Kenji Williams — genialny pożeracz moich pieniędzy

Kenji Williams

Jest sobie taki jeden japo­niec na tym świe­cie, który wchła­nia wręcz moje pie­nią­dze jak gąbka. Tak, oczy­wi­ście, Sony żre moich pie­nię­dzy naj­wię­cej ale to dosyć spory zespół ludzi a w tym przy­padku mogę mówić o per­fid­nym ataku jed­nego kole­sia na mój port­fel a wła­ści­wie na moją kartę kre­dy­tową. Ten ktoś zwie się Kenji Williams, jest muzy­kiem i robi elek­tro­nikę w prze­dziale od total­nej szmiry, po wręcz genialne obja­wie­nia. Problem z tym kto­siem jest taki, że owych obja­wień ma cał­kiem sporo i to na tyle, bym wsty­dził się żonie konto swoje poka­zy­wać bo mi zrobi so cal­led „scenę” — że zamiast na życie i jej krem ujędr­nia­jący, daję na muzykę. W wiel­kiej więc tajem­nicy kle­pię te kilka słów o face­cie, któ­rego nie znam ale któ­rego muzyka jakoś na mnie działa.

Człowiek gra wspo­mnianą wcze­śniej elek­tro­nikę. Problem w tym, że facet ma nie­sa­mo­wite wizje, ogromne muzyczne moż­li­wo­ści (swo­imi skrzyp­kami robi kawał świet­nego dźwięku, powia­dam Wam) ale jest też Japońcem a to ozna­cza, że musi po pro­stu do beczki miodu wlać łyżkę (cza­sem cho­chlę całą!) dzieg­ciu. Skręca go bowiem strasz­nie w kie­runku ryt­mów szyb­kich, pod­czas gdy świet­nie wycho­dzą mu ilu­stra­cyjne, prze­strzenne obrazy malo­wane dźwię­kiem. Stąd mamy na tych jego albu­mach pomie­sza­nie rewe­la­cji z ocie­ra­jącą się o par­kie­towe rytmy abs­trak­cją. Szkoda, nie­mniej udało się face­towi wycią­gnąć ode mnie siano za trzy albumy. Trzy nie­złe albumy, nawet jak na te par­kie­towe skręty.

Absolutnym feno­me­nem dla mnie jest jego pod­kład do naćpa­nego show, jaki skrę­cił razem z nie­ja­kim Alexem Greyem, a co nazwali chłopcy Worldspirit. Z mate­riału widzia­łem tylko urywki dostępne na stro­nie ale niu­ej­dżo­wiec Alex G. na pewno ładuje w sie­bie spore ilo­ści róż­nych prosz­ków i grzy­bów a Kenjiemu udało się do tych proszkowo-grzybowych wizji zro­bić feno­me­nalny sound­track. Rzecz jest ze wszech miar przed­nia i nie wyobra­żam sobie miło­śnika ambientu i halu­cy­no­gen­nej elek­tro­niki, który nie poznałby tego mate­riału. Jazda powia­dam Wam, zupełna jazda. Swego czasu rzecz ukra­dłem w necie (nie­stety, tylko zapis audio) i to, co usły­sza­łem, kom­plet­nie mi wystar­czyło do wyro­bie­nia sobie zda­nia o Worldspirit — niu­ej­dżow­ska bzdura z feno­me­nalną muzą i wielce miłow­cią­galna. Kiedyś to cho­lera kupię :). Anyway, jeśli chce­cie posłu­chać owego sound­tracka (choć z mono­lo­gami Alexa brzmi to zde­cy­do­wa­nie lepiej), nic nie stoi na prze­szko­dzie.
posłu­chaj albumu, kup album

Godny pole­ce­nia jest też album EPIC. Otwierający całość Deep Step to kawał smacz­nej, pro­stej, nie­skom­pli­ko­wa­nej ale za to pięk­nej elek­tro­niki z woka­lem w roli głów­nej. Później bywa róż­nie aż do utworu The Internal. To wła­śnie owo dotknię­cie geniu­szu, o któ­rym wspo­mi­na­łem. Nie wiem dla­czego ale ten kawa­łek po pro­stu mnie usi­dlił, oma­mił i zjadł na dzień­do­bry. Świetna, świetna rzecz… Proste, nie­skom­pli­ko­wane, powa­la­jące…
posłu­chaj albumu, kup album

Faces of Epiphany to coś, co miło­śnik elek­tro­niki w stylu wol­nym znać po pro­stu musi. Album nie jest jakiś prze­ło­mowy, genialny, fan­ta­styczny czy co tam jesz­cze. Ba! Album nie epa­tuje skom­pli­ko­waną struk­turą, jakąś prze­kom­bi­no­waną formą, nie­wia­ry­godną jako­ścią… Nic z tych rze­czy! To pro­ste kom­po­zy­cje na auto­mat per­ku­syjny, skrzypki i jakieś elek­tro­niczne dodatki. Razem to wszystko jed­nak zło­żyło się na mocno wcią­galny mate­riał, z wisienką na czubku tortu, czyli z utwo­rem Death and Rain. Stuk, puk! Znów puka geniusz :)
posłu­chaj albumu, kup album

I to wszystko o panu Kenjim Williamsie, który ostat­nio wycią­gnął ode mnie furę siana. Nie znam gościa, nie wiem kto zacz, pozna­łem tyle, ile w necie wyczy­ta­łem. Zalecam prze­słu­cha­nie mate­riału (come on, można za darmo), spraw­dze­nie orga­no­lep­tyczne o co tu loto i być może komuś się jesz­cze twór­czość tego pana spodoba. IMO warto poznać bo to jeden z tych poszu­ku­ją­cych duchów, zaplą­tany w wiele pro­jek­tów mul­ti­me­dial­nych i chcący coś prze­ka­zać na modłę współ­cze­snych, par­kie­to­wych i klu­bo­wych cza­sów, z lekką domieszką ambientu i pro­stej ale moc­nej elek­tro­niki. Polecam!

Aha, jako że mogę legal­nie roz­dać linki do zassa­nia tych albu­mów moim zna­jo­mym — jeśliś mój zna­jomy i chcesz sobie possać :) zgłoś się mailowo. Linki z chę­cią wydam. A dla moich nie­zna­jo­mych, w ramach rekom­pen­saty, kawa­łe­czek do pobra­nia. Ale o matko jaki! Wszystko to, co w muzyce Kenjiego naj­lep­sze tu wła­śnie znaj­dzie­cie. Przepiękna kom­po­zy­cja na skrzypce, wokal i ambient. W ramach pro­jektu smaczne utwory: Kenji Williams — Aura.

Kenji Williams w Magantune.com
Kenji Williams w Wikipedii
strona Kenjego

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

4 Komentarzy do “Kenji Williams — genialny pożeracz moich pieniędzy”

  1. zx 06/04/2007 do 15:00 # Odpowiedz

    No ja naj­zwy­czaj­niej chyba nie poj­muję tej elek­tro­niki — taka uboż­sza wer­sja praw­dzi­wej muzyki instru­men­tal­nej czy kla­sycz­nej. Swoje powie­dzia­łem, ciamk! ;)

  2. danadam 06/04/2007 do 19:46 # Odpowiedz

    Ja tro­chę offto­picz­nie… Znowu ‘aha’ przez ‘ch’ :-). Przepraszam, że tak wyty­kam, ale ten błąd jakoś wyjąt­kowo mnie w oczy „kłuje”.

  3. CoSTa 06/04/2007 do 20:27 # Odpowiedz

    [b]zx[/b]: luzik, ja z kla­sycz­nej to tylko bolero i car­mina burana koja­rzę. reszta zbyt do sie­bie podobna — nie mam poję­cia czym odróż­nić dzie­wiątą beetho­vena od szó­stej :). uboż­sza jak uboż­sza — po pro­stu inne instru­men­ta­rium i w ogóle co innego. i okej, nie każ­demu musi to paso­wać. ja prze­pa­dam, jak zapewne można zauważyć :)

    [b]danadam[/b]: dzięki, popra­wione. no widzisz, ja mam nawyk pisa­nia przez „ch” i koniec, nic tego nie zmieni :). w sumie żaden word czy inny aspell tego jako błędu nie chwyta więc jestem nieco uspra­wie­dli­wony. pol­ska język — trudna jak cho­lera język.

    • danadam 06/04/2007 do 21:39 # Odpowiedz

      Ano nie wykrywa. To z powodu cza­sow­nika „achać”; zda­nie „on acha” jest poprawne. Ja też mia­łem z tym pro­blem, ale pomo­gła mi „zasada”, że wyrazy „ach” i „aha” mają tyle samo znaków :-)

Dodaj komentarz