Okami (PS2) — Hands On

Innymi słowy — pogra­łem rap­tem dwie godziny i jak pierw­sze wra­że­nia. O tym będzie ten wpis. Dedykuję go wszyst­kim bez wyjątku gra­czom a miło­śni­kom erpe­gów w szcze­gól­no­ści. Dlaczego? A dla­tego, że spo­tka­łem się oko w oko z grą, która może nie rede­fi­niuje gatunku, nie jest jakimś kamie­niem milo­wym (przy­naj­mniej jeśli o kwe­stie mecha­niki roz­grywki, fabułę i tym podobne sprawy cho­dzi) ale na pewno pozo­sta­nie lub powinna pozo­stać uznana za jedno z naj­pięk­niej­szych zja­wisk, jakie uka­zało się w roz­rywce elek­tro­nicz­nej ever.

Okami — prze­piękna grafika

Dżapsy did it again. Nie wiem jak to się dzieje ale to kraj kwit­ną­cej wiśni jest imo naj­pręż­niej­szym inno­wa­to­rem w elek­tro­nicz­nej roz­rywce. Nawet jeśli przed­się­wzię­cia z mer­kan­tyl­nego punktu widze­nia mogą być ska­zane na nie­po­wo­dze­nie — jest wola i odwaga podej­mo­wa­nia wyzwań i two­rze­nia gier innych, dziw­nych, pokrę­co­nych albo wszystko to jed­no­cze­śnie, adre­so­wa­nych do ści­śle okre­ślo­nego odbiorcy. Mam wra­że­nie, że z Okami sytu­acja wygląda tak wła­śnie — powstał tytuł, który był prze­zna­czony dla ści­śle okre­ślo­nego odbiorcy. Tym odbiorcą jest ktoś, kto po pro­stu jest w sta­nie doce­nić artyzm w grach, sto­jące za tym, co wyświe­tla się na ekra­nie „coś wię­cej” niż tylko mecha­nika, macha­nie dżo­jem, mychą czy padem.

Gra roz­po­czyna się legendą. Legendą w stylu japoń­skich gier eRPe­Gie, czyli długą, wyma­ga­jącą mnó­stwa kli­ka­nia i poświę­co­nego czasu. Legenda jest i owszem, cie­kawa ale jak się oka­zuje po prze­kli­ka­niu pierw­szych dwu­dzie­stu minut, sta­nowi tylko wstęp do wyda­rzeń zawią­zu­ją­cych intrygę dzie­jącą się współ­cze­śnie (o czas w grze oczy­wi­ście cho­dzi). Japońskie eRPeGi — love it or hate it :). Później obo­wiąz­kowy tre­ning z poru­sza­nia się po grze i jej funk­cjach (czło­wiek Zachodu powi­nien na tej wyso­ko­ści dostać szału, w końcu przy­wykł do gra­nia ponie­kąd „z miej­sca”) i tu pierw­sza nie­spo­dzianka. Grafika!

O gra­fice w Okami napi­sano nie­jedno, ja może tylko dorzucę, że żaden youtu­bowy fil­mik nie oddaje nawet w czę­ści tego, co widać na ekra­nie. Bo prócz japoń­skiej kre­ski, twórcy zadbali o szcze­góły (obiekty pozo­sta­wia­jące roz­my­cia, powi­doki, prze­źro­czy­sto­ści i co tam Wam jesz­cze do głowy przyjść może) i — co naj­waż­niej­sze — nało­żyli na to wszystko fil­try imi­tu­jące fak­turę czer­pa­nego papieru. Nie widać tego na fil­mi­kach bo rzecz jest sub­telna ale nadaje cało­ści nie­praw­do­po­dobny sma­czek. Efekt jest taki, że Doropha po zoba­cze­niu tego, co się na ekra­nie wypra­wia, zro­biła tylko „Oooch, jakie to ładne” i to mi star­czy za załe kilo­bajty opi­sów. Czegoś takiego jesz­cze kochani nie widzie­li­ście, nie­za­leż­nie od plat­formy. Ta gra przy­jętą sty­li­styką, kolo­ry­styką, kre­ską, fak­turą i czym tam jesz­cze, po pro­stu łechta zmysł wzroku. Jak na razie to naj­pięk­niej­sza i jedna z naj­le­piej prze­my­śla­nych wizu­ali­za­cji elek­tro­nicz­nego świata, jaką było mi dane oglą­dać kie­dy­kol­wiek. A widzia­łem już bar­dzo wiele i na nie­jedną platformę.

Druga nie­spo­dzianka to chyba to, że nie spo­dzie­wa­łem się aż takiego osa­dze­nia ste­ro­wa­nej przeze mnie postaci w świe­cie, w któ­rym gram. Gram bogiem, bogiem potęż­nym, który jed­nak (tu długa legenda) swoje moce utra­cił i teraz musi je odzy­skać, by ura­to­wać świat. Niczego mniej bym się nie spo­dzie­wał, więc ruszy­łem z kopyta potre­no­wać przed wej­ściem w świat gry na dobre. I tu spo­tkało mnie wspo­mniane zasko­cze­nie — bóg sie­dzi w ciele bia­łego wilka, spod któ­rego łap przy stą­pa­niu wykwi­tają kwiaty, w któ­rego oto­cze­niu znisz­czona złymi mocami przy­roda roz­kwita… No poka­zane jest to tak cud­nie, tak baj­kowo, tak zgod­nie z zało­że­niami gry, że oczy same śmieją się do tego, co widzą na ekra­nie. Warcząc i gry­ząc sieję dobro w cho­lerę :). Bardzo to piękne i bar­dzo się Dorci spodobało…

Trzecia nie­spo­dzianka to ten sys­tem ryso­wa­nia po plan­szy pędzel­kiem. Już tłu­ma­czę, o co cho­dzi. W dowol­nym momen­cie można grę prze­rwać — świat gry prze­nosi się wtedy na skra­wek papieru, po któ­rym to obrazku można ryso­wać magicz­nym pędzel­kiem do kali­gra­fii. W ten spo­sób wła­śnie nastę­puje wyzwo­le­nie wspo­mnia­nych wcze­śniej mocy, które odzy­ski­wać trzeba w cza­sie gry. Mocy jest trzy­na­ście a ich sto­so­wa­nie spro­wa­dza się do wspo­mnia­nego prze­nie­sie­nia obrazu na papier i w odpo­wied­nim miej­scu wyko­na­nia odpo­wied­niego gestu (nary­so­wa­nia odpo­wied­niego znaku uwal­nia­ją­cego moc) pędzel­kiem. Np. pod­czas walki po solid­nym okle­pa­niu prze­ciw­ni­kowi ryja, można wstrzy­mać grę i pędz­lem nary­so­wać poziomą linię na prze­ciw­niku. Uruchamia to moc prze­ci­na­nia róż­nych rze­czy magicz­nym mie­czem (btw — faj­nie jest poka­zane zdo­by­wa­nie tych mocy, jak to u dżap­sów bywa — każda moc to jakiś smok czy coś w tym guście) i tak to się koń­czy dla bied­nego prze­ciw­nika — ciach i na pół dra­nia. Pędzelek jest dostępny cały czas a twórcy bar­dzo nama­wiają do sma­ro­wa­nia gdzie się da i jak się da tym pędzel­kiem bo sporo inte­rak­cji w świe­cie wpro­wa­dzili. Bardzo mi się spodo­bało przy­wró­ce­nie słońca (a tak, mroczne moce zga­siły słońce i na świe­cie pano­wała ciem­ność). Jak na boga z pędzel­kiem przy­stało — po pro­stu trzeba było to słońce nary­so­wać. I stała się jasność :).

Póki co gra jest kom­plet­nie odmienna od wszyst­kiego, co do tej pory w erpe­gach widzia­łem (walki są dyna­miczne, wsa­dzać można jakieś komba nawet — w erpegu!) a przede wszyst­kim różni się zało­że­niami. Twórcy gry stwo­rzyli inte­rak­tywną bajkę, w któ­rej to bajce bie­rze się udział, i która to bajka nie chce być niczym innym. Tu można napra­wić zepsuty most dory­so­wu­jąc jego dal­szą część, tu można zaświe­cić słońce rysu­jąc kółko, tu spod łap wilka wystrze­lają rośliny… Magiczne uni­wer­sum, w któ­rym mało kto zapewne spo­koj­nie potrafi się odna­leźć. Podstawowy pro­blem dla mnie w tym momen­cie to prze­sta­wie­nie się na tę baj­kową logikę — rysuj, zmie­niaj świat, roz­ma­wiaj z Panią i Panem Orange, któ­rzy na gło­wach noszą poma­rań­cze… Ot, takie tam fiksacje :).

Ta gra powstała w innej kul­tu­rze i jest tak samo dla nas egzo­tyczna, jak owa kul­tura. Będzie ciężko ale tym cie­ka­wiej. No, to jedne z naj­le­piej wyda­nych pie­nię­dzy na elek­tro­niczną roz­rywkę ever.

I pomy­śleć, że za nie­długo nastąpi krwawa kon­fron­ta­cja z God of War 2, która ponoć bru­tal­no­ścią zde­cy­do­wa­nie zjada pierw­szą część na śnia­da­nie. Coś w tym zesta­wie­niu Wschód — Zachód jest… Cholera, dla­czego gry piękne i tak inne powstają chyba tylko TAM, na Wschodzie?

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

6 Komentarzy do “Okami (PS2) — Hands On”

  1. yoshi314 16/03/2007 do 09:32 # Odpowiedz

    „(…)wyma­ga­jącą mnó­stwa klikania(…)”

    eee, padem od ps2? :D

    • CoSTa 16/03/2007 do 09:38 # Odpowiedz

      „gadu­ga­du­gadu” … (prze­rwa — trza klik­nąć to cho­lerne X na padzie) … „gadu­ga­du­gadu” (prze­rwa — trza klik­nąć to cho­lerne X na padzie) … „gadu­ga­du­gadu” (prze­rwa — trza klik­nąć to cho­lerne X na padzie) … „gadu­ga­du­gadu” (prze­rwa — trza klik­nąć to cho­lerne X na padzie) … „gadu­ga­du­gadu” (prze­rwa — trza klik­nąć to cho­lerne X na padzie) … „gadu­ga­du­gadu” (prze­rwa — trza klik­nąć to cho­lerne X na padzie) … „gadu­ga­du­gadu” (prze­rwa — trza klik­nąć to cho­lerne X na padzie) … „gadu­ga­du­gadu” (prze­rwa — trza klik­nąć to cho­lerne X na padzie) … „gadu­ga­du­gadu” (prze­rwa — trza klik­nąć to cho­lerne X na padzie) … „gadu­ga­du­gadu” (prze­rwa — trza klik­nąć to cho­lerne X na padzie) … „gadu­ga­du­gadu” (prze­rwa — trza klik­nąć to cho­lerne X na padzie) … „gadu­ga­du­gadu” (prze­rwa — trza klik­nąć to cho­lerne X na padzie)

      i tak 20 minut. już chyba wia­domo o co chodzi :)

  2. mads 16/03/2007 do 09:42 # Odpowiedz

    „Cholera, dla­czego gry piękne i tak inne powstają chyba tylko TAM, na Wschodzie?”

    Dla nas są inne, bo to obca kul­tura. Dla Japończyka taka giera to pew­nie nic nad­zwy­czaj­nego, tam nie takie dzi­wac­twa się widziało. :P Szkoda, że stu­dio, które stwo­rzyło Okami zbankrutowało.

  3. Lookanio 18/02/2009 do 10:40 # Odpowiedz

    Costa, idzie odpa­lić tę gierkę na PS3? Do PS2 nie mam dostępu, więc nie chcę kupo­wać „leżaka pół­ko­wego”, tym bar­dziej, że z kom­pa­ty­bil­no­ścią wsteczną w PS3 bywa różnie… :-/

    • CoSTa 18/02/2009 do 15:17 # Odpowiedz

      Jeśli masz PS3 ze wsteczną kom­pa­ty­bil­no­ścią to powinno się dać. Wszystkie chyba palow­skie wer­sje kon­soli nie mają wstecz­niej kom­pa­ty­bil­no­ści. Załóż, że z grą trzeba by raczej i kon­solę kupić. Głupie Sony wyrżnęło naj­waż­niej­szą rzecz pod słoń­cem, czyli wsteczną kom­pa­ty­bil­ność. Ćwoki :/. Teraz muszę szu­kać miej­sca na drugą kon­solę pod TV :/

      • Lookanio 19/02/2009 do 11:38 # Odpowiedz

        Tak dokład­nie to PS3 jest brata (sam bro­nię się póki co przed kon­solą jak mogę :-)) od któ­rego chcia­łem ją „wyrwać” na jakiś czas, żeby wła­śnie popy­kać w Okami, bo gra mnie ocza­ro­wała… Trza będzie spr. czy jest kom­pa­ty­bilna wstecz­nie, choć wąt­pię, bo kupiona cał­kiem nie­dawno w PL (zatem jest to pal). A Sony rze­czy­wi­ście dało du… ciała :-/

Dodaj komentarz