Doropha ruszyła dziś z questem między innymi sprawdzenia, jak tam budowlańcy radzą sobie z kładzeniem podłóg. Jak się bowiem okazało, kupiliśmy ciężkie w obróbce płytki, do których w dodatku (tak w sklepie stwierdzili) jakichś cokolików (cokolwiek to jest) producent nie robi. W przełożeniu na polski: będzie dłużej i drożej. Trudno się mówi i się płaci, skoro głowy na karku się nie ma. Anyway, prace idą dobrze, płytki już zaległy na podłogach, jutro powinna dolecieć reszta paneli i w sumie we wtorek możem wchodzić z aparatem i popstrykać nieco nasze nowe podłogi :). Kurczę, zaczyna mi się to mieszkanko coraz bardziej podobać…
A poniżej to, co było i to, co jest.










„Cokolik” to jest takie coś, co kładziesz na ścianie przy podłodze z płytek żeby całość dobrze wyglądała. Jak nie ma cokolików, to chłopaki będą musieli przycinać płytki podłogowe i kłaść na ścianę. To małe na słupku na dole, to właśnie cokoliki.
Wisisz mi piwo za konsultacje budowlane :)
Bardzo ładne są te płytkas ;).
Za to cokoliki brzydkie ;)
tak, koniecznie cokoliki bo troche jakby niewykonczone!
a swoja droga nasuwa sie pytanie:dlaczego polskie chlopaki za granica maja dobra renome w tej dziedzinie a u siebie robia bez glowy?
jak to robią bez głowy? przecież to work in progress i jak już skończą pracę panowie, to wtedy obcykamy co i jak. tych zasranych cokolików to ponoc producent płytek nie robi. ot i problem się z wykończeniem tego dziadostwa zrobił :)