Czasami dopadają mnie różne takie myśli i po prostu nie można inaczej, proces kombinowania się uruchamia, coś zaczyna się dziać pod sklepieniem a jeszcze coś innego powoduje dym i zwieranie instalacji. Jednym słowem — rozpoczyna się proces tak zwanego (acz przecenianego) MYŚLENIA. Naszło mnie tom razom z okazji wypalania płytek z kolekcją muzy, która rozrosła mi się ogromnie i zalega na dysku, miejsce nowościom zajmując.
80 gigabajtów muzyki. W łącznej ilości moich zbiorów tyle, co nic.
Kilka ładnych lat nazad miałem komputer, który nazywał się Atari ST. Piękna ta maszyna nigdy nie dorobiła się dysku twardego, na który najzwyczajniej w świecie stać mnie nie było, a i nie czułem potrzeby owego dysku posiadania. System w pamięci, praca na dyskietkach i ramdysku… Któż tego nie pamięta? Nieco czasu zleciało i na biurku stanął cud ówczesnej techniki — Pentium 75, którego od razu podkręciłem do 120 megaherzów. Tuningowiec znaczy się :). Anyway, to już przyjechało z dyskiem co się zowie — całe 800 megabajtów powierzchni do zabawy. Taaak, to tworzyło możliwości w porównaniu do dyskietkowego modelu działania do niedawna. Chwilę później okazało się, że te swoje 800 mega mogę sobie wsadzić… I tak od dawna trwa już wyścig — ja kupuję miejsce, twórcy koniecznie muszą je czymś zapchać. Wszystkiego robi się więcej — więcej danych spływa z internetu szerszymi łączami, więcej na nie potrzeba miejsca bo są w coraz lepszej jakości i mimo udoskonalanych kodeków, coraz te pliki robią się większe. A za chwilę zacznę szaleć na punkcie HD i zasysać takie materiały… Jest jakaś rozsądna granica tego pojemnościowego wyścigu zbrojeń?
Owszem jest. Wystarczy być… legalnym.
Z ręką na sercu przyznaję, że kradnę z netu co się da. Drugą jednak ręką wyciągam portfel i dosyć często za filmy, gry, muzykę płacę. I to stosunkowo niemało, na pewno sporo ponad średnią krajową. Nie mam zamiaru się tu usprawiedliwiać, po prostu chodzi mi o pewną skalę zakupów, która jak na świat cywilizowany jest pewnie u mnie mikra, ale w naszym drogim zaścianku zapewne ponad statystykę się wybija. I cóż mi z tych danych wynika? Otóż gdyby mi się zachciało to całe dobro pchać po dyskach twardych, w życiu bym nie pomieścił. Kopie DVD 1:1 to jednak dosyć miejscochłonna sprawa. Enkodować DVD do DivXów czy tym podobnych wynalazków mi się nie chce więc w efekcie tonę w płytkach. Ale jeszcze bardziej tonę w płytkach wypełnionych treścią kradzioną. To niesamowite, w jakim tempie tego przybywa. Zgodzą się ze mną chyba wszystkie chomiki — im łącze szersze, tym miejsca na półkach coraz mniej. Złapałem się na tym, że nawet upychane po jakichś segregatorach — spalone DVD zaczynają zajmować mi zbyt wiele miejsca.
Jedyna rada to czystki. Ostatnio takie zafundowałem sobie przy przesiadce na Maka. Kilka ładnych kilogramów płytek z grami na PC trafiło do mojego brata i Endera. Efekt? Żadnej różnicy! Ja po prostu kompletnie z tych płyt nie korzystałem a kolekcja coverów z CD Action była niczym więcej, jak właśnie kolekcją. Po jej wypieprzeniu do śmieci (kilka ładnych lat zbierania :)) miejsca znalazło się nagle sporo na rzeczy, których do tej pory upchać nigdzie nie mogłem. Ale to i tak było nic przy moim zbiorze cedeków zapchanych kilkuset grami na PSX…
To chore. Ściągnąć, obejrzeć/ przepatrzeć/ przesłuchać, wypalić i zapomnieć. Po co? Kompletnie nie szanuje się tego, co się ukradło, a co jest efektem ciężkiej zazwyczaj pracy wielu osób. Powiedzmy takie gry — ssałem tego na PC gigabajty. Po co? I tak w to nie grałem… Rozwiązaniem okazała się konsola. Na zdziwione pytania moich znajomych „a czemu nie przerabiasz?” odpowiadałem kwestią, która jeszcze bardziej podnosiła im brwi w zdziwieniu: „bo nie chcę”. Po co? Zacząłem doceniać rozrywkę, za którą płacę. Skupiam się na niej, przechodzę gry, spędzam z nimi sporo czasu i staram się wycisnąć z nich ile się tylko da. Dlaczego? Bo mnie kosztowały, i to dosyć sporo.
Podobnie ma się kwestia z filmami czy muzyką. Dziś wspomniane przeze mnie The Sisters of Mercy — wszystkie płyty mam w oryginałach. Wydałem na nie sporo swoich wtedy wycyganianych od rodziców pieniędzy, dokonując czasem okrutnych wyborów. Efekt? Do dziś pamiętam słowa piosenek, których uczyłem się wyjąc do po raz kolejny odtwarzanej i zdzieranej okrutnie płyty. Ze stuprocentową pewnością mogę powiedzieć, że nie stałoby się tak, gdybym te płyty po prostu ukradł, przesłuchał raz (kradnąc w międzyczasie kolejne płyty), spalił i zapomniał o nich w natłoku nowego materiału.
Legal ma swoje ogromne plusy:
-
doceniasz to, na co wydałeś pieniądze
-
kupisz mniej, niż zdołasz zassać = możesz nacieszyć się tym, na co wydałeś pieniądze
-
zaczynasz panować nad tym, co konsumujesz
Minusy znamy aż za dobrze, więc nie ma się co nad nimi rozwodzić. Ale w kontekście panowania nad danymi, które coraz obfitszą rzeką zalewają wszelką elektronikę, jaką można posiadać, te minusy zamieniają się w plusy. To chyba jedyny sensowny sposób zapanowania nad falą bitów, których coraz więcej i więcej siedzi na moich dyskach i płytkach.
Nie wiem, coś mi się zmieniło od czasu używania Linuksa i doprawiło po kupnie Maka. Moja Visa jakoś coraz częściej jest notowana w serwisie PayPala przy okazji płatności za jakiś program lub po prostu w podzięce za jakąś funkcjonalność dostarczoną z softem czy wtyczką. Złodziejstwo to nałóg, który trudno wyplenić bo przecież nie sposób nagle zrezygnować z tego całego dobra siedzącego dosłownie o trzy kliknięcia ode mnie. Ale też widzę do jakiej pustki to doprowadza — masa nieużywanego oprogramowania, niesłuchanej muzyki, niegranych gier… Po co to? Tylko po to, by mnożyć dane, nad którymi już nie idzie zapanować? Szkoda na to życia.
Ot, tak mnie wzięło z wieczora i przy wypalaniu kolejnej płytki z muzyką :)








też mam na półce około 80 numerów CD Action (pierwszy, który kupiłem to wydanie 6) do tego dwie szuflady CD z owego pisma — po co? pojęcia zielonego nie mam.
A może, wiesz, wystarczy się powstrzymać?
Nie ściągać całej dyskografii, jeżeli zainteresowała cię jedna piosenka…
Nie ściągać wszystkich kolejnych wersji gry, tylko demo — i najpierw spróbować?
Nie ściągać wszystkich sezonów, żeby obejrzeć pilota/pierwszy odcinek?
…zbierać tylko to, co zbierać warto. Niezależnie od tego, czy za to zapłacisz, czy nie. [b]Myśleć[/b], zamiast na zapas klikać „pobierz”.
Wystarczy odrobina silnej woli [:
Jeśli chodzi o filmy — ściągnąć, obejrzeć, skasować, taka moja rada. Chyba, że jest jakiś, który chciałbyś mieć na dłużej w swojej kolekcji, zatem lecisz do najbliższego sklepu (online or offline) i sobie nabywasz za parę złociszy. Jeśli nie ma tego w Polsce (czyt. nie ma dystrybutora, który zająłby się tłumaczeniem) wtedy pozostaje Ci tylko archiwizacja na DVD i czekanie na litościwą dusze, która zajmie się promocją filmu w Polsce. BTW, za chiny nie znajdę w Polsce takich filmów jak „Porco Rosso” i wiele innych.
Od zawsze zastanawiałem się po kiego Ci ta cała kolekcja skoro nie możesz tego nawet przejrzeć :)
Do tych tipsów dodam jeszcze jeden: Allegro. Płyty kupowane z drugiej ręki są często bardzo tanie, więc jeżeli ktoś nie goni za nowościami to może się zapuścić w taką sentymentalną podróż, że brakuje czasu żeby to przesłuchać..
Kupujcie ludzie zanim ktoś wpadnie na pomysł, żeby zabronić obrotu używanymi nagraniami/filmami. Cholera wie co tam te muski wykombinują.
@Yaal — tu pojawia sie kwestia, ktora uwazam za istotna w roznicy pomiedzy kobietami, a facetami. my mamy w naturze chomikowanie. osobiscie uwazam, ze kazdy facet ma cos takiego — zbiera takie lub inne — pierdoly — CoSTa — powiedz szczerze — masz kolekje czegos, co zbierales jak byles maly ? albo tej kolekcjo pozbawila cie wczesniej lub pozniej malzonka, ale gdyby sie dalo… to zbieractwo ciagnelo by sie dalej… ? ;] imho — kazdy facet, powinien miec swoj wlasny kontener (taki jakich uzywa sie do transportu morskiego) na swoje skarby. cokolwiek by to nie bylo — po 30’ce i tak potrzebowalby drugego… ;]
[b]kadysz[/b]: ale zrobisz coś z tym? pewnie tak… za jakiś bliżej nieokreslony czas :)
[b]yaal[/b]: ale co ma myślenie do chęci posiadania? ile bym nie myślał jednak tę dyskografię jarre’a czy co tam innego nadal chcę mieć. o ile to możliwe — kompletną, z singlami i bootlegami włącznie. to nie jest kwestia jakiegoś głębokiego myślenia tylko zwyczajnego chcenia. też tak macie w sklepie z torebkami :). po co kolejna skoro w domu wisi ich już pięć? bo chcę i basta.
[b]byte[/b]: bardzo dobra myśl. obawiam się jednak, że skończy się tak jak w przypadku gierek na ps2. kupowałem na allegro i nagle patrzę, a mam całe pudło gier, w które po prostu nie grałem bo dochodziły nowe. od tego czasu jeno nowości a allegro tylko przy uzupełnieniu zbiorów ewentualnym. jak widać — na froncie konsolowym sukces :). [b]edit[/b]: a co do przeglądania — są na pc i maka znakomite programy do katalogowania (niestety, pod linuksem pod tym względem ubogo straszliwie) i przeglądać to swoją kolekcję mogę na wiele sposobów. proste zrzucanie na płytki nie ma sensu kompletnie. zrzucanie i zadbanie o skatalogowanie tego, co się ma — już i owszem, o czym niejednokrotnie się przekonałem.
[b]jarv[/b]: jesteś żonaty? bo tak konfrontuję to z tym, co wyprawia moja żona i jeśli o chomikowanie idzie, to każda znana mi kobita bije facetów na głowę. zbierają, tyle że co innego :). żadnej kolekcji nie mam, w dzieciństwie chciałem się wciągnąć do zbierania znaczków ale znudziło mnie to śmiertelnie. dopiero komputerki okazały się być tym czymś, co dało zbieracki i łowiecki impuls. i poczucie tęsknoty za tym, co mija. np. do dziś jedyna używana przeze mnie podkładka pod mysz to ta sama podkładka, którą kupiłem razem z atarakiem. nawet nie liczę ile ma już lat ale ilekroć na nią patrzę — lepiej mi :)
Nie toleruję zbieractwa. Filmy oglądam i kasuję, a gdy stwierdzę, że jest ich za dużo, więc wszystkich nie obejrzę, to przeglądam i jeśli jakiś jest taki sobie, też leci do kosza. Po co tracić czas?
W kwestii gier, filmów etc. z reguły nie kupuję niczego, czego nie uznam, że będzie leżeć u mnie aż do mej śmierci, więc kupuję mało. Ale i tak co kwartał robię przegląd i jakieś 10% dóbr wypieprzam na Allegro.
Zanim na moim dysku znajdzie się jakaś mp3, najpierw sprawdzam info o kapeli (jeśli nie znam jej) na last.fm i Wiki, potem oglądam teledyski na YT i dopiero zasysam. Potem słucham płyty do bólu i jak nie wpadnie w ucho to wywalam. Jak wpadnie, to dogrywam okładkę, zmieniam tagi na poprawne i ląduje w katalogu z muzą i playlistach. Oczywiście w odpowiednich folderach.
Zawsze mnie dziwiło, jak widzę, że kuzyn trzyma wszystko co ściągnie na dysku i to jeszcze w kilkudziesięciu różnych folderach, na kilku dyskach a [foldery] filmy i muza zaczynają się od nazwy divx czy http://www.torrent... etc. Zanim on mi coś znajdzie, o co go proszę to mija 10 minut. :)
A w życiu? Cholera mnie bierze, jeżeli na moim terenie znajdzie się zbędny przedmiot. I to jeszcze nie mój. Poza tym jestem bardzo spontaniczny.
Dwa raptem dni temu jęczałem w kwestii zbyt wielkiej ilości dobra, którego to dobra najzwyczajniej w świecie nie idzie strawić i chyba czas nieco przystopować. Mowa była o ogólnie pojętych danych — soft, audio, wideo… W międzyczasie troszkę w kwestii ha