Słucham… 2007.03.15

Nooo, uro­bek ładny — jeden FE-NO-ME-NAL-NY album, jeden bar­dzo dobry, z dwa przy­zwo­ite a zaczy­nam od takich sobie :). Do wzię­cia jeden zaprawdę sma­ko­wity kąsek plus tor­ren­towy namiar na pełny album z dar­mową ale cał­kiem sym­pa­tyczną muzy­sią. Jednym sło­wem — zapra­szam do kolej­nego „Słucham…”, które nie­stety przez nawał roboty nie może wycho­dzić zbyt sys­te­ma­tycz­nie :/. I za to prze­pra­szam. A teraz mięso i surówka:

ARK — Messenger Man
Kciuk w dół. Taki inde rock sty­li­zo­wany nieco na lata 60–70-te. Zapewne swoje grono fanów taka muzyka ma, mnie jed­nak koja­rzy się tylko z nara­sta­ją­cym bólem głowy spo­wo­do­wa­nym kolej­nymi minu­tami dokład­nie takiego samego pito­le­nia na gitar­kach. Sorry ale takie gra­nie dla gra­nia i aby się szkolna impreza udała — to nigdy spe­cjal­nie mnie nie inte­re­so­wało ani krę­ciło. Wyobraźcie sobie muzyczkę z dowol­nego „kul” fil­mi­dła o zbun­to­wa­nej mło­dzieży hame­ry­kań­skiej miesz­ka­ją­cej w Beverly Hills — to wła­śnie to. Jeśli komuś się wydaje, że w fil­mach o zbun­to­wa­nej mło­dzieży hame­ry­kań­skiej miesz­ka­ją­cej w Beverly Hills leci Nirvana, to sro­dze się zawie­dzie. Ot idio­tyczne muzy­sie dla mało­lat zbun­to­wa­nych bra­kiem nowego samo­chodu od papy. Szkoda czasu. I na muzy­się, i na mało­latę, i na papę.

Dreaminfusion — Material Chains
Kciuk w dół. Szkoda. Z opisu rip­pera wnio­sko­wa­łem, że będzie to jakią nieco bar­dziej strawny albu­mik do lece­nia w tle, z miłymi pio­se­necz­kami, z miła muzy­sią i fajo­wymi aran­ża­cjami. Może i jest to fajowe ale zde­cy­do­wa­nie nie dla mnie. Kolejne pito­le­nie o niczym w tak bar­dzo sztam­powy, pseu­do­roc­kowy spo­sób, że aż cofa po paru chwi­lach. To wszystko już było w nie­skoń­czo­nej ilo­ści postaci. Ileż można nagry­wać muzykę iden­tyczną do tej, jaką nagry­wają inni? Szkoda, liczy­łem na więcej.

Forest Jackson — Cymbalism
Kciuk w górę. Porcja solid­nej, ocie­ka­ją­cej wszyst­kim co smaczne elek­tro­niki. Zdecydowanie fajny album, dający sporo satys­fak­cji i przede wszyst­kim — cie­kawy. Rzecz krótka, mini­ma­li­styczna, nie­na­chalna, dobrze prze­my­ślana, tre­ściwa i surowa. Ostatni kawa­łek (jakiś remiks zdaje się), roz­wala — smyczki, instru­menty dęte, jakieś insze orkie­strowe brzmie­nia a wszystko to char­czące, brudne, syfskie, w stylu muzyki Mansella do Requeim. No ten ostatni kawa­łek mocno targa i sta­nowi świetne zakoń­cze­nie cało­ści. Fajna rzecz, bar­dzo warto.

Kammerflimmer Kollektief — Jinx
Kciuk w górę! FAN-TA-STY-CZNY album! Fenomenalne, cięż­kie, brudne, awan­gar­dowe, sple­enowe gra­nie! Kochani, od bar­dzo, bar­dzo dawna nie sły­sza­łem cze­goś tak smacz­nego. Rzecz abso­lut­nie nie do słu­cha­nia w warun­kach temu nie sprzy­ja­ją­cych — wymaga bowiem nie lada wysiłku i nie lada sku­pie­nia. Oj, ten album wymaga zdaje się jakiejś osob­nej recen­zji bo jak boga kocham, dawno mi już tak coś nie zasma­ko­wało. A póki co zale­cam MOCNO wzię­cie próbki albumu. Nieco ponad trzy minuty, które bar­dzo ład­nie poka­zują, z czym mamy do czy­nie­nia. Coś fan­ta­stycz­nego…
pobierz utwór

Lush Logic — Funky Down Tronic
Kciuk w górę. Elektronika z gatunku tych easy liste­ning. Żaden tam ambient czy inne down­tempo — po pro­stu miłe, kojące melo­dyjki z wyraź­nym beatem i ogól­nym zada­niem prze­ko­na­nia słu­cha­ją­cego, że dzień jest piękny, ludzie wspa­niali, Apple nie jest dro­gie a PlayStation 3 jest fajne :). I wie­cie co? Album dosko­nale swą rolę speł­nia — jest miło, przy­jem­nie, pra­co­wać się chce. Okej, żaden w muzyce prze­łom, nie­mniej rzecz sym­pa­tyczna i warta uwagi.

Nightlight — First World

Nightlight+-+First+World
pobierz album

Kciuk w górę. O pro­szę — za darmo, nie­złej cał­kiem jako­ści coś, co twórca nazwał Psychadelic Trance. Na nasze zna­czy to, że jest elek­tro­nicz­nie, jest szybko ale to nie umcy i żaden tam łomot, tylko fajowe elek­tro­niczne łupa­nie. Dobrze się tego słu­cha, miło przy tym pra­cuje a przede wszyst­kim — ta bujanka ma cał­kiem nie­złą jakość. Po pro­stu warto się­gnąć, prze­te­sto­wać, spraw­dzić o czym mowa. Nic to nie kosz­tuje, co naj­wy­żej nieco Waszego pasma. A muzyka, o ile lubi się nieco szyb­sze rytmy, myślę że się spodoba. Ostatni kawa­łek bar­dzo niżej pod­pi­sa­nemu wszedł, fajowa kom­po­zy­cja, nie­zły beat, trans­owy wręcz zamysł i ład­nie popro­wa­dzona całość. Chciałoby się wię­cej i szkoda, że albu­mik w sumie nie­zbyt długi :/

Point One — Unlucky Stars
Kciuk w pozio­mie. Idealnie stan­dar­dowe, ide­al­nie prze­ciętne, ide­al­nie ano­ni­mowe gra­nie. Jeden z tych bar­dzo, bar­dzo, bar­dzo wielu albu­mów, któ­rych nie lubię — utwory o ide­al­nej dla radia dłu­go­ści, niby mocne gra­nie ale nie aż tak, by nie można tego puścić mie­dzy jedną reklamą pod­pa­sek a drugą, gitarki i kom­po­zy­cje podobne do sie­bie jak dwie kro­ple wody, co skut­kuje tylko nara­sta­ją­cym bólem głowy z powodu żad­nego uroz­ma­ice­nia albumu i wie­ją­cej w końcu nudy. Typowe, nudne ale nie­stety nie złe na tyle, by odra­dzać. Imo strata czasu ale jeśli ktoś lubi takie rzę­po­le­nie o niczym — pro­szę bar­dzo, rzecz wręcz idealna.

Type O Negative — Dead Again
Kciuk w górę. Yeah! Tę kapelę cenię za dwie rze­czy: kawa­łek My Girlfriend’s Girlfriend (nie wie­dzieć czemu wideo z tego kawałka mnie roz­wala po pro­stu) i woka­li­stę. Steele (tak się zowie?) zabija wyglą­dem. Ten facet to po pro­stu ema­na­cja ZŁEGO na tym naj­pięk­niej­szym ze świa­tów :). Trzeba przy­znać, że ład­nie to w tele­dy­skach roz­grywa sukin­syn jeden. A co o samym albu­mie? A zro­biony jak należy, tro­chę jakby miej­scami szybką nutą grany, wręcz pun­kową (jak­kol­wiek kurio­zal­nie to brzmi :)). Dobry album, uroz­ma­icony, z kil­koma świet­nymi kom­po­zy­cjami (dzie­się­cio­mi­nu­towy The Profit od Doom bar­dzo mi wszedł), kil­koma zasko­cze­niami spo­wo­do­wa­nymi nie­zbyt ści­słym trzy­ma­niem się kon­wen­cji… Nie jestem jakimś wiel­kim fanem TON ale doro­bek kapeli nie jest mi obcy i tak mi się wydaje, że fanom spodoba się bar­dzo. Mnie zachwy­ciła ilość mate­riału — na krążku zmie­ściło się 10 kawał­ków i zapchano całe CD po brzegi, nie wiem czy cho­ciaż jedną wolną minutę dałoby się z płytki wyci­snąć. No i naj­waż­niej­sze — mate­riał zaprawdę nie­zły. I pew­nie dla uro­dzo­nych tra­show­ców rzecz laj­towa, skoro spodo­bało się mnie, miło­śni­kowi ambientów :).

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

3 Komentarzy do “Słucham… 2007.03.15”

  1. xeo 19/03/2007 do 13:04 # Odpowiedz

    Nightlight wcale nie ma dobrej jako­sci, kon­kret­nie tylko 128kilo.

    • CoSTa 20/03/2007 do 07:14 # Odpowiedz

      bar­dziej cho­dziło mi o jakość w sen­sie, że to nie jest takie złe jak na dar­mo­chę. nie o o jakość techniczną :)

      • xeo 20/03/2007 do 14:15 # Odpowiedz

        Wiem, rozu­miem, taka tylko dygresja :)

Dodaj komentarz