Menu serwera

Ja się poddaję, czyli historia pewnych zakupów

Jak niektórym czytelnikom tego bloga wiadomo – pracuję w dużym, międzynarodowym holdingu, który radzi sobie całkiem nieźle. Ostatnio zaś, za sprawą boomu budowlanego, nasze polskie fabryki szaleją, sprzedaż rośnie i w ogóle się dzieje. Spoko, to nie będzie tekst uwielbienia swojego zakładu pracy, który podlinkuję w mailu z prośbą o podwyżkę :). Po prostu chcę nieco przybliżyć specyfikę tej branży, a składa się na nią między innymi i to, że pieniądze, jakie krążą (niekoniecznie zaraz są wypompowywane za granicę) w tych firmach, są spore. Mając to na względzie, można by założyć, że budżet na różne istotne i potrzebne zakupy, takoż powinien się bez większych problemów znaleźć. O dziwo – znajduje się. Wystarczy jakoś sensownie wydatek umotywować i można liczyć na kasę na zakupy.

I tu się problem – o dziwo – zaczyna. Dlaczego? A dlatego, że sprawa trafia do wszechmocnego Działu Zakupów.

Jakiś miesiąc temu zdechła w moim komputerze zewnętrzna nagrywarka DVD. Ot bywa, to w końcu tylko sprzęt i ma prawo zdechnąć. To, co nie ma prawa zaistnieć, to moja niemożność nagrywania różnych prac i projektów na płyty i np. rozsyłania ich po wykonawcach. Takoż i backup robię sobie na płytach, bo materiału przyrasta w tempie prawie że geometrycznym a dostęp do niego muszę mieć zawsze i pod ręką. W cedeki nikt rozumny się bawił nie będzie, w kupowanie kolejnych zewnętrznych twardzieli także, tym bardziej, że dane spływają także na tutejsze serwery. Po prostu płytka DVD z racji pojemności to dla mnie najlepsze z możliwych medium do trzymania zgranych danych. No i mnie to medium wzięło i padło.

W związku ze związkiem kazano mi napisać tzw. Zapotrzebowanie i przesłać do przełożonego celem tegoż Zapotrzebowania akceptacji. No to napisałem, że chcę nagrywarę DVD, jakiś zewnętrzny dysk 2,5 cala do wymiany danych z komputerkiem domowym (czytaj – muzy do słuchania w robocie :)) i jakiś tam szczegół jeszcze. Poszperałem po stronkach, dałem namiary na firmy poznańskie, cobym szybko rzeczy dostał i tyle. Zrobiłem jednak rzecz straszną łamane przez niedopuszczalną: w korespondencji do przełożonego napisałem także, że jakoś niebawem będziemy musieli wydać kasę na nowy pakiet Adobe a i nowy komputer by się przydał bo ten, na którym robię, już swoje czasy świetności ma za sobą. Pluję sobie teraz w brodę, że nie napisałem o jakimś MacBooku Pro :/

Czemu ten dopisek był błędem? A bo po zaakceptowaniu Zapotrzebowania przez Bardzo Ważnego Pana Dyrektora, świstek ruszył do siedziby firmy, w której pracuję (a właściwie pracowałem do niedawna), czyli do Szczecinka. Tam mieści się Dział Zakupów.

No i się zaczęło…

Po jakichś dwóch tygodniach oczekiwania wyraziłem pewne takie zniecierpliwienie z powodu nieprzybywającego sprzętu. Otrzymałem zapewnienie, że wszystkie niezbędne pozostałe podpisy (jakie kurwa pozostałe podpisy???) prócz tego najważniejszego, złożonego przez samego Bardzo Ważnego Pana Dyrektora, zostały „już” zebrane i można działać. Ostawiłem Dział Zakupów z moim błogosławieństwem i wróciłem do pracy.

Po kolejnym tygodniu oczekiwania zacząłem dzwonić i głosem podniesionym żądać swojego sprzętu. Dział Zakupów kierował mnie od telefonu, do telefonu, od osoby, do osoby a wszystko to w siedzibie firmy, w promieniu jakichś 30 metrów od centralki telefonicznej. Jednym słowem ping-pong stosowany. Wrzasłem, zagroziłem pisaniem do Najważniejszego Dyrektora ze skargą, zostałem znienawidzony, dostałem Numer do Zamawiającego.

Zamawiający zapłakał w słuchawkę i rozpoczął od słów „Czemu wszyscy mi dupę zawracają…”. Doskonale go rozumiałem i rozumiem do dziś. Dupę zawróciłem i niezbędne informacje o powodach opóźnienia w dostarczeniu nagrywarki DVD sztuk jeden i napędu zewnętrznego takoż sztuk jeden – wydobyłem. Problemem okazał się ów dopisek dla przełożonego, w którym wspomniałem o nowym pakiecie Adobiego. Asy z Działu Zakupów zdzwoniły pół Europy w poszukiwaniu czegoś, co jeszcze w handlu nie jest dostępne :).

Wystawiłem korektę zamówienia i już nie chciałem pakietu Adobe CS3 i nowego komputera. Sprawy poszły z górki. W zaledwie kilka dni sprzęt został kupiony i dowieziony…

...tylko dlaczego do cholernego SZCZECINKA???

„To bardzo ładne miasteczko jest, bardzo sympatyczne i w ogóle, ale ja pracuję w POZNANIU! POZNANIU ty tłuku jeden! To jest na południe od Was, dwie godziny drogi samochodem jeśli depniesz nieco mocniej!” – tak krzyczałem dziś w słuchawkę telefonu widząc coraz mniejszą ilość wolnego miejsca na wszystkich moich dyskach twardych. To po to zamawiam sprzęt w poznańskim Cortlandzie, by te matoły kazały wysyłać elektronikę do Szczecinka a ja teraz będę czekał bóg wie ile czasu na to, aż ktoś wpadnie na pomysł, że można mi te drobiazgi podesłać? Na bogów, głupota powinna być karana cięciem jajec, by nie roznosiła się dziedzicznie :/

Acha, zacząłem przyjmować wśród pracowych znajomych zakłady, kiedy do mnie dojedzie ten zafajdany sprzęt. Trochę się spiąłem informacją, że sprzęt już kupili i nawet jest w Szczecinku. Ale po dzisiejszej pogadance telefonicznej już wiem, że termin, który obstawiałem – kwiecień – jest całkiem prawdopodobny.

Korporacje działają dziwnie…

6 odpowiedzi do Ja się poddaję, czyli historia pewnych zakupów

  1. Dinven Marzec 6, 2007 o 16:06 #

    huh, CS3 Ci na zamówienie szukali- ładnie, ładnie(;

    Tylko skąd ten Szczecinek?

  2. SebaS86 Marzec 6, 2007 o 17:29 #

    Stąd, że tam znajduje się zakład produkcyjny. :)

  3. Asia Marzec 6, 2007 o 19:15 #

    Skąd ja to znam… najpierw jest wniosek, podpis szefa, nadanie konta i zatwierdzenie przez księgowość, zatwierdzenie przez dział kontrolingu i dopiero wtedy trafia do działu zakupów, gdzie – jeśli jest do pewnej kwoty – czeka na podpis szefowej tegoż działu, a jeśli kwota jest duuuża – na podpis samego prezesa… masakra… a czasem pojechałoby się do sklepu, załatwiło w parę godzin, fakturkę do księgowości i po sprawie. Rozumiem doskonale Twoją frustrację. To że dział zakupów nie ma pojęcia o niektórych rzeczach, jak np. Adobe CS3, to też norma ;)

  4. vermin Marzec 7, 2007 o 07:30 #

    Dziwnie? Heh, to norma. Pewien Polski Koncern ma takie procedury, że na zebraniu pewnej bardzo ważnej rady decydującej o kluczowych inwestycjach IT, które w zasadzie są dograne i ustalone padło: „No i wszystko pójdzie dobrze, nawet może uda się dotrzymać terminów. O ile Dział Zakupów niczego nie sp…”

    Notabene dział zakupów mieści się tam gdzie IT – pod Dyrektorem ds Kosztów :)

  5. CoSTa Marzec 7, 2007 o 08:31 #

    [b]dinven[/b]: tam ma siedzibę firma, w której robię

    [b]asia[/b]: jak widzę są miejsca na świecie, gdzie absurd jest jeszcze większy niż u nas a ilość podpisów chyba jeszcze większa :). współczuję z całego serca…

    [b]vermin[/b]: wszechmocne działy zakupów… kurczę, to jak widzę totalna plaga, gorsza od zbyt wysokich podatków :)

  6. kongi Marzec 7, 2007 o 18:28 #

    :-) oj… to faktycznie dziwi na początku

    a szczególnie jeśli DzZ potrafi tak jak

    u mnie płytki cd-r które w sklepie można kupić za 1,20 pln – po wielkim wyłonieniu

    Zwyciężcy Przetargu kupować za…. 1,50 pln :)

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Ryan vs. Dorkman 2

Dobra, ci kolesie kopią odwłok. Realizacja bijatyki na miecze świetlne lepsza, niż poprzednio, układ kozacki, kamera pracuje aż miło patrzeć......

Zamknij