czasu JMJ obdarzył świat kilkoma klasykami elektroniki i kilkoma koncertami, o których będzie głośno na długo jeszcze po jego zejściu (w ramach urodzinowego prezentu jakieś DVD z koncertem w Huston/Lyonie chętnie przyjmę :)). Ta płyta nie jest dobra i nawet nie zbliża się do poziomu wyznaczonego przez Oxygene czy Zoolook (imo jeden z lepszych albumów z elektroniką made ever). Przyszła, pograła w moim iTunes i poszła. Zoolook i Oxygene siedzą w katalogu z ulubionymi albumami już od lat. I jakoś nie chcą miejsca ustąpić. Jean Michel Jarre już po prostu do siebie samego nie dorasta. Szkoda ale też przecież nie wszystko trwa wiecznie.

Ocena w skali 1-10: 6

oficjalna strona Jeana Michela
Jean Michel w Wikipedii

PS. Przypominam, że kilka kawałków, które szczególnie mnie się ostatnio rzuciły na uszy, znaleźć możecie zgromadzone w ramach mojego projekciku smaczne utwory. Miłego ssania :)

24 odpowiedź do Jean Michel Jarre – Teo & Tea

  1. yoshi314 Luty 27, 2007 o 21:40 #

    pamietam ze kiedys mialem pokazna kolekcje kaset jarre’a. tylko gdzie sie podzialy?

    a ten koncert na ktorym gral na promieniach swiatla byl naprawde niezly.

  2. rhClaus Luty 28, 2007 o 08:40 #

    owszem, to już nie to co kiedyś, ale całkiem przypasowała mi ta płyta ;)

  3. rumiankowa Marzec 1, 2007 o 06:41 #

    u mnie nadal kolekcja kaset plus kilka płyt jarre’a, obiecałam sobie kiedyś skompletowanie, ale niestety zawsze pieniądze potrzebne są na coś innego, więc tak odkładam te zakupy. ale obiecałam sobie kiedyś też koncert Jarre’a i w Gdańsku się pojawiłam :) koncert houston/lyon gdzieś na kasecie video jeszcze.

    oxygene – tak, nic nie dorasta do tej płyty.

    a mimo wszystko najwiekszym sentymentem darzę „waiting for cousteau” :)

  4. CoSTa Marzec 1, 2007 o 07:43 #

    [b]yoshi[/b]: kasety mam do dziś (sporo!) ale tak po prawdzie to poluję na jakąś dyskografię w losslesie. muszę poszperać po necie nieco, pewnikiem się coś znajdzie gdy się głębiej poszuka. kilka płytek kupiłbym na trwałym nośniku, przynajmniej te imo najważniejsze płyty kolesia. cholera, trzeba zadbać o jakąś dobrą muzę dla córy i wnuków :)

    [b]rhclaus[/b]: imo płytka doskonale gładka – na parkiet i z dwa-trzy utworki do puszczania w domu. stary jarre już się cholera nie wrati :/

    [b]rumiankowa[/b]: huston/lyon chcę zremasterowane, wyczyszczone i przestrzenne. niestety, nie ma chyba w ogóle tego koncertu na dvd :/ a to przeca trzeba też oglądać… no nic, może kiedyś. „waiting…” powiadasz? pierwsze przesłuchanie mną wstrząsnęło – wszystkie prawie calypso do wywalenia ale kawałek tytułowy to jest TO.

    • Anna Beek Maj 11, 2007 o 15:48 #

      Kim jest Jarre?, zapytał #4:CoSTa po odsłuchaniu koncertu ze stoczni,

      i „Czegoś mi tu brakuje?”, zastanawia się młoda fanka, po przesłuchaniu T&T.

      Odpowiem Wam – Jan Michał Jarre jest przemiłym, dobrym chłopakiem, który musi żyć we Francji, bo Francuz powinien mieszkać we Francji, ma tam najlepsze warunki do pracy i swojego rozwoju, ma bardzo dobry słuch i słyszy, czuje melodię, muzykę, nie zagłusza się. On naprawdę kocha-lubi ludzi, ale jest też jak MY wszyscy, zwyczajny.

      Był wielokrotnie przez fanów naciskany i proszony o płytę o ONYM i ONEJ, nie chciał ulec, ale teraz zechciał ją nagrać i wydać.

      Trzeba by raczej posłuchać wywiadu nt. tego dlaczego płyta powstała, TVP3 Teleplotki sprzed 2 tygodni nadały rozmowę z Jarrem na ten temat. Na stronie polskiej http://www.jeanmicheljarre.pl jest też duże info, w miarę na bieżąco, nt. tego co myśli Jarre.

      Inspiracją był dla niego film „Dzikość serca”.

      Przed i podczas przygotowania T&T zaglądał do klubów, gdzie ludzie spędzają sporo czasu i posłuchał czego słuchają, jak się bawią.

      Rozmawiał z ludźmi młodymi i starszymi i zrobił płytę niewesołą i to tyle. Tak jak niewesoło ludzie się teraz bawią, także w klubach, nie mają dobrej muzyki i są z muzyki klubowej bardzo niezadowoleni, nie mają muzyki, której chcieliby słuchać. Tak jest w Polsce i na całym świecie. Głuchniemy. Krytycy muzyczni są głusi, a co dopiero MY, zwykli słuchacze.

      T&T jest płytą na którą czekałam od OXYGENE, a więc 31 lat. To za dużo czasu na takie czekanie, nie chodziło Jarrowi o tanią popularność tylko o przekazanie swojego muzycznego odczucia nt. ludzkich losów w wymiarze spotykania się, w wymiarze płci, a nie tylko młodości. I wreszcie mogę jej posłuchać. Jarre będzie komponował i nagrywał dalej dla NAS, dla siebie i wszystkich którzy go potrzebują. Ja go bardzo potrzebuję.

      Jeśli młoda fanka pyta „Czegoś mi tu brakuje?”, a krytyk muzyczny pisze np. że T&T – „płyta ta to historia bez historii, trochę, jak wszystkie płyty Jarre’a”, to Ja Wam odpowiadam – brakuje Wam samych SIEBIE w tym wszystkim, przy słuchaniu Was nie było. Ale to puste miejsce w Was możecie zapełnić czym chcecie, mam nadzieję że nie złymi emocjami, po słuchaniu Jarre’a jest to niemożliwe.

      Myślę od wielu lat żeby stosować kawałki Jarre’a w muzykoterapii, jego muzyka pozbawia ludzi aktywnej agresji i zamienia w wyciszonych, subtelnych, miłych ludzi. Zmęczeni i rozdrażnieni odpoczywają szybciej niż po zastosowaniu innych metod, np. w naturze. To jest właśnie mój wielki IDOL JMJ.

  5. krzychu Marzec 1, 2007 o 16:22 #

    Obejrzałem w całości koncert JMJ w Stoczni Gdańskiej i po paru minutach jego trwania zacząłem się zastanawiać [i]kim jest JMJ[/i]?

    • Anna Beek Maj 11, 2007 o 16:06 #

      Przeczytaj komentarz Anny Beek powyżej swojego Zapytania. Odpowiadam na Twoje Zapytanie.

      Pozdrawiam i życzę przyjemnych poszukiwań.

      Anna Beek

  6. rhClaus Marzec 1, 2007 o 22:34 #

    [b]Costa[/b] – tak właśnie myślałem sobie o tej płycie, że będzie dobra do puszczania na 18nastkach. :)

    Ale nie jest tragicznie, z resztą większość z czasem zaczyna się wypalać i robić komerchę. To nic nowego. Szanujmy gościa za to co zrobił i nie kopmy leżącego. ;)

    • MARECKI Kwiecień 4, 2007 o 07:41 #

      Byłem, podkreślam „BYŁEM” wielbicielem talentu i twórczości Jarre’a – do ostatniej jego płyty, choć i poprzednie „wybryki” zwiastowały załamanie jego sztuki.

      Nie mniej nie więcej albumem „Teo & Tea” JMJ rozmontował się na czynniki pierwsze przed naszymi oczyma – a to boli, zwłaszcza jeśli ktoś taki jak On rozpieszczał nasze zmysły wspaniałymi nowatorskimi płytami takimi jak:

      – Oxygene

      – Equinoxe

      – Magnetic Fields

      czy znakomitym i ponadczasowym ZOOLOOK – istnym mistrzostwem świata. Płyta Oxygene 7-13 też była dobra choć zabrakło w niej tego magicznego kosmosu i komet ujętych w Oxygene 1-6 z 1976 roku. Nie mniej kontynuacja Oxygene powiodła się (grana w duchu syntezy analogowej, spójna, przemyślana, nowoczesna)…

      Nagle od płyty „Metamorphoses” z Jarre’em zaczyna się coś dziać. Uspokoił mnie jednak wydaniem niszowego albumu „Sessions 2000” – baardzo dobry na nowo odkryty Jarre. Następnie wychodzi „Geometry of love” dla Vip Room. Oceniam ją średnio (po za pierwszym genialnym kawałkiem). I oto OBJAWIENIE 2007 ROKU – cyt.

      „Jednak to co przynosi cała płyta „Teo & Tea” ma być czymś głębszym i niekonwencjonalnym, wywodząc się z idei albumu koncepcyjnego.”

      HMMM – że co?

      Drodzy Jarromaniacy – niniejszym zadać sobie trzeba pytanie:

      – dlaczego JMJ posiadając znakomity warsztat popełnia taką szmirę jak T & T ?

      – dlaczego mimo upływu lat nie widzi różnicy między kiczem a solidnie przygotowanym wydawnictwem?

      – dlaczego daje się publicznie ośmieszyć?

      JA NIE ZNAM ODPOWIEDZI NA TE PYTANIA – nie mieści mi się w głowie to co się dokonało, a dokonało się, dokonało…

  7. młoda fanka :D Marzec 2, 2007 o 21:07 #

    Więc powiem wam, że jak na fankę Jeana to jestem młoda bo mam kilkanaście lat (15) ale słyszałam juz wszystkie jego piosenki bo gram na takim samym instrumencie i uczylam sie jego utworów a co do T&T jest cool

  8. fatezzz Marzec 2, 2007 o 22:27 #

    Jarre’a szanuje za caloksztalt. Nie tylko za plyte A lub B. Tym razem jednak czegos mi tu brakuje…

    A moze ktos chce posluchac tego co ja pisze?:)

  9. Jarre fan Marzec 3, 2007 o 10:01 #

    Album T&T składa sie zarówno z b.dobrych, jak i dosyć nieudanych utworów.Na szczęście na mocnym techno bicie oparte są tylko 3 utwory (2 wersje T&T oraz Vintage(nr11)) z czego ten ostatni jest jak dla mnie bardzo interesującym utworkiem, o ciekawej melodii, choć troszkę już starszych brzmieniach- kojarzy mi sie z polską elektroniką początku lat 90. Pierwszy utwór Fresh News również kojarzący sie z klubem nie ma aż tak ordynarnego techno beatu. Podobnie jak i kilka innych utworów gdzie mocne beaty występują lecz są one połamane tworząc ciekawsze linie rytmiczne niż tytułowe T&T. Polecam 6min. utwór Touch to Remember (nr4)oparty na smyczkowym temacie – to przykład geniuszu J.M.Jarre’a. Są na płycie utwory, które do mnie nie przemawiają – Gossip (nr10). Moja ocena całości – Jarre jako artysta znów poszukuje nowych rozwiązań (robi to na każdej płycie za co go cenie), nie zawsze jednak przynosi to mające wysoką wartość artystyczną efekty. Tak jest w tym przypadku, Niestety, wg mnie album T&T jest przeciętny, utwory nie wyróźniają się szczególniejszymi pomysłami i rozwiązaniami melodycznymi, sam album (poza 2 utworami) nie pozostaje w pamięci. J.M.Jarre jest artystą poszukującym – poczekajmy więc na kolejne jego dzieła.

  10. Nie ten sam Jarre ale... Marzec 3, 2007 o 12:40 #

    Masz sporo racji Jarre fan ja też słchuma Teo&Tea i oczywiście zadowolony jestem i nie ma się co łudzić , że przypomina ta płyta starego dobrego Jarra może tylko w małej części. Moje zdanie jest takie-nie obwiniajmy Jarra za to , że poszukuje nowych kierunków w muzyce. A jak komuś się nie podoba to niech sobie puści oOxygene albo inne. Ja osobiście słucham tego i tego i jakoś godze.Pozdr!

  11. fatezzz Marzec 8, 2007 o 19:16 #

    W sumie jednak przekonal mnie do siebie utworek „Teo & Tea 4am”. Baardzo energetyczny jak dla mnie… mimo, ze to nie tak bardzo Jarre’owe :)

    Laduje pozytywna energia… bynajmniej mnie:P

  12. hallowedland Marzec 26, 2007 o 17:00 #

    Moje osobiste zdanie na temat twórczości JMJ – w ciągu swej całej kariery wydał tylko jedną płytę-porażkę czyli Sessions 2000. Reszta jest genialna, ociera się o geniusz lub jest dobra. Co do nowego wydawnictwa. Deklaracja Jarra na temat stylowego powrotu do przeszłości poniekąd się sprawdziła. Moim zdaniem ten powrót uwidacznia się w nieco sterylnym brzmieniu albumu TEO & TEA, ale same aranżacje mają nową jakość. JMJ zawsze szedł z duchem czasu w parze, i nie powinno nikogo to dziwić. TEO & TEA to najbardziej energetyczny album Jarra z całej dyskografii i ciesze się, że taki ma właśnie kształ. VINTAGE i TOUCH TO REMEMBER to moje perełki. 8/10 dla T&T

  13. mrkriss Kwiecień 16, 2007 o 08:50 #

    Słucham Jarre’a już od jakichś 18 lat a Teo&Tea od kilku dni i powiem Wam drodzy Fani i „fani” jedno: ta płyta jest bardzo w stylu Jarre’a. Zawiera taką samą esencję jak chociażby mój ulubiony Oxygene. I to jest to, co zawsze w jego muzyce ceniłem.

    Może pochodnia jest inna, ale płomień pochodni tak samo magiczny i ciepły.

    Posłuchajcie tej płyty szczerze, bez uprzedzeń. Moim zdaniem jest bardzo magiczna i romantyczna… o nowatorstwie brzmień nie wspomnę… no i ten SEX :D To coś nowego u Janka !

  14. Adix Kwiecień 18, 2007 o 16:13 #

    Cenie Jarre’a za całokształt. Teo & Tea jest OK! Może troche w innym stylu, ale jednak słychać to „coś” co jest w każdym utworze Jarra. I to właśnie w nim lubie! Zawsze lubi nas czymś zaskoczyć ;) !

  15. sebastian sobieski Kwiecień 25, 2007 o 09:35 #

    nowa płyta Jarre’a jest poprostu kolejnym światem który artysta odkrywa przed nami.

    Oczywiste jest ze …nie może zrobić cos takiego jak Oxygene…. bo to tak samo jakby w nieskonczoność malować np ten sam obraz.

    Powstał i już jest ..a poszukiwania trwaja dalej. On widzi wiecej … z kosmicznych przestrzeni przenosi tę płyte być może i w kiczowaty wręcz swiat prostej elektroniki … dużo w niej dzwięków pospolitych ….. cyfrowych pisków … ale własnie o to chodzi ..on nadal potrafi sie tym zachwycać … 30….40 lat temu dziesiątki inżynierów pracowalo by stworzyc generator ktory .. cos takiego wydobędzie i moze nawet na tym da sie zagrać.Geniusz jego polega ..na tym że on to potrafi.Kolejny album kolejny świat. NIe będe go słuchał tak jak Oxygene, ale nie powiem ze JMJ sie stacza. PO Oxygene 7-13 ktora pomimo wszystko byla kontynuacja klimatu Oxygene … nastąpił szok „Metamorphoses” jak sie okazało … to nie rozkład Jarrea tylko moja niedojrzałość nie pozwalala natychmiast pojąć tej muzyki. Co zrobil Jarre w tej chwili?… Wydał płyte która oburza fanów „starego ” JMJ… a co zrobil 31 lat temu ??? skomponował Oxygene którego nikt nie chciał wydać ze wzgledu na „dziwność” . wnioski wyciągnijcie sami … :)

    • czechu9 Kwiecień 25, 2007 o 15:42 #

      nie no super recenzja Sebastian całkowicie się z Tobą zgadzam

  16. CoSTa Kwiecień 25, 2007 o 19:23 #

    [b]sebastian[/b]: oczywiście masz rację pisząc, że nie ma sensu tworzenie drugiego oxygene. nie chciałbym tego, tak jak pewne każdy fan. chcę, by artysta, którego podziwiam za jego dokonania, rozwijał się i eksplorował nowe przestrzenie. tyle że… nie wiem, czy umca ze stopą to jest akurat ta przestrzeń, którą jarre powinien macać. po prostu ni cholery nie mogę go skojarzyć z parkietem, a właśnie w tym kierunku zmierza jego muzyka. OK, to nie jest jakiś wielki problem dotyczący samego artysty. to jest raczej problem nas, jego słuchaczy, których wychował sobie tak a nie inaczej i przyzwyczaił ich do takiej a nie innej wrażliwości muzycznej.

    • czechu9 Kwiecień 26, 2007 o 22:00 #

      To prawda także się niepokoje choćby jego ostatnia wizyta w klubie nocnym gdzie miksował swoje kawałki z nowej płyty….moim zdaniem trzeba poczekać jak będzie „ewaluował” nowy Jarre.Może to jest chwilowa zmiana a może zmiana jak to się mówi „na dobre” i tak jak pisał CoSTa Jarre po prostu będzie szedł w kierunku dance,techno…Trudno powiedzieć..Trzeba poczekać.Już nie raz nas przecież zaskakiwał-najpierw płyty były ble a potem robiły furorę także wśród starych jarromaniaków.A tak swoja drogą Teo&&Tea wcale złą płytą nie jest.Jest parę naprawdę fajnych kawałków , ale boje sie czy Jarre nie pójdzie za ciosem i nie spróbuję wydać kolejnej ale już bardziej dyskotekowej płyty. Myślę , że on wie co robi.Jednocześnie zdaję sobie sprawę , że odtrącił tą płytą starych fanów , ale za to przygarnął nowych , a wiadomo , że popyt na muzykę typu techno teraz jest bardzo duży–Jarre myśli.Może mało stracić a wiele zyskać wśród nowych słuchaczy jego płyt.Szczególnie młodzież. Ale faktycznie Jarre i parkiet–to wygląda naprawdę dziwnie.

  17. mrkriss Kwiecień 28, 2007 o 04:43 #

    słucham tej płyty już kilka tygodni, niemal dzień w dzień:) jest świetna!

  18. MOJE ZDANIE Maj 3, 2007 o 04:37 #

    TEŻ JESTEM FANEM JMJ.

    PŁYTA REWELACJA ! – .. Z TYM ŻE POWINNA JUŻ DAWNO SIĘ UKAZAĆ !! – CZEKAŁEM NA NIĄ OD JARRE-MIX I ODDYSEY O2 – ALE W KOŃCU JEST – PODOBNE BRZMIENIE I – ABY TAK DALEJ !!

    JEST RÓŻNORODNOŚĆ. TROCHĘ HOUSE, CHILI – POPROSTU KLUBOWA MUZYKA.

    MOJA PEREŁKA TO „BEAUTIFUL AGONY” !!

    SŁUCHAM I SŁUCHAM… MOŻE KONKUROWAĆ Z ADAGIO FOR STRING – TIESO !!!

    GORĄCO POLECAM T&t !!!!!

  19. julia0824 Maj 30, 2007 o 17:31 #

    lubie was

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Urodziny…

Ile to już? Lepiej nie liczyć...

Zamknij