Dwa tygodnie mieszkania za nami

Okej, miesz­kamy tu już nieco i czas to pokrótce pod­su­mo­wać. Tak z pamięt­ni­kar­skiego obo­wiązku a i dla rodzinki nieco infor­ma­cyj­nego feeda zapewne się przyda :). Co mnie się z tych dwóch tygo­dni głów­nie ostało? A pro­szę bardzo:

  • Mieszkanie jest w cho­lerę jasne. Cały dzień mamy tu sło­neczko ale też możemy zro­bić sobie solidny prze­wiew a rolety robią piękną robotę w tema­cie dozo­wa­nia tegoż sło­neczka. Na to narze­kać nie możemy i nie mamy chyba zamiaru.

  • Ponarzekać za to możemy nieco na wyko­na­nie. Największy póki co babol wysko­czył przy oka­zji chęci pod­łą­cze­nia kom­pu­tera, kiedy to oka­zało się, że gniazdka w całym pokoju są bez prądu. Spodziewaliśmy się naj­gor­szego ale na szczę­ście obe­szło się bez kucia ścian i czego tam jesz­cze. Jakieś mon­tu­jące asy „zapo­mniały” o jed­nym drob­nym szcze­góle i stąd brak prądu w całym pokoju. Panowie weszli, jakimś apa­ra­tem pomie­rzyli co i jak, otwo­rzyli w ścia­nie nową puszkę, zało­żyli nowe gniazdko (w przy­dat­nym cho­lera miej­scu tak swoją drogą) i tyle. Nie bru­dzili nawet zbyt­nio a sprzą­ta­jąc zagip­so­wali i zama­lo­wali dziury z kablem od netu. Mogło być gorzej :)

  • Okoliczne sklepy to żenada po pro­stu. Jak wygłod­niałe psy rzu­ci­li­śmy się dziś do Plazy i poczu­li­śmy się jak pro­win­cju­sze w wiel­kim mie­ście i w cywi­li­za­cji. Empik… O ja cię kręcę — elek­tro­nika nawet się zda­rzała! I no, te, ubra­nia! I kosme­tyki droż­sze nieco niż te z oko­licz­nej Biedronki… Po pusz­cze­niu kilku ład­nych stó­wek poczu­li­śmy się chyba dobrze. Serio, skan­da­licz­nie są zaopa­trzone oko­liczne sklepy :/

  • Poranne i popo­łu­dniowe wyprawy do i z pracy to kosz­mar po pro­stu. Koło ulicy Naramowickiej w Poznaniu wyro­sło w krót­kim cza­sie sporo osie­dli, dom­ków i czego tam jesz­cze. Problem w tym, że te tysiące ludzi rano i po połu­dniu muszą jakoś się prze­mie­ścić do i z mia­sta. A ulica jest jedna, nie­moż­li­wie zakor­ko­wana, bez­na­dziej­nie zbu­do­wana (kole­iny!), prak­tycz­nie bez jakichś alter­na­tyw w postaci dróg bocz­nych. Skutek jest łatwy do prze­wi­dze­nia. Doropha jedzie do pracy prze­szło godzinę (tak do pół­to­rej) w jedną stronę! Ja gdy­bym wyła­ził dzie­sięć minut wcze­śniej, śmi­gał­bym w pół godzinki do robótki. Lenistwo i opie­kunka, która przy­łazi o te dzie­sięć minut za późno ska­zują mnie na sta­nie w korku. Nie narze­kam, mam czas na wcią­gnię­cie poran­nej gazetki a dojazd i tak trwa mniej wię­cej tyle, ile poprzed­nio. Ponoć ma tu w oko­licy powstać nowa droga, którą ma iść więk­szość ruchu w kie­runku do/z cen­trum. Tyle że już zdą­żyli to ludzie opro­te­sto­wać i jak znam życie dupa blada z tego będzie. Skoro wolą się tu kisić i stać godzi­nami w kor­kach… Ja tam se sku­te­rek kupuję w lecie i robię się mobilny :)

  • Kot nam tu ginie co chwila. Ale ma to też dobre swoje strony bo bie­ga­jąc jak pajac i drąc się „Huuuuncwoooot!!!” razem z Majką, zawie­ram z sąsia­dami zna­jo­mo­ści. Na wódkę jestem z sąsiadką już umó­wiony w każ­dym bądź razie.

  • Na taras wydam FURĘ siana. Zasrane płoty są dro­gie jak jasna cho­lera :/. Życie obszar­nika nie jest lekkie.

  • Dzieci sporo. Majkę trzeba zapo­znać z jakąś bandą i puścić samo­pas. Niech ją trze­pak przy­gar­nie. Póki co pro­blem jest taki, że trze­paka jesz­cze nam nie postawili.

  • Pojawiła się ochrona z praw­dzi­wego zda­rze­nia. Znaczy krąży koleś i stra­szy wyglą­dem oraz napi­sem „ochrona” na ple­cach. Przynajmniej po ryju na podwórku nie dostanę.

Wiecie co? Mamy zaje­fajny domek po pro­stu :). A jak Doropha wpro­wa­dzi w czyn to wszystko, co zamie­rza, to w dodatku będzie nie­brzydki. I okej, czas teraz na to wszystko zaro­bić. Aż jakoś przy­jem­niej do pracy się łazi mając jakiś kon­kretny cel :)

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

8 Komentarzy do “Dwa tygodnie mieszkania za nami”

  1. btd 14/04/2007 do 19:13 # Odpowiedz

    Chyba ze od ochrony dosta­niesz. Albo Twoi goscie :->

    A ten ochro­niarz to fak­tycz­nie ochro­niarz czy zde­bi­laly ABS/dziadek na emeryturze?

    • CoSTa 14/04/2007 do 19:44 # Odpowiedz

      koleś co się zowie — sze­roki, wyspor­to­wany i grzeczny. nie no, z cza­sem pew­nie osią­dzie jakiś dzia­dek ale nie oszu­kujmy się, ochrona jest od odstra­sza­nia a nie od napier­da­la­nia. bić zdaje się nie mogą, choć pew­nie bar­dzo by chcieli :).

  2. Hadret 15/04/2007 do 22:00 # Odpowiedz

    Niezła bania — wła­sny ochro­niarz :P Dobrze, że nie przy­pi­sują jesz­cze jed­nego na dom xD

    Swoją drogą, na mojej dzielni ciężko by się takiemu żyło. Nic więc dziw­nego, że insta­lują ich tylko na tych nowych osiedlach.

    BTW. jak będę duży, to też będę chciał mieć taras i ogró­dek „w” swoim miesz­ka­niu. To musi być dobra sprawa ;)

  3. ciotka's eleni 16/04/2007 do 09:14 # Odpowiedz

    polto­rej godziny dojazdu do pracy? to nawet w pra­wie pie­cio­mi­lio­ny­cha Atenach zda­rza sie tylko kiedy straj­kuja srodki komu­ni­ka­cji lub sa demon­stra­cje w centrum…

    • CoSTa 16/04/2007 do 18:11 # Odpowiedz

      cio­tu­niu, a kto powie­dział, że my żyjemy w cywi­li­zo­wa­nym kraju? tu się zasad­ni­czo dróg nie budo­wało i nadal się ich nie buduje. a samo­cho­dów przy­bywa, oj przy­bywa… nie­stety, takie wła­śnie mamy prze­wi­du­jące wła­dze i taki wła­śnie mamy samo­rząd miej­ski. plany są ponoć od lat by jakoś tę część pozna­nia połą­czyć z resztą mia­sta czymś wię­cej, niż JEDNA droga ale plany a rzeczywistość…

      • btd 16/04/2007 do 20:23 # Odpowiedz

        Costa, a ty w ogole zmo­to­ry­zo­wany jestes?

        Bo jak tylko komu­ni­ka­cja miej­ska to, przy­naj­mniej w Tychach, korki nie powo­duja jakis duzych lagow. Autobusy prze­ciez maja duza sile prze­bi­cia (a przy­naj­mniej tak sa uzy­wane u nas :-/ )

  4. ciotka's eleni 16/04/2007 do 20:45 # Odpowiedz

    no dzi­siej­sza Grecja nie nalezy do naj­bar­dziej cywi­li­zo­wa­nych kra­jow Europy cho­ciaz za przy­czyna Olimpiady sporo sie w Atenach popra­wilo zwlasz­cza w komu­ni­ka­cji miejskiej.

    Skuter to dobre sro­dek ale nie pozwala na rodzinne prze­miesz­cza­nie sie.Mam zna­jo­mych kto­rzy rzadko korzy­staja ze swo­ich samo­cho­dow uzy­wa­jac na codzien sku­terki. Fakt ze tutej­szy kli­mat sprzyja temu.

    P.S. Zrobcie cos z Kaczynskimi bo az przy­kro czy­tac w pra­sie o ich wyczy­nach. Polska i Polacy nie zaslu­zyli sobie na takich liderow

  5. CoSTa 17/04/2007 do 08:34 # Odpowiedz

    [b]btd[/b]: nie btd, nie jestem. koszta za duże a pro­ble­mów z poru­sza­niem się po mie­ście to nie roz­wią­zuje. w pozna­niu korki zabi­jają cały fun z jeż­dże­nia samo­cho­dem :/. za to mam nadzieję nie­ba­wem kupić sobie sku­te­rek i tym sobie do pracy śmi­gać. bar­dzo fajna rzecz i tak już w sumie kupno sku­tera jest prze­są­dzone. tylko gotówę muszę zebrać bo po oka­zyj­nej cenie od kum­pla biorę.

    [b]ciotka’s[/b]: ej cio­tu­niu, w ate­nach macie o wiele, wiele lepiej roz­wi­niętą komu­ni­ka­cję niż my tu w pozna­niu. auten­tycz­nie, to pół­mi­lio­nowe rap­tem mia­sto dusi się kom­plet­nym nie­przy­sto­so­wa­niem do ilo­ści samo­cho­dów oraz nie­po­pro­wa­dze­niem tras tram­wa­jo­wych w odpo­wied­nie miej­sca. no i za wolno to się wszystko dzieje. komu­ni­ka­cja i drogi od dawna prze­stały już nadą­żać za roz­bu­dową mia­sta :/. skan­dal, ot co, że nie robią z tym nic cho­lerne wła­dze. możesz se wybie­rać i dalej nic z tego nie ma. co do sku­terka — damy radę :). majka z przodu, doro­pha (gdy schud­nie :)) z tyłu i jazda!

    ciot­kens, ty czy­tasz tylko o wyryw­kach tego, co się u nas wyra­bia. u nas jest bar­dzo, bar­dzo wesoło ostat­nimi czasy :/

Dodaj komentarz