Looks like… eee… fun?

Wyrzuciłem ndi­sw­rap­per, zdją­łem moduł acx z czar­nej listy, doin­sta­lo­wa­łem linux-restricted-modules-generic (tak, mógł mi ktoś powie­dzieć, że firm­ware do acx został prze­nie­siony do tego pakietu…), zre­star­to­wa­łem kom­pu­ter, et voila! Moja karta D-Link DWL-650+ (acx100) działa bez­pro­ble­mowo z network­ma­na­ge­rem. Co naj­lep­sze, ze ste­row­ni­kiem acx100 działa kismet i aircrack-ng… Dobrze jest nauczyć się obsługi tych narzę­dzi, żeby w razie czego spraw­dzić bez­pie­czeń­stwo… wła­snej sieci oczy­wi­ście. NetworkManager i narzę­dzia typu kismet kłócą się ze sobą. Prawoklik na moni­torki, odzna­czyć „Włącz bez­prze­wo­dowe” i gotowe.

cytat za Stateless Blog (sorry Tomku ale aku­rat na Ciebie padło :))

Używanie Linuksa i frajda z tego powodu pły­nąca mają miej­sce chyba do pew­nego wieku tylko. W pew­nym momen­cie życia czło­wiek staje się zgre­dem, zaczyna myśleć zupeł­nie innymi kate­go­riami a takie posty mogą budzić tylko jego zdu­mie­nie. Ludzie, ja z tego wpisu rozu­miem tylko cza­sow­niki!!! Zdaje się, że zesta­rza­łem się tak bar­dzo, że już kom­plet­nie mnie nie cią­gną tego typu zabawy sys­te­mem ope­ra­cyj­nym. Z wyso­ko­ści swo­ich trzy­dzie­stu dwóch lat łaże­nia po ziemi i zabawy róż­nymi kom­pu­te­rami i róż­nymi sys­te­mami ope­ra­cyj­nymi, powia­dam wam jako zgred zawo­łany: mar­no­wa­nie czasu na kom­bi­no­wa­nie by coś w kom­pu­te­rze zadzia­łało, nie bawi już tak jak daw­niej. Szczerze mówiąc — wcale to nie bawi. Jako zgred powia­dam wam — teraz ma mi wszystko dzia­łać od kopa a ja mam mieć czas na sie­dze­nie na tara­sie i pie­lę­gno­wa­nie roz­ra­sta­ją­cego się sadła przy grillu i browarze.

Wstęp może przy­głupi ale jako mate­riał do ogól­niej­szych roz­wa­żań nad dozna­niami pły­ną­cymi z użyt­ko­wa­nia sys­temu ope­ra­cyj­nego — myślę że cał­kiem niezły.

Użytkowników kom­pu­te­rów można zasad­ni­czo podzie­lić na trzy kategorie:

  • tych, któ­rzy wie­dzą o co w tym wszyst­kim chodzi;

  • tych, któ­rzy wie­dzą gdzie skie­ro­wać prze­glą­darkę inter­ne­tową, by zna­leźć jakieś infor­ma­cje w razie, gdyby im się chciało wie­dzieć o co w tym wszyst­kim chodzi;

  • tych, któ­rzy mają to kom­plet­nie gdzieś i wolą zamiast sie­dzieć przy kom­pu­te­rze, jechać na ryby.

Podział może nieco sztuczny ale chyba oddaje w miarę skład­nie naj­czę­ściej spo­ty­kane typy use­rów. Oczywiście pomię­dzy tymi typami ist­nieją stany pośred­nie (na ten przy­kład ja — wypa­dam gdzieś pomię­dzy punk­tem 2 a 3). Niemniej co do zasady i na pod­sta­wie wła­snych obser­wa­cji, tak bym sobie use­rów podzie­lił. Na pod­sta­wie tychże wła­śnie obser­wa­cji muszę stwier­dzić, że z wie­kiem żyłka eks­pe­ry­men­ta­tora w czło­wieku ginie. Na życie zaczy­nają skła­dać się nieco inne dozna­nia — dom, rodzina, żona, wie­czór z żoną ;), gril­lik z kum­plami, wypad do rodziny, męcze­nie przez dzie­ciaka… W tym cha­osie dnia codzien­nego po pro­stu bra­kuje czasu, weny, siły i ochoty na roz­gry­za­nie pro­blemu nie­dzia­ła­ją­cego ndi­sw­rap­pera (dobrze to piszę?). To po pro­stu ma dzia­łać (cokol­wiek to jest), a jeśli nie działa, to kupuje się coś, co zadziała na pewno. Czy ktoś z Was sądzi, że np. wczo­raj­szego wie­czora chcia­łoby mi się grze­bać coś przy kom­pu­te­rze, gosz­cząc w domu zna­jomą z dwójką jej dzie­cia­ków (prze­słod­kich tak swoją drogą), moim wła­snym dzie­cia­kiem robią­cym zawody z jed­nym z tych przy­by­łych o to, które wrza­śnie gło­śniej, z pepla­jącą żoną, która w szale pepla­nia obia­do­ko­la­cję mogłaby znisz­czyć, do czego dopu­ścić prze­cież nie mogłem i z jakaś panią zamó­wioną przez moją żonę, która to pani robiła jej w buzię dobrze róż­nymi kosme­ty­kami? Ludzie, tego zda­nia nie idzie w cało­ści prze­czy­tać bo tak jest wie­lo­krot­nie zło­żone. Dorzucanie tam jesz­cze nie­dzia­ła­ją­cego ndi­sw­rap­pera (cokol­wiek to jest) jest ostat­nią rze­czą, na któ­rej by mi zale­żało, gdyby mi na czym­kol­wiek wtedy zale­żało (wyłą­cza­jąc z roz­wa­żań obia­do­ko­la­cję, na któ­rej zale­żało mi BARDZO :)).

Próbuję przez to napi­sać, że od pew­nego momentu to, co do nie­dawna było fun, takie wesołe być prze­staje. To, co do nie­dawna się ceniło (wol­ność, otwar­tość, roz­wią­zy­wa­nie inspi­ru­ją­cych pro­ble­mów), ma się z cza­sem kom­plet­nie w dupie, bo życie dostar­cza na tyle dużą ilość „inspi­ru­ją­cych pro­ble­mów”, że te dodat­kowe gene­ro­wane przez ndi­sw­rap­pera (cokol­wiek to jest) mogą dopro­wa­dzić co naj­wy­żej do mach­nię­cia ramio­nami i kupie­nia dnia następ­nego cze­goś, co działa. Tak, kupie­nia. Mając pracę i pewien wiek woli się pie­nią­dze wydać, niż męczyć z ndi­sw­rap­pe­rem (cokol­wiek to jest), nawet jeśli męcze­nie się dzieje się w imię wol­no­ści, otwar­tego opro­gra­mo­wa­nia i czego tam jeszcze.

Nie zro­zum­cie mnie źle, ja Linuksa bar­dzo popie­ram i w ogóle jestem jego wiel­kim entu­zja­stą a sam Linuks porywa mnie ideą leżącą u jego pod­staw. Tyle że już chyba nie chce mi się wal­czyć z pro­ble­mami, chyba zro­bi­łem się na to za stary i zbyt zra­mo­lały. W moim wieku rze­czy mają wyglą­dać mniej wię­cej tak, że gdy wetknę wtyczkę, to urzą­dze­nie ma dzia­łać. Reszta mnie śred­nio interesuje.

Linuks pod wzglę­dem wyzwań sta­wia­nych czło­wie­kowi jest sys­te­mem bar­dzo wyma­ga­ją­cym. Nie raz i nie dwa wal­czy­łem na tym fron­cie a odno­szone suk­cesy budo­wały moje ego lepiej jesz­cze niż frytki z colą. Tyle że chyba z wie­kiem te fronty nieco mi się prze­su­nęły i teraz zma­gać się chcę nie z narzę­dziem, a z samym życiem. Na zma­ga­nie się z narzę­dziem szkoda mi po pro­stu czasu, bo samo życie zaj­muje mi 110% czasu pracy mojego procesora.

Nie dziw­cie się więc ramo­lom, któ­rzy cza­sem widząc tek­sty w stylu tego cyto­wa­nego strzelą kar­pia, machną ręką i zdzi­wią się, że kogo­kol­wiek to kręci. Ta ramota pój­dzie do sklepu, wyda za wiele pie­nię­dzy na zbyt drogi sprzęt, wetknie wtyczkę w gniazdko i z miej­sca będzie robiła to, do czego ów sprzęt kupiła. Gdyby sprawy były tak pro­ste z Linuksem…

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

32 Komentarzy do “Looks like… eee… fun?”

  1. Tomasz Tybulewicz 26/04/2007 do 12:59 # Odpowiedz

    Zgodnie z Twoją kate­go­ry­za­cją pod­pa­dam pod pierw­szy typ ludzi. Mimo to uwa­żam że kom­pu­ter ma dla mnie po pro­stu dzia­łać — to narzę­dzie takie samo jak samo­chód — wyma­gam od niego pew­nej gamy funk­cjo­nal­no­ści i tyle.

    Mam te szczę­ście że w razie czego wiem jak i gdzie ‘stuk­nąć’ by wszystko zaczęło działać ;)

    Kiedyś też bawiło mnie wycią­ga­nie 150% wydaj­no­ści ze sprzętu i softu, teraz jed­nak wolę poświę­cić czas na inne hobby (lub na… sen) :D

  2. salvadhor 26/04/2007 do 13:34 # Odpowiedz

    Ale o co tyle krzyku i wywo­dów. Jest kawa­łek tek­stu, który mówi nam, że pod Linuksem karta radiowa DWL-650+ powinna dzia­łać bez pro­ble­mów i kom­bi­no­wa­nia. Autor tego stwier­dze­nia wcze­śniej kom­bi­no­wał sto­su­jąc np. ndi­sw­rap­per, a teraz nie musi już tak kombinować.

    Czyli użyt­kow­nik Linuksa może iść na ryby, na piwo, cokol­wiek, a karta i tak mu zadziała.

    Nawet nie musi ste­row­ni­ków z płytki dogrywać.

    • CoSTa 26/04/2007 do 13:36 # Odpowiedz

      a czy ja krzy­czę? bar­dzo jestem daleki od tego. jak to napi­sa­łem — ja z tego wywodu tylko cza­sow­niki zro­zu­mia­łem. dzięki za translację.

  3. BeHemot 26/04/2007 do 14:01 # Odpowiedz

    To ja chyba jestem w 2 gru­pie ale też zauwa­ży­łem że zaczy­nam się sta­czać :) To jest nie­stety (albo na szczę­ście jak kto woli) pro­blem prio­ry­te­tów — można woleć spę­dzić wie­czór z ndi­sw­rap­pe­rem albo z żoną — bo z oboj­giem na raz się raczej nie da, a z wła­snego doświad­cze­nia mogę dodać że ndi­sw­rap­per obia­do­ko­la­cji robic nie umie… Więc wybie­ram z wła­snego leni­stwa żonę :)

    Pozdrawiam

  4. madman 26/04/2007 do 14:01 # Odpowiedz

    @CoSTa: Alez nie bylo w tym opi­sie nic spe­cjal­nego. Napisane zostalo jakie pakiety po kolei nalezy zain­sta­lo­wac. Nawet nie trzeba bylo nic kom­pi­lo­wac. Po pro­stu dziala. Mysle ze wiele ludzi — majac opis — bez pro­blemu takie ste­row­niki zainstaluje.

    A jak jest w przy­padku „dro­giego sprzetu ktory po pro­stu dziala”? Na przy­kla­dzie Apple’a: dziala to, co prze­wi­dzialo Apple.

    Kupisz sobie w skle­pie karte dzwie­kowa, kie­szen na dysk, czy palmtopa/telefon i z Makiem nie dziala? Trudno — trzeba bylo sobie kupic urza­dze­nie z listy „poblo­go­sla­wio­nych” przez Apple…

    Nie zain­sta­lu­jesz sobie ste­row­ni­kow z pakie­tow — jak w Ubuntu — bo takowe po pro­stu nie istnieja…

  5. CoSTa 26/04/2007 do 14:09 # Odpowiedz

    [b]behemot[/b]: oj, jesteś już na równi pochyłej :)

    [b]madman[/b]: ależ oczy­wi­ście jest wła­śnie tak, jak piszesz — sam swego czasu pisa­łem tutaj o pro­ble­mach z jakąś noname obu­dowa do twar­dziela, która ni cho­lery dekla­ro­wa­nego USB 2.0 roz­wi­nać nie chciała (na pra­co­wym pece­cie zdaje się, że też nie tak swoją drogą). ale to kom­plet­nie nie o to cho­dzi. ten wpis nie jest o sys­te­mach ope­ra­cyj­nych i kom­pu­te­rach. ten wpis jest o kole­siach, któ­rym zaczy­nają włosy siwieć (tak doro­pha twier­dzi :)), i któ­rym naj­zwy­czaj­niej w świe­cie nie chce się kom­bi­no­wać tylko idą i ten reko­men­do­wany a drogi sprzęt kupują. dla­czego? bo RAMOLEJĄ (o czym przez te kil­ka­set zna­ków pisać pró­buję) i mają kom­plet­nie gdzieś, czy coś się skom­pi­luje czy też nie. ma dzia­łać. reko­men­do­wane, dro­gie, złe i nie­do­bre ide­olo­gicz­nie — zazwy­czaj działa. tu cho­dzi o kom­fort i lenistwo.

  6. Robert Pankowecki 26/04/2007 do 14:14 # Odpowiedz

    Rozumiemy Cię. Dlatego wła­śnie Ci, któ­rym jesz­cze się chce, zuży­wają swój czas i ener­gię dla tych, jak Ty i Ja i nie­któ­rzy z Was, któ­rym zwy­kle się nie chce. I jeste­śmy im za to bar­dzo wdzięczni. Swoją drogą wczo­raj mia­łem oka­zję zoba­czyć jak działa MacBook pod­łą­czony do moni­tora sam nie wiem jak dużo calo­wego i działa to „ślicz­nie”. Żeby inne sys­temy potra­fiły tak pięk­nie wyglądać :-).

  7. salvadhor 26/04/2007 do 14:42 # Odpowiedz

    Kupowanie sprzętu kom­pu­te­ro­wego ( świa­dome ) i nie spraw­dze­nie, nawet pobież­nie, czy ten sprzęt zadziała tam gdzie chcemy go użyć, to jak kupo­wa­nie samo­chodu i nie spraw­dze­nie, czy jest on sprze­da­wany z kołami i czy jest napę­dzany pia­skiem, wodą, czy benzyną.

    I tu i tu nikt nie musi być fachow­cem ( ja od samo­cho­dów nie jestem ), ale zacho­wa­nie przy­zwo­ito­ści to spraw­dze­nie, w co się chcemy wpakować.

    Brak czasu ? No tak, cho­roba naszego wieku, która umoż­li­wia robie­nie z nas łosi i wci­ska­nie nam naj­roz­ma­it­szego złomu, który ani nam nie jest potrzebny, ani nam nie będzie słu­żył jak trzeba, itp.

    Ale od czasu jak robię świa­dome zakupy, czuję się lepiej — nie lubię mar­no­wa­nia kasy, która mi z nieba nie leci.

    • CoSTa 26/04/2007 do 15:19 # Odpowiedz

      okej. co zro­bisz z kole­siami, któ­rzy mają gdzieś całe to spraw­dza­nie i uwa­żają to za kom­plet­nie zbędny ele­ment folk­loru oko­ło­kom­pu­te­ro­wego (są tacy)? prze­cież po to wymy­ślono stan­dardy w stylu USB czy fire­wire, by apa­rat pod­łą­czony przez USB dzia­łał od kopa, by kamera pod­łą­czona przez fire­wire dzia­łała od ręki itd. z innej beczki — czy sądzisz, że moja ciotka kupu­jąc modem będzie wcią­gała wcze­śniej wie­dzę o stan­dar­dach trans­mi­sji danych? zapew­niam cię, że nie. pój­dzie i kupi to, co pro­du­cent sprzętu czy dostawca inter­netu jej wskaże i orzek­nie, że do sprzętu pasuje. dla­czego? z leni­stwa pew­nie też ale chyba przede wszyst­kim dla­tego, że jeśli nie zadziała, będzie mogła pójść do pro­du­centa sprzętu czy pro­vi­dera i żądać od niego wywią­za­nia się ze swo­jego zobo­wią­za­nia o współ­dzia­ła­niu oby­dwu urządzeń.

  8. madman 26/04/2007 do 14:47 # Odpowiedz

    @CoSTa: Ja Cie dosko­nale rozu­miem. Kazdy ma wro­dzone lenistwo ;)

    Ale mimo wszystko ele­men­tar­nej kon­fi­gu­ra­cji jakie­go­kol­wiek urza­dze­nia nie omi­niesz. Chociazby poda­wany cze­sto jako przy­klad samo­chod. Kupisz i dziala niby out-of-the-box. Ale musisz sobie jesz­cze usta­wic fotel, kie­row­nice, pasy, usta­wic opcje radia…

    Podobny byl ten przy­klad z karta sie­ciowa i ubuntu — w zasa­dzie wszystko dziala, ale trzeba doin­sta­lo­wac 2 pakiety, zeby dzia­lala sie­ciowka bez­prze­wo­dowa (co zreszta opi­sane jest w inter­ne­cie, wiec nawet nie trzeba juz sie wysi­lac i samemu kom­bi­no­wac). Dla mnie jest to out-of-the-box. Oczywiscie, Canonical moglby row­niez „poblo­go­sla­wic” sprzet przez sie­bie wspie­rany i sprze­da­wac np. UbuntuBook, Ubuntu Mini, iBuntu…

    Dlaczego tego nie robia? Bo sta­wiaja na otwar­tosc — to klient decy­duje, jaka chce maszyne, a sys­tem ma na tym dzialac.

    Aha, jesz­cze jedna sprawa — instruk­cja obslugi. Jakze igno­ro­wana w naszych cza­sach… Zwykle pro­du­cent opi­suje w niej wszystko, co potrzebne do obslugi urza­dze­nia. A kto ja czyta? No… w przy­padku takiego Apple to dosc trudne, bo instruk­cji do kom­pu­te­row nie dodaja. A co w razie pro­ble­mow? Trudno, user jest „on-his-own”.

    CoSTa, nie zro­zum mnie tu zle. Nie jestem prze­ciw­ni­kiem pro­duk­tow Apple (czy innych rze­komo dzia­la­ja­cych dosko­nale out-of-the-box). Po pro­stu one tez maja swoje pro­blemy. A kiedy taki pro­blem juz wystapi, jest duzo powa­zniej­szy niz w pro­duk­tach ktore tak banalne

    • CoSTa 26/04/2007 do 15:32 # Odpowiedz

      mad, ależ oczy­wi­ście! nie omi­niesz pew­nej kon­fi­gu­ra­cji urzą­dze­nia. takie mądre to wszystko póki co nie jest. ale przy­znaj, jest pewna róż­nica mię­dzy pod­łą­cze­niem modemu i wgra­niem ste­row­ni­ków z płytki a zna­jo­mo­ścią pakie­tów, które należy zain­sta­lo­wać kle­piąc w kon­soli apt-get i nazwa pakietu. o ile wcze­śniej ten ktoś do owej wie­dzy w necie się doko­pie. a sta­nie się to, o ile modem zadziała…

      masz oczy­wi­ście rację pisząc o can­no­ni­cal, które nie bło­go­sławi sprzętu bo zosta­wia wybór użyt­kow­ni­kowi a sys­tem ma na tym wybra­nym sprzę­cie dzia­łać. jak widać z cytatu — cza­sem jed­nak nie działa i trzeba cze­goś wię­cej. wbrew pozo­rom mojej przy­wo­ły­wa­nej już ciotce wymóg insta­la­cji pakietu linux-kernel-modules z repo­zy­to­rium restric­ted powie nie­wiele. prze­cież widzisz tę różnicę.

      kto się okła­mał w kwe­stii instruk­cji obsługi? ja do swo­jego mini mam ładną, taką kwa­dra­tową, kil­ka­dzie­siąt stron o tym jak uru­cho­mić kom­pu­ter i jak sobie radzić w razie W. instruk­cji nie było do sys­temu operacyjnego.

      oczy­wi­ście nie ma rze­czy dzia­ła­ją­cych bez­pro­ble­mowo. ale osią­gną­łem chyba już ten wiek, że wolę rze­czy, które poten­cjal­nie spra­wią mi naj­mniej pro­ble­mów. i nie­ko­niecz­nie to musi być pro­duk­cji apple. serio.

  9. uel 26/04/2007 do 16:22 # Odpowiedz

    tak się składa, że ostat­nio mia­łem oka­zje spo­tkać nieco star­szego Pana od Ciebie Costa,

    od razu powiem, że ten Pan pra­cuje na Windowsie,

    kupił on nagry­warke DVD, zewnętrzną, Samsunga,

    bo sam ma lap­topa, który wypo­sa­żony jest jedy­nie w odtwa­rzacz dvd,

    będąc u niego z wizytą zapro­po­no­wał mi, aby mu ją „zain­sta­lo­wał”, bo on sam nie da rady ( mój wniosek )…

    …a tu wystar­czy wło­żyć wtyczke usb w nagry­warke, a następ­nie w lap­to­pie… nic wię­cej, a że ta nagry­warka była wypo­sa­żona w dodat­kowe funk­cje jak zgry­wa­nie video z kamery bez­po­śred­nio na płyte ( przy­cisk na nagry­warce „OneTouch”) powie­dział, abym i tą funk­cje mu wytłu­ma­czył, a więc tłu­ma­cze mu, że opcja ta jest do bez­po­sred­niego zgry­wa­nia obrazu z kamery ( czyt. video ) na płyte dvd.

    Powiedzmy, że to zro­zu­miał ( przy­naj­mniej stwa­rzał takie pozory ), ale chwilę póź­niej zawo­łał mnie do pokoju w któ­rym stał lap­top i powiedział:

    „no patrz Piotrek, zazna­czam pliki ( zdję­cia ) w tym fol­de­rze ( cho­dzi o kon­kretny kata­log w explo­re­rze ), naci­skam na ten przy­cisk „OneTouch” na obu­do­wie nagry­warki i nie nagrywa…przecież musi!”

    To ja mu znowu tłu­ma­cze do czego ten przy­cisk służy ( jak wyżej ), a on cią­gle nie może tego zro­zu­mieć. Mówi:

    „Cholera, wyda­łem tyle kasy na tę nagry­warke, sprze­dawca mnie zapew­niał, że nagram tak swoje zdję­cia, PŁACE, wyma­gam i nie chcę się uczyć jakie­goś nero.” ( chyba chciał dodac jesz­cze: chcę nagry­warke, która nagra to o czym w tej chwili myślę ).

    Pomyślałem sobie… czy ludzie ocze­kują cudów od sprzętu za grube złote? On do końca nie wie­rzył moim sło­wom, że tak się po pro­stu nie da, że kom­pu­ter ( dzi­siej­szy oczy­wi­ście ) nie jest w sta­nie czy­tać w myślach poten­cjal­nego użytkownika.

    Ale to był prze­cież tylko WINDOWS, aż strach pomy­śleć co ów Pan zro­biłby na Linuksie.

    wra­ca­jąc do wpisu, piszesz:

    „Nie dziw­cie się więc ramo­lom, któ­rzy cza­sem widząc tek­sty w stylu tego cyto­wa­nego strzelą kar­pia, machną ręką i zdzi­wią się, że kogo­kol­wiek to kręci. Ta ramota pój­dzie do sklepu, wyda za wiele pie­nię­dzy na zbyt drogi sprzęt, wetknie wtyczkę w gniazdko i z miej­sca będzie robiła to, do czego ów sprzęt kupiła.”

    Podsumowując:

    Jeśli ktoś sie­dzi pod Linuksem i coś mu nie działa, to zaopa­truje się w to ( za mniej­sze bądź więk­sze pie­nią­dze ) co mu na pewno zadziała, JEŚLI GO TO NIE KRĘCI i nie lubi karpi, ale jeśli go to w jakichś spo­sób kręci tak jak Pana w sacy­to­wa­nym tek­ście to kom­bi­nuje i to tylko i wyłącz­nie jego sprawa i doświad­cze­nie, które tym samym nabywa i nie­ważny tu jest wiek, ani pieniądze.

    Pozdrawiam uel

  10. sylwester 26/04/2007 do 16:42 # Odpowiedz

    Ciekawy tekst.

    W dodatku pra­wie odda­jący mój pogląd na sys­tem ope­ra­cyjny: ma dzia­łać i już.

    Niestety, moim zda­niem zupeł­nie pomi­ja­jący fakt, że abso­lutna więk­szość użyt­kow­ni­ków cze­go­kol­wiek należy do grupy trze­ciej. Dla nich sys­tem ope­ra­cyjny nie ma jakie­go­kol­wiek zna­cze­nia — nie pora­dzą sobie nawet ze sta­rym Atari (4 kla­wi­sze „funk­cyjne”). Osobnicy ci potrze­bują do nor­mal­nego funk­cjo­no­wa­nia lokal­nego admina/sąsiada/syna/ojca, który im wszystko zamon­tuje, zain­sta­luje i na post­icie zostawi jesz­cze krótka instruk­cję obsługi.

    Więc ndi­sw­rap­per, czy rejestr, swap czy plik wymiany, ntfs czy ext3, nero czy k3b — wszystko to brzmi dla nich jak przekleństwa.

    Z moich doświad­czeń wynika, że im ktoś MNIEJ wie o funk­cjo­no­wa­niu sys­temu ope­ra­cyj­nego tym z więk­szą łatwo­ścią korzy­sta z dowolnego.

    I tyle.

    A czy­nie­nie zarzu­tów z „her­men­tycz­no­ści” języka? Polecam fora/blogi/strony górnicze/młodzieżowe/muzyczne/medyczne/dowolne inne — efekt będzie ten sam. Osobnik nie­za­in­te­re­so­wany głę­biej tema­tyką tam po pro­stu nie zagląda.

  11. mazdac 26/04/2007 do 18:07 # Odpowiedz

    ja pod­pa­dam pod 1 kate­go­rię, ostat­nio rów­nież nie mam „wystar­cza­ją­cej” ilo­ści czasu, jed­nak praca z sys­te­mem gnu/linux czy bsd dla mnie oso­bi­ście jest bar­dziej kom­for­towa i szyb­sza, jak coś nie działa tak jak ocze­kuję, wyedy­tuję tro­szeczkę, coś dokom­pi­luję i gra i buczy.

  12. PeterCub 26/04/2007 do 19:27 # Odpowiedz

    Moze jakąś ankietę CoSTa zro­bisz, cho­ciaż do 3 kate­go­rii nikt się nie przy­zna, bo tacy nawet nie wie­dzą, jak cza­sami włączyć/wyłączyć kom­pu­ter, albo „otwo­rzyć” internet.

  13. sparky 26/04/2007 do 19:47 # Odpowiedz

    Zmieniłeś zain­te­re­so­wa­nia, tro­chę sie wypa­li­łeś, czu­jesz się tym zmę­czony itp., to się zda­rza. Wydaje się jed­nak, że to może doty­czyć każ­dej dzie­dziny, nie tylko dzie­dziny infor­ma­tyki, sys­temu GNU/Linux, ale całego życia, które, jak piszesz, bar­dziej Cię teraz absorbuje.

    Nie ma jed­nej recepty na to, dla­czego ludzie się znie­chę­cają, ale może gdzieś, w podej­ściu do tego, popeł­ni­łeś błąd. A może po pro­stu się zmie­ni­łeś i chcesz już robić coś innego.

    W każ­dym razie, nie ma się co mar­twić, Wolne Oprogramowanie roz­wi­jają ludzie, któ­rym to daje przede wszyst­kim przy­jem­ność i satys­fak­cję. Jeżeli tak nie jest, nie ma się co zmu­szać i odna­leźć się w innej dzie­dzi­nie aktyw­no­ści, gdzie można coś zro­bić dla innych. Nie nazy­waj się zra­mo­la­łym itp.

    Dzięki za Twój dotych­cza­sowy wkład dla społeczności.

  14. fraDiavolo 26/04/2007 do 23:13 # Odpowiedz

    Świetny post, CoSTa. Ja czuję się bar­dzo podob­nie, też się kom­plet­nie znie­chę­ci­łem do nie­ustan­nej walki z sys­te­mami ope­ra­cyj­nymi. Czyli z czymś, co z zasady powinno być ope­ra­cyjne, funk­cjo­nalne i nie­mal nie­zau­wa­żalne w codzien­nej pracy z kom­pu­te­rem. Tylko wie­kowo stoję tro­chę niżej, ale nie­znacz­nie, bo już też prze­kro­czy­łem trzydziestkę. :)))

    A zaczęło się od tego, że kupi­łem sobie iPoda. Tani nie był, ale nie­sa­mo­wi­cie funk­cjo­nalny, no i taki… śliczny. Z miej­sca ziry­to­wało mnie, że Linuks nie do końca tego iPoda obsłu­guje, ale niech tam. Na szczę­ście mia­łem dostęp rów­nież do Windows i to mi na razie wystar­czało. Ale fascy­na­cja iPo­dem przy­po­mniała mi, jak bar­dzo lubi­łem Maki (na któ­rych pra­co­wa­łem kilka lat temu w pew­nej fir­mie). W gło­wie zaczęła mi doj­rze­wać pewna myść, no i w końcu spra­wi­łem sobie Macbooka. Eureka! Działa wszystko, wszystko jest też funk­cjo­nalne i śliczne. Tym oto spo­so­bem Linuksy poszły w odstawkę. Jeszcze nie osza­la­łem, żeby sobie co kilka mie­sięcy insta­lo­wać nowe distro i mar­twić się, coby tu zro­bić, żeby dzia­łało. Kiedyś chciało mi się to robić i tym spo­so­bem wiele się nauczy­łem. Ale teraz mam już tego dość. Tak samo jak swego bla­szaka, któ­rego mam zamiar wymie­nić na dek­sto­po­wego Maka, jak tylko się zepsuje. No, ale jak ma się zepsuć, skoro go pra­wie nie używam?

    Ostatnio — na fali entu­zja­stycz­nych recenzi Ubuntu 7.04 — włą­czy­łem jed­nak bla­szaka i zapo­da­łem mu płytkę z nowym sys­te­mem. Pomyślałem, że cho­ciaż zoba­czę, ile jesz­cze dzieli Canonical od Apple’a i MS. No i co? Instalacja poszła szybko, ale sieć (ether­net) za cho­lerę nie chce dzia­łać — choć w Mac OS i Windows działa po wło­źe­niu kabla. Wywaliłem nowe ubun­towe cudeńko z dysku po jakiejś godzi­nie. Nawet mi się już nie chciało docie­kać, czemu nie działa. Bo po co tra­cić czas? Za oknem wio­sna, w pracy urwa­nie głowy, szwa­gier zapra­sza na grilla, dziecko domaga się wyj­ścia na rower albo na plac zabaw, a żona już coś prze­bą­kuje o dru­gim… Po co mi jesz­cze kło­poty z krnąbr­nym pingwinem?

  15. btd 27/04/2007 do 04:44 # Odpowiedz

    No to ja pojade po ban­dzie :->

    Kazdy z ‘kom­pu­te­row­cow’ ma etap brandz­lo­wa­nia sie kom­pem — non stop gra­nie, 3dSMarki, pod­kre­ca­nie zeby tylko superPI poli­czylo 0,01 sekundy szyb­ciej, ker­ne­lo­wa­nie kom­pila. Niektorzy dora­staja i poja­wiaja im sie inne sprawy jak praca (ok, tam tez mozna dalej sie bawic jak sie trafi dobrze), rodzina , dom itd, a nie­kto­rym tylko tyle pozo­staje — dalej pie­przyc sie z kompem.

    Mi juz szkoda czasu na jeba­nie sie bo cos nie dziala — to robie w pracy, po pracy ‘na moim tery­to­rium’ ma dzia­lac, i to ide­al­nie. Nie dziala — wypada z kompa.

    A co do kate­go­rii — zwy­kle 1, z che­cia zeby zawsze bylo 2 :)

    Aha — ndi­sw­rap­per to jest swietny przy­klad jak linux radzi sobie bez win­dows — taki inter­fejs pro­gra­mowy pozwa­la­jacy uzy­wac do sie­cio­wek wifi ste­row­ni­kow win­dow­so­wych :->

  16. Sky Ace 27/04/2007 do 05:43 # Odpowiedz

    btd, piękne sfor­mu­ło­wa­nie „dalej pie­przyć się z kom­pem” tym bar­dziej, jak sobie się przy­po­mni kawał o dziew­czy­nach infor­ma­tyka. :))) Nie ma to jak chwila rado­ści o poranku. :>

    Ja aku­rat Ubuntu uży­wam, ale z na tyle stan­dar­do­wymi rze­czami, że 98% działa od kopa. Resztą się nie zaj­muję, szkoda czasu. :)

  17. KBernady 27/04/2007 do 05:49 # Odpowiedz

    Dorzucę swoje $.02:

    Może być też tak, że od, powiedzmy, pew­nego wieku, czło­wiek nabiera tyle/takich róż­nych umie­jęt­no­ści i spe­cja­li­za­cji, że po pro­stu mu się nie opłaca (zbytnio/prawie/wcale) zaj­mo­wać wnętrz­no­ściami systemu.

    Zamiast np. 4 godziny/dzień/miesiąc ustawiać/instalować/sprawdzać sys­tem, bar­dziej _opłaca się_ popra­co­wać 2 godziny/pół dnia/tydzień — zaro­bić, zapła­cić za coś co działa od razu (albo zatrud­nić na chwilę kogoś tań­szego od sie­bie), a przez pozo­stały czas choćby odpocząć.

    Czyli uży­wać kom­pu­tera jako narzę­dzia do zara­bia­nia więk­szych pie­nię­dzy niż kosz­tuje pie­nięż­nie i cza­sowo kon­stru­owa­nie i main­te­nance tego narzędzia

    Nazwałbym taki pro­ces mądrze­niem niż ramo­le­niem (ale może w sumie to niedaleko…)

  18. btd 27/04/2007 do 06:37 # Odpowiedz

    @Sky Ace

    No jasne ze to byla zamie­rzona dwuznacznosc :)

    Ja w pracy na stan­cjo­narce mam ubuntu. Na lap­to­pie viste, a w domu na kom­pie xp. A w 2008 beda dwa macbooki.

    @KBernady

    Chyba tra­fi­les w sedno :)

  19. CoSTa 27/04/2007 do 09:18 # Odpowiedz

    kur­czę, pano­wie, przez nie­któ­rych z was zaczy­nam prze­sta­wać czuć się jak ramol :). oby tak dalej!

  20. salvadhor 27/04/2007 do 09:20 # Odpowiedz

    Kompletnie was nie rozu­miem. Jojczycie, że nie macie czasu, ale jakby co, to wybie­ra­cie pracę po godzina, nad­go­dziny, sie­dze­nie w robo­cie po dwa dni, itp. I wtedy macie gdzieś, że rodziny/dzieci ojca widzą nocą, albo rano chył­kiem wycho­dzą­cego z domu. Bo potrzebna kasa na ‘coś’ co będzie dzia­łało bez waszej ingerencji.

    Toż to się kom­plet­nie kupy nie trzyma — ja wiem, mamy czasy jakie mamy, postę­pu­jący kon­sump­cjo­nizm, ludzie spro­wa­dzeni do try­bi­ków w tym całym sys­te­mie itp.

    Ale gada­nie, że z Linuksem trza się pie­przyć, żeby cho­dził, to dema­go­gia. Z samo­cho­dem trza się pie­przyć żeby cho­dził, z kom­pu­te­rem trza się pie­przyć żeby cho­dził, z wier­tarką trza się pie­przyć, z Windowsem trza się pie­przyć, nawet sraj­ta­śma nawet cza­sem się dziurawi.

    Zewsząd wci­ska się nam kit, który jest lep­szy od kitu kon­ku­ren­cji, ma wię­cej dupe­reli, wię­cej cyfe­rek, itp. A więk­szość się łapie na tanie chwyty, jed­no­cze­śnie dekla­ru­jąc się jako ‘luzacy’, któ­rzy chcą mieć ‘naj­lep­sze rze­czy’ dzia­ła­jące same od sie­bie. I w imię swo­jego ‘wylu­zo­wa­nia’ zapie­prza­cie ponow­nie w robo­cie po 16 godzin, bo luk­sus kosz­tuje i nie trzeba poświę­cić godzinki żeby coś uruchomić/naprawić/poczytać o funkcjonalności.

    Mimo szcze­rych chęci, nie dopa­truję się w takiej posta­wie logiki.

    • CoSTa 27/04/2007 do 09:30 # Odpowiedz

      gdzie pra­cu­jesz salv? ja robię u pry­wat­nego pra­co­dawcy, kapi­ta­li­sty z krwi i kości, który wyci­ska mnie do ostatka. po powro­cie do domu wku­rza­jący mnie przed­miot, który nie będzie funk­cjo­no­wał jak ma funk­cjo­no­wać, lub będzie stroił fochy we współ­dzia­ła­niu z innymi przed­mio­tami — ląduje na ścia­nie i malow­ni­czo się roz­pry­skuje. następ­nego dnia w domu jest nowy, inny, bezproblemowy.

      czego tu nie rozu­miesz? to jest dokład­nie tak wła­śnie pro­ste. pracę zosta­wiam za drzwiami biura. w domu czas na wypo­czy­nek i miłe spę­dza­nie czasu. prze­cież to pro­ste jest.

      z linuk­sem trzeba się jed­nak cza­sem pie­przyć. na samym początku cytuję spra­woz­da­nie z takiego wła­śnie pie­prze­nia się z systemem.

    • btd 27/04/2007 do 09:53 # Odpowiedz

      „Z samo­cho­dem trza się pie­przyć żeby chodził”

      Ze co?

      Wezcie ludzie skonczce pierd.. z tymi ana­lo­giami komp — samo­chod. Bo jak widze to w wiek­szo­sci przy­pad­kow wie­dza o autach kon­czy sie na tym ze sa 4 kola.

      Co sie kurwa trzeba pie­przyc — lejesz i jedziesz. Jak cos ci sie sypie to masz chu­jowy samo­chod. Wymiana oleju czy kloc­kow jest oczy­wi­sto­scia bo to sie zuzywa mecha­nicz­nie. Co niby do ciez­kiej cho­lery zuzywa sie mecha­nicz­nie w kom­pie ze trzeba grze­bac? Poza tym, klocki czy olej robisz raz w roku i tyle.

    • fradiavolo 27/04/2007 do 12:30 # Odpowiedz

      To, że z Linuksem trzeba się pie­przyć, żeby cho­dził, to nie żadna dema­go­gia, tylko fakt. Linux ma swoje zalety, ale sys­te­mem cał­ko­wi­cie bez­pro­ble­mo­wym nie jest i jesz­cze długo nie będzie — i to nawet w przy­padku takich dys­try­bu­cji, jak Linspire/Freespire. Oczywiście, że każdy OS może cza­sem stwa­rzać kło­poty. Ale tu cho­dzi o liczbę i skalę tych pro­ble­mów… Mac OS czy Windows są jed­nak znacz­nie mniej pro­ble­ma­tyczne w codzien­nym użytku niż np. distra Linuksa czy BSD. Używałem wszyst­kich, to wiem. Udziały ryn­kowe, nie­za­leż­nie, co sądzisz o gospo­darce ryn­ko­wej, też chyba coś mówią, no nie? To są twarde dane. Większość użyt­kow­ni­ków gło­suje port­fe­lami (albo pro­gra­mami P2P :)))), bio­rąc pod uwagę swoje potrzeby, dostępny czas, itd. — i to nie przy­pa­dek, że Linux nie jest lide­rem rynku desk­to­pów i pew­nie nigdy nie będzie.

  21. salvadhor 27/04/2007 do 10:01 # Odpowiedz

    @btd

    Wentylator :)

    Raz na dwa, trzy lata.

    Poza tym, co to za samo­chód, przy któ­rym muszę jakieś czę­ści mecha­niczne wymie­niać — płacę i ma chodzić ;)

    • btd 27/04/2007 do 10:08 # Odpowiedz

      Kazdy.

      Nawet fer­rari czy bugatti czy rolls-royce.

      W sta­cjo­narce wlo­zy­lem porzadne wen­tyle, zasilka to tagan i zero pro­ble­mow, od jakis 2 lat.

  22. yoshi314 28/04/2007 do 07:28 # Odpowiedz

    ja nawet w zyciu nie widzia­lem karty radio­wej a zro­zu­mia­lem calosc. i nie uzy­wam ubuntu :]

    czy to zna­czy ze jestem jakis genialny? a skad.

    wystar­czy ze jestem na bie­zaco z linuk­sem. nie tylko z powo­dow hobbystycznych/ideologii czy jakichs innych.

  23. mix 05/05/2007 do 09:27 # Odpowiedz

    Costa, bar­dzo cie­kawy arty­kuł. Uważam że wszy­scy jeste­śmy podobni do cie­bie lub będziemy… tak z wie­kiem się nie­stety robi. ale to wynika z fru­stra­cji tym co nas ota­cza, a jak do tego doj­dzie jesz­cze wewnętrzna (domowa) fru­stra­cja to się pona­kłada i czło­wieka krew zalewa o wszystko.. nawet o to że coś nie działa (choć z braku prze­my­śle­nia pro­blem wcale nie był zło­żony). Tak to jest, czło­wiek się sta­rzeje. Nie mam żony i dzieci ale fakt fak­tem cza­sem już tez mam dość dłu­ba­nia i to nie tylko z Linuksem ale i ze wszyst­kim co mnie ota­cza. To się nazywa wypa­le­nie? a może popro­stu prze­mę­cze­nie, albo znie­chę­ce­nie do tego co się robiło.

    Może czas zmie­nić coś w życiu gdy sie do takiego wnio­sku doj­dzie. Można prze­cież grac na instru­men­cie (muzyka to jedyne praw­dziwe i nie­na­ma­calne fizycz­nie piękno — gdy się ją two­rzy samemu i wycho­dzi), albo ot choćby sadzić marchew :)

    Życzę pogod­nych myśli i mam nadzieję że odnaj­dziesz sens w tym co robisz. Powodzenia.

  24. CoSTa's Family Page 11/05/2007 do 07:31 # Odpowiedz

    Poteoteryzuję sobie teraz nieco bo i praca na chwilę wol­nego pozwala (nie ma to jak solidna akcja w Photoshopie i mie­le­nie kilku giga­baj­tów danych w inne dane :)), i pogoda nie skła­nia do gapie­nia się w okno (naresz­cie solid­nie pada w Poznaniu).Do systemu

  25. LordD 11/05/2007 do 11:53 # Odpowiedz

    Dzięki use­rom pierw­szej kate­go­rii use­rzy trze­ciej kate­go­rii mogą wetknąć wtyczkę i będzie im dzia­łać, a potem mogą sobie poje­chać na ryby lub spę­dzić czas ze swoja kobietą, a nie wgry­zać się w coś co kie­dyś ich inte­re­so­wało, a teraz — z wie­kiem — zaczyna iry­to­wać. Także… chwała i cześć use­rom pierw­szej kategorii! :)

Dodaj komentarz