Wieści gminne i rodzinne

Nie odzy­wam się, mało wpi­sów ostat­nimi czasy, nie jestem na bie­żąco… No cóż, nie da rady wszyst­kiego pogo­dzić, ze szcze­gól­nym naci­skiem na obło­że­nie pracą. Im bli­żej bowiem tar­gów Furnica, tym nad głową bied­nego papy CoSTy więk­sze chmury się zbie­rają. Nie jest dobrze — zasu­wać trzeba jak cho­lera, czło­wiek powoli nie wyra­bia na zakrę­tach, sze­fo­wie zaczy­nają dosta­wać bia­łej gorączki, dru­ka­rze drą się o mate­riały a ja drę się o mate­riały do mate­ria­łów dla dru­ka­rzy… Powiedzieć o tym „młyn” to zde­cy­do­wa­nie zbyt mało. A do tego bzdury w stylu „zadbaj o wygląd sklepu w Poznaniu”, „zrób wszystko dla Praktikera” i takie tam inne — łagod­nie mówiąc nie poma­gają w wyścigu z czasem.

A poza tym dzieje się w naszej pod­sta­wo­wej komórce spo­łecz­nej, oj dzieje!

Najsensowniej będzie chyba punk­tami wypi­sać co się tu u nas wypra­wia, bo ina­czej opo­wieść wyma­ga­łaby piwa, a na to nie mogę sobie pozwo­lić bo zaczął­bym jed­nym, zasma­ko­wa­łoby, poszłoby dru­gie i tak zawa­lił­bym doczy­ta­nie pierw­szego tomu Władcy Pierścieni, który wcią­gam po raz stu­ty­sięczny ale jak zwy­kle z zachwy­tem :). No to jedźmy w imię uda­nej lektury:

  • da Majek pozbył się był swo­jego trze­ciego mig­dała. Miałem dostać na uro­dziny ale szpi­tal nie wydaje odpa­dów orga­nicz­nych tylko je uty­li­zuje (czyli pew­nie pan Józek wie­czo­rem wypie­prza to wszystko na pola coby żyto stryja lepiej rosło). Ponoć krew buchała z małej strasz­nie, a Majka na głu­pim jasiu ponoć rzą­dzi. Nie wiem w sumie kto jasia dostał bo Doropha też jakaś taka nie­składna była :). Da Majek uboż­szy o mig­dała dostał wie­czor­nego jesz­cze więk­szego świrka, niż miał do tej pory i po pro­stu nie idzie cho­lery do spa­nia poło­żyć. Nie wiem co ona bie­rze, ale chcę to samo i w podwój­nej dawce. Na boga, cały dzień napa­ko­wany ener­gią… To by dopiero było coś!

  • jesz­cze o da Majku — otóż posta­no­wiła nasza córa pozbyć się nas na czas dłuż­szy i wykon­cy­po­wała sobie, że u dziad­ków będzie jej dosko­nale. W związku z czym spa­ko­wała się wczo­raj (wzięła także latarkę na wypa­dek „gdyby świa­tełka u dzia­dzia nie było” :)), wpa­ko­wała dziad­ków w samo­chód jakie­goś ultra­da­le­kiego krew­nego i śmi­gnęła sobie do Stalowej Woli. Ponoć będzie listy pisać… Ta, już to widzę.

  • Moja żona robi KARIERĘ. Po całym mie­siącu (co do tej cało­ści to mam wąt­pli­wo­ści) pracy w towa­rzy­stwie Signal Iduna, zapro­po­no­wano jej lep­sze warunki w innej fir­mie i za moją gorącą namową wzięła i pola­zła tamże. A że nie odcho­dzi sama, bo razem ze swoją byłą/ciągle będącą sze­fową, przy oka­zji mając za zada­nie roz­bu­jać poznań­ski oddział firmy — spo­dzie­wam się bły­ska­wicz­nej kariery i zosta­nia nie­ba­wem utrzy­man­kiem swo­jej żony, co paso­wa­łoby mi bar­dzo w obli­czu coraz to faj­niej­szych tytu­łów poka­zu­ją­cych się na PlayStation 2 :). Doropha staje się powoli wyso­kiej klasy spe­cja­li­stą od ubez­pie­czeń i każdy poten­cjalny to czy­ta­jący pra­co­dawca powi­nien zasta­no­wić się, czy takiego wyso­kiej klasy spe­cja­li­sty nie potrze­buje. Później będzie dro­żej :). Szczegóły kon­traktu można oma­wiać ze mną, dane kon­tak­towe znaj­dują się na stro­nie… Anyway, tom razom Doropha będzie robiła w miej­scu naj­lep­szym z moż­li­wych i które na pewno nie upad­nie NIGDY. Będzie robiła bowiem dla kościoła naszego powszech­nego, a wła­ści­wie to dla jed­nej z wielu jego finan­so­wych przy­bu­dó­wek. Braciszkowie jacyś zakonni się posta­no­wili poubez­pie­czać, wlazł w to pew­nie jakiś pry­watny mają­tek i dalej poszło już z górki. Niewielkie towa­rzy­stwo TUW „TUZ” zaczyna kolo­rat­kową eks­pan­sję a ja zasta­na­wiam się, czy w pie­kle poli­czą mi lżej za to, że życie prze­żyję ze świą­to­bliwą żoną. Z innej beczki — cie­kawe jak tam się będą witali — „szczęść boże, składka milion się należy”? Jak by nie było, jeśli Doropha wylą­duje u Rydzyka, to ja chcę się wpro­sić. Możecie liczyć wtedy na obszerny mate­riał z Torunia :)

  • Niżej pod­pi­sany, prócz zwy­cza­jo­wego pra­co­wego sza­leń­stwa, pró­buje zaosz­czę­dzić na jakąś elek­tro­niczną zabawkę, coś w stylu MacBooka na ten przy­kład. Niestety, dro­gie cho­ler­stwo a miesz­ka­nie zaczyna ssać gotówę i kre­dyt OSTRO. No i muszę jesz­cze brac­kiego spła­cić do końca za moje mini. Kurew, te 11 milio­nów pro­gno­zo­wa­nej wygra­nej w totku bar­dzo by mnie urządziło :)

  • Położyli nam pod­łogi. Progi szyb­ciutko napra­wili. Wideorelacja wkrótce.

  • Zaczynamy się pako­wać czy­taj: ja chcę wszystko wywa­lić i zaczy­nać z mini­mum i od zera, Doropha pła­cze (w sumie to dopiero będzie ale jestem pewien, że gło­śno i roz­dzie­ra­jąco) nad każdą pier­dołą. Dlaczego kobiety nie kumają, że do szczę­śli­wego życia potrzeba: kon­soli, tele­wi­zora, paczki czip­sów, tyle na kon­cie, żeby na prąd i pizzę star­czyło, a reszta jakoś się sama ułoży? :)

  • Co u mojego brac­kiego? A Brzoza z Anią koń­czą wła­śnie remont i cze­kają ze znie­cier­pli­wie­niem na dzie­ciaczka. Anka ponoć wygląda dostoj­nie z solid­nym bęb­nem (ponoć pra­wie tak dostoj­nie jak ja, choć mój bęben ponoć dostoj­niej­szy jest :)), Brzoza trzę­sie tył­kiem w ocze­ki­wa­niu na ojco­stwo a bab­cia Wula już nie może się docze­kać kolej­nego wnuka. Narzeka tylko, że z Jeleniej Góry do Warszawy to jed­nak daleko jest i cho­lera ją weź­mie na te dojazdy.

  • Jeszcze nieco o brac­kim — gdy­by­ście potrze­bo­wali usług jakie­goś solid­nego audy­tora (czym ty się cho­lera tak wła­ści­wie bracki zaj­mu­jesz???), jakie­goś dobrze wycho­wa­nego ścią­ga­cza dłu­gów czy też po pro­stu potrze­bo­wa­li­by­ście Brzozy — kon­takt przeze mnie i po uisz­cze­niu zwy­cza­jo­wej opłaty :). A tak serio — bracki kręci biz­nes i idzie im (bo nie kręci sam) ponoć rewe­la­cyj­nie. Zajmują się z Lesiem oczy­wi­ście pie­niędzmi, bo czym innym kole­sie po SGH mogliby się zaj­mo­wać, z tym że oni to siano zara­biają. Ja stoję po dru­giej stro­nie port­fe­lo­wej bary­kady — o wiele łac­niej mi idzie siana wyda­wa­nie, niż jego zara­bia­nie. Zostawmy to, to dyle­mat mojej żony, która musi tym solid­niej zadbać o swoją KARIERĘ ;)

  • Acha, last but not least — teścio­wie do nas wpa­dli (zna­czy rodzice Dorophy). Łupy przed­sta­wiają się nastę­pu­jąco: kil­ka­set pie­ro­gów, kilka kilo wiej­skiej kieł­basy, kilka ciast, worki sło­dy­czy i gierka dla mnie. No i zabrana na mie­siąc Majka. Nieźle :)

To tyle. W związku ze związ­kiem, że zosta­li­śmy z Dorophą w miesz­ka­niu sami, zarzą­dzam niniej­szym w cha­łu­pie obo­wią­zek cho­dze­nia nago! Choć z dru­giej strony… Kurczę, te kil­ka­set pie­ro­gów gdzieś zmie­ścić trzeba a na moje marne walory wizu­alne tym bar­dziej to dobrze nie wpły­nie… No nic, coś wymy­ślę by się z żoną nie nudzić ;)

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

6 Komentarzy do “Wieści gminne i rodzinne”

  1. btd 13/03/2007 do 20:24 # Odpowiedz

    Jak jesz odpo­wied­nia ilosc pie­ro­gow, to walory wzro­sna :) prze­ciez to jest oczywiste :)

    A do szcze­scia jest potzebny jesz­cze net i komp. Mowi to nie­szcze­snik pozba­wiony netu od 16 lutego.

  2. dely 14/03/2007 do 07:11 # Odpowiedz

    Heh, to jakaś epi­de­mia. Mojego Juniora też sta­rzy zabrali. Wstępnie na tydzień :)

  3. btd 14/03/2007 do 12:59 # Odpowiedz

    A co do kupo­wa­nia macbooka:

    http://mactalk.com.au/forums/showthread.php?t=28926

    mozna sie sparzyc ;-)

  4. CoSTa 14/03/2007 do 14:04 # Odpowiedz

    [b]btd[/b]: z tymi pie­ro­gami to w sumie racja :)

    a co to pło­ną­cych mac­bo­oków — tak samo można się spa­rzyć tysią­cami del­lów, sonia­czów, toshib i czego tam jesz­cze — gdzie sony pchnęło swoje zasrane wybu­cha­jące bate­rie, tam i nie­spo­dzianki się zda­rzają. swo­jego lapka lepiej sprawdź (o ile masz jakiegoś) :)

    [b]dely[/b]: no my się pocie­szymy nieco dłuż­szym cza­so­kre­sem spo­koju :). choć zna­jąc doro­phę to nie wiem, czy o spo­koju może być mowa. bez majki dostaje moja żona jakie­goś świra kom­plet­nego. musi być — hormony :)

  5. dely 14/03/2007 do 20:07 # Odpowiedz

    Moja też dostaje. Dziś dzwo­ni­li­śmy do sta­rych i Junior mówi, że tęskni… za graniem :)

  6. krzys 16/04/2007 do 09:49 # Odpowiedz

    hehe :) moja Żonka jest ze Stalowej:) może mamy wspól­nych krewnych?

Dodaj komentarz