Muzyka na uszach odzyskana

Już od jakie­goś czasu bawię się swoim nowiuś­kim gadże­tem, czyli tele­fo­ni­kiem Sony Ericsson K750i. Dawali to i bra­łem choć oczy­wi­ście musieli wal­nąć mnie w odbyt bo dwa mie­siące po wzię­ciu tele­fonu, Orange daje go teraz za friko za jakiś sen­sowny abo­na­ment nawet. No cóż, bywa.

Ale sam gadżet jest fajowy nad wyraz i ład­nie współ­działa z moim mini więc narze­kać nie mam na co. Jedyny powód narze­ka­nia to pra­cowy pecet, który takich wysu­bli­mo­wa­nych tech­no­lo­gii jak Bluetooth nie ma zamiaru ofe­ro­wać a ja nie mam zamiaru łożyć w roz­sze­rze­nia nie­swo­jego kom­pu­tera. Skutek oczy­wi­sty — jeden kabel do bra­nia ze sobą wię­cej :/. Wiecie co? Może i te Maki kosz­tują ale za to mają wszystko co potrzeba na pokła­dzie plus soft, na który skar­żyć się nie mogę bo mam wszystko pod ręką out of the box. I okej, jak ktoś lubi to niech skrzęt­nie pod­łą­cza do pudła co tam mu bra­kuje. Ja mam wszystko pod maską i już :)

Telefonik jako się rze­kło spra­wuje się dosko­nale. Mnie jed­nak zachwy­cił jeden feature, który zawsze chcia­łem mieć — coś gra­ją­cego empe­tró­jeczki. Powiem Wam, że ostatni raz po mie­ście z muzyką na uszach śmi­ga­łem za począt­ków swo­jego stu­dio­wa­nia (a było to BARDZO dawno temu :)) z ówcze­snym cudem tech­niki — Walkmanem Sony (na kasety magne­to­fo­nowe droga mło­dzieży). Od momentu zaprzy­jaź­nie­nia się z moim nowym tele­fo­ni­kiem narze­kam tylko na jedno: brak pie­nię­dzy na kupie­nie cze­goś pojem­niej­szej karty pamięci, bo póki co muszę żon­glo­wać pli­kami i robić play­li­stę co chwila nową. Poza tym dozna­nia są cudne po prostu…

  • Patrzę w wykrzy­wioną i czer­woną z wście­kło­ści kie­dyś twarz jakie­goś pijaczka, który obrzuca mnie bło­tem w auto­bu­sie z jakiejś tam przy­czyny. I nie zabi­jam na miej­scu! Prawda, że to piękny sku­tek uboczny zapcha­nia sobie kanału słu­cho­wego decy­be­lami? Nie muszę gnić w wię­zie­niu za zabi­cie jakie­goś gnoja… Dzięki ci Sony!

  • Patrzę na jakąś sek­sowną laseczkę skrom­nie zakła­da­jącą nogę na nogę na przy­stanku auto­bu­so­wym. Zagryzam wargi i całą sku­mu­lo­waną sek­su­alną (kaman, mamy wio­snę!) ener­gię kie­ruję na head­ban­ging. Czniam to, że wyglą­dać muszę zabaw­nie — ponad­trzy­dzie­sto­letni gru­ba­sek mio­ta­jący się po przy­stanku… Ale nie gwałcę! Nie muszę gnić w wię­zie­niu za zgwał­ce­nie jakiejś sek­sow­nej a skrom­nej laseczki… Dzięki ci Sony!

  • Patrzę na prze­jeż­dża­jące bocz­kiem bla­chy i widzę jak wszystko w oko­licy pod­ska­kuje w rytm łupanki pusz­czo­nej wewnątrz owych blach. Coś jak bar­dzo ryt­miczne trzę­sie­nie ziemi… Ludzie się oglą­dają, dzieci pła­czą, matki krzy­czą, psy wyją, koty mar­cują… Chaos! A ja? A ja mam to w trąbce Eustachiusza wypeł­nio­nej po brzegi miodną zawar­to­ścią przy­ma­łej pamięci mojego tele­fonu. I nie pod­pa­lam blach! Nie muszę gnić w wię­zie­niu za spa­le­nie w pizdu kilku idio­tów z ich idio­tyczną łupaną w ich idio­tycz­nej furce… Dzięki ci Sony!

Dalej nie będę wymie­niał bo i po co? Teraz tylko nie­chaj wynajdą coś do zakła­da­nia na oczy i frrrru! Mogę lecieć w pełen wir­tual. Patrzajta jaki dzięki temu porząd­niej­szy będę…

Miło mi Państwa poin­for­mo­wać, że muzyka w uszach została odzyskana!

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

8 Komentarzy do “Muzyka na uszach odzyskana”

  1. btd 19/04/2007 do 08:23 # Odpowiedz

    To zalezy od muzyki w uszach. Ja tam nie raz mia­lem ochote wla­snie gwal­cic, palic i rabo­wac idac z odpo­wied­nim soundtrackiem :)

    No ale ja inny jestem :)

  2. Pawouek 19/04/2007 do 08:38 # Odpowiedz

    Na oczy powiadasz? ;-)

    Może coś takiego:

    http://www.thinkgeek.com/electronics/video/88e0/

    Lub takiego:

    http://aukcja.onet.pl/show_item.php?item=186037254

    A swego czasu Sony czy Panasonic miały w swo­jej ofer­cie takie oku­lary z pół­prze­źro­czy­stą ścianką, żeby nie wal­nąć w słup albo innego ludzia.

    Chyba nawet to było to (lub któ­raś wersja):

    http://www.steves-digicams.com/glasstron.html

  3. Hadret 19/04/2007 do 09:16 # Odpowiedz

    He, he — też by mi się przy­dała więk­sza karta, ale u mnie to ze względu na cyka­nie zdjęć, bo do słu­cha­nia muzy mam Szufelkę.

    Anyway, mój onkel ma takiego samego phona i doku­pił sobie mistrzow­ską przej­ściówkę — taką, że możesz pod­łą­czyć do swo­jego Soniaczka KAŻDE słu­chawki, a to, jak pew­nie się domy­ślasz, zna­cząco może wpły­nąć na jakość dźwięku. Jeśli nie chcesz wydzi­wiać, ale Ciebie też iry­tują te słu­chawki dołą­czone do K750i, poszu­kaj po skle­pach słu­cha­wek do bodaj W800i/W810i (któ­ryś z W, w każ­dym bądź razie) — są kom­pa­ty­bilne, a znacz­nie lepsze ;)

  4. PeterCub 19/04/2007 do 14:39 # Odpowiedz

    Od roku uży­wam SE w800i. Powiem Wam jedno, od roku ostrzy sobie na niego zęby moja sio­stra i jej zachwyty nie są prze­sa­dzone. Dodatkowo mam 2Gb dodat­ko­wej pamięci, ale marzy mi się takie 8Gb mmmmm

  5. CoSTa 19/04/2007 do 22:18 # Odpowiedz

    [b]btd[/b]: słuszna uwaga :). jutro od rana jakiś machi­ne­head w uszy sobie wsa­dzę. cie­kawe co się wyda­rzy i czy zdążą to odbu­do­wać przed euro :)

    [b]pawouek[/b]: łoooo… te gadżety RZĄDZĄ! dzięki za namiary, zawsze to miło wie­czo­rem nieco śliny przed moni­to­rem puścić :)

    [b]hadret[/b]: słu­chawki wymie­nię przy naj­bliż­szej finan­so­wej spo­sob­no­ści bo to sonia­czowe gówno nie nadaje się do niczego. a przej­ściówka to fajna rzecz… dzięki za info, będę musiał tu nieco pokom­bi­no­wać. albo oleję tele­fon i kupię sobie ipoda nano :)

    [b]petercub[/b]: mnie i giga­bajt by wystar­czył. rota­cję kawał­ków mam sporą ale gdzieś cho­lera wypa­da­łoby je wgry­wać. taaaa, taka jed­no­gi­gówka zała­twi sprawę. a walk­mana to chciał­bym cho­lera i ja. fajna maszynka :)

    • btd 20/04/2007 do 15:14 # Odpowiedz

      A sly­sza­les naj­now­sze Machine Head? Rozpieprza nad­garstki bar­dzo dokladnie :-)

  6. shqvarny 21/04/2007 do 07:42 # Odpowiedz

    CoSTa, taka karta to teraz gro­sze, nie wiem na co cze­kasz :> a jakie słu­chawki? zakła­dam, że skoro takie wyci­sze­nie, to któ­reś douszne.

  7. CoSTa 21/04/2007 do 13:52 # Odpowiedz

    [b]btd[/b]: naj­now­sze? oj, chyba nie (co w sumie byłoby dziwne bo jeśli w oko miało oka­zję tra­fić, to powinno być z miej­sca zassane :)). ale prze­ko­nam się z chę­cią co tam wymyślili.

    [b]shqvarny[/b]: w sumie to na nic, ot ze łba mi przy zaku­pach wypada i dopiero po przyj­ściu do domu czło­wiek się po łbie wali, że prze­cież miał jesz­cze małe conieco do zała­twie­nia :). a słu­chawki owszem, douszne. choć przy przej­ściówce, o któ­rej pisał hadret, wolał­bym coś więk­szego i zewnętrz­nego a nie sie­dzą­cego w kanale. takie słu­chawki jakoś bar­dziej wolę.

Dodaj komentarz