Sub Luna — In The Shade Of Time

Sub Luna — In the Shade of Time

Ocho, naresz­cie płyta, która mnie tra­fiła głę­boko w ser­du­cho. Jedno z tych wydaw­nictw, które odkrywa się ni z tego, ni z owego i pozo­staje zauro­czo­nym na dłu­żej. Pobierzcie sobie kawa­łek, który daje cał­kiem nie­złe poję­cie o tym, jak muzyka Sub Luny wygląda, jak się jej słu­cha i jak jest grana. A co to jest? Najkrócej rzecz ujmu­jąc — to wypad­kowa folku i cięż­szego gra­nia, mocno skrę­ca­jąca w kli­maty bez mała gotyku, z tym że jak na gotyk zbyt aku­styczna. Na któ­rejś ze stron (nie­zbyt ich wiele) wyszpe­ra­nych w necie w poszu­ki­wa­niu mate­ria­łów na temat kapeli, zna­la­złem okre­śle­nie „dark folk”. I pasuje jak ulał, więc nie będę kom­bi­no­wał z gatun­kami, na któ­rych i tak się nie znam.

O szcze­gó­łach doty­czą­cych kapeli, krążka, ście­żek i czego tam jesz­cze, może­cie poczy­tać w lin­ko­wa­nej recen­zji (dobrej, warto!) więc nie widzę sensu kle­pa­nia tego samego. Może sku­pię się na tym, jak toto brzmi.

Brzmi zna­ko­mi­cie! Wokal, który na pierw­szy rzut ucha może powo­do­wać jedy­nie ból zębów, speł­nia się na tej pły­cie zna­ko­mi­cie. Samym woka­lem krą­żek two­rzy bar­dzo nie­po­wta­rzalny kli­mat — takiego bowiem wokalu nie sły­sze­li­ście jesz­cze: nie­dbały, mono­tonny, śpie­wa­jący wciąż tak samo ale pie­ruń­sko wcią­ga­jący. I bar­dzo różny od tego, co wam teraz przy­cho­dzi do głowy, cokol­wiek to jest. Zostałem woka­lem zauro­czony i cał­ko­wi­cie krąż­kowi sprze­dany. Ale na muzykę Sub Luny składa się także instru­men­ta­rium, o które ostat­nio w mediach trudno: gitara aku­styczna (ktoś tam dobrze na niej gra!), jakieś smyczki w tle, nie­wiele elek­tro­niki… Otrzymujemy mate­riał wręcz aku­styczny i świet­nie po pro­stu brzmiący, który ofe­ruje to, co w muzyce jest naj­istot­niej­sze: EMOCJE.

Ta płyta napa­ko­wana jest emo­cjami od samego początku po sam koniec. W kawał­kach takich jak np. The Rising Tide of Change chwyta za gar­dło i puścić już nie chce. Jakiś szloch chce się z tego ści­śnię­tego gar­dła wyrwać ale ni cho­lery nie może… Ta płyta ma swoją ukrytą moc, którą poraża, o ile otwo­rzy się na nią uszy. Świetna sprawa — nie­ła­twa, śred­nio przy­sia­dalna, w kli­ma­tach bar­dzo nor­dyc­kich ale jakże piękna po prze­bi­ciu się przez zewnętrzna sko­rupę. Czy warto? Dla miło­śni­ków folka i kli­ma­tów nieco mrocz­niej­szych — jazda obowiązkowa.

Ocena w skali 1–10: 8

strona grupy na myspace.com
fajna recen­zja albumu (po angiel­sku)
pro­jekt „smaczne utwory”

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

4 Komentarzy do “Sub Luna — In The Shade Of Time”

  1. Syberian 14/03/2007 do 20:18 # Odpowiedz

    A skąd pobrać pozo­stałe kawałeczki ?

    • CoSTa 14/03/2007 do 20:44 # Odpowiedz

      sko­rzy­stać z p2p. emule lub tor­rent — gdzieś wisi na pewno. ew. pró­bo­wać się dobić do filemp3.org

  2. Syberian 14/03/2007 do 21:06 # Odpowiedz

    Tylko ze nie tak łatwo zna­leźc w p2p ten album. Cos mi sie poja­wiło ja jakims zamknię­tym trac­ke­rze, a na pira­te­baju czy innej mini­no­vie nie nada.

  3. syberian 16/03/2007 do 06:45 # Odpowiedz

    Niby naj­prost­sze roz­wią­za­nia są naj­lep­sze — google. Tylko że zaha­sło­wany rar ścią­gną­łem z jakiejś chiń­skiej strony, a mój chiń­ski tra­dy­cyjny tro­che ostat­nio podupadł ;)

Dodaj komentarz